Ben Bova - Wędrowcy

Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Albo jesteśmy sami we wszechświecie albo nie jesteśmy;każda z tych możliwości jest zaskoczeniem dla umysłu.
Lee Dubridge

Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— NASA nie prowadzi teraz naboru.

— Prędzej czy później zaczną. A kobiety będą traktowane w sposób szczególny. Zobaczysz.

— Takie życie to nie romans. To tak, jakby się było kierowcą autobusu; po prostu mnóstwo ciężkiej, oślej pracy, a poza tym niebezpieczeństwa.

— Ale ty przecież wzleciałeś w przestrzeń. Stałeś się sławnym.

— I bezrobotnym.

— Potrafiłbyś się kochać z kobietą w stanie nieważkości?

— Łóżko wodne jest niewiele gorsze. A poza tym, astronauci na orbicie są za bardzo zajęci czym innym. I za bardzo przestraszeni. No i wyczerpani.

— Nie wierzę.

— To nudne życie. Mówię ci.

— Nie nudniejsze niż programisty komputerowego.

— Czy tego się uczysz?

Wyczuł, że leżąc obok niego, uśmiecha się w ciemnościach.

— Tak sądzą moi rodzice. Chcą, żebym się nauczyła dobrego, sensownego zawodu, zanim poznam miłego, sensownego faceta i wyjdę za mąż, a potem zacznę rodzić dzieci.

— Ale opłacają ci studia?

— Diabła tam! Wyrobiłam sobie częściowe stypendium. I pracuję w weekendy i latem. Jak ci się zdaje, w jaki sposób dostałam się do obserwatorium? Płacą mi za to, że tu pomagam.

Ubawiła go brzmiąca w jej głosie determinacja.

— I dlatego włączyłaś się do supertajnego projektu Wielkiego Maca? Mam nadzieję, że płaci ci dobrze.

— Dostaję pełną pensję technika.

— Nieźle.

— A teraz przenoszę się na Wydział Astronautyki — dodała. — Będę astronautką i nic mnie od tego nie powstrzyma.

— Wspaniale! — powiedział Stoner powstrzymując się od ziewnięcia. — Ale zanim do tego dojdzie, zróbmy coś, byśmy nie zamarzli na śmierć. — Owinął się kapą zwisającą po jego stronie łóżka.

— Nie martw się — powiedziała Jo. — Będzie nam tej zimy ciepło, jak w ulu. Jedziemy do Arecibo. Jestem tego pewna.

— McDermotta nie stać na taki numer — rzekł, wślizgując się pod kołdrę. Pościel była już nagrzana od ich ciał.

Tymczasem Jo wstała i w mdłym świetle księżyca szukała swej porozrzucanej garderoby.

— Co robisz?

— Przywiozłam ze sobą śpiwór — odparła, wciągając dżinsy z pominięciem majteczek. — Jest w moim samochodzie. Zaraz wracam.

Wychodząc z pokoju, zapinała po drodze bluzkę.

Stoner ziewnął i zaczął się zastanawiać, skąd mogła wiedzieć tak dużo o planach McDermotta. Potem pomyślał o jej śpiworze. „A to mała, sprytna kurewka!” Nie wiedział, czy się śmiać, czy gniewać. Ziewnął jeszcze raz i postanowił, że nie zrobi ani jednego, ani drugiego. Przewrócił się na bok na swej połowie łóżka i zapadł w sen.

ROZDZIAŁ IX

Twierdzi się, że niskie temperatury na najbardziej oddalonych od Słońca planetach, takich jak Jowisz czy Saturn, uniemożliwiają istnienie tam życia. Ale przecież nie w każdym punkcie tych planet jest jednakowo zimno. Temperatura sięgająca wielu stopni poniżej zera panuje jedynie w najbardziej zewnętrznych warstwach ich obłoków, a więc w rejonach dostępnych dla ziemskich teleskopów na podczerwień, zdolnych mierzyć temperaturę. Tymczasem gdybyśmy zainstalowali takie teleskopy w pobliżu Jowisza i wymierzyli je w stronę Ziemi, moglibyśmy sądzić, że również na naszej planecie panuje niska temperatura. Mierzylibyśmy bowiem nie temperaturę powierzchni Ziemi, lecz znacznie od niej zimniejszych, wysokich warstw obłoków.

