Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
— Czemu nie? — W jej głosie zabrzmiało napięcie. — Ja tylko spacerowałam sobie po plaży, żeby zobaczyć, jak to miejsce wygląda. Trzymaj się!
Oddaliła się, a on został sam. Wzruszył ramionami i powoli ruszył przed siebie po plaży w przeciwnym kierunku. Jo dopiero po kilkunastu minutach, gdy trzykrotnie upewniła się, że Keith zniknął w oddali, pozwoliła sobie zapłakać.
Stoner szedł wolno po plaży, przeklinając swą głupotę, ale nie wiedząc, co mógł innego zrobić. W pewnej chwili zobaczył Jeffa Thompsona, który siedział oparty o gruby pień pochyłej palmy.
Widząc zbliżającego się Stonera Jeff wstał.
— Jak ci się podoba nasz tropikalny raj? — spytał, zamiast wypowiedzieć słowa powitania.
— Zastanawiałem się właśnie, ile razy śniłem o przybyciu na taką wyspę, gdy byłem dzieckiem — odparł, ukrywając głęboko myśl o Jo.
— No i przybyliśmy.
— Taak, niewątpliwie. — Stoner nabrał w płuca pachnącego solą powietrza. — Twoja rodzina zdecydowała się do ciebie przyjechać?
— Nie — odparł Thompson. — Gloria nie chce, aby dzieci przerywały naukę. Uważam, że ma rację. Będę więc przez parę miesięcy słomianym wdowcem.
— Może przed końcem maja będziemy już w domu.
— Duża szansa.
— Mhm. Całkiem możliwe.
— Dziś po południu przylatuje samolot z Rosjanami.
— Nie wiesz, ilu ich wysłali?
— Z tego, co słyszałem, około dwudziestu. Ciekawe, gdzie ich zakwaterują.
— W pokojach sypialnych, w domach. Niektórych w przyczepach kempingowych. Myślę, że będzie dla nich miejsce, o ile nie zechcą trzymać się razem.
— A jutro mają podobno przybyć inne samoloty — dodał Thompson. — Jeden z kwatery NATO, drugi wysłany przez ONZ z naukowcami reprezentującymi trzeci świat.
Stoner przez chwilę rozgarniał butem piach.
— Ta wyspa to nie stacja naukowa — mruknął wreszcie. — To cholerny cyrk polityczny. Następną rzeczą, jaką tu sprowadzą, będzie królowa Anglii i mormoński chór „Tabernacle”.
— Występy tylko w niedzielę…
— Uwaga! Uwaga! — rozległo się nagle z pobliskiego głośnika, jednego z wielu zainstalowanych w różnych punktach wyspy.
Thompson i Stoner jednocześnie spojrzeli w stronę megafonu przymocowanego do pnia palmy.
— Należy się spodziewać, że radziecka delegacja przybędzie o godzinie szesnastej trzydzieści. Spotkanie zapoznawcze z członkami radzieckiej delegacji zostało przesunięte na godzinę dwudziestą pierwszą, po kolacji.
Beznamiętny, metaliczny głos zamilkł tak nagle, jak się odezwał, i Stoner przez chwilę miał wrażenie, jakby w powietrzu dookoła niego powstała dziura. Zaraz jednak powiała bryza, rozległ się krzyk mewy, wiatr zaszeptał w koronach palm. Wyspa powróciła do normalności.
— Są spóźnieni — rzekł Thompson.
— Pewnie lecą radzieckim samolotem? — zaśmiał się Stoner. — Z niezawodną, radziecką załogą.
Markow z przejęciem obserwował wyspę przez okno, gdy samolot zaczął ją okrążać, wciąż szybując na znacznej wysokości.
Maria siedziała obok niego, na siedzeniu od strony przejścia, trzymając się poręczy fotela tak kurczowo, że aż zbielały jej stawy palców. Lot trudno byłoby nazwać spokojnym. Najpierw musieli okrążyć gwałtowną burzę nad Uralem, potem lądowali ponadplanowo niedaleko jeziora Bajkał, aby uzupełnić paliwo. Tam dowiedzieli się, że jeden z silników ma usterkę i wymaga reperacji albo wymiany.
Nie nastrajało to wesoło do lotu nad Pacyfikiem. Nieprzyjemny był też fakt, że przez sześć godzin trzymano wszystkich pasażerów wewnątrz samolotu, nie dając im szansy zobaczenia czego innego, jak mongolskich mechaników łamiących sobie głowy nad usunięciem defektu.
