Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Samolot szybował dość spokojnie na dużej wysokości. „Gdybyż jeszcze siedzenia nie były tak blisko siebie” — westchnął w duchu. Jedynym niespokojnym odcinkiem ich podróży był przelot nad Dachem Świata. W pewnej chwili znaleźli się tak blisko Mount Everestu, że było widać jego wyniosły ośnieżony wierzchołek. Potem przelecieli nad skalistym Tybetem i dzikimi górami Ałtaju. Stoner przypuszczał wówczas, że daleko na horyzoncie musi leżeć Afganistan, gdzie mudżahedini wciąż walczą o niepodległość, tak jak kiedyś ich przodkowie stawiali czoła armiom Aleksandra Wielkiego.
Po drugiej stronie przejścia pochrapywał nierówno akademik Zworkin. Inni pasażerowie wypełniali nierównomiernie długi tunel kabiny. Stoner wiedział, że Jo usiadła z tyłu maszyny, daleko od niego.
Tego żołądek skręcał się z głodu, gdyż nie wydawano na pokładzie samolotu żadnych posiłków. Nakarmiono ich pierwszy raz po wielu godzinach lotu, kiedy wylądowali we Władywostoku; po raz drugi podczas uzupełniania paliwa na lotnisku pod Taszkientem. Ani za pierwszym, ani drugim razem nie pozwolono im opuścić maszyny.
Przelecieli nad dzikimi wzgórzami Kazachstanu, gdzie ubrani w futra i stożkowe czapki pasterze cwałują na grzbietach niewielkich miejscowych koników za stadami swych kóz i owiec. A teraz unosili się już nad stepem i z daleka było widać miasto Bajkonur, a za nim poligon rakietowy w Tiuratamie.
Stoner poczuł, że ktoś opiera się o niego, i przekręcił się na swym siedzeniu. Był to Markow; na jego brodatej twarzy malował się lekki uśmieszek.
— Przybyliśmy do kraju w ten sam sposób, co nasz czcigodny Lenin w 1917 — powiedział głośno, aby przekrzyczeć huk silników maszyny.
— To Lenin już latał?
— Nie. — Markow nachylił się do ucha Stonera. — Niemcy wysłali go do Rosji w zaplombowanym wagonie. Żadnych przystanków, nikomu nie było wolno wysiadać ani wsiadać, aż dojechali do Piotrogrodu. My przybywamy z drugiej strony, ale w zaplombowanym samolocie.
Stoner puknął palcem w szybę okna.
— Wielka jest ta wasza Matka Rosja — rzekł.
— Och, to jeszcze nie Rosja — sprostował go Markow. — To Kazachstan, jedna z republik Związku Radzieckiego. Tutejsi ludzie to Azjaci… Mongołowie. Rosja leży o tysiąc kilometrów stąd, na północ i na zachód.
— Ale to jest część waszego kraju.
— Tak jak Porto Rico jest częścią Stanów Zjednoczonych.
Stoner znów zerknął przez okno.
— Całkiem niezły szmat ziemi — rzekł. — I wygląda na nie tknięty ludzką stopą… dziewiczy.
— Faktycznie, część Związku Radzieckiego to wciąż dziewicze ziemie — powiedział Markow. — Chruszczow marzył, aby je zagospodarować. Aby zbierać z nich bogate plony.
— No i co się stało?
— Wypędzili go z Kremla, gdy się nieco zagapił — odparł Markow z sardonicznym uśmiechem.
— Och.
— Zezwolili mu jednak na spokojne przejście na emeryturę. Zmarł śmiercią naturalną; rzecz dość niezwykła u radzieckiego przywódcy; oznaka, że się cywilizujemy.
— Śmiejesz się z tego czy płaczesz, Kirył? — spytał Stoner.
Markow wzruszył ramionami.
— Robię obie te rzeczy, przyjacielu — rzekł. — Trochę jednego, trochę drugiego. Czuję się jak skazany na dożywocie więzień, który powraca za kratki po krótkiej ucieczce. Trudno to nazwać radością. Ale zawsze jest to powrót do domu.
— Powinienem był cię namówić, abyś został na Kwajalein — powiedział Stoner, zniżając głos, choć huk silników samolotu uniemożliwiał podsłuchanie ich rozmowy.
— O, nie — odparł Markow. — Moje miejsce jest tutaj. Tu powinienem być.
Stoner przyjrzał się badawczo jego twarzy.
— Naprawdę w to wierzysz?
Markow przymknął swe jasnoniebieskie oczy i skinął ciężko głową.