CARL SAGAN Kosmiczne związki Anchor Press/Doubleday 1973

Od niepamiętnych czasów każde koktajlowe przyjęcie w sferach waszyngtońskiej elity ma bardzo zhierarchizowaną obsadę. Senatorowie cieszą się zazwyczaj większym poważaniem niż posłowie do Izby Reprezentantów. Jednak w obrębie każdej z tych grup też istnieje wyraźna gradacja. Przewodniczący jakiejś komisji jest naturalnie ważniejszy od przewodniczącego podkomisji, w każdym razie w normalnych warunkach. Ale co można powiedzieć o kimś z grona republikanów, kto jest akurat młodą, piękną kobietą? Albo o doradcy posła, spokrewnionym z gubernatorem rodzinnego stanu swego chlebodawcy?

Komandor porucznik Tuttle był bardzo wyczulony na najmniejsze nawet niuanse takich przyjęć. Wiedział, że komandor porucznik liczy się na koktajlowym party nieco mniej niż przeciętny właściciel baru. Niemniej jednali można było wiele osiągnąć, jeśli na odpowiednim przyjęciu komandor porucznik naświetlił w sposób właściwy jakąś sprawę swemu zwierzchnikowi. A to przyjęcie, w którym Tuttle akurat uczestniczył, było ważne jeszcze z innego względu, jako że honorowym gościem był Willie Wilson, Miejski Ewangelista i najnowsza atrakcja waszyngtońskiego sezonu towarzyskiego.

Przyjęcie odbywało się w starym hotelu „Sheraton-Park”, z desperacją usiłującym utrzymać swój dawny standard. Pozłacane ozdoby w sali balowej były już wytarte, a stare draperie — zakurzone i wystrzępione. Chodziły słuchy, że to sam Wilson wydał dla siebie to przyjęcie i uzyskał od hotelu wyjątkowo niską cenę. Postarano się nawet o osobę pełniącą honory pani domu, by tym dodatkowo uczcić Miejskiego Ewangelistę.

Tuttle’owi przypadło tego wieczoru miejsce w rogu przeładowanej złocistymi ozdobami sali balowej — obok żony jego zwierzchnika, admirała.

— Nie uważa pan, że te przyjęcia to straszna nuda? — odezwała się basem admirałowa O’Kelly.

W jednej, ciężkiej od pierścieni ręce trzymała kieliszek whisky, drugą poprawiała coś przy swej kolii ze sztucznych pereł.

Tuttle skinął potakująco głową. Był w swym galowym mundurze i czuł się nieco sztywny tudzież zakłopotany obok leciwej matrony o niebieskawych włosach, upiętych wysoko nad pomarszczoną i obwisłą twarzą. Rozkaz admirała był jednak wyraźny: „Pozwól mi odbyć parę rozmów, zaopatruj moją żonę w drinki, ale nie dopuść, żeby się upiła”.

„Niełatwe zadanie” — myślał sobie Tuttle.

Duża sala była jedynie w połowie wypełniona gośćmi w smokingach i sukniach wieczorowych.

Niemniej jednak hałas osiągał takie natężenie, że trzeba było krzyczeć, aby się porozumieć z kimś stojącym obok. Admirałowa nie miała z tym wszakże najmniejszych problemów, jako że natura obdarzyła ją głosem typowym dla instruktora wierceń morskich.

— Kim właściwie jest ten Wilson? — ryknęła, przechylając się nieco w stronę Tuttle’a, tak by jej głos trafił bezpośrednio do jego ucha. — To chyba jakiś kaznodzieja.

— Tak, proszę pani — odparł Tuttle krzywiąc się z bólu. — Nazywają go Miejskim Ewangelistą. Jego misją jest dotarcie do ludzi z centrów wielkich miast, do biednych i upośledzonych.

Widziałam go w zeszłym tygodniu w telewizji. Przystojny, szelma.

W przeciwległym końcu sali admirał O’Kelly prowadził poważną rozmowę z jednym z młodych doradców prezydenta.

— Moi ludzie z Departamentu Sprawiedliwości wpadli na ślad nieczystej sprawy — powiedział jajogłowy mężczyzna z Białego Domu. Miał na sobie beżowy garnitur z kamizelką i pastelowo zieloną koszulę z rozpiętym kołnierzykiem. — Co wy tam kombinujecie w Nowej Anglii?

Admirał O’Kelly podniósł swe imponujące brwi.

— O czym mówisz, chłopcze, na litość boską?

Twarz jajogłowego zesztywniała z tłumionego gniewu.

— Niech pan nie udaje Greka, admirale — syknął. — Bo ja nie muszę mieć stu lat, żeby wiedzieć, że dzieje się tam coś, co pachnie kryminałem.

— Dobrze byłoby — rzekł O’Kelly, ściszając nieco głos i nadając mu metaliczne brzmienie — gdyby mi pan powiedział, co pan ma na myśli.

— Porwanie naukowca NASA przy użyciu siły. To mam na myśli. Kojarzy pan?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wędrowcy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wędrowcy»

Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.