Ben Bova - Wędrowcy

Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Albo jesteśmy sami we wszechświecie albo nie jesteśmy;każda z tych możliwości jest zaskoczeniem dla umysłu.
Lee Dubridge

Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Nie bardzo — rzekł admirał, a na jego poprzecinanej tysiącami zmarszczek twarzy pojawił się uśmiech. — Czy przypadkiem nie pomylił pan moich chłopców z ludźmi z CIA?

— Jak dotąd, nie było jeszcze żadnych skarg — mówił ekspert z Białego Domu. — A więc jeszcze jesteście czyści. Ale na pana miejscu…

— Może zróbmy inaczej, synu — przerwał mu admirał, kładąc na jego ramieniu swoją ciężką rękę. — Otóż gdybym ja był na pana miejscu, zwracałbym większą uwagę na nadchodzącą korespondencję. Bo ja od dziesięciu dni próbuję zainteresować waszych ludzi pewną sprawą.

— Poważnie?

— Jeśli przejrzy pan uważnie otrzymane ostatnio memoranda, znajdzie pan również trzy ode mnie. Ostatnie z nich ma pieczątkę „Pilne” i „Ściśle tajne”. Sprzed trzech dni. Byłem pewny, że je pan widział.

Jajogłowy zmarszczył brwi.

— Powinienem był je widzieć… — mruknął.

„Dostaje pan tyle pilnych i ściśle tajnych memorandów, że pewnie narósł ich cały stos na pańskim biurku — powiedział admirał z poważnym wyrazem twarzy.

— Mhm. No, cóż… weźmy się więc za to razem. Jutro rano zatelefonuję do pana, admirale.

O’Kelly, ukontentowany, skinął głową.

— Doskonale! Sądzę, że uzna pan to, co tam napisałem, za dość interesujące i na tyle ważne, by niezwłocznie powiadomić o całej sprawie prezydenta.

Młody geniusz z Białego Domu w milczeniu skinął głową. Admirał powoli odwrócił się od niego i pozwolił, by naturalne przypływy i odpływy falującego tłumu poniosły ich w przeciwnych kierunkach.

„Jeden cel trafiony — rzekł do siebie O’Kelly. — Pozostaje jeszcze drugi.”

Powiódł wzrokiem po sali i zauważył, że Tuttle — czujny i wierny jak bullterrier — wciąż dotrzymuje towarzystwa jego żonie. Alma nie wyglądała na zbyt pijaną. Był przeto czas, aby poszukać celu numer dwa.

Okazało się to nietrudne, gdyż w kierunku baru dryfował akurat dobrze już podchmielony mężczyzna z uśmiechem na ustach i wyglądzie agenta towarzystwa ubezpieczeniowego. O’Kelly skierował się również w tamtą stronę.

Todd Nickerson miał czerwony, bulwiasty nos alkoholika. Jego oczy były zawsze szkliste, nawet na ważnych przesłuchaniach i podczas decydujących głosowań w Izbie Reprezentantów. Na przyjęciach zachowywał się hałaśliwie, dużo się śmiał, często używał sprośnych słów.

Niemniej jednak Todd Nickerson był kluczową postacią w podkomisji badającej co roku budżet Biura Badań Marynarki Wojennej. Jego głos liczył się tam więcej niż głos przewodniczącego — starego weterana partyjnego z Missouri, interesującego się właściwie tylko boczkiem wieprzowym i piersiastymi Murzynkami.

Nickerson, choć przeważnie pijany, był prawdziwym silnym człowiekiem w swej podkomisji. A O’Kelly musiał zdobyć pewność, że nie zostanie przez podkomisję odsądzony od czci i wiary, gdy zacznie wcielać w życie plan Tuttle’a. Admirał sunął w kierunku Nickersona niby łódź podwodna podkradająca się do tankowca.

Była z nich śmieszna para, gdy wreszcie wdali się w rozmowę wśród tłumu gości. O’Kelly — stalowo — szary, z krzaczastymi brwiami i o przenikliwym spojrzeniu, w mundurze wyprasowanym tak dobrze, że kanty jego spodni mogły ciąć szkło; Nickerson — zataczający się, o zamglonym spojrzeniu, wysoki i chudy, niby żuraw pochylał głowę, by usłyszeć, co mówi niższy odeń admirał.

— Narodowe Obserwatorium Radioastronomiczne? — zawołał kongresman. — O czym pan pieprzy, admirale?

Ich sąsiedzi obejrzeli się, jak na komendę, lecz widząc Nickersona, spokojnie powrócili do swoich rozmów.

