Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Tuttle zrobił kwaśną minę.
— To jest grzeszne — szepnął.
— Pewnie, że tak.
— No, cóż — westchnął po chwili. — Mam nadzieję, że przynajmniej podpisała przysięgę i będzie trzymała język za zębami.
Markow drzemał na tylnym siedzeniu samochodu, który w szare Wziernikowe popołudnie kilometr za kilometrem przemierzał bezkresną, pustą równinę. Na ziemi leżała już cienka warstwa śniegu. Pola były nagie, a rosnące wzdłuż szosy drzewa stały na tle szarego nieba smutne i bezlistne.
„Matka Rosja — myślał z na wpół przymkniętymi oczami. — Prawdziwa siła naszego narodu: ziemia, cała ta bezkresna przestrzeń, cała jej ponadczasowa potęga.”
Gdy samochód zatrzymał się wreszcie przy drucianym ogrodzeniu, żółtawa tarcza słońca dotykała już horyzontu. Przy bramie wjazdowej stało dwóch żołnierzy. Poza niewielką drewnianą strażnicą Markow nie mógł nigdzie dostrzec żadnych zabudowań. Płot wydawał się ogradzać pusty step.
Kierowca zamienił parę słów z żołnierzami i Markow otworzył swą teczkę, aby im pokazać swe papiery. Byli dla niego bardzo uprzejmi i natychmiast otworzyli bramę.
Samochód ruszył po asfaltowej nawierzchni i Markow dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie jadł nic od śniadania.
We wszystkich kierunkach okolica była taka sama — pusta i ponura. Zaczęło mu burczeć w brzuchu. „Czy wiozą mnie na Syberię?” — pomyślał. Dla moskwianina, którym był, tak daleka podróż była jak zesłanie.
Było już zupełnie ciemno, gdy dojechali do następnego ogrodzenia. Tutaj strażnica była już większa i zbudowana z kamienia. Żołnierze znowu sprawdzili jego papiery, oświetlając je światłem latarki elektrycznej.
— Oczekujemy was, profesorze Markow. Proszę chwilę poczekać.
Strażnik zniknął w kamiennym budynku, a po kilku minutach wybiegła stamtąd młoda kobieta o długich, rozwianych włosach i w rozpiętej futrzanej kurtce.
— Profesor Markow! — wykrzyknęła, otworzyła drzwi samochodu i usadowiła się na siedzeniu obok niego. — Już martwiliśmy się o was. Trochę się spóźniliście. — Puknęła kierowcę w plecy. — Jedźcie prosto, a potem skręćcie w drugą przecznicę w lewo.
Zanim Markow miał szansę coś powiedzieć, zwróciła się znowu do niego:
— Jestem Sonia Własowa… Jestem tylko magistrem, ale przygotowuję już doktorat. Dyrektor prosił mnie, abym była tutaj waszym przewodnikiem.
Była tak przejęta, że z trudem łapała powietrze.
Markow prawie nie widział rzędów dużych radioteleskopów, które błyszczały w świetle drogowych lamp. Widział natomiast, że Sonia Własowa była młoda, żywa, pulchniutka i że miała ogromne piersi.
— Moim osobistym przewodnikiem? — Uśmiechnął się do niej po ojcowsku.
— Ależ oczywiście. Dopilnuję, aby otrzymał pan wszystko, czego pan będzie tu potrzebował lub chciał.
— Cóż za dbałość! — odwzajemnił się jej komplementem.
Odrzuciła jedną ręką na ramiona swe długie jasnobrązowe włosy, a ruch ten sprawił, że jej kurtka jeszcze bardziej się rozchyliła.
— Witamy w Instytucie Radioastronomii imienia Landaua, profesorze Markow — powiedziała wesoło.
Markow skłonił się z gracją. „To zesłanie może wcale nie być takie złe” — pomyślał.
ROZDZIAŁ VIII
Teraz muszę wspomnieć o Bogu — całkiem zresztą słusznie pominiętym w tych badaniach naukowych — i muszę zrobić jeszcze jeden krok do przodu, stawiając pytanie: Czy osoba wierząca albo może raczej, czy teolog ma prawo włączyć się lub nawet ekscytować się tymi dyskusjami na temat istnienia innych, inteligentnych i wolnych istot w kosmosie?
Jako teolog powiedziałbym, że te poszukiwania pozaziemskiej inteligencji /projekt SETI/ są również próbą poznania i zrozumienia Boga poprzez jego dzieła — zwłaszcza te, które najbardziej Go odzwierciedlają. Znalezienie kogoś innego niż my oznaczałoby poznanie Boga lepiej.
