Ben Bova - Wędrowcy

Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Albo jesteśmy sami we wszechświecie albo nie jesteśmy;każda z tych możliwości jest zaskoczeniem dla umysłu.
Lee Dubridge

Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Uważam, że ten młody człowiek ma rację — rzekł swym melodyjnym głosem, który ledwie dotarł do miejsca, gdzie siedział Stoner.

McDermott już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, lecz Rosjanin był szybszy.

— Powinniśmy się oczywiście przygotować na spotkanie tego statku w przestrzeni i, o ile to jest wykonalne, sprowadzić go na Ziemię w celu dokładnego zbadania. Zaleciłem taką drogę postępowania naszej Akademii Nauk. Być może Związek Radziecki będzie w stanie przygotować na czas rakietę nośną i kosmonautów, nawet jeśli nie mogą tego dokonać Stany Zjednoczone.

McDermott wyglądał teraz tak, jakby się dusił, lecz zdołał wykrztusić z siebie krótką odpowiedź:

— Rozumiem. Zlecę Białemu Domowi, aby NASA została powiadomiona o możliwości takiej akcji.

Zanim Stoner usiadł na krześle, Wielki Mac zdążył mu rzucić piorunujące spojrzenie.

„Pierwsza bitwa wygrana — rzekł Stoner do siebie. — Ale zanosi się na długą i brudną wojnę.”

BIURO SENATORA WILLIAMA PROXMIRE’A WISCONSIN

Do udostępnienia prasie po godz. 630 w czwartek, 16 lutego 1978 r.

Senator William Proxmire /D-Wis/ oświadczył w czwartek, co następuje:

— Przyznaję moją nagrodę Złote Runo Miesiąca, za luty, Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej, która unosząc się na fali entuzjazmu, wzbudzonej takimi filmami, jak Wojny gwiezdne i Bliskie spotkania trzeciego stopnia, proponuję wydatkowanie w ciągu najbliższych siedmiu lat od 14 do 15 milionów dolarów na poszukiwania inteligentnych istot w przestrzeni pozaziemskiej. Moim zdaniem projekt ten powinien zostać odłożony na okres paru milionów lat świetlnych.

Nagroda Złote Runo Miesiąca przyznawana jest za największy, najbardziej ironiczny i najśmieszniejszy przykład marnotrawnego wydatkowania pieniędzy w danym miesiącu. Proxmire jest przewodniczącym Senackiej Komisji do Spraw Bankowości, Budownictwa Mieszkaniowego i Spraw Miejskich oraz Senackiej Podkomisji do Spraw Przydziału Funduszy, która ma nadzór nad funduszami NASA.

NASA proponuje, by zapłacić w tym roku 2 miliony dolarów, a w następnych siedmiu latach 14-15 milionów dolarów Kalifornijskiemu Laboratorium Napędów Rakietowych w celu przeprowadzenia „na całym niebie i na wszystkich częstotliwościach” poszukiwań sygnałów radiowych pozaziemskich cywilizacji. Jest to jednak tylko włożenie stopy w drzwi. Pod nagłówkiem „Szersze cele” propozycja zawiera stwierdzenie, że celem badań jest: stworzenie obserwacyjnej i technologicznej bazy, na której będą się opierały przyszłe, bardziej złożone programy w ramach SETI /Poszukiwań Cywilizacji Pozaziemskiej/.

Wnoszę stąd, że podczas gdy opinia publiczna jest zaintrygowana problemami kosmicznymi, NASA uległa takiej hipnozie, iż próbuje wykorzystać ów entuzjazm dla stworzenia wielomilionowego, długofalowego programu wątpliwej wartości poszukiwań życia poza układem słonecznym.

— Cóż jest złego w takim programie? Otóż, jak wiele innych programów, wymagających dużych wydatków, tak i ten znajduje się daleko na liście priorytetów, stanowi luksus, na który nie stać naszego kraju.

Po pierwsze, choć jest to teoretycznie możliwe, nie ma dziś najmniejszego dowodu, że poza naszym układem słonecznym istnieje gdzieś życie. Mimo to szefostwo NASA utrzymuje, że takie badania opierają się na założeniu, iż inne niż ludzie istoty inteligentne mogą próbować porozumieć się z naukowcami z Ziemi. Jeśli NASA postawi na swoim, wydatki na jej cel nastąpią w momencie, gdy tu, na Ziemi, Arabowie i Izraelczycy, Grecy i Turcy, Stany Zjednoczone i Związek Radziecki, nie mówiąc o innych, mają duże trudności we wzajemnym porozumieniu się.

