Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
— Proszę mówić — rzekł w napięciu Borodiński.
— Poślemy na tę wyspę niewielką grupę naszych naukowców. Będą pracowali razem z Amerykanami. Będzie oczywiście wśród nich parę osób z naszego wywiadu. Naszych łączników. Moich łączników.
— Rozumiem. Oczywiście.
Podczas gdy naukowcy będą badali z daleka ten kosmiczny pojazd, przygotujemy do startu jedną z naszych największych rakiet nośnych, tak aby móc wysłać nasz statek na spotkanie z tamtym pojazdem, gdy będzie się zbliżał do Ziemi.
— Ach, teraz rozumiem…
— Nasi naukowcy na Kwajalein będą mieli obowiązek informowania nas o wszystkim. Gdy nadejdzie odpowiedni moment i jeśli w ogóle nadejdzie, wyślemy naszych kosmonautów, by powitali przybyszów z kosmosu. — Przerwał i odetchnął głęboko przy akompaniamencie świstów w piersiach. — Albo…
— Albo? — zapytał nieśmiało Borodiński.
— Albo zniszczymy ten obcy statek pociskiem z głowicą termojądrową. O ile oczywiście zajdzie taka potrzeba.
Borodiński poczuł coś, niby uderzenie prądu elektrycznego.
Twarz sekretarza generalnego była poważna.
— To jest coś, czego naukowcy nie potrafią zrozumieć — ciągnął. — A przecież ten intruz z kosmosu może mieć wobec nas wrogie zamiary. Musimy więc być przygotowani do obrony.
— Ale to jest… to jest tylko jeden mały statek.
— Nie, mój drogi. — Sekretarz generalny potrząsnął głową. — To jest tylko pierwszy taki statek.
— Dokąd? — spytał Markow mrugając oczami.
— Na Kwajalein — odparła Maria. — Powiedzieli mi, że to wyspa na środku Oceanu Spokojnego.
— Tam nas wysyłają? W jakim celu? — Zerknął na sprzęty wypełniające ich pokój gościnny: szafy z książkami, wygodne fotele, starą lampę z brązu, którą odziedziczył po matce.
— Najpierw wysłali mnie do tego obserwatorium pośrodku stepu, a teraz… gdzie to ma być?
— Kwajalein — odparła Maria zdecydowanie.
Była wciąż w swym mundurze, ale przyciskała do piersi dwie duże torby, pełne wiktuałów. Nie zadała sobie nawet trudu, żeby je postawić na podłodze, zanim przekaże mężowi najświeższą wiadomość.
— O, nie! — zaprotestował Markow, czując, że huczy mu w głowie.
Chwycił najbliższe krzesło i usiadł ciężko na nim, nie zważając na stojącą wciąż żonę.
— Nie mogę tam jechać! Nie jestem podróżnikiem! Musisz im to dać do zrozumienia. Chcę zostać tu, gdzie jestem, w domu…
— Ha! — wykrzyknęła, ale jej okrzykowi nie towarzyszył uśmiech. Podniósł na nią wzrok, a ona nie spiesząc się i pozostawiając na dywanie śnieg, skierowała się do kuchni.
— Chcesz zostać w domu? — rzekła, przedrzeźniając go piskliwie. — A gdzie byłeś wczoraj wieczorem? Nie było cię tu nawet dziś rano, kiedy wychodziłam do pracy.
— Na pewno nie byłem na wyspie tropikalnej — zawołał za nią.
— Więc gdzie byłeś?
— W biurze. Pracowałem do późnych godzin, a potem przespałem się na kozetce. Wolałem to, niż przedzierać się znów przez zaspy do domu. Wiesz przecież, że autobusy przestają kursować o północy.
— Spałeś na kozetce — gderała za progiem kuchni. — Z kim?
— Z tomem ludowych opowieści armeńskich, które muszę przetłumaczyć przed końcem semestru — wybuchnął. — Twoi przełożeni wymagają, bym dla nich tygodniami pracował, lecz nie przydzielają mi nikogo do pomocy.
Maria podeszła do drzwi kuchni z woreczkiem cebuli w dłoniach.
— Byłeś całą noc z jakąś zdzirą. Dzwoniłam do twojego biura, gdy wróciłam z pracy.
— Naprawdę, Mario, nie złapiesz mnie tym razem tak łatwo — powiedział, siląc się na uśmiech. — Byłem w biurze przez całą noc. Wcale nie dzwoniłaś.
Patrzyła nań długo bez słowa.
