Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
— Jak dotąd — ciągnął Cavendish — nie mamy właściwie wielu danych na temat jego rozmiarów, głównie dlatego, że nie zdołaliśmy zmierzyć jego jasności właściwej. Jest zrobiony z materiału silnie odbijającego światło, a więc musi być raczej niewielki, o długości stu metrów lub nieco mniejszy.
— A jaka mogłaby być jego maksymalna wielkość?
Cavendish podniósł brwi, jakby czekając na pomoc zebranych.
— Może ktoś spróbuje zgadnąć? — rzekł wreszcie.
— Nie może mieć więcej niż paręset metrów średnicy — zawołał Stoner. — Z pomiarów masy, jakie przeprowadziliśmy, gdy był blisko Jowisza, wynika, że musi być bardzo mały i mieć niewielką masę. Nie większą niż masa trzech czy czterech statków Salut lub Sylab razem wziętych.
— W takim razie jest duży, jak na statek kosmiczny — zauważył Zworkin, Poruszając się na swym krześle.
— Ale maleńki w porównaniu do asteroidów czy nawet skromnych meteorytów — rzekł Stoner.
— Rozumiem.
Cavendish zastukał palcem w mikrofon i uwaga audytorium skupiła się na jego osobie.
Obiekt jest jeszcze za daleko, aby przeprowadzić radarowe pomiary jego rozmiarów. Sądzę że będziemy to mogli zrobić w ciągu następnych tygodni, gdy znajdzie się on bliżej Ziemi.
— Można by użyć radarów z Goldstone albo Haystack — zasugerował ktoś z sali.
— Albo z Arecibo — zawtórował mu inny głos.
McDermott wstał i nie podchodząc do mikrofonu, rzekł:
— Chodzi o uniknięcie przecieków. Nasze rządy umówiły się, że będą ten projekt utrzymywały w tajemnicy, aby nie narażać opinii publicznej na niepotrzebny szok i nie wywoływać paniki.
— Moglibyśmy przeprowadzić obserwacje za pomocą aparatury Ośrodka Landaua — powiedział Zworkin, również ze swego miejsca, tak iż jego głos zupełnie utonął w szmerze sali.
— Proszę państwa — włączył się Cavendish, próbując odzyskać kontrolę nad dyskusją. — Ponieważ obiekt mknie w naszą stronę, wystarczy, że poczekamy parę tygodni, a będziemy go mogli sfotografować zwykłym aparatem.
— Mam pytanie — odezwała się jakaś kobieta z sali, nie należąca jednak do rosyjskiej delegacji. — Na jakim etapie jesteśmy, jeśli chodzi o kontakt z tym obiektem?
— Próbowaliśmy drogą radiową — rzekł Cavendish.
— A co z laserami?
— Jakiej długości fale należałoby zastosować do kontaktu?
Cavendish wzruszył ramionami.
— Przypuszczam, że im więcej długości, tym lepiej — rzekł. — Na razie nie mamy pojęcia, na jakiej długości fali można się porozumieć z obiektem.
— Jeśli w ogóle można.
Stoner wstał ze swego krzesła.
— Powinniśmy spróbować przeprowadzić rendez-vous w kosmosie z tym obiektem — powiedział. — Wylecieć mu naprzeciw i wejść na jego pokład.
— Sądzę, że jest to sprawa warta rozważenia.
— Wykluczone! — zagrzmiał McDermott. — Przygotowanie takiego lotu zajęłoby miesiące, nawet lata, a tymczasem to „coś” śmignie obok Ziemi i poleci sobie w dal. Poza tym…
— Gdybyśmy się postarali, moglibyśmy przygotować na czas któryś z promów orbitalnych.
— A w jaki sposób nadalibyśmy mu dodatkową prędkość na starcie? — zapytał McDermott. — Może za pomocą procy?
— Gdyby było trzeba.
— Proszę państwa — odezwał się znów Cavendish. — Sądzę, że powinniśmy najpierw spróbować nawiązać kontakt radiowy.
Z krzesła w środku sali wstał Markow, a na jego czerwonawej twarzy zagościł psotny uśmiech. Obejrzał się za siebie i zerknął na Stonera, tak jakby go rozpoznał.
— Nie jestem adeptem nauk fizycznych — powiedział, zwracając się znów w stronę podium — ale w kwestii łączności z tym statkiem miałbym pewną sugestię.
— Słuchamy — zachęcił go Cavendish.
