Ben Bova - Wędrowcy

Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Albo jesteśmy sami we wszechświecie albo nie jesteśmy;każda z tych możliwości jest zaskoczeniem dla umysłu.
Lee Dubridge

Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Jak to zrobię? Amerykański astronauta zginie. Czy może być coś prostszego?

Stoner spędził swoje ostatnie popołudnie na Kwajalein w miejscowej sali konferencyjnej z Thompsonem, Tuttle’em, Rosjanami i szefami innych grup, omawiając stan przygotowań do misji kosmicznej. Potem wrócił szybko do swego biura i stojąc samotnie przy biurku, lustrował wzrokiem pokój — równie bezosobowy jak budka telefoniczna. Jął wyciągać, jedna po drugiej, metalowe szuflady podręcznego archiwum. Nie było w nich nic, czego by potrzebował, nic, co chciałby ze sobą zabrać, nic, co byłoby jego.

W końcu jego wzrok spoczął na absurdalnym prezencie Markowa. Orzech kokosowy leżał wciąż na biurku, obok telefonu. Twarz Stonera rozjaśnił uśmiech.

— Ty — rzekł do brunatnej, włochatej kuli — pojedziesz ze mną w daleką podróż.

— Wiem o tym.

Odwrócił się gwałtownie i zobaczył stojącą w drzwiach Jo. Jego uśmiech przeszedł w grymas zażenowania.

— Och… Zebrało mi się na rozmowę z orzechem. Pewnie to oznaka nerwowości.

— Nie wyglądasz na nerwowego — powiedziała Jo i postąpiła w głąb pokoju.

Miała na sobie ucięte nad kolanami dżinsy i na wpół rozpiętą bluzkę. Jej skóra była koloru brunatnooliwkowego, a na ustach igrał zagadkowy uśmiech.

— Żelazna samokontrola — mruknął Stoner.

— Jesteś już spakowany? — spytała.

— Prawie. A ty? Nie wejdziesz chyba do samolotu w tym stroju?

— Oczywiście, że nie — uspokoiła go. — Pomyślałam sobie, że dobrze będzie przejść się przed kolacją po plaży. I tak zostanie dużo czasu, żeby się przebrać i zdążyć na samolot.

Skinął głową.

— Na pewno nie będę tęsknił za tutejszym jadłem.

— Chodź, przejdziemy się razem — powiedziała i ujęła go pod ramię. — Pożegnajmy się z naszą wyspą.

Szli boso, ramię przy ramieniu po wilgotnym, lecz ciepłym piasku, a fale pluskały u ich stóp. Ich cienie wydłużały się coraz bardziej w półmroku gasnącego dnia, a ich twarze opromieniała karminowa łuna wieczornego nieba.

Na horyzoncie, za ciągiem małych wysepek, wyznaczających granice laguny, zachodziło słońce, zmieniając niebo i wodę w jezioro płynnego złota. Co chwila na tle pierzastych obłoków przelatywały z krzykiem ptaki.

— Nasz ostatni zachód słońca na Kwajalein — powiedziała Jo, ściskając obiema dłońmi ramię Stonera.

— Mieliśmy jakoś niewiele okazji, żeby tu podziwiać zachody, nieprawdaż? — odparł w zadumie.

— Nie mieliśmy też szansy zrobienia wielu innych rzeczy — zauważyła. — Straciliśmy cząstkę życia.

— Tak, to prawda.

— Gdy to się skończy, Keith, gdy nasze życie ustabilizuje się na tyle…

— Sądzisz, że to nastąpi?

— Musi nastąpić — powiedziała. — A ty tak nie uważasz?

— Nie wiem. Ta wizyta kosmiczna zmienia wszystko tak bardzo… Któż może przewidzieć, co się niedługo stanie?

Zwróciła się ku niemu i objąwszy go ramionami, oparła policzek na jego ramieniu.

— Keith, nie leć na to spotkanie — powiedziała z obawą w oczach. — Przeraża mnie ta misja rakietowa.

Odetchnął wonią jej włosów.

— Boisz się? Ty? Sądziłem, że chcesz zostać astronautką.

— Nie bałabym się, gdybym sama miała lecieć. Ale obawiam się bardzo o ciebie.

Roześmiał się, lecz czuła, że jest cały spięty.

— Reynaud twierdzi, że Rosjanie chcą mnie zgładzić .

— No widzisz? — Jo odsunęła się lekko od niego i spojrzała mu w oczy. — Nie jestem jedyną.

— Rozmawiałem o tym z Kiryłem. To bzdury.

— Naprawdę tak powiedział?

— Coś w tym rodzaju.

— Co to znaczy „coś w tym rodzaju”? Czy śmiał się z tego, czy też wziął to na serio?

Stoner machnął lekceważąco ręką.

— Coś między jednym i drugim.

