Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Gdy samolot kołował już wolno w stronę samotnego budynku dworca lotniczego, policzki Marii zaczęły powoli przybierać normalną barwę.
— Pamiętasz tego Amerykanina, Stonera, który do ciebie napisał? — spytała szeptem, przechylając się ku niemu.
Skinął potakująco głową.
— Musisz się z nim spotkać i zaprzyjaźnić. On ci ufa.
— A ja mam zawieść jego zaufanie, czy tak?
Spojrzała nań spode łba, ukazując znów swoje ego.
— Musisz zrobić, co jest konieczne — rzekła stanowczo. — Cokolwiek by to nie było.
Markow westchnął i zdał sobie sprawę, że postąpi zgodnie z jej wolą. „To chyba będzie lepsza droga do zyskania jej przychylności niż pocałunki” — pomyślał.
ROZDZIAŁ XX
Rejon Yukonu, Alaska
George Umaniak schował swój sztucer pod kocami w tylnej części sań motorowych. Choć nawet nie widział tego dnia karibu, wiedział, że policjant miałby mu za złe, gdyby zobaczył w jego saniach broń myśliwską.
Wiatr wzmagał się, schodząc z jęczącym zawodzeniem po ośnieżonych zboczach gór. Niebo było znów ciemne, a wiatr opowiadał o duchach i tańcach zmarłych. Drżąc cały z zimna, George, postawił kołnierz swej eskimoskiej kurtki.
Przeklęty silnik sań nie chciał zapalić. Kilkakrotnie przekręcał kluczyk zapłonu, ale bez rezultatu. George zaklął w gniewie. To nie mogła być wina akumulatora! Sprawdził go przecież przed wyjazdem.
Nagle kątem oka dostrzegł błysk światła na ciemniejącym niebie. Podniósł wzrok i zobaczył zorzę polarną, migocącą nad górami. Zielone, bladoróżowe, upiornie żółte Światło Północy tańczyło nad szczytami gór w rytmie wyjącego wiatru.
George z trudem przełknął ślinę i wreszcie udało mu się uruchomić silnik. Dał pełny gaz i pomknął ku domowi. Nie była to noc nadająca się do spędzenia na dworze, w zimnie i ciemnościach.
Sala wykładowa była jedynie w połowie wypełniona. Kiedyś mieściło się w niej kino dla personelu wojskowego, pełniącego służbę w Kwajalein i Stoner miał nadzieję, że będą tam znowu wyświetlane filmy. Tego wieczoru jednak sala stała się audytorium, miejscem spotkania naukowców i inżynierów zaangażowanych w projekt Jupiter”.
Prawie sto pięćdziesiąt osób obojga płci usiadło na niewygodnych, składanych krzesłach z blachy, takich, na jakich sadza się rekrutów. Jeff Thompson zajął miejsce obok Stonera, w jednym z ostatnich rzędów, natomiast Wielki Mac i Tuttle usiedli w pierwszym rzędzie, skąd dzielił ich tylko krok od podium. Nie było jednak nigdzie widać Jo Cameraty.
Gwar dziesiątków rozmów ucichł natychmiast, gdy na podium wspiął się niezgrabnie profesor McDermott. Zaraz za nim wszedł na podwyższenie Cavendish niosąc swoje krzesło; rozłożył je i usiadł za McDermottem, po chwili dołączył do nich jeszcze starszy Rosjanin i usiadł obok Cavendisha na krześle, które już tam stało.
— Dobry wieczór, państwu — zaczął McDermott swym donośnym głosem, ale zaraz sprzężenie mikrofonu sprawiło, że jego słowa utonęły w wysokim pisku.
Mówca rzucił gniewne spojrzenie w bok sali, gdzie przy stoliku z aparaturą elektroniczną siedział operator dźwięku, zaś pozostali uczestnicy imprezy zerknęli z grymasem na twarzach ku zainstalowanym w suficie głośnikom.
— Na dobrą sprawę, Mac nie potrzebuje mikrofonu — mruknął Stoner, a Thompson pokiwał głową z aprobatą.
Niemniej jednak McDermott nie zrezygnował z aparatury nagłaśniającej, która sprawiła, że od jego grzmiącego głosu trzęsły się ściany. Najpierw przedstawił akademika Zworkina — astronoma, który przewodził grupie rosyjskich naukowców. Uczony wstał i podszedł do mikrofonu. Był to starszy już, łysawy mężczyzna o siwych włosach i śniadej twarzy. Mimo panującego na sali gorąca miał na sobie zmięty, szary garnitur. Widząc, że mikrofon sterczy nad jego głową, dostosował jego pozycję do swego wzrostu.
