Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Cavendish oblizał wargi.
— Uważałem, że były to rozkazy niemądre. Dlaczegóż likwidować go, jeśli możemy wykorzystać to, co on wie, co on odkrywa.
— Postąpił pan dobrze, doktorze Cavendish.
Jego zaciśnięte pięści rozwarły się, a w jego oczach zabłysły łzy.
— Chcę robić dobrze. Naprawdę chcę. Uczciwie tego pragnę.
Maria poczuła, że żołądek podchodzi jej do gardła. Zamknęła oczy, by nie widzieć, jak starzec płacze.
Było już dobrze po północy, lecz Markow i Stoner wciąż siedzieli w ośrodku radarowym. Na jego dziedzińcu, w przecince, zrobionej w palmowym gaju, mierzyły w niebo dwie ogromne anteny.
Stoner i Markow schylili się nad plecami technika radarowego, który siedział przy głównym pulpicie. Twarze całej trójki odbijały się niewyraźnie w okrągłym ekranie, który jarzył się słabym, zielonkawym światłem i zajmował dużą część szafy nad pulpitem. Dookoła nich zgromadzili się inni mężczyźni i kobiety, którzy przerwali swą pracę, by być świadkami epokowego wydarzenia.
— Jest obraz — mruknął technik. — Ale cholernie słaby.
Ekran iskrzył się i mrugał, jakby był żywy. Współśrodkowe, cienkie jak włos linie koloru żółtego przypominały coś w rodzaju tarczy strzelniczej na tle zielonkawej poświaty ekranu. Wysoko w prawym górnym kwadracie najbardziej zewnętrznego koła migotał słabo pomarańczowy punkcik.
— Nie może pan go wycentrować? — spytał Stoner technika.
Technik sprawdził coś na arkuszu przypiętym obok ekranu.
— Jeszcze nie — odparł. — Przeszkadza jeszcze ruch satelitów. Wiązka odbije się od nich i stracimy z oczu tego ptaszka.
— Ale czy to jest on? — spytał szeptem Markow, nie spuszczając wzroku z ekranu.
— Tak, to on — odparł Stoner.
Grupa ludzi za nimi wydawała się oddychać jak jeden organizm. Markow pociągnął się za brodę i zobaczył swe odbicie w szkle ekranu: podkrążone oczy, zaciśnięte wargi, nerwowy i przerażony wyraz twarzy.
— Jaki jest wektor prędkości? — spytał Stoner technika.
Amerykanin wydawał się Markowowi spokojny i opanowany, jakby trzymał się w kupie w obawie, że jeśli na moment zwolni kontrolę — wybuchnie.
Bez słowa technik wystukał coś na klawiaturze przed sobą. Obok pomarańczowej plamki pojawiły się na ekranie liczby i symbole.
— Gdzie tu jest jakiś komputer? — spytał Stoner. — Nie mogę tego wydedukować, czy to jest w granicach naszych przewidywań…
— O, tam, proszę pana — powiedziała jedna z operatorek, wskazując ręką stolik, a na nim ekran monitora i klawiaturę.
Stoner wśliznął się na fotel przy stoliku i wybrał odpowiedni kod. Ekran natychmiast zajaśniał długim ciągiem równań, a potem ich miejsce zajął krótszy wykaz liczb. Stoner obrócił się na krześle, by zerknąć na ekran radarowy i widniejący na nim wykaz.
— Trafiony! — zawołał. — W sam środek! To jest ten nasz ptaszek!
— Markow popatrzył na rozmytą plamkę świetlną na ekranie, potem znów na uśmiechniętą twarz Stonera. Teraz śmiali się już wszyscy, jakby byli świadkami jakichś narodzin. A Markow widział jedynie punkcik świetlny i jakieś liczby.
— Na jakiej częstotliwości pan pracuje? — spytał technika Stoner.
Gdy obaj zaczęli o czymś rozmawiać, rzucając co chwila liczbami i niezrozumiałymi dlań terminami, Markow utonął w myślach. Próbował zrozumieć znaczenie tego, co się dokonało. Przed ponad godziną wysłali w przestrzeń z anten na zewnątrz budynku wiązkę radarową, która dotarła do zbliżającego się statku, odbiła się odeń i powróciła do tych samych anten. Ta mała plamka na ekranie radaru przedstawiała właśnie statek przybyszów z gwiazd.
Później, gdy już skończyli sobie wzajemnie gratulować i stwierdzili, że o tej godzinie w nocy nie zdołają nigdzie zdobyć szampana, grupka triumfatorów zaczęła topnieć. Tylko dwóch techników pozostało na swych posterunkach. Reszta rozeszła się do domów.
