Ben Bova - Wędrowcy

Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Albo jesteśmy sami we wszechświecie albo nie jesteśmy;każda z tych możliwości jest zaskoczeniem dla umysłu.
Lee Dubridge

Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Czy to nie Bach? — spytał Stoner, sadowiąc się na jednym z foteli stojących wokół jedynej w świetlicy sofy.

Markow westchnął.

— Vivaldi — rzekł.

Drzwi otworzyły się z impetem i do sali weszła Jo, rozcierając niecierpliwie skórę na swych ramionach.

— Komary — wyjaśniła. — Wielkie jak odrzutowce.

— Jedna z atrakcji tej okolicy — zauważył Markow.

Jo miała na sobie dżinsy i cienki sweterek.

— Nasi gospodarze zainstalowali reflektory wokół wszystkich budynków — skarżyła się, przeczesując palcami włosy. — W ogóle nie widać nieba, a nie wolno wyjść poza oświetloną powierzchnię.

— Pomyślmy o pozytywach takiego stanu rzeczy — zasugerował Markow.

— Reflektory przyciągają komary.

Mimo woli wybuchnęła śmiechem i podeszła do sofy.

— Nie sądzę, abym tej nocy zasnęła. Jestem pokłuta jak sito.

— Napijesz się kawy? — spytał Stoner.

— To by jeszcze pogorszyło sprawę.

— Może w takim razie szklankę gorącej herbaty? — zaproponował Markow. — Albo kieliszeczek wódki?

— Żadnego alkoholu. Muszę mieć jutro jasny umysł, choć oni nie pozwolą mi nawet dotknąć tego ich sprzętu.

— Może powinniśmy poprosić tego medyka, żeby zrobił pani zastrzyk przeznaczony dla Keitha. Zapadłaby pani wtedy w długi spokojny sen i obudziła się jutro z umysłem tak jasnym jak poranne niebo.

— Oni przynajmniej tak twierdzą — rzekł Stoner.

— O nie, dziękuję. — Jo zerknęła w stronę felczera. — Czy on mówi po angielsku? — spytała.

— Nie, tylko po rosyjsku — uspokoił ją Markow.

— Skąd on jest?

Markow zwrócił się do felczera, który zaraz uśmiechnął się szeroko ukazując rząd srebrnych koron na zębach, po czym, wyraźnie wzruszony, wypowiedział kilka zdań po rosyjsku.

— On pochodzi ze wsi niedaleko Leningradu — przetłumaczył Markow — Z najpiękniejszej wsi w całej Rosji. Chciałby bardzo pokazać pani, jak tam jest pięknie, zwłaszcza wiosną.

Jo odwzajemniła uśmiech i znów zadała pytanie, które Markow przetłumaczył:

— Jest więc Rosjaninem? Nie Ukraińcem, Gruzinem ani Kazachem?

Markow zerknął na korpulentnego felczera i zatrzymawszy wzrok przez chwilę na jego rudych włosach i jasnej cerze, rzekł:

— Jestem pewny, że to Rosjanin. Mogę zagwarantować. Ale skąd to pani zainteresowanie naszą narodowościową mozaiką?

— Rozmawiałam tu z różnymi ludźmi — odparła. — Ze strażnikami, urzędnikami, zwykłymi robotnikami.

— Ale nie z astronomami ani lingwistami — mruknął Markow.

Zignorowała jego uwagę i ciągnęła:

— Wielu tutejszych Rosjan nie wydaje się być w dobrych stosunkach z Kazachami i członkami innych nierosyjskich narodowości.

— Naprawdę? — zdziwił się Stoner.

— Inwazja islamu — rzekł Markow znudzonym tonem. — Od czasu zmian w Iranie i wojny w Afganistanie głównym tematem tutejszych rozmów jest możliwość narodowego powstania. Ale chyba zdajecie sobie sprawę, że to jest niemożliwe.

— Powstanie pewnie jest niemożliwe, ale co z sabotażem — spytała Jo. — Przypuśćmy, że ludzie, którzy posłużyli się Schmidtem, posłużą się jakimś kazachskim technikiem, aby jutro coś zepsuć w rakiecie nośnej.

Markow potrząsnął głową i wzniósł ręce do góry.

— Wykluczone! — wykrzyknął. — Nasi ludzie ze służby bezpieczeństwa dołożyli starań, aby tylko Rosjanie byli dopuszczeni do obsługi rakiety. Mogę to wam zagwarantować.

— Ale czy w rękach Rosjan jestem zupełnie bezpieczny? — spytał Stoner.

Przez moment Markow nie odpowiadał, potem pogłaskał swą bródkę i rzekł poważnie:

— Tak, jesteś bezpieczny. Jestem tego pewny.