Teraz jednak krążyli wreszcie nad celem podróży i widać było nie tylko srebrną plamkę wyspy, ale także czarną wstęgę pasa startowego. Samolot okrążał lotnisko niby pies, który okrąża swą matę do spania, zanim ułoży się wreszcie do drzemki.
Markow nie zwracał większej uwagi na zalegające zachodni horyzont Wdzięczne formacje chmur, które zmieniły niebo w czerwono-pomarańczowe jezioro. Skoncentrował wzrok na wyspie.
Nie było tam wiele widać. Grupa budynków na jednym końcu, pas startowy, a potem znów budynki na drugim końcu. Jedna jedyna droga. Kilka czasz radioteleskopów.
Inne wyspy, ciągnące się wzdłuż owalnej rafy koralowej, wydawały się puste i bezludne. Białe plaże i bujna, tropikalna zieleń listowia. Markow ocenił, że każda liczyła nie więcej niż kilkaset metrów długości. Jedynie główna wyspa była znacznie większa, ale odarto ją niemal całkowicie z drzew, by zrobić miejsce dla budynków i lotniska.
Sięgnął po leżący pod siedzeniem futerał.
— Co robisz?
— Szukam lornetki.
— A co chcesz przez nią zobaczyć? Tańczące dziewczyny w spódniczkach z trawy?
Markow westchnął. Przestał fantazjować na ten temat po tym, jak oficer KGB poinformował ich, że już przed dwudziestu z górą laty Amerykanie przekształcili Kwajalein w bazę wojskową.
— Ależ skąd! — mruknął.
— Te radioteleskopy — jego żona wskazała czasze pod nimi, nie przestając się kurczowo trzymać poręczy drugą ręką — były kiedyś antenami radarowymi. Amerykanie śledzili nimi końcową fazę lotu próbnych pocisków, odpalanych w Kalifornii.
— Tak, oficer mówił o tym.
— Teraz zostały zaadaptowane do obserwacji tego statku kosmicznego — kontynuowała wykład.
— Mhm — przytaknął znudzony.
Nigdzie nie było ani śladu tubylców. Nikt nie wyszedł im na spotkanie. Żadnego tradycyjnego powitania przez ciemnoskóre dziewczęta, które nakładają przybyszom na szyje utkane z kwiatów wieńce i całują ich w oba policzki. Jedynie sprawne maszyny, urzędowi Amerykanie i ich oryginalny wynalazek — przyczepy kempingowe jako namiastka domów.
Markow wyobraził sobie twarz Sonii Własowej i przez chwilę zastanawiał się, co teraz może robić w Charkowie, w fabryce traktorów. „Z jaką rozkoszą przyjechałaby tutaj — pomyślał. — Muszę jakoś jej pomóc. Muszę znaleźć sposób, by Maria wymazała z jej akt ten brzydki kleks, który zrobiła.”
Zerknął na żonę, ale siedziała z przymkniętymi oczyma, gdyż samolot wszedł już w ostania fazę lotu. Pilot opuścił podwozie i kabinę wypełniło tak głośne zgrzytanie i ryk, że drzemiący po drugiej stronie przejścia starszy mężczyzna obudził się i zaczął rozglądać dookoła szeroko otwartymi oczami.
Markow przypomniał sobie ostrzeżenie żony, że nie pozwoli mu się samemu ruszyć ani na krok. „W porządku — postanowił w myślach. — Będę idealnym mężem. Będę ją czarował, jak nigdy dotąd.”
Jednakże rzut oka na twarz Marii nie zachęcił go bynajmniej do takiego zachowania się. Patrzyła prosto przed siebie, próbując nie dać po sobie poznać, że się boi. Tymczasem samolot kołysał się i drżał nisko nad wodą w objęciach bocznego wiatru, zbliżając się szybko do lotniska. Za oknem przemknęły fale.
Markow przypomniał sobie przykre chwile w ich moskiewskim mieszkaniu, kiedy Maria z triumfującym obliczem oznajmiła mu o popadnięciu Sonii w niełaskę, utracie przez nią statusu studentki, przeniesieniu jej do fabryki traktorów.
Pamiętał też przypływ nienawiści do żony.
„Niełatwo będzie wyjednać sobie jej względy — powiedział do siebie — ale muszę to zrobić. Ta dziewczyna nie może cierpieć z mojego powodu.”
Za oknami mignęły korony palm i samolot dotknął kołami ziemi. Zapiszczały opony na cementowym pasie, maszyna podskoczyła znów do góry, po czym osiadła po raz drugi i potoczyła się po pasie. Silniki ryknęły na ciągu wstecznym, a lotki rozłożyły się do hamowania.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