Gdy szli już uśpioną ulicą, Markow zapytał Stonera:
— O ile więcej wiemy dziś, niż wiedzieliśmy wczoraj?
Amerykanin wzruszył ramionami.
— Wiemy dokładnie tyle samo — rzekł. — Z wyjątkiem tego, że sprawdziliśmy, iż on naprawdę tam jest, gdzie być powinien.
— Skąd więc to podniecenie?
— Bo go namierzyliśmy — powiedział Stoner, gdy mijali rząd pociemniałych przyczep kempingowych. — Mamy teraz nowy sposób na jego badanie, jakby parę oczu śledzących go bez przerwy. I do tego precyzyjnie wykalibrowanych. Teraz możemy spróbować namierzyć go z innych wielkich radarów, na przykład w Roi-Namur. Również w Goldstone i Haystack, w Stanach, nawet w Arecibo. Będą go obserwowały na innych częstotliwościach, na innych długościach fal.
— I co nam to powie?
Stoner machnął w powietrzu ręką.
— O jego… rozmiarach… może też o masie, jeśli trochę pogłówkujemy.
A jeśli zestawimy pomiary radarowe ze zdjęciami teleskopowymi, kto wie, czy nie dowiemy się, z czego on jest zbudowany i jaki jest jego kształt.
Markow pokiwał głową.
— A kiedy spróbujemy wysłać jakiś sensowny sygnał?
— Nie wiem. To jest pańska działka. Decyzja w tej sprawie należy do Maca. Ale w pewnym sensie już wysłaliśmy mu przecież sygnał.
— Wiązkę radarową?
— Tak. Jeśli na pokładzie tego statku są jakieś inteligentne istoty, bądź załoga, bądź dobry komputer, muszą też być czujniki, które już im powiedziały, że odbiliśmy od nich wiązkę radarową. Że zostali przez nas namierzeni.
Markow podniósł wzrok ku gwiazdom.
— Jeśli nie zechcą się z nami skontaktować — ciągnął Stoner — zmienią teraz kurs i oddalą się od nas.
„A jeśli mają wrogie zamiary — pomyślał Markow — podejmą jakieś jeszcze inne działanie.”
ROZDZIAŁ XXIV
SUPER TAJNE
Memorandum
ADRESAT: Prezydent
DATA: 18 kwietnia Nr K/Jupiter 84-011
NADAWCA: R. A. McDermott, dyrektor Projektu „Jupiter”
CC: S. Ellington, OSTP
W SPRAWIE: Pierwszy kontakt.
1. Potwierdzam pisemnie to, co już przekazałem telefonicznie, to znaczy, że udało nam się nawiązać kontakt radarowy z obiektem będącym przedmiotem naszych badań.
2. W odpowiedzi na sugestie nielicznych osób z grona zaangażowanych w projekt „Jupiter”, proszę uprzejmie o zbadanie przez NASA lub jakąś inną, nadającą się do tego agencję federalną kwestii wykonalności i celowości przeprowadzenia kosmicznego rendez-vous z obiektem, najlepiej w czasie lub około czasu jego największego zbliżenia do Ziemi.
3. W mojej opinii jednak łatwość kontaktowania się za pośrednictwem fal elektromagnetycznych oraz trudności związane z przeprowadzeniem załogowego rendez-vous zdecydowanie przemawiają za odrzuceniem tego ostatniego wariantu na rzecz pierwszego.
4. Misja załogowa byłaby nadzwyczaj kosztowna, zarówno jeśli chodzi o sprzęt, jak personel, zwłaszcza gdyby zakończyła się fiaskiem.
SUPER TAJNE
Była noc. Prostą jak strzała autostradą 1-15 pędził przez pustynne okolice stanu Nevada samochód osobowy marki Lincoln. Ze wszystkich stron majaczyły na horyzoncie jedynie poszarpane szczyty górskie, bladawe i spokojne w krystalicznym, zimnym powietrzu księżycowej nocy.
— To się wszystko zawali — mówił Charles Gordon. — Nie możemy dłużej robić ludzi w konia.
Willie Wilson siedział bezwładnie z zamkniętymi oczyma i opadniętym podbródkiem na tylnym, pokrytym welurem siedzeniu luksusowego auta. Po prawej stronie miał swego brata i menadżera, Bobby’ego. Natomiast Gordon siedział do nich obu przodem na rozkładanym krzesełku limuzyny.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