— Dziękuję panu, drogi profesorze McDermott — powiedział wysokim, cienkim i śpiewnym głosem. Jego angielszczyzna była całkiem dobra, a akcent oksfordzki.
— Choć uczestniczyłem już w dwu konferencjach w ramach programu SETI — mówił akademik, zwracając się do zebranych — trudno mi pretendować do roli eksperta w kwestiach dotyczących inteligencji pozaziemskiej. Któż jednak może nim być?
Po sali przebiegł szmer uznania i uprzejmej wesołości.
— Dziedziną, w której mogę się uważać za specjalistę, jest astronomia planetarna — ciągnął badacz. — Nie jestem ani astrofizykiem, ani astrochemikiem. Jestem, o ile można użyć takiego zwrotu, astrogeologiem. W związku z tym nie bardzo wiem, co tu robię wśród państwa. Być może fakt ten można wytłumaczyć tym, że będąc człowiekiem zbyt starym i zbyt powolnym, nie zdołałem uniknąć przydzielenia mi tej pracy.
„Ostrzega nas, abyśmy nie oczekiwali od niego żadnych rewelacji — pomyślał Stoner, gdy na sali znów zapanowało wesołe podniecenie. — Widzi, że tu woda za głęboka dla niego, i chce możliwie szybko wracać do domu.”
Tymczasem Zworkin zaczął przedstawiać po kolei wszystkich piętnastu rosyjskich naukowców. Z jednym wyjątkiem, byli to wszystko mężczyźni, choć kilku z nich przybyło w towarzystwie żon, które to, nota bene, nie zostały przedstawione.
W pewnej chwili wstał i ukłonił się wysoki szczupły Rosjanin. Sprawiał wrażenie nieco zakłopotanego i mimo swej siwiejącej, potarganej bródki miał dość chłopięcy wygląd. Zworkin przedstawił go jako profesora Kiryła Markowa, lingwistę z Uniwersytetu Moskiewskiego.
„To jest ten, do którego napisałem — zdał sobie sprawę Stoner. — Muszę z nim porozmawiać.”
Prezentacja dobiegła końca i do mikrofonu podszedł znów McDermott.
— Przez kilka miesięcy będziemy pracowali razem nad tym projektem — powiedział tonem typowym dla trenera drużyny futbolowej. — Chciałbym teraz oddać głos profesorowi Cavendishowi, aby scharakteryzował stan naszych dotychczasowych badań problemu.
Anglik uśmiechnął się i podszedł do mikrofonu.
— A więc, proszę państwa — zaczął, aby sobie oczyścić drogi oddechowe. — Nie przygotowałem żadnych przeźroczy ani wykresów… Sądziłem, że tymi szczegółami zajmiemy się razem w najbliższym czasie. — Zawahał się przez moment, jak gdyby zbierając myśli. — Ten… hm… obiekt, który latem zeszłego roku wszedł w obręb układu słonecznego i po dość skomplikowanym torze przeleciał obok Jowisza, zbliża się teraz ku Ziemi. W trakcie tego zbliżania przyśpieszył biegu i według naszych ocen przeleci w minimalnej odległości od Ziemi w dniu piątego lipca lub bardzo blisko tej daty.
— Czy to przyśpieszenie — zapytał jeden z Rosjan — ma charakter normalny, to znaczy naturalny?
— W istocie. Obiekt spada swobodnie w polu ciążenia Słońca, proszę pana, i dlatego przyśpiesza biegu. Nie, nie wykazał żadnych oznak życia ani celowości, odkąd opuścił okolice Jowisza i po zmianie kursu skierował się w naszą stronę.
— Jest więc zupełnie bezwładny?
— Martwy, jak głaz — rzekł Cavendish. — Przynajmniej na to wskazują nasze dane. Spada, jak kamień ku Słońcu.
— Jakie są jego rozmiary?
— Czy są jakieś dane na temat jego kształtu?
— Jaka jest jego jasność powierzchniowa?
Cavendish wzniósł do góry swe ręce pianisty, aby zahamować lawinę pytań, które kierowano doń szybciej, niż był w stanie odpowiadać.
— No cóż, na pewno jest większy od piłki futbolowej…
Obecni na sali Amerykanie roześmiali się, zaś Rosjanie wymienili się znaczącymi spojrzeniami.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
