Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
— Zdawało mi się, że chcecie aby was nazywano kobietami, nie dziewczynami.
— Ja mogę powiedzieć „dziewczynami”, ale ty powinieneś nazywać nas „kobietami”.
— Taaa — mruknął. — To niegłupie.
Jej twarz stała się poważna.
— Keith, czy ty wciąż jeszcze masz do mnie jakąś urazę? — spytała.
— Wciąż śpisz z Wielkim Makiem?
— Och, Boże! Ty nigdy tego nie zrozumiesz, prawda?
— Ja już ciebie zrozumiałem, Jo.
Zacisnąwszy z frustracji pięści, wypaliła:
— Czy nie rozumiesz, że ja gwiżdżę na niego? On mnie zupełnie nie obchodzi!
— A jakże, rozumiem — wycedził lodowato przez zęby. — I dlatego tak mi to wszystko śmierdzi!
Już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, lecz zawahała się i opuściła ręce na biodra. Bez słowa przeszła obok niego i skierowała się w stronę budynku administracji.
„Idzie do McDermotta” — pomyślał Stoner, stojąc samotnie w pyle drogi i obserwując, jak Jo oddala się od niego.
ROZDZIAŁ XXII
Dziadku, zanoszę swój głos do Ciebie
Dziadku, zanoszę swój głos do Ciebie.
Z całym wszechświatem zanoszę swój głos do Ciebie.
Abym mógł żyć.
Jo zadrżała z zimna w ciemnościach.
— Dlaczego zrobiłeś z tego pokoju taką lodownię? — zapytała McDermotta, odpinając stanik i opuszczając majteczki wzdłuż swych smukłych nóg.
— Dlatego, żebyś się bardzo szybko do mnie przytuliła i ogrzała mnie — rozległo się z tapczana basowe skrzeczenie McDermotta.
Jo była rada, że nie zapalił światła i szczelnie zasunął zasłony w oknach swej przyczepy. Nie mógł więc widzieć wyrazu jej twarzy. „Przeklęta prycza — myślała idąc ku tapczanowi. — Za mała na jego tłusty tyłek, a cóż dopiero na nas dwoje.”
Odchyliła kołdrę i położyła się obok niego na kilku calach twardego, gumowego materaca, jakie pozostawały wolne. „Uszkodzę sobie kręgosłup” — powiedziała do siebie.
— Jak się dziś czuje moje słodkie stworzenie? — spytał McDermott, sięgając po jej pierś.
Te same ruchy, ta sama gra, wszystko możliwe z góry do przewidzenia, jak wschód słońca. Trudno było wszakże przewidzieć, kiedy nastąpi u McDermotta wzwód. Potrzebował wiele pomocy ze strony Jo, aby zademonstrować swą męskość. A nieraz bywało, że nawet i ona nie mogła mu w tym pomóc.
Jo pracowała nad nim spokojnie i beznamiętnie, jak świeżo upieczony magister pracuje nad jakimś eksperymentem, aby zyskać sobie uznanie profesora. Czuła, jak pod wpływem jej masażu i pieszczot napięcie powoli ustępuje z ciała McDermotta.
— Robisz to wspaniale — zagruchała. — Duży, silny tatuś pokazuje swą klasę.
McDermott cicho jęczał, leżąc na plecach z rękami po bokach, a Jo zginając się nad nim, szeptała:
— Dobry chłopiec… Robisz się coraz większy i silniejszy dla mnie…
Wreszcie usiadła na nim okrakiem i kiwała się do przodu i do tyłu, aż ogarnęły go spazmy rozkoszy. Gdy położyła się znów obok niego, wciąż cicho kwilił, a po twarzy ciekły mu łzy.
— Co ci jest? — spytała z niekłamanym zdziwieniem. — Czujesz się dobrze?
— Chcą mi go odebrać — rzekł przez nos McDermott — A to jest przecież mój projekt, ja jestem szefem. A oni chcą go zmienić w jakiś kosmiczny cyrk.
— Nikt nie chce ci go odebrać — uspokajała go. — Jesteś dyrektorem całego projektu.
— To ten Stoner tak mi bruździ. — Głos McDermotta był teraz wysoki i drżący, jak głos małego chłopca. — Bez przerwy się mnie czepia. A teraz chce wzlecieć na spotkanie z tym statkiem…
— Nawet jeśli to zrobi, ty pozostaniesz nadal szefem projektu. — Jo pogłaskała go po piersi. — Cóż więc ci przeszkadza, że on chce lecieć?
Poczuła, że jego ciałem wstrząsnął dreszcz.
