Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Stoner siedział pochylony nad kartką papieru przy małym klonowym biurku, które znaleźli dla niego strażnicy.
— Piszę list do starego przyjaciela — odparł — jednego z moich byłych nauczycieli. Jest astrofizykiem i mieszka w Paryżu. Nazywa się Claude Appert.
— Jest Francuzem? — spytała Jo.
— Jak wieża Eiffla. — Stoner skończył adresować kopertę i obrócił się wraz z krzesłem w stronę Jo. — Chciałbym, żebyś mi to wysłała, gdy wrócisz do Bostonu.
Jo podniosła brwi.
— Oni nie pozwolą mi nic stąd wysłać — mówił Stoner. — Zwłaszcza za granicę.
— Co jest w tym liście? — spytała.
Złożył we dwoje dwa cienkie arkusiki papieru i wsunął je do koperty.
— Zapytuję go, czy ktoś z europejskiej społeczności astronomów nie odebrał jakichś dziwnych sygnałów z Jowisza.
— Ale to jest przecież pogwałcenie przepisów bezpieczeństwa — zauważyła.
— Nie zdradziłem, że odebraliśmy takie sygnały — rzekł Stoner potrząsając głową. — Zapytałem go jedynie, czy słyszał o czymś takim.
— Ale Marynarka nie dopuści… — zaczęła Jo.
— Słuchaj, Jo — przerwał jej wpół zdania. — Marynarka wykorzystuje nas. Czy tego nie rozumiesz? Wpadliśmy na trop niezwykłego odkrycia, a oni myślą tylko o tym, jak utrzymać wszystko w tajemnicy i wykorzystać do celów wojskowych.
— Tak, ale…
— Żadnych „ale”! Spędzamy życie, wyciskając w miarę naszych możliwości wiedzę o wszechświecie, kropla po kropli, a oni nas traktują jak urzędników państwowych. Stosują naszą wiedzę do produkcji broni. Wyrzucają nas na bruk, gdy mają taki kaprys i jeśli zechce im się obciąć fundusze na badania. Bydło jest traktowane lepiej! Rząd wydaje więcej pieniędzy subsydiując przeklęty przemysł tytoniowy, sprawcę raka, niż na badania związane z rakiem.
— Nie rozumiem, co to ma wspólnego z sygnałami radiowymi — powiedziała miękko Jo.
Tymczasem Stoner wstał już z łóżka i dawał wykład swych poglądów, zapominając, że jest całkiem nagi.
— Gdy tylko wpadniemy na trop jakichś nowych energii, gdy się wychylimy z jakimś nowym pomysłem, który mógłby zostać wykorzystany do wywierania kontroli nad ludźmi, zabijania ich, natychmiast wkładają nam uprząż i nie pozwalają zająć się czym innym.
— Nie żyjemy w świecie bezkonfliktowym, Keith.
— Wiem o tym. Ale przypomnij sobie, jaka była pierwsza reakcja Tuttle’a na możliwość odkrycia przez nas pozaziemskiej inteligencji? Nie lęk ani ciekawość. Nawet nie strach. Oni chcą tylko zawładnąć techniką, którą mogli rozwinąć kosmici, aby w ten sposób udoskonalić swe własne bronie.
Jo nic nie odpowiedziała.
— Dlatego nie chcą, by wieści o naszym odkryciu dotarły do ludzi takich, jak Sagan czy Phil Morrison. Bo oni cieszą się międzynarodowym uznaniem. Mogliby sprawić za pośrednictwem ONZ lub innej międzynarodowej organizacji, że powstałby międzynarodowy program badań nad tą sprawą. Wojskowi nie chcą czegoś takiego! Nie dopuszczą do tego! Dlatego zapuszkowali mnie tu, jak w więzieniu. Dlatego chcą przenieść ludzi zaangażowanych w ten cholerny projekt do jakiejś bazy wojskowej. Chcą utrzymać w tajemnicy całą przeklętą sprawę.
— Wiem o tym.
— Ale ja zdejmę pokrywę z tego cholernego garnka — rzekł Stoner, machając trzymaną w ręku kopertą. — Po to napisałem ten list.
— Nabawisz się przez to prawdziwych kłopotów.
— My już jesteśmy w prawdziwych kłopotach — odparł. — I dopóki oni to wszystko trzymają w tajemnicy, cały świat jest w kłopotach.
— Nie wiem, Keith, czy powinnam ci to wysłać — rzekła niepewnie Jo.
Podszedł do łóżka i usiadł na jego skraju, obok niej.
