Ben Bova - Wędrowcy

Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Albo jesteśmy sami we wszechświecie albo nie jesteśmy;każda z tych możliwości jest zaskoczeniem dla umysłu.
Lee Dubridge

Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Jo załatwiła sobie przydział osobnej pracowni na pierwszym piętrze. Była to niewielka klitka o nagich ścianach, pomalowanych na koszmarny zielony kolor, jak przystało na instytucję wojskową. Wychodziła na galerię i na „jamę”. Biurko było metalowe i miało czysto funkcjonalny charakter. Było dobrze nadwerężone zębem czasu i długoletnim używaniem. Na obrotowym fotelu należało umieć siedzieć, gdyż za duży przechył do tyłu powodował wywrotkę. Na szczęście marynarz, który dostarczył umeblowanie dla jej pracowni, poinformował ją o tym zawczasu. Metalowe szafy na akta — całe grzechotały. Jednakże stojący na biurku monitor, podłączony do głównego komputera, a także należąca doń klawiatura i drukarka były nowiutkie i spisywały się znakomicie. Jo nie było potrzeba nic więcej.

Jej elektryczny czajnik zaczynał właśnie gwizdać, gdy w otwartych drzwiach jej pracowni stanął Markow i zapukał w drewnianą futrynę.

Odwróciła się z czajnikiem w ręce.

— Och! Cześć!

Mrugnął do niej.

— Moja instruktorka pływania — rzekł śmiejąc się. — A więc to tutaj ukrywa się pani w ciągu dnia?

— Wcale się nie ukrywam. Pracuję. — Zaprosiła go do środka gestem dłoni. — Napije się pan herbaty?

— Z przyjemnością — odparł, siadając na jednym z metalowo-plastikowych krzeseł pod ścianą.

Tymczasem Jo wyjęła z jednej z metalowych szuflad plastikowy kubeczek, włożyła doń woreczek herbaty i zalała wrzątkiem. Następnie postawiła kubeczek na zalegających biurko komputerowych wydrukach i arkuszach papieru maszynowego.

— Niestety, nie mam cukru ani mleka — usprawiedliwiła się.

— Dziękuję, tak jest dobrze — powiedział Markow.

Jo usiadła na krześle obok niego. Dzieliła ich tak mała odległość, że czuł zapach jej skóry i woń szamponu, w którym umyła włosy.

Markow odchrząknął.

— Przyszedłem w sprawie urzędowej — zaanonsował.

— Nie na nową lekcję pływania? — przekomarzała się z nim.

— To może później — odparł śmiejąc się.

— W porządku.

Wydawał się być bardzo podniecony, jak dorastający chłopiec na swej pierwszej randce.

— Hmm. To znaczy… Radioastronomowie zamierzają wysłać dziś nowe sygnały do tego statku, gdy tylko wzejdzie nad horyzont.

— Owszem, wiem o tym — odparła Jo.

— Będzie wysłanych kilka rodzajów sygnałów na różnych częstotliwościach.

— Wyślą też wiązkę laserową?

— Stoner zażądał, aby włączyć do eksperymentu bardzo silny laser z jednego z obserwatoriów na Hawajach. Będzie tu dostarczony za tydzień lub dwa.

„A więc postawił na swoim — pomyślała Jo. — Wiedziałam, że tak będzie.”

— Oni zdecydowali się również — ciągnął Markow — żeby zgodnie z moją sugestią wysłać do tego obcego statku pulsacje, które od niego odebraliśmy, gdy był w pobliżu Jowisza; odrzucić mu piłkę, którą on sam rzucił.

— Wspaniały pomysł! — wykrzyknęła Jo.

— Naprawdę pani tak uważa? — Jego twarz rozpromieniła się.

— Naturalnie. To jest naprawdę cudowny pomysł.

Sięgnął po stojący na biurku kubeczek i pijąc pospiesznie herbatę, poparzył sobie usta.

— No tak, ale obawiam się — rzekł po chwili — że będziemy teraz potrzebowali sporo czasu, aby przetworzyć komputerowo sygnały z tych taśm, które mamy, w sygnały, które mogą być wyemitowane przez tutejsze radary.

— Ma pan na myśli te taśmy magnetofonowe z Nowej Anglii? — spytała Jo.

— Czy doktor Thompson nie przywiózł tu ze sobą komputerowego zapisu tych taśm?

— Tak, właśnie te taśmy miałem na myśli. Rozmawiałem już o nich z Thompsonem. Ma zarówno taśmy, jak ich zapis numeryczny.

