Ben Bova - Wędrowcy

Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Albo jesteśmy sami we wszechświecie albo nie jesteśmy;każda z tych możliwości jest zaskoczeniem dla umysłu.
Lee Dubridge

Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Wszystko było tu jakoś nienaturalnie spokojne. Jego wcześniejsze wzloty na orbitę były żywsze, weselsze. Odbywały się bez przerwy jakieś konferencje prasowe, spotkania, zebrania, często do późnej nocy fotoreporterzy mierzyli w niego co chwila swymi aparatami.

Tu nie było ani reporterów, ani fotografów.

Zszedł na dół i udał się do sali, gdzie jadali posiłki. Pod kinkietem siedział na skórzanym fotelu jeden z chińskich fizyków i czytał książkę po rosyjsku. Stoner pokiwał mu przyjaźnie ręką, a on uśmiechnął się doń. Jego tłumacza nie było, a więc nie mogli sobie porozmawiać.

Stoner zlustrował wzrokiem okrągły stół w środku sali, przebiegł oczyma po niemal pustych półkach bibliotecznych regału, po czym ruszył na poszukiwania do kuchni.

Przy otwartej lodówce stał Markow i czegoś w niej szukał.

— Wziąłeś dziś dwie repety deseru — rzekł wesoło Stoner, podchodząc do niego.

Markow wyprostował się.

— Ach tak? Szpiegowałeś mnie. Cóż, nic na to nie poradzę. Kiedy jestem zdenerwowany, jem. Rozumiesz, muszę sobie podwyższać poziom cukru we krwi.

— Ale trzeba przyznać , że ta bakława była diabelnie smaczna — rzekł Stoner. — Przynajmniej jedzenie jest tu pierwszej klasy.

— Chcesz trochę? To znaczy, jeśli jeszcze coś z niej zostało.

„Nie, dziękuję. — Stoner potrząsnął głową. — Gdy jestem zdenerwowany, nie mogę jeść.

Markow popatrzył na niego.

— Ty zdenerwowany? Wyglądasz na tak spokojnego, odprężonego.

— To tylko pozory. W środku wszystko mi skacze.

Markow zamknął lodówkę z grymasem rozczarowania.

— Nic nie ma — rzekł. — To dziwne, bo mógłbym przysiąc, że zostało trochę bakławy.

— To tak, jak z truskawkami kapitana Queega — zauważył Stoner.

— Kogo?

— Nieważne.

Wrócili do jadalni. Chińskiego fizyka już nie było, ale jego miejsce w fotelu zajął jeden z Rosjan. Salę wypełniały płynące z radia dźwięki muzyki klasycznej.

— Czy to Czajkowski? — spytał Stoner.

Markow obrzucił go spojrzeniem muzykologa.

— To jest Beethoven — rzekł z naciskiem. — Sonata patetyczna.

Stoner nie dał się jednak tak łatwo przekonać.

— Czajkowski też napisał Patetyczną, nieprawdaż?

— Tak, ale Symfonię patetyczną. Żeby to dobrze zagrać, trzeba co najmniej stu muzyków i godzinę czasu. Dla cywilizowanego człowieka, Keith…

— Sądziłem, że rosyjska stacja nadaje tylko rosyjską muzykę — przerwał mu Stoner.

Markow otworzył usta, żeby coś powiedzieć, gdy poczuł, że ktoś szczypie go w nogę. Roześmiał się.

— Chodźmy — rzekł Stoner. — Zobaczmy, czy nie ma gdzieś kawy.

— Czy ty się nawet dziś nie powstrzymasz od używek? — Markow spojrzał nań z wyrzutem. — Po badaniach lekarskich…

Stoner położył palec na ustach.

— Bądź cicho — rzekł miłym, wesołym tonem. — Ten muskularny facet w kącie to jeden z waszych medyków. Dokładnie o dwunastej wbije mi igłę dłuższą niż rurociąg alaskański. Ale do tego czasu mogę jeść i pić, co zechcę.

— Mam w pokoju trochę wódki — rzekł Markow.

— To byłoby za mocne. Po kawie nie będę miał jutro kaca, po wódce mógłbym mieć.

Przeszli znów do kuchni i Stoner zaczął parzyć kawę. Przez na wpół otwarte drzwi sączyły się do środka dźwięki beethovenowskiej sonaty.

Markow usiadł przy kuchennym stole i podparł ręką brodę.

— Przyszedł mi na myśl angielski filozof Haldane — powiedział w zadumie.

— Mówisz o tym biologu J. B. S. Haldane?

— Jeśli chodzi o ścisłość, on był chyba genetykiem. A do tego skłaniał się mocno na lewo.

— No i co?

— Raz powiedział: „Wszechświat jest nie tylko dziwniejszy, niż nam się wydaje; jest dziwniejszy, niż moglibyśmy sobie wyobrazić”.

