Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Nawet w wielkim powiększeniu, do jakiego był zdolny orbitalny teleskop, zbliżający się do Ziemi statek wciąż wyglądał jak rozmyta plamka świetlna, jak biały odcisk palca na tle niezmiennych konstelacji gwiezdnych i atramentowej przestrzeni.
Gdy wyszedł z biura, na tropikalnym niebie rozlały się już spektakularne, czerwone i pomarańczowe zorze zachodu. Stoner ruszył samotnie główną ulicą wzdłuż osiedla i minąwszy grupę budynków rządowych, skierował się ku klubowi oficerskiemu.
Zastanawiał się przez moment, gdzie może być teraz Jo i co może robić, ale zaraz jej obraz zmąciła mu myśl, że ona przecież sypia z McDermottem. Chciał o tym zapomnieć, chciał myśleć o czymś innym, toteż przyśpieszył kroku ku klubowi. Wiedział, że potrzebuje towarzystwa, rozmowy, czegoś, co wymazałoby z jego pamięci bolesne obrazy.
— O, Stoner! — usłyszał nagle znajomy głos.
W drzwiach klubu stał Cavendish, a obok niego mizerny, płowowłosy młodzieniec z posępna miną.
— Dobrze, że pana widzę — mówił Cavendish do Stonera. — Chciałbym panu przedstawić Hansa Schmidta z Obserwatorium Radioastronomicznego w Dwingeloo, w Holandii.
Stoner machinalnie wyciągnął rękę. Ucisk dłoni Schmidta był obojętny.
— Dwingeloo — powtórzył Stoner i wytężył pamięć. — Parę dni temu widziałem raport, że w Dwingeloo latem zeszłego roku odebrano pulsacje z Jowisza.
— To była moja praca — rzekł Schmidt po angielsku — ale została uznana za tajną przez NATO.
Młody astronom był nieco wyższy od Stonera, młodzieńczo szczupły. Jednakże jego twarz była pulchna, jak u niemowlęcia. Miał wysokie czoło, nieco zapuchnięte oczy i wydęte wargi. „Zanim dobije do trzydziestki, już będzie łysy — pomyślał o nim Stoner. — Ale nie przestanie wyglądać jak dzieciak.”
— Widzę, że jedziemy na tym samym wozie — odparł. — Moja praca też została utajniona.
— Właśnie — przytaknął Cavendish i wziąwszy młodzieńca delikatnie pod ramię, wprowadził go do klubu. — Schmidt może tutaj zostać uznany za odkrywcę tych sygnałów — dodał, zwracając się ku Stonerowi. — Kiedy pański zespół odkrył je po raz pierwszy?
— To nie był mój zespół — odparł Stoner. — Ja zostałem tylko wynajęty jako konsultant. Powinien pan porozmawiać o tym z Thompsonem.
Podeszli we trójkę do oblężonego przez gości bufetu i zamówili drinki; Cavendish — brandy, Stoner — whisky z wodą, a Schmidt — piwo „Heineken”. W klubie było pełno dymu i panował gwar, jak w ulu — jak przystało na najlepszy i jedyny bar na wyspie. Po kwadransie rozmowy Stoner zgodził się, że Schmidt rozpoznał prawdopodobnie wcześniej niż Thompson dziwną naturę pulsacji z Jowisza.
— A więc będzie pan uznany za odkrywcę — powiedział Cavendish, uśmiechając się do młodego astronoma — gdy tylko cała ta sprawa wyjdzie na światło dzienne.
Wyglądało na to, że jego słowa przygnębiły Schmidta jeszcze bardziej.
— Do tego czasu ja będę już starcem — rzekł z przekąsem.
— Och, daj spokój, bracie. Nie będzie tak źle.
Schmidt wysączył resztkę piwa i zrobił taką minę, jakby miał zaraz wybuchnąć płaczem.
— Wyrolowali pana, prawda? — rzekł współczująco Stoner.
Schmidt skinął powoli głową.
— Miałem się zaręczyć… A teraz, kto wie, jak długo będą mnie tu trzymali?
— Mnie też wyrolowali. Zegnali nas tutaj jak stado zwierząt. Wie pan, jak spędziłem Boże Narodzenie? Pozwolili mi odbyć jedną rozmowę telefoniczną z moimi dzieciakami. Tylko jedną! Jak więźniowi.
— A czy oni nie mogliby sprowadzić pańskiej dziewczyny tutaj? — spytał Cavendish.
— Nie chcą, żeby przyjeżdżała. Zresztą, ona by i tak tego nie zrobiła. Już ją o to prosiłem, ale odmówiła. Nie mogę jej przecież za to winić… zostawić dom i rodzinę… i jechać gdzieś na kraj świata. — Żałośnie potrząsnął głową.