— Wyślij to, proszę — rzekł. — Oni nie mogą mi bardziej zaszkodzić, niż mi już zaszkodzili. A jest sprawą wielkiej wagi, aby cała społeczność naukowa dowiedziała się o tym, co się tutaj dzieje.
Jo niechętnie wzięła do ręki list. Zerknęła na adres, po czym odwróciła kopertę i położyła ją na nocnym stoliku, obok swej sakiewki.
Stoner nie powiedział jej, że druga kartka w kopercie była przeznaczona dla jednego z rosyjskich autorów, lingwisty, profesora Kiryła Markowa z Moskwy. Stoner przeczytał kilka dni wcześniej jego monografię na temat możliwości porozumienia się z kosmitami i bardzo się nią zainteresował.
Minęło kilka tygodni, podczas których Stoner samotnie pracował w swym pokoju, nieczuły na odgłosy kłótni, wciąż dochodzące z salonu.
„McDermott obiecał nam zimę w ciepłych krajach — myślał ubawiony. — Szkoda, że nie poczekał do pierwszego kwietnia z takimi obietnicami, bo byłby to dobry primaaprilisowy żart.”
Pewnego ranka wizytę Stonerowi złożył Jeff Thompson. Był piękny, mroźny dzień, jeden z tych dni w Nowej Anglii, gdy słońce, wędrujące po przeczystym błękicie nieba, przeszywa wprost swymi promieniami, lecz wiejący od strony Kanady polarny wiatr mrozi do szpiku kości. Jeffowi towarzyszył przybyły z Anglii naukowiec.
Stoner wstał tego dnia wcześnie i przez całe dwie minuty kontemplował krajobraz za oknem. Z wnętrza domu wszystko wyglądało tak pięknie: promienie słońca krzesały skry na śnieżnym całunie, a drzewa wyciągały swe bezlistne konary ku krystalicznie błękitnemu niebu.
Zbiegł do pokoju stołowego i zaraz zasiadł do klawiatury komputera. Denerwowało go, że nie przeprowadzono dostatecznie dużo wczesnych obserwacji tajemniczego statku, by można było określić jego pochodzenie. W pewnej chwili powiew lodowatego powietrza uzmysłowił mu, że ktoś musiał otworzyć drzwi prowadzące z kuchni na zewnątrz.
Stoner nie pofatygował się nawet, by podnieść wzrok znad klawiatury. Komputer grzechotał zawzięcie, wypisując na papierze drukarki rozwiązania jego ostatnich równań. W niezwykłym, nieludzkim tempie pojawiały się na papierze coraz to nowe rzędy liczb i symboli, tak iż Stoner nie był w stanie nadążyć za nimi wzrokiem.
— Jak się masz, Keith? — usłyszał nagle za sobą. — Jesteś zajęty?
Obrócił się na krześle z ostrą odpowiedzią na końcu języka, lecz powstrzymał się od jej wymówienia, kiedy dostrzegł Thompsona w towarzystwie jakiegoś starszego mężczyzny.
— Keith, to jest profesor Roger Cavendish z Anglii — przedstawił mężczyznę Thompson.
Anglik wyglądał na około sześćdziesiąt lat. Był wysoki, lecz szczupły, miał kościstą twarz, głęboko osadzone oczy i krzaczaste brwi. Jego siwe włosy były mocno przerzedzone. Stał w środku pokoju w palcie i w szaliku. Trzymał w jednej ręce rękawiczki i uśmiechał się zagadkowo w stronę Stonera.
— Profesor Cavendish? — spytał Stoner. — Z Jodrell Bank?
— Istotnie — odparł miękko Cavendish. — Ale proszę nie mówić, że wyprzedziła mnie moja reputacja.
— Pańska praca o związkach organicznych w obłokach międzygwiezdnych nie jest bynajmniej nie znana — rzekł Stoner. Wstał z krzesła i wyciągnął rękę w stronę Anglika.
Dłoń Cavendisha była chłodna, a jej uścisk oziębły.
— A pan jest panem Stonerem, astronautą, nieprawdaż?
— Byłym astronautą.
— Tak, oczywiście.
Thompson zdjął palto i przeszedł do kuchni.
— Zrobię herbatę — zawołał przez drzwi.
— Jest też kawa błyskawiczna, gdyby pan sobie życzył — rzekł Stoner do Cavendisha.
Anglik wzdrygnął się.
Stoner zaproponował, by przeszli do salonu. Cavendish aż podniósł z wrażenia swe imponujące brwi, gdy przez szklane drzwi zobaczył basen.
— O Boże, co za luksus! Czy woda jest ogrzewana?
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