— Keith, naprawdę grozi ci niebezpieczeństwo z ich strony. Czuję to przez skórę.

— Będę tam gościem radzieckiego rządu — rzekł. — Wszyscy będziemy tak traktowani. Nie ośmielą się zrobić nam nic złego.

— Ale ty jesteś uparty — powiedziała potrząsając głową. — I głupi.

— Kirył będzie mnie ochraniał.

Wzniosła ręce ku niebu.

— Też mi ochroniarz! On nawet nie potrafi porządnie wiosłować!

Stoner wybuchnął śmiechem.

— Proszę cię, nie leć na tę misję, Keith! — mówiła Jo. — Niech Rosjanie wyślą swoich kosmonautów na spotkanie z tym przybyszem. Zostań na Ziemi razem z nami wszystkimi.

— Wykluczone.

— Keith, boję się o ciebie! Boję się bardzo!

— Wiem o tym — rzekł — ale to nie ma znaczenia. — Przypuśćmy, że jestem sukinsynem bez serca, w porządku? Ale ta misja jest dla mnie ważniejsza iż wszystko inne. To jest moje życie. Czy tego nie rozumiesz? To jest dla mnie ważniejsze niż moje dzieci, niż ty, niż wszystko na świecie. Muszę tam polecieć. Przejdę przez ogień, aby się to stało.

Jo nic nie odpowiedziała. Opuściła głowę i utkwiła wzrok w piasku u ich stóp.

— Czy coś jest ze mną nie tak, skoro tak myślę? — zapytał. — Uważasz mnie za jakiegoś potwora?

— Tak — odparła cicho. — Wiesz dobrze, że narażasz się na niebezpieczeństwo, ale stłumiłeś w sobie wszystkie ludzkie uczucia, przestałeś odczuwać ludzkie potrzeby. Jedyną rzeczą, jakiej pragniesz, jest ten lot, choć wiesz, że chcą cię przez to zabić.

— No cóż — rzekł, wzruszając ramionami — widocznie jestem potworem. Ale nic na to nie poradzę.

— Nie potworem, ale maszyną, Keith — powiedziała. — Automatycznym, samoprogramującym się robotem. Zdałam sobie z tego sprawę, gdy tłukłeś Schmidta. Nieludzka, niezmordowana, bezuczuciowa maszyna. Nic i nikt nie może ci stanąć na drodze. Mac, Schmidt, cała przeklęta Marynarka… nawet własne dzieci. Nikt z nas cię nie powstrzyma.

— A więc tak o mnie myślisz…? — Głos Stonera przeszedł w zduszony szept. Poczuł, że jego wnętrze wypełnia lodowata pustka.

— Taki jesteś, Keith — rzekła Jo, starając się, by jej głos brzmiał spokojnie i nie drżał.

Przez chwilę nic nie mówił, potem rzekł:

— Lepiej już wracajmy. Muszę jeszcze spakować niektóre rzeczy.

— Dobrze. Ja też nie skończyłam się pakować.

Szli w milczeniu, aż Stoner doprowadził ją do hotelowego wejścia i odszedł. Patrzyła za nim, sztywna z dumy czy może z bólu. Zdała sobie teraz sprawę, że on jednak ma uczucia i jest podatny na zranienie.

„Ale nie zależy mu na mnie — pomyślała. — Nie ma sposobu, abym mogła w nim wzbudzić troskę o mnie.”

Weszła szybko do holu, pobiegła na górę do swego pokoju i szczelnie zamknęła za sobą drzwi.

ROZDZIAŁ XXXVIII

Nie ulega raczej wątpliwości, że prędzej czy później wejdziemy w kontakt z istotami inteligentniejszymi od nas. Może to być kontakt jednostronny, a więc może polegać na obejrzeniu przez nas ruin albo wytworów jakiejś cywilizacji kosmicznej, może być dwustronny — za pośrednictwem fal radiowych czy światła laserowego. A może to być również spotkanie twarzą w twarz. Kiedyś to nastąpi i może być najbardziej niszczącym wydarzeniem w historii ludzkości. Stwierdzenie, że „Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje”, tyka, niby bomba zegarowa, u podstaw wierzeń religijnych…

ARTHUR C. CLARKE Głosy z nieba Harper and Row, 1965

Odrzutowiec transportowy typu Iljuszyn był hałaśliwy i niewygodny, mimo że na jego pokładzie znajdowało się jedynie dwadzieścia osób.

Stoner siedział w przodzie kabiny, obserwując przez okno bezkresną stepową równinę. Jak okiem sięgnąć, było widać tylko zielonkawe morze traw — bez jakiegokolwiek drzewa, miasta czy nawet wsi. „Tak pewnie wyglądały amerykańskie prerie — pomyślał — przed przybyciem tam pierwszych osadników i obsianiem tych połaci ziemi pszenicą i kukurydzą.”

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wędrowcy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wędrowcy»

Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.