Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
„Dlaczego musieli zbudować ten ośrodek właśnie tutaj, pośrodku stepu? — dumał Markow. — Dlaczego nie nad Morzem Czarnym, gdzie komisarze mają swe dacze i gdzie nieraz świeci słońce?”
Potrząsnął głową. „Przyznaj się, bracie, gdybyś ruszył tę zagadkę, którą ci zadali, nie przeszkadzałby ci tak bardzo ani klimat, ani ta sceneria.”
Była to prawda. Pulsacje radiowe były dla niego twardym orzechem do zgryzienia. Podczas miesięcy pracy nad tym problemem nie udało mu się uzyskać najmniejszego dowodu, że mogły one stanowić jakiś język czy choćby kod.
Znużony, zawrócił na dróżce i skierował się ku budynkowi, który teraz był jego domem. Wiatr szarpał długie poły jego palta. Stopy miał zdrętwiałe od mrozu.
Najgorsze było jednak to, że pulsacje radiowe stanowiły dlań taką samą zagadkę dziś, jak w dniu, kiedy zaczął je analizować.
Gdy mijał szary budynek administracji, dobiegł go wysoki, dziewczęcy głos Sonii Własowej:
— Hej, Kir! Zastanawiałam się, dokąd poszedłeś.
W głębi duszy nie był zadowolony z tego spotkania. Sonia okazała się zbyt łatwą do zdobycia, jeśli w ogóle można było mówić o zdobywaniu kogoś tak ochoczego. Nawet więcej niż ochoczego; wprost domagającego się miłości. Markow miał uczucie, że jego niezdolność do rozwiązania jowiszowej zagadki musiała mieć coś wspólnego z długimi nocami, jakie spędzał z Sonią w łóżku. Była tak młodzieńcza, tak zatrważająco energiczna, atletyczna i bardziej pomysłowa w figurowej akrobacji niż cała drużyna chińskich gimnastyczek.
Podbiegła do niego i chwyciła go za ramię.
— Nie pamiętasz, że dyrektor obserwatorium zaprosił cię dziś po południu na herbatę?
Zaczęło się już ściemniać. Zabłysły latarnie na dachach budynków i wzdłuż dróżek osiedla. Markow był zmarznięty. Przygniatał go jakiś dziwny smutek i melancholia. Tymczasem Sonia była uśmiechnięta i pełna werwy. I nie była w palcie; miała na sobie jedynie sweter, luźne miękkie spodnie i kozaczki.
Sweter nie był jednak luźny; ściśle przylegał do jej ciała i Markow, wbrew samemu sobie, poczuł lekki przypływ pożądania. Odwzajemnił uśmiech malujący się na owalnej, wesołej twarzy Soni.
— Och, tak. Zupełnie zapomniałem o tym zaproszeniu — wyznał z grymasem usprawiedliwienia. — Cóż ja bym bez ciebie zrobił?
Roześmiała się głośno.
— Byłbyś w łóżku z którąś z tutejszych dziewczyn — rzekła. — Nie masz pojęcia, jak mi ciebie zazdroszczą.
— Ach, ty mój aniele miłosierdzia! — Markow objął ją ramieniem. — Jesteś nazbyt miła dla mnie. Przecież jestem już właściwie zgrzybiałym starcem.
— Coś podobnego!
— No, może nie całkiem zgrzybiałym — poprawił się, gdy szli już w stronę drewnianego budynku, gdzie mieszkał. — jest tu tylu młodszych ode mnie mężczyzn, którzy polują na twój uśmiech, a ty trwonisz energię na mnie.
Było to eufemistyczne wyrażenie tego, co myślał w głębi duszy, ale czego nie miał zamiaru jej wyznać; że w Ośrodku Landaua przebywało wiele młodych kobiet, których ta nadpobudliwa maniaczka seksualna nie dopuszczała do niego.
Sonia nie była tak bystra, aby odgadnąć jego myśli. Była w nim ponadto ślepo zakochana. Oczywiście, ich krótki wspólny spacer skończył się zaraz w łóżku, jeszcze przed herbatą u dyrektora. Wcale nie był tym zaskoczony. Na wpół drzemiąc na jej miękkich, dużych piersiach, próbował policzyć, ile razy to robił w ciągu ostatnich dwóch miesięcy.
„To musi być światowy rekord, jak na człowieka zbliżającego się pięćdziesiątki” — pomyślał.