— Po drugie, cóż z tego, że z jakiegoś punktu w przestrzeni wysłano kiedyś przez radio jakieś posłanie? Ziemia liczy sobie cztery i pół miliarda lat. Są gwiazdy, które istnieją już 10 czy 15 miliardów lat. Jeśli nawet odbierzemy wysłane stamtąd sygnały, mogły być one wysłane nie tylko przed Kolumbem czy narodzeniem Chrystusa, ale wręcz przed powstaniem samej Ziemi. Jest minimalna szansa, że cywilizacja, która przesłała nam jakieś sygnały, wciąż jeszcze istnieje.

— Po trzecie, NASA nawet się nie potrudziła, by wybrać najtańszą drogę realizacji swych celów. Odrzucono więc tańszy, zakrojony na mniejszą skalę program SETI, jaki zaproponował Ames Research Center /wydatki 6,5 miliona dolarów w ciągu lat/, na rzecz programu Laboratorium Napędów Rakietowych, który kosztuje 14-15 milionów. I jakby tego nie było dosyć, NASA oświadczyła memu biuru, że być może włączy projekt Ames do budżetu w roku podatkowym 1980, tak że byłyby realizowane jednocześnie oba projekty.

— W czasie, gdy kraj stoi w obliczu deficytu budżetowego w wysokości 61 miliardów dolarów, próba wychwytywania fal radiowych, nadanych przez inne cywilizacje, powinna więc być odłożona do czasu, gdy budżet federalny będzie już zbilansowany, a opodatkowanie od dochodów oraz z tytułu ubezpieczeń socjalnych zostanie zredukowane do zera.

ROZDZIAŁ XXI

Edouard Reynaud sączył swą czwartą brandy, przechyliwszy się tak daleko do tyłu w fotelu, jak to było możliwe. Zdawało mu się, że ta podróż czarterowym samolotem trwa całe wieki: Rzym, Amsterdam, Nowy Jork, San Francisco, Honolulu, a teraz — czy będzie wreszcie koniec? A może to był czyściec? Być zapuszkowanym przez milenium czy dwa w aluminiowym kanistrze i nie móc robić nic poza jedzeniem, spaniem, wydalaniem.

„To tak, jakbym był znowu niemowlęciem — pomyślał, na wpół drzemiąc pod wpływem alkoholu. — Latający żłobek z metalu — oto gdzie mnie ulokowali. A stewardessy to pielęgniarki…”

Próbował walczyć z sennością. Wiedział, że jeśli się rozluźni psychicznie, zaśnie, a to będzie oznaczało złe sny, koszmary zrodzone z poczucia winy. Jedynym antidotum przeciw nim był odpowiedni poziom alkoholu we krwi. Pił więc kieliszek za kieliszkiem, zamawiając następny, gdy tylko było widać dno poprzedniego.

W fotelu obok niego spał niewinnie młody blondyn o wyglądzie renesansowego aniołka. Jego usta były lekko otwarte, a oddech tak spokojny i miarowy, jak fale morskiego przypływu i odpływu.

Reynaud stłumił w sobie pragnienie, by dotknąć jego słodkiej twarzy, pogłaskać jego gładki policzek.

Zamiast tego odwrócił się ku oknu i zapatrzył w ciemne, gwiaździste niebo. Łatwo rozpoznał gwiazdozbiory Oriona, Byka, Psów Gończych. Tak, wszystko było, jak zwykle, na swoim miejscu. Reynaud wiedział, że gdzieś w głębi tego nieskończonego nieba rodzą się nowe gwiazdy, a stare są rozrywane na strzępy monstrualnymi eksplozjami. Galaktyki wirowały w czeluściach nocy, a kwazary płonęły z gwałtownością, która przerasta ludzką zdolność pojmowania.

— Jak długo — wyszeptał do siebie Reynaud — będziecie trzymać swe sekrety dla siebie? Jeśli Bóg powołał was do istnienia, kiedy to uczynił? I jak?

Nie przyszło mu do głowy, by zapytać „Dlaczego?”. To była domena teologów, a on był kosmologiem.

Zobaczył swe odbicie w szybie samolotu i nachmurzył się. Otyła, okrągła twarz wieńcząca otyłe, pękate ciało. Obwisłe policzki, worki pod oczami — nabiegłymi krwią i krótkowidzącymi. Człowiek, który szukał ucieczki w życiu klasztornym, gdy świat zaczął mu za bardzo dokuczać, lecz wciąż potrafił się upić, wciąż potrafił od czasu do czasu oddawać się rozkoszom homoseksualnym, mimo wszelkich kontroli i kar, jakimi ćwiczył go opat.

Reynaud uśmiechnął się na wspomnienie wyrazu twarzy opata, gdy ten srogi mistrz klasztoru dowiedział się, że sam papież chce, aby przysłano mu Reynauda.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wędrowcy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wędrowcy»

Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.