— Rozmawiałem o tym dość długo z Marią. Spróbujemy wyprostować różne sprawy między nami. Ona wystąpi o przeniesienie do… lżejszej pracy. — Na jego usta powrócił znów chłopięcy uśmiech. — Jeśli uda mi się uczynić ją bardziej ludzką, łatwiejszą w pożyciu, być może jest też nadzieja dla reszty Rosjan.
Stoner wyczuł, że w małżeństwie Markowa zdarzyło się wiele rzeczy, o których Rosjanin wolał nie mówić.
— Tymczasem — mówił Markow — my wszyscy będziemy cię tu ochraniać. Jesteś częścią nas, a my jesteśmy częścią ciebie. Nie bój się, zadbamy o to, abyś wzleciał na spotkanie z tym statkiem.
— To wszystko, o co proszę — odparł Stoner.
Twarz Markowa przybrała poważny wyraz.
— Wiem, że chodzą słuchy o rosyjskim spisku na twoje życie.
— Kirył, nigdy nie podejrzewałem, abyś ty lub któryś z nas…
— Nie martw się. — Markow podniósł palec do ust, w geście zalecającym ostrożność. — Natychmiast po wylądowaniu w Tiuratamie skontaktuję się akademikiem Bułaczowem. Ten projekt zostanie zrealizowany bez przeszkód. Obiecuję ci to.
— W porządku — rzekł Stoner. — Bardzo dobrze.
— Nie jesteśmy pionkami w jakiejś międzynarodowej grze o władzę — mruknął Markow z posępną miną. — Rząd potraktuje nas, wszystkich bez wyjątku, z pewnym szacunkiem.
— Czy naprawdę sądzisz, Kirył, że możesz na tyle zmienić ustrój, aby to było wykonalne?
Markow lekko potrząsnął głową.
— Konieczna jest w tym samym stopniu zmiana ustroju — rzekł — co spowodowanie, by biurokraci powrócili do swych zasad. Aby się kierowali uczciwością i rzetelnością. Rosjanie to dobrzy, pracowici ludzie. Wiele wycierpieli, wiele wytrzymali. Musimy powrócić do prawdziwych zasad marksizmu-leninizmu. Musimy wejść na drogę, która nieuchronnie prowadzi do sprawiedliwego i szczęśliwego społeczeństwa.
— To gigantyczne zadanie — rzekł Stoner.
— Tak, ale mam kogoś do pomocy — odparł Markow. — Pomoże mi ten przybysz z gwiazd.
— W jaki sposób?
— Popatrz, co on już osiągnął — odparł Markow, ciągnąc się w zamyśleniu za bródkę. — Nie tylko dla mnie, ale i dla ciebie. Ameryka i Rosja nawiązały współpracę na niewielką, co prawda, skalę, ale nawiązały. A niemal we wszystkich innych dziedzinach trwa nadal ostra konfrontacja.
— Skoro tak grzecznie współpracują, dlaczego nie pozwolili nam wysiąść z samolotu? — spytał Stoner. — Czy bali się, że im coś ukradniemy, jeśli postawimy stopę na ich ziemi?
— A czy zdajesz sobie sprawę, jaką to ciężką próbą dla naszej narodowej paranoi była zgoda na przybycie Amerykanów do naszej najważniejszej bazy rakietowej? No i tych dwóch chińskich naukowców?
— No tak, ale…
— Nasz gwiezdny przybysz zmusił już rządy wszystkich państw do zmiany sposobu myślenia.
— O centymetr — zauważył Stoner.
— Może tylko o milimetr — rzekł Markow. — Ale to już jest zmiana. Już nigdy nie będą mogli mówić o naszej planecie jako o całym wszechświecie Są zmuszeni współpracować, żeby się dowiedzieć, kim jest ten przybysz Nigdy już nie będziemy mogli myśleć o innych ludziach, o innych narodach jako o zupełnie nam obcych. Nasz przybysz z gwiazd zmusza nas do akceptacji tej prostej prawdy, że wszyscy ludzie są braćmi.
— Jezu Chryste! — mruknął Stoner. — Szkoda, że u was nie ma Hyde Parku. Byłbyś niepokonany. Co za filozoficzna dusza!
— Może tak — rzekł Markow. — Ale wspomnisz moje słowa. Ten przybysz zbliży nas wszystkich ku sobie.
— Miejmy nadzieję, że się nie mylisz, Kirył.
— A czy nie dzięki niemu my dwaj zostaliśmy przyjaciółmi?
Stoner skinął głową.
— To jest dobra przyjaźń, Keith. — Oczy Rosjanina stały się wilgotne. — Jestem dumny, że mogę być twoim przyjacielem, Keith. Jesteś dobrym człowiekiem. Jeśli będzie trzeba, oddam za ciebie życie.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
