Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
W Moskwie dziennikarze zebrani w centrum prasowym urządzili owację, gdy Sojuz mknął w górę.
W Nowym Jorku Walter Cronkite wstał zza swego biurka, zaskakując kamerzystów, którzy gwałtownie podnieśli kamery, by nie stracić go z pola widzenia. Milionom widzów wydało się, że słyszeli, jak Cronkite mruknął:
— Leć, dziecko! Leć!
Jo śledziła lot rakiety nie odrywając oczu od buchających z jej dysz płomieni, jaśniejszych niż wszystko, co dotąd widziała. Przez pierwsze sekundy statek wznosił się w górę w pełnej grozy ciszy. Dopiero potem uderzył w uszy Jo niesamowity ryk. Fala za falą przetaczały się nad miejscem, gdzie stała, grzmoty i łomot, tak iż budynek trząsł się cały i wibrował. Zdawało jej się, że czuje ciepło silników rakiety, choć wiedziała, że jest to tylko złudzenie.
— Do widzenia, Keith — powiedziała cicho.
Jakiś głos głęboko w jej wnętrzu szeptał jej, że nigdy go już nie zobaczy.
ROZDZIAŁ XLI
Ludzie nie będą wiecznie przykuci do Ziemi… Ziemia jest kolebką umysłu, ale nie można żyć wiecznie w kolebce.
KONSTANTY CIOŁKOWSKI (1857–1935)Paraliżujący umysł ryk stawał się coraz słabszy i wreszcie ustał zupełnie. Nacisk niewidzialnej ręki również ustąpił i Stoner poczuł, że jego ręce unoszą się swobodnie nad oparciem fotela. Głowę miał już lekką. Przez moment jego wnętrzności mówiły mu, że spada. Zamknął oczy tak mocno, że pociekły mu po policzkach łzy, a potem znów je otworzył. Teraz już nie leżał na plecach, lecz siedział wyprostowany w kapsule Sojuza. Nic się nie zmieniło poza jego perspektywą.
— Sztoner — odezwał się w słuchawkach dźwięczny głos Fiodorenki. — Jesteś okay?
Skinął głową.
— Tak jest, Nikołaju. Czuję się doskonale. A ty?
— Ja też.
Obrazy, jakie doń docierały przez okienko hełmu, były jednak rozmyte.
— Czy mogę otworzyć wizjer?
Fiodorenko nie odpowiedział, gdyż akurat porozumiewał się przez radio z Ziemią, więc Stoner odczekał, aż skończy, i zapytał o to samo ponownie.
— Tak, tak — odparł Rosjanin. — Ciśnienie w kabinie jest normalne. Kontrola naziemna potwierdziła, że wszystkie systemy statku działają, jak leży.
Stoner odsunął szybkę hełmu, zdjął rękawice i wytarł oczy. Rękawice zaraz odpłynęły w stronę pulpitu kontrolnego, więc je chwycił i uśmiechnął się do siebie.
— Jesteśmy w stanie nieważkości — rzekł Fiodorenko. — Pamiętasz? Nie Wolno kruszyć, jak się je.
Stoner zaśmiał się i głęboko odetchnął. Po raz pierwszy od ponad dwu lat znajdował się w stanie nieważkości. Przyjemność z tym związana wprawiała go w stan euforii.
— Start był dobry, co? — spytał Rosjanin.
— Idealny — odparł Stoner.
— Teraz nawiążemy łączność radiową ze stacją Salut. Potem wyjdziemy na zewnątrz, żeby przycumować do segmentów z zapasami i aparaturą.
Stoner wyjął z uchwytu nad pulpitem karton, na którym po rosyjsku i po angielsku było wypisane po kolei wszystko, co mają zrobić każdego dnia. Była też podana godzina, kiedy należy rozpocząć dane zadanie tudzież ile mają czasu na jego wykonanie.
— Czy to będzie twoje pierwsze wyjście w przestrzeń?
— Da.
— Będę pilnował kramu.
Fiodorenko zerknął nań zza okienka swego hełmu. — Jakiego kramu? — spytał zdziwiony.
— To takie amerykańskie wyrażenie — próbował mu wyjaśnić Stoner.
Fiodorenko słuchał i jego twarz nachmurzała się coraz bardziej.
— Przecież tu nie ma złodziei — rzekł w końcu.
— Wiesz, Nikołaju, jak to jest w kapitalistycznym społeczeństwie — rzekł Stoner, trochę zniecierpliwiony. — Tyle złodziei, że spodziewamy się ich wszędzie spotkać.