Herbatka u dyrektora przebiegła w miłym nastroju, bardzo spokojnie i nie zajęła Markowowi dużo czasu. Pogawędził sobie na temat swych badań nad językami Wschodu, podczas gdy reszta zaproszonych gości rozmawiała o astronomii i elektronice. Nie miał pojęcia, o czym mówili podobnie jak oni nie rozumieli, o czym on rozprawiał. Nikt jednak nie powiedział ani słowa o pulsacjach radiowych z Jowisza, jako że sprawa była utajniona. Wiedziało o niej jedynie kilka osób z personelu Ośrodka. Nie wiedział nikt z zaproszonych gości mogących donieść na niego do Moskwy.
Gdy przyjęcie dobiegło końca i goście rozeszli się do swych kwater, Markow skonstatował, że nie jest głodny. Minął więc budynek stołówki i poszedł prosto do swego domu. Wiedział, że w łóżku czeka na niego Sonia. „Może już śpi” — przebiegło mu przez myśl, ale zaraz poczuł gniew na samego siebie. „Cóż to jest?! Czyżbym jej się bal? Już czas, aby jej powiedzieć, że jestem żonaty i nie mogę kontynuować z nią romansu.”
Nie dawała mu spokoju myśl o smukłej, rozmarzonej elektroniczce, którą spotkał na herbatce. Wielkie, senne oczy. Doszedł do wniosku, że byłaby spokojniejsza od Sonii.
Jakież było jego zdziwienie, gdy otworzywszy drzwi, zobaczył w swym pokoju żonę. Siedziała na krześle przed elektrycznym grzejnikiem.
— Maria!
Popatrzyła na niego, jak zwykle, z ukosa.
Markow zerknął na łóżko. Było nie posłane, ale puste.
— Co tu robisz? — spytał, zamykając drzwi i zastanawiając się, gdzie jest Sonia.
— Przyjechałam, żeby sporządzić raport z pierwszej ręki o postępie twej pracy — powiedziała. — Moi zwierzchnicy sądzili też, że chciałabym się zobaczyć z małżonkiem po dwumiesięcznym rozstaniu.
— Jak to miło z ich strony — rzekł siląc się na uśmiech.
Zdjął z siebie ciężkie palto i powiesił je na haku obok drzwi. Na podłodze, obok szafy w ścianie, stała walizka Marii.
„Szafa! Czyżby Sonia była w szafie!” — pomyślał z niepokojem.
— Musisz być pewnie zmęczona po tak długiej podróży — rzekł po chwili do żony. — Może napijesz się herbaty? Albo zjesz kolację?
— To ty wyglądasz na zmęczonego. Masz podkrążone oczy.
— Bardzo ciężko tu pracuję.
— Tak, wiem o tym.
Analizując stan swego ducha, Markow pomyślał, że czuje się tak, jak powinna czuć się mysz w łapach kota albo zbieg z więzienia, gdy osaczy go policja.
— Przypuszczam, że nie zrobiłem wielkich postępów…
— To zależy, jak na to spojrzeć — powiedziała Maria chłodno i dobitnie. — Dziewczyna, która była przed chwilą w tym łóżku, wydała mi się całkiem zadowolona z twych postępów.
— Dziewczyna?! — Głos Markowa przeszedł niemal w pisk. — Ach, ona. Ona… No, cóż… — Wzruszył ramionami i uśmiechnął się głupkowato.
— Mam nadzieję, że dowiedziałeś się czegoś z tych sygnałów radiowych… — mówiła Maria ze śmiertelnym spokojem — w przerwach między polegiwaniem w łóżku z tą dziwką.
Markow spoważniał. Przestał się uśmiechać. Przyciągnął ku sobie drewniane krzesło i usiadł na nim naprzeciw żony.
— Mario — rzekł poważnie — nie sądzę, że można się czegoś dowiedzieć z tych pulsacji. Zastosowaliśmy do ich analizy komputer, a ja badałem je sumiennie przez ostatnie miesiące…
— „Sumiennie”, mówisz? — warknęła.
— Tak, sumiennie — powtórzył. — Nie ma w nich śladu okresowości ani rytmu, ani innej cechy, którą odznacza się każdy język.
— Czy jesteś pewny, że twój umysł był dostatecznie jasny, abyś mógł osiągnąć jakieś wyniki?
— Nigdy cię dotąd nie zawiodłem.
— Starzejesz się, ale nie przybywa ci przez to rozumu.
Uderzył się dłonią w kolano.
— To jest nieuczciwe z twojej strony, Mario. Jestem…
Wyciągnęła ku niemu swój tępo zakończony palec wskazujący i umilkł.
— Musimy złamać ten kod, Kirył — rzekła. — Czy tego nie rozumiesz? Moi zwierzchnicy nie akceptują fiaska.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