— Cholernie przykra sprawa — mruknął Cavendish.
— Najpierw odbierają człowiekowi szansę na magisterium, przystawiając do wszystkiego pieczątkę „tajne” — ciągnął Schmidt z rezygnacją — a potem zsyłają człowieka na cholerną wyspę. Gdybym kogoś zamordował, byłbym lepiej traktowany niż teraz. Nawet gdybym został terrorystą i zawładnął jakimś pociągiem albo zagroził, że wysadzę w powietrze samolot, traktowaliby mnie lepiej niż ci tutaj.
— Ale nie jest pan terrorystą — rzekł ponuro Stoner. — Jest pan naukowcem. Oni wiedzą, że mogą nami pomiatać i że zawsze przyjdziemy do nich żebrać o szansę kontynuowania naszej pracy.
— Ale jedno jest pewne — powiedział wolno Cavendish.
— Co? — spytał Schmidt.
— Za tysiąc lat, gdy będą pisali historię rasy ludzkiej, zapiszą pana imię jako tego, kto po raz pierwszy nawiązał kontakt z pozaziemską cywilizacją.
Stoner podniósł szklankę do ust. „Nie — powiedział sobie w duchu. — Schmidt może pierwszy odkrył pulsacje, ale człowiekiem, który nawiąże prawdziwy kontakt z przybyszami z gwiazd, będę ja. Albo przynajmniej spróbuję nim być.”
Dziecięce wargi Schmidta wydęły się jeszcze bardziej.
— Dlaczego pan uważa, że za tysiąc lat będzie jeszcze istniała rasa ludzka, aby spisywać swą historię? Czy nawet za sto lat?
— W zasadzie, oczywiście…
— Załóżmy — ciągnął Schmidt — że ten statek to agresor, forpoczta całej floty najeźdźców, kora zetrze nas z powierzchni globu? Kto wtedy zapisze moje imię?
— Nie uważa pan, że to jest trochę naciągana argumentacja?
Stoner aż zaśmiał się do szklanki, biorąc do ust następny łyk whisky.
— Siedzimy na tej zapomnianej przez Boga i ludzi wyspie, pośrodku Pacyfiku — rzekł. — Czekamy na statek z gwiazd, aby go dokładnie zbadać, gdy się przybliży, a pan mówi o naciąganiu. Cała ta sprawa jest naciągnięta!
— Tak, istotnie — powiedział Cavendish — ale mimo to nie wierzę, że jakiś gatunek inteligentnych stworzeń mógłby siać we wszechświecie gwałt i zniszczenie. To mi wygląda na temat dobry tylko do bajek.
— Kto wie? — pomyślał głośno Stoner. — Nie można przecież zrobić wykresu, jak się ma dany tylko jeden punkt.
Cavendish postawił na bufecie swą pustą szklankę.
— Już późno, jak na mnie — powiedział. — Chyba odpłynę sobie. — Wyciągnął z kieszeni zwinięty banknot dolarowy i położył na bufecie. — Dobranoc.
Oddalił się szybko, pozostawiając Stonera i Schmidta stojących przy bufecie. Stoner wnet poczuł się niezgrabnie w towarzystwie młodzieńca, który najwyraźniej chciał utonąć w samotnych rozmyślaniach. Nagle uzmysłowił sobie, że Cavendish sprytnie posłużył się nim jako niańką dla tego dzieciaka. A to ci łajdak, zaklął w duchu.
Zlustrował wzrokiem klub, poszukując jakiejś znajomej twarzy. Sala wciąż była pełna dymu i mężczyzn. Hałaśliwych, pijanych, śmiejących się mężczyzn, którzy machali sobie wzajemnie pod nosami trzymanymi w palcach cygarami i papierosami, grali w karty i opowiadali sobie dykteryjki, grupując się wokół kilku obecnych w barze kobiet. Normalny kontyngent wojskowych i cywilów na Kwajalein uległ potrojeniu wskutek napływu naukowców, związanych z projektem Jupiter”, i personelu pomocniczego, ale przewaga liczebna mężczyzn nad kobietami była wciąż ogromna.
„Lokalni biznesmeni na pewno trzymają stronę kosmitów — pomyślał Stoner. — Barman nie martwi się ich inwazją. Przynajmniej tak długo, jak długo płyną napiwki.”
Wtem jego wzrok padł na siedzącego po drugiej stronie lokalu Markowa. Był w towarzystwie Amerykanów, przybyszów z Europy Zachodniej i Związku Radzieckiego. Wyglądało na to, że wszyscy bawią się dobrze.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