Nie zrobiło to na kosmonaucie żadnego wrażenia. — Ale nie na orbicie — obstawał przy swoim. — Na pokładzie Saluta nie ma złodziei. Tylko dobrzy radzieccy obywatele. Oficerowie Armii Czerwonej. Stoner uśmiechnął się blado i dał za wygraną.
Borodiński rozmawiał przez wideotelefon, który sekretarz generalny kazał zainstalować w swej kwaterze. Jego rozmówca, którego kanciasta twarz i wojskowy kołnierzyk wypełniały niemal cały ekran aparatu, nosił insygnia generała majora.
— Czy ta linia jest odpowiednio zabezpieczona przed podsłuchem? — spytał Borodiński niemal szeptem.
— Oczywiście, towarzyszu.
— Mam tak ważną wiadomość, że nikt poza wami nie może jej znać dopóki nie zadzwonię znowu.
— Nie od dzisiaj strzegę tajemnic państwowych, towarzyszu — rzekł generał z lekkim uśmieszkiem w kącikach ust.
— Nasz wielki przyjaciel nie żyje.
— Niemożliwe!
— Zmarł kilka minut temu. Lekarze już stwierdzili zgon. Nie ma żadnej nadziei na reanimację.
Twarz generała wydłużyła się. Wydawał się być naprawdę zmartwiony.
— To był dobry człowiek — rzekł, kiwając głową. — Wspaniały człowiek i silny towarzysz.
— Czy wiecie, dlaczego ta wiadomość musi być utrzymywana w tajemnicy przez następnych kilka godzin?
— Oczywiście, towarzyszu. Macie do odbycia wiele rozmów… Musicie sprawdzić różne rzeczy…
— Zadzwoniłem najpierw do was — rzekł Borodiński — żeby wam uprzytomnić, że linia polityczna sekretarza generalnego nadal obowiązuje i nadal będzie realizowana w praktyce dokładnie tak, jak on sobie tego życzył.
— Tak jest, towarzyszu. Czy prezydium…?
— To nie jest w tej chwili wasza sprawa. Największe znaczenie ma teraz sprawa pocisków. Czy są gotowe do odpalenia w razie potrzeby?
— Rakiety strategiczne są zawsze gotowe do odpalenia.
— Miałem na myśli te dwa pociski, które utrzymujemy w gotowości w związku z obcym statkiem — wyjaśnił cierpliwie Borodiński.
„Ciekawe, czy celowo udaje głupiego?” — pomyślał — Ach one! Tak, towarzyszu, są gotowe do odpalenia niemal, natychmiast. Radar dalekiego zasięgu bez przerwy dostarcza danych na temat pozycji tego statku. Głowice są uzbrojone i gotowe do użycia.
Borodiński skinął głową.
— Bardzo dobrze — rzekł. — Utrzymujcie pociski w gotowości. I sami czuwajcie. Zadzwonię do was osobiście, jeśli będziemy chcieli ich użyć.
— Rozumiem, towarzyszu. One będą gotowe i ja też.
Borodiński wyłączył aparat i twarz generała zniknęła z ekranu. Odwrócił się i zerknął w drugi koniec sypialni, gdzie na łóżku spoczywało starannie ułożone ciało sekretarza generalnego. Zmarły miał zamknięte oczy i splecione na piersiach dłonie.
— Tyle pracy — westchnął ciężko Borodiński.
Wiedział, że dopiero teraz zaczyna się prawdziwa praca. I prawdziwe niebezpieczeństwo. Przekazanie mu steru władzy było tylko połową dzieła. Teraz należało ten ster utrzymać w swych rękach.
Borodiński potrząsnął głową. Przez moment niemal zazdrościł sekretarzowi generalnemu jego spokojnego snu.
Stoner przekręcił się na swym fotelu i zobaczył, jak Fiodorenko otwiera klapę włazu segmentu orbitalnego i wpełza z powrotem do modułu dowodzenia po skończeniu pracy na zewnątrz ich statku. Kosmonauta wgramolił się na swój fotel i westchnął z ulgą.
— Zdaje się, że zajęło mi to więcej czasu, niż przewidywał harmonogram.
— Rosjanin oddychał ciężko, a jego zapięty na suwak kombinezon był ciemny od potu.
Stoner zerknął na listę prac, unoszącą się obok jego kolana.
— O osiemnaście minut dłużej — rzekł spoglądając na zegarek. — Całkiem nieźle. Nadrobimy to na czym innym. Jest w harmonogramie sporo luzu.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