— Jeśli macie panowie nagrania sygnałów radiowych, które nadchodziły z okolic Jowisza w okresie zbliżania się doń statku, może byłoby dobrze wyemitować te same sygnały w kierunku statku, gdy będzie się zbliżał do Ziemi.
McDermott rzucił mu złe spojrzenie, a Cavendish zmarszczył swe krzaczaste brwi.
— Odtworzyć i wysłać z powrotem sygnały z Jowisza?
— Tak — potwierdził Markow. — To natychmiast uzmysłowi przybyszom, że odebraliśmy wysłane przez nich sygnały. Uznają to za znak, że na Ziemi istnieje jakaś cywilizacja.
— Hmm. Ciekawy pomysł.
— Dlaczego pan uważa, że to są przybysze, w ogóle jakieś istoty? — zapytała jakaś kobieta z sali.
— Może powinniśmy być ostrożniejsi — zasugerował Jeff Thompson, wstając z krzesła obok Stonera. — To znaczy, może powinniśmy poczekać, obiekt wyśle nam jakiś sygnał, zanim zaczniemy go bombardować wiązkami fal radiowych i światłem laserowym. Jemu może się nie spodobać taka kąpiel w falach elektromagnetycznych.
— Jeśli będziemy czekali zbyt długo — sprzeciwił się Cavendish — obiekt leci obok nas i opuści zupełnie układ słoneczny, jak to zauważył profesor McDermott.
— Dlatego uważam, że powinniśmy wejść z nim w kontakt fizyczny — rzekł Stoner, wciąż stojąc. — Jeśli jest bez załogi, będziemy mogli spróbować nim zawładnąć i wprowadzić go na bliską Ziemi orbitę.
— W żadnym razie! — zawołał McDermott.
— Dlaczego? — zaciekawił się Cavendish.
— To zbyt ryzykowne. Zbyt wiele niewiadomych. Co innego łączność radiowa. Do tego mamy odpowiednią aparaturę i personel. Nie będziemy się bawić w kosmicznych piratów, wdzierać się na pokład pozaziemskiego statku i zagarniać go dla siebie. Jeśli oni zechcą wejść na orbitę wokół Ziemi, niech zrobią to sami.
— Już widzę — rzekł Stoner głosem, w którym wzbierał gniew — że my tu spędzimy następnych parę miesięcy na oczekiwaniu odpowiedzi od tego obiektu, a on tymczasem pożegluje sobie bokiem i opuści na zawsze nasz układ. Dlaczego mówić mu „Do widzenia”, jeśli można go mieć dla siebie.
— Oni mogą nie zechcieć, żeby ich brano do niewoli — zauważył ktoś z sali.
— Ale to przy założeniu, że jest tam załoga — odparł Cavendish, poprawiając się znów w krześle.
— Albo jakiś sprytny komputer.
— Musiałby być naprawdę diabelnie sprytny, żeby kierować międzygwiezdną ekspedycją.
— Nie mamy prawa — upierał się McDermott, garbiąc się, jakby był napastnikiem w meczu rugby — nawet próbować przejęcia tego statku.
— Więc niech się pan postara, abyśmy uzyskali takie prawo — nalegał Stoner — zanim obiekt nas minie i będzie już na wszystko za późno.
— Powinniśmy najpierw próbować nawiązać kontakt radiowy — włączył się do dyskusji Zworkin. — Jeśli na pokładzie jest załoga…
— Oczywiście — zgodził się Stoner. — Ale zabierzmy się też za przygotowania do rendez-vous z tym ptaszkiem.
Twarz McDermotta przybierała coraz to bardziej gniewny wyraz. Zaczęły się na niej pojawiać plamy.
— Czy macie pojęcie o trudności takiego zamierzenia? — zawołał.
Na ustach Stonera pojawił się grymas uśmiechu.
— Jako jedyny doświadczony astronauta w tej grupie, sądzę, że je mam.
— Nie mamy czasu na takie zabawy!
— Nie ma pan czasu na nic innego. Jeśli pozwolimy temu statkowi odlecieć, nie dowiedziawszy się nawet, jak wygląda…
— Nawiążemy z nim kontakt radiowy — rzekł McDermott.
— A co będzie, jeśli nie zareaguje na nasze zabiegi? Jeśli nie trafimy na właściwą częstotliwość i oni po prostu zignorują nas?
Zworkin wstał i zrobił lekki ukłon w stronę McDermotta, jakby go chciał przeprosić za to, co powie.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
