Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
— Zamiary Jego Świątobliwości wobec ciebie przerastają moją wyobraźnię — powiedział wówczas opat ze swą jastrzębią twarzą ściemniałą od samokontroli i z ogniem w swych przenikliwych oczach. — Gdyby Watykan uznał za stosowne zapytać mnie o radę w tej sprawie, spędziłbyś resztę swych dni, czyszcząc stajnie. Bo na to sobie zasłużyłeś.
Reynaud pokiwał głową na znak zrozumienia.
Niemniej jednak Watykan prosił o niego, o Reynauda, słynnego kosmologa, laureata nagrody Nobla. „A dostaną Reynauda, pijaka i dewiata — powiedział do swego odbicia w szybie samolotu. — Ruinę człowieka, którym był kiedyś.”
Młody człowiek obok niego poruszył się w fotelu, cicho westchnął i otworzył swe błękitne oczy.
— Spał pan dobrze? — spytał Reynaud po francusku.
Młodzieniec odpowiedział w jakimś germańskim języku i Reynaud Przypomniał sobie, że on wsiadł na pokład w Amsterdamie. Potrząsając głową, kosmolog zapytał:
— Może mówi pan po angielsku?
— Owszem. — Zapytany uśmiechnął się.
Z uczuciem, że jest stary i bardzo, bardzo zmęczony, Reynaud odwzajemnił uśmiech.
— Nazywam się Hans Schmidt — mówił młody człowiek. — Jestem z uniwersytetu w Lejdzie.
Reynaud skłonił się nieznacznie.
— A ja jestem Edouard Reynaud — przedstawił się. — Nie jestem związany z żadnym uniwersytetem, ale byłem…
— Edouard Reynaud! — wykrzyknął Schmidt. — Czytałem pana książki.
Czując się jak stulatek i bardzo niezgrabnie w swym wyświechtanym, czarnym garniturze, z nie ogoloną brodą, Reynaud rzekł:
— Napisałem je dawno temu. Dziś już są nieaktualne.
— Tak, oczywiście — odparł Schmidt z nieświadomym okrucieństwem młodości — ale były klasyczne w swej dziedzinie. Musieliśmy z nich zdawać egzaminy na studiach.
— Jest pan astronomem?
Entuzjazm młodzieńca natychmiast zgasł.
— Byłem — powiedział smutniejąc. — Teraz jestem więźniem.
— A więc wszyscy jedziemy na tym samym wozie — odparł Reynaud. — Ale proszę się nie martwić. Samolot niedługo wyląduje w Kwajalein i wtedy będziemy mogli sobie porozmawiać w świetle dziennym.
— Pan nic nie rozumie — ciągnął Schmidt. — Wszyscy inni pasażerowie tego samolotu, astronomowie i astrofizycy z całej Europy, zgłosili się ochotniczo do tych badań. Cieszą się, że lecą na Kwajalein badać sygnały obcego statku.
— A pan nie?
Schmidt wolno potrząsnął głową…
— Ja odkryłem te sygnały — rzekł. — Ale to nigdy nie zostanie uznane za moją zasługę.
— Nie będzie tak źle — pocieszył go Reynaud.
— Latem zeszłego roku pracowałem u profesora Voorne’a przy duży radioteleskopie w Dwingeloo. Zarejestrowałem te sygnały, zanim jeszcze zrobili to Amerykanie czy ktokolwiek inny — ciągnął Schmidt, a jego głos stawał się coraz smutniejszy. — Porównywaliśmy to z ich danymi. Ja odebrałem te sygnały przed nimi.
— W takim razie to powinno być panu uznane — rzekł Reynaud.
— Słaba nadzieja. Voorne jest powolniejszy i bardziej konserwatywny niż moja prababka. Nie pozwolił mi wysłać notatki do pisma astrofizycznego, zanim nie sprawdziliśmy wszystkiego trzy razy. Ale wtedy pojawili się biurokraci z NATO i przyłożyli pieczątkę „tajne” na każdym skrawku papieru, jaki miałem. Nie zezwolili mi nic opublikować. Ani słowa!
— Tak, to niezbyt przyjemne — powiedział Reynaud w zadumie.
— A teraz zesłali mnie na tę przeklętą wyspę — żalił się młodzieniec. — Nie chcę tam jechać! A oni mnie zmusili. Mam w Lejdzie dziewczynę. Za kilka tygodni mieliśmy się zaręczyć. Ale rząd powiedział, że albo pojadę do Kwajalein, albo pójdę do wojska, a potem też zostanę wysłany na Kwajalein.
Reynaud potrząsnął głową.