O’Kelly, czując, że kołnierzyk munduru trze go w szyję, wziął posła pod ramię i rzekł:

— Niech pan się na mnie nie gniewa, panie pośle, ale to coś bardzo ważnego. Nie jestem pewny, czy możemy tę sprawę przedstawić na posiedzeniu podkomisji. Boję się przecieków.

Nickerson z wyraźnym trudem spoczął wzrokiem na admirale.

— Arecibo? — spytał już cichszym głosem. — O co panu chodzi? A czy nie wie pan, jakie byłyby na drugi dzień tytuły na pierwszych stronach gazet, gdyby Marynarka przejęła pokojową placówkę naukową?

— Już obecnie pokrywamy większą część ich wydatków — przypomniał mu O’Kelly. — Przejęlibyśmy obserwatorium tylko na jakiś czas.

Nickerson pomachał trzymaną w ręku szklanką z trunkiem i jakimś cudem nie uronił przy tym ani kropli i nie potrącił nikogo wokół.

— A co zrobiłaby wtedy Narodowa Fundacja Nauki? — spytał z chytrym uśmiechem. — Od razu spiknęliby się z dziennikarzami. Nie ma dwóch zdań. Zaczęliby płakać, że stara dobra Marynarka chce im zrabować największy na świecie radioteleskop.

— Dlatego potrzebne nam jest pańskie poparcie, panie pośle. Trzeba to wszystko zrobić w najgłębszej tajemnicy.

— Dupa Jasiu! Środki przekazu urządzą nam wtedy coś lepszego niż Golgota. Ukrzyżują całą Marynarkę, a pana jako pierwszego. Jest pan gotowy zawisnąć na krzyżu? Na oczach wszystkich?

O’Kelly poczuł się nagle tak, jakby stał na mostku kapitańskim niszczyciela i ostrzeliwał okręty wroga.

— Owszem — rzekł zdecydowanym głosem. — Jeśli tylko będzie trzeba.

Nickerson zamrugał oczami, po czym utkwił w generale wzrok, otworzywszy głupkowato usta.

Przyjęcie było w pełnym toku; wesołe śmiechy, gwar rozmów, kłęby dymu, barwna rewia sukien pań i ciemnych wieczorowych strojów panów.

— Mówi pan poważnie? — wykrztusił wreszcie Nickerson.

— Jak najbardziej.

Oczy kongresmana w jednej chwili straciły swą szklistość. Był już trzeźwy i czujny.

— Proszę mi o tym opowiedzieć — rzekł. — Ze wszystkimi szczegółami.

— Nie tutaj — odparł admirał potrząsając głową.

— Chodźmy więc na zewnątrz — zaproponował Nickerson. — Tam chyba nie ma podsłuchu.

Gdy admirał wrócił do sali, by odebrać swoją połowicę z opiekuńczych rąk Tuttle’a, przyjęcie dobiegało końca. Sala szybko pustoszała, hałas przeszedł w szmer rozmów.

— Na nas już czas, moja droga. — Admirał wziął szklankę z jej ręki i postawił na stoliku obok siebie.

— To było nudne przyjęcie — powiedziała.

— Strasznie mi przykro, kochanie, ale musieliśmy tu przyjść. — Admirał zwrócił głowę w stronę Tuttle’a. — Udało mi się załatwić parę spraw, które w normalnym trybie ciągnęłyby się tygodniami, jeśli nie miesiącami.

Twarz Tuttle’a rozjaśnił uśmiech.

— Nie powinnam chodzić na nudne przyjęcia — powiedziała admirałowa, gdy małżonek prowadził ją już za rękę ku wyjściu. — Nie miałam nawet sposobności porozmawiać sobie z honorowym gościem.

— Porozmawiasz innym razem, moja droga. — Admirał obejrzał się za siebie. — Tuttle, dzięki za troskliwą opiekę nad moją panią.

— To była dla mnie przyjemność, panie admirale.

— Zobaczymy się jutro w biurze o ósmej trzydzieści — rzekł admirał; użył tych słów zamiast zwyczajowego „Dobranoc”.

— Tak jest, panie admirale.

Tuttle wiedział, co oznacza ton generała. Misja została wykonana.

Poczuł, że rozpiera go radość. Udało mu się pozyskać generała dla swego planu, zaś admirał przedstawił sprawę Białemu Domowi i kongresmanowi Nickersonowi. No i wygrał. Projekt dostał zdecydowanie zielone światło.

Tuttle, lustrując topniejący tłum i wciąż drżąc z przejęcia, dostrzegł Williego Wilsona.

Miejski Ewangelista, ściskając wychodzącym ręce, życzył im wszystkiego najlepszego. Potrząsnął również ręką admirała, a potem jego żony, która uśmiechnęła się doń jak podlotek.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wędrowcy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wędrowcy»

Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.