Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
— Ale ja nie sądzę, aby to był kod.
— A oni sądzą, że jest!
Markow wzniósł ręce ku górze.
— A jeśli oni sądzą, że księżyc zrobiony jest z zielonego sera, czy powieszą kosmonautów, którzy przywiozą skały?
Nie poruszyła się nawet na swym krześle. Wydała się Markowowi otępiałą, nieustępliwą mulicą. Słowa odbijały się od jej grubej skóry.
— To nie jest kod! To nie jest żaden kod! — zawołał gniewnie. — Jeśli coś nie jest językiem, jakże może nim być?!
Wzrok żony wydawał się przewiercać go na wylot.
— A więc mam powrócić do Moskwy i powiedzieć moim przełożonym, że mój mąż spędził dwa miesiące na badaniu sygnałów z Jowisza i doszedł do wniosku, że są one całkiem naturalnego pochodzenia? A gdy zapytają mnie, jakiego rodzaju badania mąż przeprowadził, powiem im, że spędził większość tego czasu z cycatą krową, która powinna być wysłana na jakieś syberyjskie pastwisko.
— Och, nie! — zawołał Markow. — Nie zrobisz tego!
— Jeśli ty się nie sprawdzisz, ja też się nie sprawdzę — powiedziała. — Ale zanim się to stanie, ta mała kurewka wyląduje w piekle.
— Mario, czy nie rozumiesz…?
— To ty nie rozumiesz. Nie przyjmę od ciebie żadnych wyjaśnień na ten temat. Przynajmniej dopóki będę wiedziała, że bawisz się, zamiast pracować. Bo to jest igranie z moją karierą. Z moim życiem. I z twoim.
Markow w desperacji przeczesał palcami swe przerzedzające się włosy.
— Słuchaj, dokonałem sumiennej analizy tych sygnałów. Słowo honoru. Uwierz mi. Pozwól mi pokazać wyniki mej pracy akademikowi Bułaczowowi. Czy będziesz zadowolona, jeśli zgodzi się on z moimi wnioskami?
Maria popatrzyła nań ponuro, po czym sięgnęła do stojącej na podłodze torby i wyjęła z niej kartkę zapisaną ręcznym pismem.
— Przeczytaj to — powiedziała.
Markow zerknął na list, pomacał się po kieszeniach, aż znalazł okulary i włożył je. W miarę, jak czytał, jego twarz wydłużała się, a jego ręce poczęły lekko drżeć.
W końcu spojrzał na żonę.
— Kto… kto to jest ten Stoner?
— Amerykański naukowiec, astrofizyk. Pomagał zbudować teleskop, który Amerykanie umieścili na orbicie w tym roku.
Markow na niepewnych nogach przeszedł kilka kroków dzielących go od łóżka i usiadł na rozrzuconej pościeli.
— On twierdzi, że to jakiś statek kosmiczny w okolicy Jowisza jest źródłem tych sygnałów — powiedział.
— Dlaczego napisał taki list? — zdziwiła się Maria.
— Pisze, że przeczytał moją książkę o językach pozaziemskich.
— Twoją głośną książkę.
— Ale… ale czy wierzysz w to, co on napisał? Może to jakiś trick ze strony Amerykanów?
— Wielu Amerykanów nie rozumie istoty walki komunizmu z kapitalizmem. Oni wierzą, że możliwe jest pokojowe współistnienie dwóch ustrojów.
Markow skinął w zadumie głową.
— Ten Stoner to idealista — mówiła. — Ponadto jest naukowcem, który chce zdobyć rozgłos i uznanie za odkrycie życia pozaziemskiego. Dlatego do ciebie napisał.
— Ale dlaczego właśnie do mnie? Dlaczego nie do Międzynarodowej Federacji Astronomicznej? Albo do naszej Akademii Nauk? Dlaczego wybrał mnie?
— Któż to może wiedzieć? — odparła. — Nasi agenci w Ameryce próbują rozgryźć tę sprawę.
Markow zrobił wysiłek, by zebrać się w garść. Tak wiele się wydarzyło podczas tych kilkunastu minut, że był zupełnie rozklejony.
— Nadal uważasz, że te sygnały nie są językiem? — spytała po chwili Maria.
Markow westchnął.
— Nie są — rzekł. — W każdym razie nie są rodzajem języka, który ja mógłbym zrozumieć.
Wyciągnęła rękę i wyjęła kartkę z jego bezwładnej dłoni, po czym ostrożnie włożyła list z powrotem do torby.