THEODORE M. HESBURGH, C.S.C., Rektor Uniwersytetu Notre Dame Poszukiwanie pozaziemskiej inteligencji /SETI/ NASA SP-419 1977Stoner podniósł wzrok znad talerza z rozmrożoną w piecu, gotową, kolacją i zobaczył Jo w drzwiach kuchni. W rękach ściskała grubą teczkę.
Przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć. W oczach mu pociemniało z gniewu. Poczuł, że twarz ma rozpłomienioną.
— Co pani tutaj robi? — spytał ostro.
Stanęła, jak wryta.
— Przywiozłam najnowsze zdjęcia z ośrodka Goddarda. — Jej głos był cichy, ale pewny.
— Przywiozła mi pani zadanie domowe. Dziękuję bardzo.
Jo weszła do kuchni i powiedziała:
— Profesor McDermott potrzebował kogoś, kto by przewiózł te zdjęcia z obserwatorium do pana. Polecił mi, abym to zrobiła.
Stoner nic nie odpowiedział.
— Mam specjalną przepustkę Marynarki Wojennej.
— Wcale o tym nie wątpię.
— Proszę pana, ja nigdy nie myślałam, że oni to panu zrobią.
Głos Jo nie drżał, ale przebijało zeń napięcie, a w jej twarzy, w jej czarnych oczach było coś, jakby poczucie winy, strach albo jeszcze coś innego.
— Że co mi zrobią? — pytał bezlitośnie.
Wzruszyła ramionami wewnątrz grubego wełnianego swetra.
— Nie wiem. Próbowałam pana ostrzec… powiedzieć panu, że McDermott jest wściekły, że jedzie pan do Waszyngtonu.
— Jak się o tym dowiedział, Jo?
Jej twarz wydłużyła się.
— Powiedziałam mu — wyznała cichym, ledwie dosłyszalnym głosem.
— Wiem o tym.
— Wymógł to na mnie. Opuściłam ostatnio dużo zajęć, aby móc być w obserwatorium. A on mi zagroził, że mnie wyrzuci z uczelni, jeśli mu nie powiem, co pan planuje zrobić.
Przyjrzał się jej badawczo. „Jeśli kłamie, robi to doskonale” — pomyślał. Wciąż kipiał z gniewu. Albo było coś jeszcze, coś więcej. Gniew zazwyczaj przechodził u niego w chłód, a jego umysł stawał się wówczas tak nieczuły jak komputer. Ale teraz zapragnął nagle schwycić coś i drzeć. Żołądek podskakiwał mu do gardła, krew pulsowała w skroniach. Nagle zdał sobie sprawę, że przecież od miesięcy nie spał z kobietą.
— Proszę, niech pani wejdzie — rzekł, siląc się na spokój. — Proszę zdjąć płaszcz i usiąść. Napije się pani kawy.
Jo z wahaniem podeszła do kuchni. Położyła teczkę ze zdjęciami na wyłożonym formiką bufecie, zdjęła rękawiczki i wyśliznęła się z płaszcza. Stoner podszedł do kuchni elektrycznej, na której stał na wpół wypełniony kawą szklany dzbanuszek.
— Dziękuję za kawę — powiedziała. Usiadła na wysokim stołku przy bulcie i patrzyła, jak nalewa sobie kawy. — Dobrze pana tutaj traktują? Może jest coś, co mogłabym panu przywieźć?
— Mój samochód i kluczyki do niego.
— Tego nie pozwolą mi zrobić.
Wrócił do bufetu z parującym kubkiem w ręku i usiadł naprzeciwko niej.
— Ten stary wóz to jedyna rzecz, jakiej się dorobiłem w ciągu szesnastu lat małżeństwa.
— Och!
— Muszę przyznać, że bardzo się do niego przywiązałem.
— Ale czy dobrze się tu z panem obchodzą? Nie wywołują z panem kłótni?
— Nie, wszystko jest w porządku, odkąd podpisałem porozumienie, że będę milczał. Teraz mogę sobie swobodnie chodzić po całym domu. Osiem pokojów czy nawet dziewięć. Nie mogę się nawet doliczyć. Masa jedzenia. Ale muszę sobie sam gotować, a jestem raczej słabym kucharzem.
— Mogłabym panu gotować, czasami.
Zignorował jej ofertę. Sięgnął po papierową torbę i wyjął plik przywiezionych przez nią zdjęć. Pokazywały pasiasty, niby plażowa piłka, ogromny glob — planetę Jowisz. Widać było wspaniale szczegóły pasm obłoków okrążających planetę równolegle do jej równika: zakola i wiry o rozmiarach Ziemi — ciemnopomarańczowe, ceglaste, oślepiająco białe.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