Obaj mężczyźni przez długą chwilę patrzyli sobie w oczy bez słów.

— Myślę, że napiłabym się herbaty — przerwała milczenie Jo.

— W takim razie, ja się tym zajmę — rzekł Markow i ruszył w stronę kuchni. — Zrobię pani szklankę herbaty, która ukoi pani nerwy i wzmocni pani ducha. Nie tak, jak ta ohydna lura, którą nazywają kawą. Fu! Jak można pijać regularnie coś takiego?

Stoner roześmiał się, a Markow zniknął za drzwiami kuchni. „Pewnie celowo zostawił nas tu we dwoje” — pomyślał. Jo siedziała na sofie, obok zasłoniętego okna, a rosyjski felczer wciąż słuchał radia, siedząc w fotelu w kącie sali. Stoner skierował się ku Jo i usiadł obok niej.

— Moja ostatnia noc na Ziemi — rzekł. — Na tydzień lub coś w tym rodzaju — dodał szybko.

— Nie jesteś zdenerwowany?

— Diabelnie.

— Nie wyglądasz, żebyś był. Wyglądasz na uosobienie spokoju.

— To tylko na zewnątrz. Wewnątrz mnie wszystko się skręca. Gdybyś mi teraz zrobiła zdjęcie rentgenowskie, wyszłoby zamazane.

Jo roześmiała się perliście.

— Zawsze się denerwuję przed lotem — mówił Stoner. — Zwłaszcza w ostatnich minutach przed startem. Serce wali mi wtedy jak szalone.

— To całkiem zrozumiałe — powiedziała i posmutniała. — Mógłbyś się jeszcze z tego wycofać. Rosjanie mają w rezerwie kosmonautów, którzy…

— Wiem o tym — przerwał jej.

— Nie boisz się, że oni będą cię próbowali… powstrzymać?

— Kirył czuwa nad wszystkim, jak święty Bernard.

— To nie wystarczy…

— I ty też czuwasz — dodał. — Widziałem, jak wypatrywałaś wszystko i sprawdzałaś wszystkich dookoła. Przecież przez to pokłuły cię komary.

Na Jej twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia.

— Ja… nawet nas dwoje nie zapewni ci skutecznej ochrony.

Wyciągnął rękę i lekko ścisnął skórę na jej karku.

— Dziękuję ci za to, Jo — rzekł. — Rozumiem co robisz, i doceniam to. Naprawdę doceniam.

— Ech tam.

— Naprawdę, Jo. Mam nadzieję, że rozumiesz, dlaczego się tak upieram przy tym locie.

Skinęła głową.

— Tak, Keith, rozumiem to. I to mnie przeraża . Na twoim miejscu robiłabym to samo. Ale nie mogę się pogodzić z faktem, że ty to robisz. Że ryzykujesz życiem.

— Takie jest życie — rzekł łagodnie.

— I nie ma szansy, aby coś zmienić — dodała. — Wiem o tym.

Do jadalni wszedł Markow niosący w każdej ręce szklankę parującej herbaty. Szklanki były osadzone w srebrzystych koszyczkach. Na widok Stonera i Jo, siedzących obok siebie, podniósł brwi.

— Zawiedzeni kochankowie — westchnął. — Och, jak wam zazdroszczę!

Stoner zdjął rękę z jej szyi i Jo sięgnęła po szklankę.

— Dziękuję ci, Kirył — rzekła.

— Dla ciebie, o piękna, podbiłbym Chiny, tak abyś miała zapewnioną najlepszą herbatę, kiedy tylko byś zechciała.

Zaśmiała się z jego komplementu.

Podczas gdy Stoner popijał swą stygnącą kawę, felczer zerknął na zegarek, wstał ciężko z fotela i wyłączył swe radyjko. We troje popatrzyli, jak potoczył się ku swemu małemu pokoikowi służbowemu znajdującemu się za ścianą po drugiej stronie sali. Przez okno widzieli, jak otwiera wiszącą na ścianie apteczkę.

— Nadszedł twój czas — rzekł Markow uroczyście.

Stoner zerknął na Jo, ale ona wciąż patrzyła na felczera, który wyjmował teraz z apteczki czarne plastikowe pudełko.

— Nie sądzę, aby ktoś mógł dodać trucizny do tego środka nasennego — powiedział Stroner.

Jo patrzyła nań z niepokojem.

Pilnowałam apteczki przez cały dzień — rzekła. — Była przez cały czas zamknięta.

Markow zmarszczył brwi, lecz nic nie powiedział.

Felczer podszedł do nich i we czwórkę udali się do pokoju Stonera.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wędrowcy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wędrowcy»

Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.