— Przed chwilą wyraziłeś życzenie zobaczenia się z akademikiem Bułaczowem — powiedziała. — To się dobrze składa, bo on też chce cię widzieć. I to niezwłocznie. Jeszcze dziś wracamy do Moskwy.
ROZDZIAŁ XII
…pod koniec listopada 1967 roku znalazłam je (pulsujące sygnały radiowe) w szybkim zapisie. W miarę, jak papier przesuwał się pod pisakiem, mogłam się zorientować, że sygnał składa się z szeregu pulsacji… odstępy między nimi wynosiły 1⅓ sekundy…
Potem Scott i Collins zaobserwowali takie pulsacje za pomocą innego radioteleskopu… który usuwał zakłócenia instrumentalne. John Pilkington zmierzył dyspersję sygnału, co pozwoliło ustalić, że źródło energii znajduje się daleko poza układem słonecznym, ale w obrębie naszej galaktyki. Czy były to więc pulsacje sztuczne, wytworzone przez jakąś inną cywilizację…?
W zasadzie nie wierzyliśmy, że odebraliśmy sygnały od innej cywilizacji, choć oczywiście i taką możliwość braliśmy pod uwagę, gdyż nie mieliśmy jeszcze wtedy dowodu na całkiem naturalne pochodzenie tej radioemisji. To jest bardzo interesujący problem: kiedy się myśli, że być może odkryło się życie pozaziemskie, jak ogłosić w sposób odpowiedzialny wyniki takiego odkrycia.
S. JOCELYN BELL BURNELL Fragment referatu wygłoszonego na VIII Teksańskim Sympozjum Astrofizyki Relatywistycznej w roku 1977, a dotyczącego odkrycia przez nią pulsarów.— To jest zbyt fantastyczne, aby w to uwierzyć!
— Zapewniam pana, panie prezydencie, że to prawda.
Prezydent wstał od połyskującego mahoniowego stołu i podszedł do kominka. Rutynowe posiedzenie gabinetu zakończyło się, jak zwykle, ostrą kłótnią, więc z przyjemnością zamienił chłodną oficjalność Sali Posiedzeń na przytulność mniejszego Pokoju Roosevelta.
Prezydent, gdy stał teraz oparły o gzyms kominka, obok odlanej z brązu statui Teddy’ego Roosevelta, sprawiał wrażenie kompletnie wyczerpanego; rozluźniony węzeł krawata, rozpięty kołnierzyk koszuli, zmierzwione włosy, dłonie, zaciśnięte w pięści, wsunięte głęboko w kieszenie marynarki.
Rzecznik prasowy spoglądał nań zmartwiony. Ten stary przyjaciel i doradca wiedział dobrze, że nawał spraw i zajęć nieubłaganie popychał prezydenta ku desperacji.
Prezydent zerknął tęsknie na wiszący nad sobą obraz; przedstawiał Theodora Roosevelta z lat poprzedzających I Wojnę Światową.
— Wszystko było wtedy znacznie prostsze, nieprawdaż? — powiedział na wpół do siebie, na wpół do swych gości.
Sekretarz obrony potrząsnął głową zwieńczoną grzywą srebrnych włosów.
— Tak się tylko wydaje z perspektywy czasu, panie prezydencie — rzekł.
— Człowiek pracuje tak ciężko, żeby zdobyć ten urząd — mówił prezydent — a gdy go zdobędzie, dziwi się, dlaczego w ogóle próbował.
— Ktoś to musi robić — zażartował rzecznik. — Wybory są co cztery lata.
Prezydent uśmiechnął się doń łagodnie, po czym nachylił się ku swej doradczyni do spraw nauki i powiedział:
— Inteligentne istoty na Jowiszu? Jest pani pewna?
— Nie, panie prezydencie — rzekła z naciskiem. — Nie jestem tego całkiem pewna. Ale istnieje dość duża szansa, że powinniśmy się przygotować na taką ewentualność.
Prezydent westchnął głęboko.
— Dlaczego to się musiało zdarzyć w czasie mojej kadencji?
Sekretarz obrony, były przemysłowiec, chrząknął głośno, jak to miał zwyczaj robić przed wygłoszeniem jakiejś opinii.
— Panie prezydencie — powiedział przez nos, jak przystało na kogoś rodem z Oklahomy. — Sally i ja nie zawsze widzimy sprawy tak samo…
Doradczyni spiorunowała go wzrokiem ze swego miejsca w przeciwległym kącie pokoju.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
