Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
— Na konwencji może być remis.
— Nie ma mowy.
— Słyszałem, że…
Prezydent z taką intensywnością wpatrywał się w ekran, że wydawało się iż nie zwróci głowy w stronę sekretarza stanu. Oderwał jednak Oczy od telewizora i spojrzał na Vincennesa.
— Słuchaj, Walden, jeśli nawiążemy kontakt z tym statkiem, jeśli nie będzie on miał wrogich zamiarów i jeśli zyskamy wiele na tym kontakcie, czy nie uważasz, że będę miał pełne ręce roboty do listopada? Jak mógłbym jednocześnie zajmować się tymi sprawami i prowadzić kampanię wyborczą?
Vincennes zamyślił się i jego uśmiech nieco przybladł, lecz rzecznik prasowy odniósł wrażenie, że jego oczy nabrały jeszcze większego blasku niż wówczas, gdy się uśmiechał.
— Myślę, że ma pan rację — rzekł Vincennes.
— Ale jeśli sprawa przybierze zły obrót — ciągnął prezydent — jeśli ten młody człowiek zginie albo przybysz zwróci się przeciw nam czy okaże się jakimś potworem… wtedy będę skończony.
— To prawda. Jestem jednak pewny, że wszystko zakończy się dobrze Rzecznik prasowy uśmiechnął się gorzko do siebie. „Vincennes zarzuca wędkę, żeby złowić poparcie szefa dla siebie jako kandydata partii! Nie mam więc szans. On naprawdę chce startować w tym wyścigu!” Po chwili zastanowienia twarz jego znów się ożywiła. „Muszę z nim o tym porozmawiać — pomyślał. — Przecież będzie potrzebował doświadczonego personelu.”
W Kalifornii była godzina dziewiąta wieczorem i z programów wszystkich stacji zdjęto wszelkie występy, aby zrobić miejsce dla bezpośredniej transmisji z kosmodromu w Tiuratamie.
Douglas i Elly Stonerowie siedzieli w pokoju gościnnym domu dziadków i wpatrywali się w ekran telewizora. Po ich obu stronach usiedli na długiej sofie ich dziadkowie i nie odrywali wzroku od Waltera Cronkite’a.
— To będzie najtrudniejsza i najbardziej złożona kosmiczna misja załogowa, jaką kiedykolwiek zrealizowano — tłumaczył komentator. — Zespół złożony z astronauty i kosmonauty oddali się od Ziemi na odległość cztery razy większą, niż miała dotąd szansę oddalić się istota ludzka.
Cronkite siedział przy pulpicie dowodzenia lotem. Za jego plecami, na czterobarwnej mapie było pokazane położenie Ziemi, Księżyca i zbliżającego się statku z gwiazd.
— Ekipa rosyjskich kosmonautów na pokładzie stacji orbitalnej Salut-6 przyłączyła do niej już trzy nowe segmenty, wysłane z Tiuratamu w osobnych rakietach w ciągu ostatnich dwóch tygodni.
Mapa znikła i na ekranie, za głową Cronkite’a, za którego głową pojawiły się wysłane na orbitę segmenty — srebrzyste cylindry z rozkładał mi niby skrzydła panelami baterii słonecznych. Na każdym segmencie widniały duże Litery „CCCP”.
— Te cylindry — mówił Cronkite — zawierają układ, regenerujący powietrze na pokładzie, oraz żywność i wodę na dwutygodniowy lot w kosmos. Zostały też wyposażone w aparaturę, za której pomocą amerykański astronauta i rosyjski kosmonauta będą prowadzili badania obcego statku, i jeśli wszystko dobrze pójdzie, przeprowadzą kosmiczne rendez-vous z przybyszem z gwiazd.
Douglas zaczął się niespokojnie wiercić na sofie. Zażyczył sobie piwa Jego siostra spojrzała nań gniewnie, po czym znów utkwiła wzrok w ekranie.
— Pilotem Sojuza będzie major Nikołaj Fiodorenko, weteran trzech wcześniejszych radzieckich misji kosmicznych. W charakterze astronauty-naukowca zasiądzie w kabinie statku doktor Keith Stoner z Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej Stanów Zjednoczonych, NASA Doktor Stoner jest…
Z powodu, którego Douglas nie potrafił dociec, po jego twarzy popłynęły łzy. Siedział bez ruchu na sofie i patrzył w rozmyty obraz na ekranie. Cieszył się w duchu, że w panującym w pokoju mroku siostra i dziadkowie nie mogą widzieć jego załzawionych oczu.
