Ben Bova - Wędrowcy

Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Albo jesteśmy sami we wszechświecie albo nie jesteśmy;każda z tych możliwości jest zaskoczeniem dla umysłu.
Lee Dubridge

Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Możesz to powiedzieć jeszcze raz, Joey!

Uśmiechnął się do niej.

— W porządku, jestem świńskim, męskim szowinistą, panno Ellington.

— Doktor Ellington — poprawiła go.

Prezydent spojrzał na nią zbolałym wzrokiem, ale nic nie powiedział. Wykorzystał to rzecznik.

— Słuchajcie no, jest nas tu tylko czworo. Może byśmy tak na moment przestali się kłócić? To sprawa zbyt ważna na takie docinki.

— W pełni się zgadzam — rzekł sekretarz obrony. — Chciałem tylko powiedzieć, że doktor Ellington i ja jesteśmy przekonani, iż musimy wykorzystać do badań tych sygnałów radioteleskop w Arecibo.

— Dlaczego akurat ten?

— To jest największe i najsilniejsze urządzenie tego typu, jakim dysponujemy — wyjaśniła doradczyni. — Jeśli chodzi o ścisłość, największy radioteleskop na świecie.

— A co z teleskopem na orbicie? — spytał rzecznik.

— To jest teleskop optyczny, podobny do tego na Mount Palomar.

— Wielkiego Oka też będziemy potrzebowali — rzekł sekretarz obrony.

— To przecież dzięki niemu sfotografowaliśmy ten obiekt na orbicie wokół Jowisza.

— Jeśli on jest w ogóle na orbicie — mruknęła doktor Ellington.

— Sądzi pani, że to coś sztucznego?

Z ponurą twarzą skinęła głową.

— Owszem, tak — wyznała. — Ale nie mamy jeszcze dość danych na temat jego toru, aby ustalić, czy porusza się po orbicie wokół Jowisza, czy też jedynie przelatuje obok Jowisza. Gdyby tylko przelatywał, mógłby pochodzić spoza układu słonecznego.

Prezydent zagłębił się w swym fotelu.

— Tak czy inaczej, trudno w to uwierzyć — rzekł, po czym zerknął na swą doradczynię. — Inteligentne istoty z innych światów? Włosy się jeżą, jak się pomyśli.

— Wystraszyłem się, jak wszyscy diabli — rzekł sekretarz obrony.

— Musimy się dowiedzieć, co to jest — odezwał się znów rzecznik. — Jeśli choć słowo przeniknie na zewnątrz, zanim ustalimy, co to za obiekt… będzie panika na skalę światową.

— Zdaję sobie z tego sprawę — zgodził się minister obrony. — Zapewniani pana, że przedsięwzięliśmy wszelkie środki bezpieczeństwa.

— Ale zanosi się na kłopoty z korzystaniem z Arecibo — zauważyła doktor Ellington. — Nie możemy tam pojechać i kazać się wynieść obecnym użytkownikom na czas nieokreślony. Poruszyliby cały świat.

— A gdybyśmy wyjaśnili, o co chodzi, i poprosili ich o współpracę?

Sekretarz obrony potrząsnął przecząco głową.

— Tam jest pełno akademickich supergwiazd — rzekł. — A tacy uważają, że najważniejsza jest wolność słowa, a wszystko inne, z narodowym bezpieczeństwem włącznie, stoi na dalszych miejscach. Spróbujcie zaproponować im współpracę, a zaraz pobiegną do największego dziennika.

Prezydent był jednak odmiennego zdania.

— Zdaje się, że jest w tej grupie Carl Sagan — rzekł. — Znam Carla. Pracował w moim komitecie wyborczym. Będę mógł mu wszystko wyjaśnić i on mi pomoże. Wiem, że to zrobi.

— Na pewno — zauważyła kwaśno doktor Ellington. — Bo chce być główną postacią tego przedstawienia.

— A do tego nie możemy dopuścić — rzekł szef Pentagonu.

— Dlaczego?

— On jest za bardzo znany. Będzie wielkim zagrożeniem dla tajności całej sprawy. Autor, zdobywca nagrody Pulitzera. Gwiazdor telewizji. Nie możemy dopuścić, aby spacerował sobie, gdzie chce, gdyby miał pracować nad tą sprawą. A z drugiej strony, nie możemy go zamknąć na klucz w jakimś strzeżonym miejscu, bo jego zniknięcie będzie sygnałem dla Rosjan, że coś knujemy.

— A on ponadto bardzo się przyjaźni z radzieckimi naukowcami — dodał rzecznik.

— Sądzicie państwo, że Rosjanie już wiedzą o tej sprawie? — zapytał prezydent. — To znaczy, czy mają odpowiednie radioteleskopy?