— To wszystko sprawka Amerykanów — mruczał Schmidt. — Oni stoją za tym wszystkim. Chcą, żeby cała zasługa przypadła im, a ja żebym został pominięty.
Reynaud zacisnął usta i rzekł:
— Czy nie sądzi pan, że poszukiwania inteligentnych istot poza Ziemią są sprawą ważną?
— Oczywiście, że są! Dlatego Amerykanie chcą, żeby cała zasługa za odkrycie przypadła w udziale im.
— No, cóż… Mnie też kazano lecieć na Kwajalein. Nie miałem takiego pragnienia. Ale moi przełożeni mimo to mnie wysłali. Dlatego lecę tym samolotem, razem z panem. Ale naprawdę nie sądzę, aby to był jakiś amerykański spisek.
Schmidt nic nie odpowiedział.
— Zostałem wysłany na tę misję przez samego Ojca Świętego — dodał Reynaud.
— Papieża?
— Tak.
— Dlaczego on się interesuje astronomią?
Reynaud zachichotał.
— Wcale się nie interesuje — rzekł z goryczą. — Kardynałowie, którzy go otaczają, też nie. Oni są jedynie zainteresowani utwierdzaniem swej władzy i trzymaniem prawdy z dala od ludzi.
Schmidt popatrzył nań zaskoczony.
— Jest pan kapłanem i mówi pan takie rzeczy? — W jego głosie zabrzmiało niedowierzanie.
— Ja? Kapłanem? Och, nie! Nie jestem właściwie nawet mnichem. Nie składałem żadnych ślubów.
— Sądziłem… chodziły słuchy, że obrał pan życie klasztorne.
— Tak, to prawda. Ale Ojciec Święty przerwał moje odosobnienie. Jestem więc znowu na świecie i widzę, że różni się on bardzo od tego świata, który porzuciłem przed laty.
Po niebie rozlały się poranne zorze i nad bezkresem szarych wód Pacyfiku wzeszło słońce, a oni wciąż rozmawiali. Inni pasażerowie zaczęli się z wolna budzić, wyprostowując skurczone nogi, ziewając, stękając, ustawiając się w kolejkach do łazienek.
Pojawili się stewardzi. Składali rozrzucone na siedzeniach koce i poduszki. Reynaud zauważył, że byli to sami młodzi mężczyźni. W końcu zaczęli roznosić tace ze śniadaniem, lecz Reynaud nie mógł się nawet zmusić, żeby zerknąć na postawione przed nim jadło. Było szare i wyglądało na zrobione z jakiegoś plastiku, podobnie jak pojemniki, w których zostało podane.
Przez pokładowy radiowęzeł pilot wesoło oznajmił, że za parę godzin będą lądowali na Kwajalein.
— O ile go znajdę — dodał śmiejąc się.
Reynaud lekko zadrżał. Zerknął na Schmidta, który spałaszował już wszystko, co było na jego tacy, i teraz zapadał w nową drzemkę.
Kosmolog, potrząsnąwszy smutno głową, zwrócił twarz ku oknu i zapatrzył się w szary, monotonny przestwór oceanu nisko pod nimi. Chciał, by zstąpił nań sen, ale bez koszmarów.
Obudził go głośny hałas i wstrząsy kadłuba samolotu.
— Podwozie się wysunęło — poinformował go Schmidt, który już otrząsnął się ze snu. — Właśnie miałem zamiar pana obudzić…
Reynaud podziękował mu i zerknął przez okno. Na tle morza rysował się pierścień zielono-białych wysepek.
Samolot okrążył największą wyspę grupy i zaraz wylądował z łomotem, który bardziej przypominał kontrolowaną kraksę niż prawdziwe lądowanie. Jednakże Reynauda przepełniała wdzięczność za cud, którego doznał: męki czyśćca dobiegły końca i mógł teraz wstąpić do raju.
Naukowcy wyszli z samolotu wprost na oślepiające słońce gorącej, tropikalnej wyspy. Lotnisko wydawało się być wypełnione Amerykanami. Większość z nich była w mundurach koloru khaki, pozostali w rozpiętych pod szyją koszulach i szortach.
Młodzi mężczyźni , uśmiechnięci i sprawni, o szerokich barkach, poprowadzili naukowców ścieżką, wysypaną koralowym żwirem, ku cementowemu budynkowi. Był klimatyzowany i to tak skutecznie, że panował w nim niemal mróz. „Ach, ci Amerykanie — myślał sobie Reynaud. — Zawsze tacy ekstrawaganccy.” Sprawdzono im dokumenty, odebrali swój bagaż. Reynaud pozwolił się zapakować do jeepa wraz ze Schmidtem i jeszcze innym mężczyzną .
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