Markow nie miał dzieci, a jedyna siostra, o kilka lat starsza od niego, wyszła za mąż i przeniosła się do przemysłowego miasta na Kaukazie, gdy jeszcze był studentem. Dlatego odprowadzanie Stonera w jasny letni ranek przyprawiło go o silny wstrząs uczuciowy.
Jako tłumacz Amerykanina, Markow towarzyszył mu bez przerwy od momentu opuszczenia przez niego hotelu do jego pojawienia się w budynku kontroli lotów, gdzie Stoner poddany został ostatniej serii badań lekarskich; mierzono mu ciśnienie krwi i wykonano EKG. Potem — Amerykanin udał się na górę, aby ubrać się do lotu.
— Czuję się jak nowożeniec, który wkłada smoking — rzekł Stoner, gdy dwójka techników w bieli pomagała mu wejść do obszernego, niezgrabnego skafandra kosmicznego.
Markow usiadł na ławce i oparł się plecami o metalową szafkę.
— Raczej jak rycerz wkładający zbroję — zauważył.
Następnie przeszli do zaparkowanego przed budynkiem mikrobusu Jechali nim ku wyrzutni. Ledwie się mieszcząc w ciasnej kabinie, wjechali na szczyt wieży startowej. Stoner wydawał się teraz Markowowi, jakby był połknięty przez jakiegoś pękatego, białego potwora bez głowy. Markow czuł się bardzo zdenerwowany, coś ściskało go w żołądku, tak jakby zapomniał o czymś bardzo ważnym, jakby się miało zda rzyć coś bardzo złego.
Ale zdawał sobie sprawę, że technicy, którzy sposobią Stonera do lotu to dobrzy, pracowici ludzie. Poświęcili się bez reszty sprawie lotów kosmicznych i nie sabotowaliby celowo swej pracy. Nie byliby zdolni tego uczynić Jednakże nie czuł się zupełnie pewny. „Wystarczy jedno zgniłe jabłko w koszu” — szeptała mu kobra zwinięta w kłębek w jego mózgu.
Drzwi windy wychodziły na mały balkonik, na którym było pełno techników w nieodzownych białych kombinezonach. Od balkoniku odchodziła niedługa rura o gładkich, pomalowanych na szaro ścianach, kończąc się na włazie statku Sojuz.
Stoner zwrócił się ku swemu przyjacielowi.
— Dalej już nie możesz iść ze mną, Kirył — rzekł. — To jest przejście tylko dla członków załogi.
W połowie przejścia Markow zobaczył radzieckiego kosmonautę, majora Fiodorenkę. Stał z hełmem pod pachą w zapiętym już kombinezonie i czekał.
— Będzie dobrze — powiedział Stoner. — Fiodorenko mówi całkiem nieźle po angielsku. Nie zginę.
Markow zmusił się do uśmiechu.
— Życzę szczęścia, Keith. Vaya con Dios.
— Et cum spiritu tuo, stary druhu — odparł z uśmiechem Stoner. — Do zobaczenia, gdy wrócę.
Markow stał i patrzył, czując pustkę wewnętrzną i smutek, a tymczasem Stoner poczłapał ku czekającemu nań kosmonaucie.
— Jak się masz, Nikołaju? — usłyszał ostatnie słowa przyjaciela. — Zapowiada się dobry dzień na lot.
— O, tak — powiedział Fiodorenko głębokim basem, który zadudnił w tunelu przejścia. — Bardzo dobry dzień.
Jak dwaj rycerze ruszający na spotkanie z przygodą” — pomyślał Markow na widok ich obu. Nagle zrozumiał, że jest mu tak smutno dlatego, iż nie może lecieć z nimi.
Zjechał windą w dół i został odwieziony mikrobusem z powrotem i ośrodka kontroli lotów. Przed budynkiem czekała na niego Maria.
Miała teraz na sobie szarobrązowy mundur.
— Życzę im wszystkiego dobrego — powiedziała.
Marków skinął głową i objął ją ramieniem. Aż się zdziwił, że tym razem nie oponowała.
— Przyszłość świata jest w ich rękach, Maruszka — rzekł do niej. — Przyszłość nasza, Rosji, Ameryki — wszystkich.
Popatrzyła na niego.
— Nic im się nie stanie — zapewniła go. — Start odbędzie się bez zakłóceń. Chodź, przyjrzyjmy mu się z wnętrza ośrodka.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