— No, to w takim razie nie ma problemu — rzekła odchylając się nieco do tyłu. Potrzebujemy jedynie trochę czasu, żeby przejrzeć ten zapis i upewnić się, czy jest zgodny z językiem komputerowym, którym się tu posługujemy. Więcej czasu zajmie nam wypełnienie formularzy, żeby te zapisy pobrać z archiwum, niż samo przetwarzanie.

Markow wydał z siebie westchnienie ulgi.

— Kiedy mógłbym oczekiwać…?

— A na kiedy jest to panu potrzebne? — przerwała mu. — Bo to, nad czym teraz pracuję, to sprawy raczej szablonowe. Mogłabym się jeszcze dziś zająć pana sprawą i miałby pan wszystko gotowe na jutro.

— Cudownie!

Uśmiechnęła się do niego.

— Bądź co bądź, jesteśmy partnerami w pływaniu — rzekła. — Ma się względy dla znajomych.

Na jego twarzy wykwitł rumieniec.

— Jestem… pani winien przeprosiny za wczorajszy wieczór. Wie pani, my, Rosjanie, nie uchodzimy za najlepszych pływaków.

— Nie musi mnie pan za nic przepraszać — rzekła.

Serce Markowa biło tak mocno, że był pewien, iż ona również je słyszy.

— Jo, najmilsza damo — odważył się nazwać ją po imieniu — dla pani stawiłbym czoła nawet smokom.

— Na lądzie?

— Och, tak… raczej na lądzie.

— Jest pan bardzo miły, panie Markow — powiedziała.

— Mam na imię Kirył.

— Dobrze więc, Kirył. Jeśli spotkam na swojej drodze jakiegoś smoka, zaraz dam panu znać.

Ujął obie jej dłonie i po kolei ucałował.

— Szaleję za panią, droga damo.

— Och, nie. — Twarz Jo posmutniała. — Nie powinien pan tak mówić.

Wzruszył ramionami z rezygnacją.

— Jest już grubo za późno na takie rady. Kocham panią bez reszty.

Wesołość zupełnie znikła z jej twarzy i teraz patrzyła na niego z całą powagą.

— Gdybyśmy się spotkali przed rokiem… albo nawet przed sześcioma miesiącami…

— Wiem, wiem — rzekł, zaglądając jej głęboko w oczy. — Profesor McDermott rości sobie prawo do pani. Ale nie sądzę, aby pani brała to poważnie.

— Nie biorę. — Jej głos był tak cichy, że Markow ledwie usłyszał, co powiedziała.

— W takim razie mogłaby pani wziąć mnie poważnie — rzekł usiłując ją rozweselić.

Nie odpowiedziała. Sprawiała wrażenie zupełnie załamanej.

Wziął ją delikatnie pod brodę i lekko uniósł jej głowę, tak iż mógł znów zajrzeć w jej przecudne oczy.

— Jest jeszcze ktoś inny, prawda? — zapytał smutno.

Jo milczała.

— Ktoś, kto nie odwzajemnia pani miłości — mówił Rosjanin. — Albo… może nawet nie wie, że pani go kocha.

Z jakiejś trudnej do zgłębienia przyczyny Jo wiedziała, że może zaufać temu miłemu, chłopięco wyglądającemu mężczyźnie. Wolno skinęła głową.

Markow ciężko westchnął.

— Kimkolwiek on jest, jest szczęśliwcem — rzekł cicho. — I frajerem.

Reynaud szedł z trudem wzdłuż plaży i pozwalał, aby fale obmywały mu co chwila bose nogi. Nogawki jego czarnych spodni, podwinięte wysoko, ukazywały sękate kolana, a mokra koszula ściśle przylegała do pleców.

Promienie popołudniowego słońca oślepiały go. Nagle dostrzegł przed sobą na wpół zanurzone w wodzie ciało mężczyzny z rozłożonymi bezładnie rękami. Sapiąc z przejęcia, podbiegł do niego. Był to Hans Schmidt.

— Helo! — zawołał holenderski astronom, podnosząc głowę i patrząc badawczo na Reynauda. — Dokąd pan tak biegnie?

Dominikanin ledwie zdołał zrobić kilka ostatnich kroków, jakie dzieliły go od młodzieńca. Był zupełnie wyczerpany nagłym wysiłkiem.

— Myślałem, że jest pan nieprzytomny albo nieżywy — wyszeptał, padając obok niego na piasek. — Któż to widział leżeć w taki sposób!

Schmidt wciąż leżał wyciągnięty, z płową głową na piasku. Jego koszula była rozpięta i lekko się wydymała pod wpływem morskiej bryzy, a spodnie i obute w sandały stopy spoczywały w wodzie.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wędrowcy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wędrowcy»

Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.