— Naprawdę tam byłem, Mario — mówił. — Sam jeden.
— I spodziewasz się, że w to uwierzę.
— Oczywiście. Czy okłamałem cię kiedyś, moja droga?
Na jej twarzy odmalowała się frustracja, której nie potrafiła wyrazić słowami. Odwróciła się i znów zniknęła w kuchni. Markow usłyszał, jak otwiera drzwiczki szafek, a potem dobiegło go stukanie wysypywanych z torby puszek.
„Na pewno coś stłucze” — pomyślał. Westchnął i podążył w stronę kuchni.
— Kwajalein? — zapytał.
Maria stała akurat na palcach, układając puszki z sokiem pomidorowym w szafce nad kuchnią gazową.
— Tak, Kwajalein — powtórzyła jak echo.
— Pozwól, niech ja to zrobię — powiedział, wciskając się obok niej między lodówkę i kuchnię gazową, po czym wziął do ręki dwie puszki, aby je postawić na jednej z najwyższych półek.
— Nie tam! — zawołała gniewnie i wyrwała mu z rąk puszki. — Tu jest ich miejsce.
Patrzył, jak stawiała je tam, gdzie chciała, aby leżały. Potem wziął z jej rąk dwie inne puszki i postawił je równo na najwyższej półce.
— Dlaczego muszę jechać na Kwajalein? — spytał. — Dlaczego nie mogę zostać w domu?
— Bułaczow bardzo zabiega o twój udział. Akademia wysyła ekipę naukowców do badań tego obiektu. Będą pracowali razem z Amerykanami.
— A on sam też tam pojedzie?
— Nie.
— Tak myślałem.
— Ale ty pojedziesz.
Markow oparł się o drzwi kuchennej spiżarni.
— Ale ja nie mam co wnieść do ich badań nad tym problemem! Czyż nie rozmawialiśmy już raz na ten temat?
— Będzie tam amerykański astronauta, Stoner.
— Ach, ten mój korespondent.
— Właśnie. Zna ciebie dzięki twojej reputacji. Dlatego Bułaczow wytypował ciebie do tej ekipy.
— Nie powinienem był nigdy napisać tej książki — mruknął Markow.
— Jesteś ekspertem o międzynarodowym uznaniu w sprawie języków pozaziemskich…
— A więc, praktycznie biorąc, niczym — powiedział.
— I wejdziesz w skład zespołu naszych naukowców, którzy jadą na Kwajalein, aby razem z Amerykanami badać ten pozaziemski statek.
Markow smutno potrząsnął głową.
— Najbardziej pragnę, Mario, pozostać tu, w Moskwie. W domu. Z tobą.
Zerknęła nań podejrzliwie.
— Z tego powodu nie musisz się przejmować — powiedziała. — Jedziemy razem na Kwajalein.
— Ty też jedziesz? — zawołał zaskoczony.
— Oczywiście. Jesteś osobą zbyt ważną, aby ci pozwolić na przebywanie poza Związkiem Radzieckim bez ochrony.
— Och, daj spokój, Mario — rzekł niecierpliwie. — Czy twoi przełożeni tak bardzo się niepokoją, że mógłbym zostać na Zachodzie? Jak ci tancerze baletowi? To nie w moim stylu.
— To jest potrzebne dla twojego własnego bezpieczeństwa.
— Oczywiście.
— A co, może nie? — spytała gniewnie. — Czy nie wiesz, że czuwam nad twoim bezpieczeństwem?
Pomacał się po kieszonkach koszuli, szukając papierosów.
— Przypuszczam, że bardziej martwisz się o siebie. Miałabyś sporo kłopotów, gdybym tam został.
— A ty się martwisz tylko tym, żeby sobie znaleźć jakąś dziwkę do adoracji.
Wyprostował się i popatrzył na nią.
— Powiedziałem ci już, że byłem wczoraj wieczorem sam w biurze.
— Tak. Powiedziałeś.
Minął ją i przeszedł z powrotem do salonu. Papierosy leżały na stole, obok jego ulubionego fotela.
— Ale zapomniałeś dodać — ciągnęła Maria, idąc za nim jak groźny buldog — że przyjechała tu za tobą ta krowiooka, pulchna cizia z Ośrodka Landaua.
— Co takiego? O czym ty mówisz?
— Ta bladź, Własowa… z którą sypiałeś w Ośrodku.
— Ach, Sonia! — Markowa ogarnęła jednocześnie radość i obawa. — Ona jest w Moskwie?
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
