Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Z tyłu za Jo siedział Markow; palił nerwowo papierosa i szczypał swoją bródkę. Często na siedzeniu obok niego zasiadała również jego żona, ubrana w coś w rodzaju munduru. Jo nie bardzo się orientowała w ubiorach pracujących w ośrodku Rosjan, a więc nie mogła wiedzieć, czym się Maria właściwie zajmuje. Niewiele ją to zresztą obchodziło.
Klawisze na jej pulpicie służyły jedynie do odczytywania danych. Jo była więc jedynie obserwatorką i Rosjanie dali jej wyraźnie do zrozumienia, że nie bierze udziału w kierowaniu misją. Nacisk, z jakim miejscowy przedstawiciel władzy wymówił słowo „obserwator”, a także jego wyraz twarzy w tym momencie, wyraźnie świadczył, że miał ochotę użyć innego, bardziej mu pasującego słowa, a mianowicie: „szpieg”.
Mogła zatem śledzić przebieg misji, ale nie była w stanie pomóc żadnemu z jej uczestników.
Obejrzała się i powiodła wzrokiem po wielkiej sali ośrodka. Nie była już tak spięta, jak w pierwszych godzinach po starcie rakiety. Inni pracownicy również sprawiali wrażenie zrelaksowanych, by nie powiedzieć: sennych. Nawet Markow wyglądał na bardziej odprężonego w swym fotelu tuż za nią. Sojuz przeciął orbitę Księżyca już niemal czterdzieści osiem godzin temu, A więc Stoner i Fiodorenko byli w tej chwili dalej od Ziemi niż jakikolwiek inny mieszkaniec planety.
Jo widziała na elektronicznej mapie, że w tym samym co oni kierunku podąża również bezzałogowy statek z paliwem, wysłany ze Stanów Jednoczonych. Jego tor nie pokrywał się dokładnie z torem Sojuza, lecz oba tory miały się przeciąć na parę godzin przed zbliżeniem się Stonera i Fiodorenki do obcego statku.
„Wtedy będą mieli co robić — pomyślała. — I my też.”
Należało się spodziewać, że nastąpi to za mniej więcej dwadzieścia godzin. Najpierw ośrodek miał nadzorować połączenie się Sojuza z tankowcem, a potem rendez-vons ze statkiem z gwiazd. Jo wyobrażała sobie, jak gwarno i rojno będzie wtedy w sali.
Teraz jednak panował tu jeszcze spokój. Połowa pulpitów nie była wykorzystywana, a obecni w sali informatycy nie wykazywali żadnego podniecenia, tak, jakby w kosmosie nic się zupełnie nie działo. Dotyczyło to nawet tych, którzy o czymś rozmawiali przez zainstalowane przy ustach mikrofony lub wystukiwali coś na swych klawiaturach.
„Wszystko idzie dobrze — pomyślała Jo. — Stoner jest bezpieczny. I już jest za późno, aby dokonać jakiegoś sabotażu misji. Wszystkie rakiety nośne zadziałały doskonale, wszystkie statki były na właściwym kursie. Keith jest bezpieczny, choć o prawie półtora miliona kilometrów od Ziemi.”
Stoner drapał się sennie po szczeciniastej brodzie. Zaczynała go już swędzić i marzył o kąpieli. Fiodorenko wyglądał na równie jak on znużonego. Siedział spokojnie w fotelu po lewej ręce Stonera i sprawdzał coś na planie misji. Moduł dowodzenia pachniał cały potem i parą ich ciał.
— Odczepienie segmentu zaopatrzeniowego nie jest żadnym problemem — mówił Fiodorenko. — Małe ładunki wybuchowe rozerwą liny i odepchną segmenty od statku.
— Mówisz mi to już czwarty raz w ciągu ostatniej godziny — odparł Stoner. — Czy coś cię martwi w związku z tym?
— Nie, nic.
— Coś ci dokucza, Nikołaju. Czuję to przez skórę.
Nie ogolona twarz Rosjanina nachmurzyła się.
— Nic mi nie dokucza, Sztoner. Ja tylko widzę problem.
— Tankowiec?
— Da. Zgodnie z planem musimy go przyłączyć do naszego Sojuza, zanim przeprowadzimy rendez-vous z tym przybyszem.
— Wiem. I co z tego?
— Ostatni namiar radaru wskazuje, że tankowiec nie jest dokładnie tam, gdzie powinien być. Tor jego lotu nie pokrywa się z planowanym.
— Zawsze możemy do niego podlecieć, nieprawdaż? Fiodorenko smutno skinął głową.