— Lecieć mu na spotkanie? — spytał z sarkazmem. — A może również dotknąć? Przypuśćmy, że są tam jakieś zabójcze zarazki. Albo jakiś oślizły, okropny stwór?
— Nie martw się, nie ma. Wszystko skończy się dobrze, zobaczysz. Wszystko będzie w porządku.
— To coś może być złośliwe… niebezpieczne. Przecież to jest obca istota… nie taka jak my.
— Tylko spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Nikt nie chce twojego zła. Spróbuj się rozluźnić i zaśnij.
Jo wydało się, że upłynęły całe godziny, zanim Wielki Mac zapadł wreszcie w sen. Patrzyła jeszcze przez chwilę na jego pokrytą siwymi włosami pierś, miarowo unoszącą się i opadającą w rytmie pochrapywania, po czym wyśliznęła się spod kołdry i zerknęła w stronę wnęki prysznica „Zaraz by się obudził” — pomyślała i zaczęła wkładać szorty, a potem bluzkę. Zdecydowała, że przed powrotem do swego hotelowego pokoju wykąpie się jeszcze w lagunie.
— Ależ to jest dobry pomysł — rzekł Markow do żony. — Bardzo potrzebny.
Na zewnątrz panowały już ciemności, a oni wciąż siedzieli i rozmawiali w pokoju gościnnym swego małego bungalowu. Amerykanie przydzielili bowiem każdemu małżeństwu osobny betonowy domek. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła Maria po wprowadzeniu się do niego, było dwugodzinne poszukiwanie ukrytych mikrofonów.
Każde z nich trzymało na kolanach tacę z gotową kolacją, podgrzaną w mikrofalowej kuchence — jakieś rozmiękłe, amerykańskie warzywa i cienkie plasterki trudnego do zidentyfikowania mięsa.
— Mówisz, że dobry? — wymamrotała, nie przestając żuć białej bułki z masłem.
— Tak — rzekł Markow. — Doskonały pomysł.
— Technicznie może i nie najgorszy — zauważyła ze swego wyściełanego fotela. — Ale politycznie — beznadziejny.
— Politycznie?
Skończyła jeść bułkę. Wyraz jej twarzy świadczył, że jest, jak zwykle, zdenerwowana i rozczarowana tym, co mówi jej mąż.
— Zdaje się, że nie rozumiesz — powiedziała — dlaczego Amerykanie wysunęli pomysł kosmicznego spotkania z obcym statkiem.
— Aby nim zawładnąć i sprowadzić go na Ziemię dla zbadania.
— A kto ma to zrobić?
— Stoner, były astronauta — odparł wzruszając ramionami. — Przypuszczam, że chce wziąć w tym udział…
— Ano właśnie! Amerykański astronauta.
— Przecież razem pracujemy nad tym projektem.
— Ha! Razem nie zawsze znaczy to samo.
Markow popatrzył jeszcze raz na swą tacę i zdecydował, że nie weźmie już do ust ani jednego kęsa mdłego jadła. „Może ona ma i rację — pomyślał — Jeżeli chodzi o żywienie, zdecydowanie nie możemy ufać Amerykanom.
— Odkąd powstał ten projekt — mówiła tymczasem Maria — Amerykanie próbują za wszelką cenę zatrzymać przy sobie całą wiedzę o tym statku.
— My robimy to samo — zaprotestował niepewnie Markow, ale żona zignorowała go.
— Teraz jeden astronauta z ich ekipy sugeruje — ciągnęła — żebyśmy wylecieli w przestrzeń i wprowadzili ten statek na orbitę wokół Ziemi!
— To jest przecież doskonały pomysł — upierał się Markow.
— A w jaki sposób oni to zrobią? — miażdżyła go. — Użyją swoich promów orbitalnych, swoich wyrzutni, swoich astronautów?
— Podzielą się informacjami z nami.
— Skąd o tym wiadomo? Jak możemy być pewni, że oni się podzielą z nami wszystkimi danymi, jakie uzyskają?
— Zworkin uważa, że sprawa jest warta przemyślenia.
— Zworkin! — Maria omal nie splunęła. — Ten Żyd! On prawdopodobnie idzie ręka w rękę z kapitalistami.
— Mario!
— To prawda — upierała się. — Naszym zadaniem jest dopilnować, aby ludzie, którzy dotrą do tego statku, byli nie amerykańskimi, lecz radzieckimi kosmonautami. Nie możemy dopuścić, aby Amerykanie ukradli ten statek i przywłaszczyli go sobie. I nie możemy pozwolić, aby Związek Radziecki był zdradzany przez naiwnych naukowców i nieświadomych zdrajców.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