Stoner zmarszczył brwi i odwrócił się, by zerknąć na mruczący czajnik, po czym znów spojrzał na Markowa.

— Nie rozumiesz, co to znaczy? — spytał Markow. — Jutro zaryzykujesz życiem i polecisz na spotkanie z tym gwiezdnym statkiem. Ale przypuśćmy, że gdy do niego dotrzesz…

— Jeśli do niego dotrzemy — sprostował Stoner i aż sam się zdziwił, słysząc własne słowa.

— Jeśli i kiedy do niego dotrzesz — powtórzył Markow — przypuśćmy, że staniesz oko w oko z czymś, co przerasta ludzką zdolność pojmowania. Z czymś takim, że nie będzie doń pasował ani orzeł, ani reszka.

Stoner zdjął czajnik z kuchenki, podszedł z nim do stołu i nalał kawy do dwu wyjątkowo misternych, porcelanowych filiżanek — najwyraźniej jedynych tego rodzaju naczyń, jakimi dysponowała kuchnia. Z radia rozbrzmiewała już druga, powolna część Sonaty patetycznej.

— Słyszysz tę muzykę? — spytał Stoner, czyniąc gest w kierunku sali.

— Oczywiście.

— To dzieło człowieka. Ludzkiego umysłu. Dzięki innym umysłom zostało zagrane, nagrane na taśmę i wyemitowane przez radio, tak iż możemy je teraz słyszeć. Słyszymy myśli niemieckiego muzyka, który nie żyje już od ponad stu pięćdziesięciu lat.

— Ale co to ma wspólnego ze statkiem z gwiazd? — spytał Markow.

— Jakaś pozaziemska myśl zbudowała ten statek…

— Umysł, którego być może nigdy nie będziemy mogli zrozumieć… — zauważył Rosjanin.

— Ale ten statek zachowuje się zgodnie z prawami fizyki, które rozumiemy. Porusza się w przestrzeni, jak statki i sondy, które my zbudowaliśmy.

— I zapala wokół Ziemi zorzę polarną.

— Używając jakiegoś sposobu, jakiejś techniki elektromagnetycznej której jeszcze nie rozumiemy. Ale kiedyś ją opanujemy. W każdym razie, jesteśmy zdolni zrozumieć.

— Czasami mam co do tego wątpliwości.

Stoner postawił czajniczek na stole.

— Czy nie widzisz tego, Kirył? Jesteśmy zdolni. Jesteśmy. Jak sądzisz, dlaczego ja tam chcę lecieć? Czy aby natknąć się na coś, czego nie można pojąć? Albo po to, by czcić jakichś przeklętych kosmitów? Do diabla, nie! Chcę zobaczyć, dowiedzieć się, zrozumieć.

— A jeśli się to okaże niemożliwe? Jeśli będzie przerastało ludzkie pojęcie?

Stoner potrząsnął z uporem głową.

— Nie ma we wszechświecie niczego, czego nie moglibyśmy zrozumieć — rzekł. — Jeśli tylko będziemy mieli dość czasu, aby to zbadać.

— To jest twoje przekonanie.

— To jest moja religia. Taka sama, jak maksyma, która prowadziła Einsteina: „Wieczną tajemnicą wszechświata jest jego poznawalność”.

Markow uśmiechnął się do niego.

— Amerykanie są z natury optymistami — rzekł.

— Nie z natury, lecz ze względu na historyczną rzeczywistość — skorygował go Stoner. — Bo optymiści zawsze wygrywają.

— Dobrze, mój optymistyczny przyjacielu. Miejmy nadzieję, że się nie mylisz i że nasz pozaziemski gość okaże się pomocny i przyjazny. Nie chciałbym być zmuszony do schylania się przed kimś, kto nie ma nawet cech ludzkich.

Przeszli znów do jadalni, zabrawszy ze sobą filiżanki z kawą. Siedzący w kącie sali rosyjski felczer przywołał ich gestem dłoni i rzekł coś do Markowa.

— On chce ci przypomnieć, że o jedenastej dostaniesz zastrzyk — wyjaśnił Markow.

Stoner uśmiechnął się do sanitariusza.

— Powiedz mu, że jestem wdzięczny za jego sadystyczną troskę o moją osobę i że chętnie wbiłbym tę jego igłę w jego tłusty tyłek.

Felczer uśmiechnął się i skinął głową, gdy Markow przetłumaczył mu słowa Stonera.

Beethovenowska sonata dobiegła końca i teraz z niewielkiego, podłużnego radia na półce bibliotecznej popłynęła muzyka kameralna; łagodne, dźwięki smyczków — abstrakcyjne i spójne jak dowód matematyczny.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wędrowcy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wędrowcy»

Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.