— Ale wtedy zużyjemy więcej paliwa manewrowego, niż zaplanowano.
Zostanie mniej na manewry wokół statku przybysza.
Stoner myślał przez chwilę intensywnie.
— Moglibyśmy zrezygnować z tankowca i oszczędzić paliwo manewrowe na rendez-vous z przybyszem — rzekł.
— Wtedy nie wystarczy nam paliwa rakietowego na powrót na Ziemię.
— Oni mogą wysłać nam drugi tankowiec.
— Za jak długo? — zaśmiał się gorzko Fiodorenko. — Za dwa dni? Za dwa tygodnie?
— Mają rezerwowy tankowiec na Cape Canaveral. Trzymają go na wypadek, gdyby z tym się coś stało.
— Ale wtedy, gdy go wyślą, my będziemy już na tym samym torze co przybysz. Będziemy się oddalali od układu słonecznego. Drugi tankowiec już nas nie dogoni.
— Cholera!
— Musimy się połączyć z tym tankowcem — rzekł stanowczo Fiodorenko. — Nawet jeśli to oznacza, że nie będzie rendez-vous z przybyszem.
— Na Boga! Nikołaju! Przecież przylecieliśmy tutaj, żeby nawiązać z nim kontakt!
— To prawda — przyznał Rosjanin ze spokojem. — Ale ja nie chcę, żeby przez to spotkanie nigdy więcej nie wrócić na Ziemię. A ty?
Stoner nic nie odpowiedział.
— Nie martw się — rzekł Markow. — Oni z łatwością podlecą do tankowca.
Mają na to masę paliwa. Tak przynajmniej mówią kontrolerzy lotu.
Siedział teraz obok Jo przy stole jadalni ich baraku. Maria siedziała z ej jego strony, pałaszując chłodnik. Naprzeciw nich usadowił się jeleń z chińskich fizyków i dziobał widelcem w swym kolacyjnym daniu.
— Ale wtedy nie zostanie im paliwa na spotkanie z przybyszem — powiedziała Jo. Jej talerz chłodniku stał przed nią nietknięty.
Markow wzruszył ramionami.
— Wtedy zbliżą się do niego na minimalną odległość, zrobią mu parę tysięcy zdjęć i powrócą z nimi do domu — rzekł wesoło. Jeśli to jest optymalne rozwiązanie , na pewno je wybiorą.
Jednakże Jo czuła, że ogarniają strach.
— Keith nigdy na tym nie poprzestanie — szepnęła. — On chce wejść na pokład statku z gwiazd.
— Fiodorenko jest doświadczonym kosmonautą — upierał się Markow. — Nie zgodzi się na coś, co mogłoby ich kosztować życie.
— Ale Keith jest…
— Cóż on może zrobić? — Markow machnął lekceważąco ręką. — Sterroryzować Fiodorenkę i skierować Sojuza ku statkowi przybysza? Przecież to nonsens.
— Nie jestem tego taka pewna — powiedziała Jo.
— Poza tym — mówił Markow — Fiodorenko jest doskonałym pilotem. Dumą naszej ekipy kosmonautów. Założę się, że będzie w stanie połączyć Sojuza z tankowcem i jeszcze zostanie mu pełno paliwa na spotkanie z przybyszem z gwiazd.
— Miejmy nadzieję, że się nie mylisz — rzekła Jo, nie wierząc ani jednemu swemu słowu.
ROZDZIAŁ XLII
Cocoa Beach, Floryda
— Ale dlaczego właśnie ty musisz lecieć? — spytała.
Westchnął, zrezygnowany.
— Mówię ci po raz dwudziesty, Marge: dostałem taki rozkaz.
— Ale ty nie jesteś astronauta. Nie mogą ci rozkazać, abyś wzleciał w przestrzeń!.
— Diabła tam, nie mogą.
— Jesteś lekarzem, nie astronautą.
— Jestem pułkownikiem naszej kochanej armii, a więc gdy dostaje rozkaz z Białego Domu, salutuję grzecznie i mówię: tak jest, panie prezydencie.
— Ty zdaje się chcesz lecieć.
— Boję się na śmierć. Ale muszę słuchać rozkazów. Cóż mogę zrobić?
— Jesteś za stary, żeby lecieć w kosmos.
— Ale nie w promie orbitalnym. Będę tylko zwykłym pasażerem. Jak w samolocie… Słuchaj, Marge, to potrwa tylko parę tygodni.
Musimy poddać kwarantannie tych facetów, którzy wejdą w kontakt z pozaziemską istotą…
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