— Nie wiem, czy mają w tej chwili coś działającego na częstotliwości poniżej sześciuset megaherców — odparła doradczyni naukowa. — Prawdę mówiąc, natknęliśmy się na te sygnały tylko dlatego, że jeden z naszych starszych radioteleskopów rozpracowywał ten właśnie kraniec widma.

— I mamy do tego Wielkie Oko — dodał sekretarz obrony. — Sowieci nie mają na orbicie porównywalnych teleskopów. A teleskopy zainstalowane na Ziemi, bez względu na to, jak duże, nigdy nie zarejestrują małego obiektu w pobliżu Jowisza. Już to sprawdziliśmy. Z Ziemi w ogóle go nie widać. Jest za słaby, aby zostawić jakiś ślad na błonie fotograficznej.

— A co z sondą kosmiczną? — pytał prezydent. — Moglibyśmy przecież wysłać sondę i w ten sposób przekonać się, czy obiekt jest naturalny, czy też sztuczny.

Doradczyni naukowa podniosła zdziwiona brwi, a twarz szefa Pentagonu przybrała kwaśny wyraz.

— Trzeba by kilku lat, aby zaprojektować, zbudować i wysłać w przestrzeń odpowiednią sondę — powiedziała doradczyni prezydenta. — Nie mamy gotowego statku w hangarze, aby go wyprowadzić na wyrzutnię i wysłać w kosmos, a nawet gdybyśmy mieli, lot takiej sondy do Jowisza trwałby prawie rok i to przy nadaniu jej dużej prędkości startowej.

— A ponadto — wtrącił się sekretarz obrony — nasze sondy Pionier i Voyager przeleciały koło Jowisza dobrych kilka lat temu i nigdy nie natrafiły nawet na ślad tego, co zarejestrowaliśmy tym „staruszkiem” w Nowej Anglii.

— Wróćmy do sprawy zasadniczej — rzekł rzecznik prasowy. — Bez względu na to, co zrobicie, w Arecibo czy gdzie indziej, trzeba wszystko starannie zorkiestrować. Bardzo starannie. Opinia publiczna musi być przygotowana, zanim udostępnimy prasie jakieś informacje.

— A czy możemy zapobiec przeciekom? — spytał prezydent.

— Zapobiec? — Zaśmiał się rzecznik. — My nie potrafimy nawet zmniejszyć tempa przecieków.

— Departament Obrony ma przecież…

— Departament Obrony przecieka jak sito.

Szef Pentagonu popatrzył na rzecznika z ukosa, ale nic nie powiedział, zaś doradczyni do spraw nauki z trudem powstrzymała chichot.

— Musimy rozegrać tę sprawę w sposób właściwy — upierał się rzecznik. — Musimy przygotować opinię publiczną…

Jego słowa przerwało pukanie do drzwi i po chwili do pokoju zajrzała sekretarka prezydenta, ustalająca harmonogram jego spotkań.

— Przepraszam, panie prezydencie — powiedziała miękko. — Przybyła delegacja Narodowego Biura Farmerów.

— Och, tak… — Prezydent wstał z fotela i wygładził ręką swą marynarkę — Czy jest z nimi minister rolnictwa?

— Tak, panie prezydencie.

Prezydent z głębokim westchnieniem zwrócił się ku trójce swych rozmówców siedzących przy stole.

— Proszę wypracować plan działania i przedstawić mi go — rzekł. — Jeszcze dziś wieczorem, jeśli to możliwe.

Wstali z miejsc, a prezydent szybko wyszedł z pokoju.

— No więc, co myślicie? — zapytał sekretarz obrony, gdy cała trójka znów usiadła.

— Gabinet nie popiera go, a Kongres pluje mu w twarz przy każdej okazji — powiedział rzecznik prasowy krzywiąc się. — W Senacie jest czterech kandydatów na prezydenta, w Gabinecie co najmniej dwóch, gospodarka się wali, mamy wciąż problemy z ropą naftową, a teraz jeszcze zanosi się na inwazję Marsjan.

— Jowiszan — poprawiła go doradczyni.

— Cokolwiek by to było, musimy się przygotować na najgorsze. To znaczy… wyobrażacie sobie, co zrobią nawiedzeni na punkcie UFO, gdy wszystko się wyda?

— Chciał pan powiedzieć: badacze UFO — poprawiła go doktor Ellington.

— Nie. Chciałem powiedzieć „nawiedzeni”. I zwariowani na punkcie religii. Do diabła z nimi! Parę lat temu setki ich popełniło samobójstwo w Gujanie. I o co? O nic! Co zrobią teraz, jeśli im powiemy, że grozi im inwazja jakichś kosmicznych potworów?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wędrowcy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wędrowcy»

Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.