Ben Bova - Wędrowcy

Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Albo jesteśmy sami we wszechświecie albo nie jesteśmy;każda z tych możliwości jest zaskoczeniem dla umysłu.
Lee Dubridge

Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Ale ktoś inny może nas uprzedzić z publikacją pracy o tych sygnałach — zauważył smutno Thompson.

McDermott potrząsnął głową.

— Kto? Haystack? Goldstone? Oni nie pracują na częstotliwościach poniżej 600 megaherców, a my owszem.

— A co z Arecibo? — spytał Stoner. — To jest największy radioteleskop z tych wszystkich. A Sagan jest z nim w kontakcie. On i Drake. Dokładnie w dziesięć minut będą mieli wszystko wydrukowane.

— Sięgnij sobie do efemeryd planet — odparł McDermott z triumfalnym uśmieszkiem. — Radioteleskop z Arecibo nie da się wycelować w pobliże Jowisza przez następne cztery miesiące. Ma nieruchomą czaszę.

Stoner zamrugał oczami i przypomniał sobie, że gigantyczny radioteleskop w Arecibo, mający trzysta metrów średnicy, został zainstalowany między zboczami doliny i nie może być sterowany czy wymierzony w niebo w sposób, w jaki czyni się to z czaszami mniejszych radioteleskopów.

— Ale jesteśmy zobowiązani wobec całej społeczności naukowców, aby ją poinformować o naszym odkryciu — upierał się. — To jedyny uczciwy…

— Powiedziałem już, że nie mam zamiaru narażać na szwank mej reputacji, reputacji obserwatorium czy uniwersytetu — powiedział McDermott — z powodu szansy, jak jeden do miliona, że ma pan rację.

— I jest koniecznością wojskową, aby to wszystko utrzymywać w sekrecie — dodał Tuttle. — Czy pan tego nie rozumie?

„Rozumiem, do diabła!” — pomyślał Stoner. Nic jednak nie powiedział.

— Jest jeszcze dodatkowy czynnik — wtrącił się Thompson. — Te sygnały mógł odebrać ktoś za granicą: Australijczycy, Rosjanie, Voorne w Dwingeloo…

Tuttle dworsko skinął głową.

— Zajmujemy się tą sprawą.

— I co tymczasem robimy? — pytał Stoner. — Jedziemy do Leavenworth i czekamy, aż Marynarka pozwoli nam powrócić do pracy?

— Nie, proszę pana — sprzeciwił się Tuttle. — Obserwatorium będzie pracowało normalnie. Cały personel złożył pisemną przysięgę, a my uczuliliśmy wszystkich na potrzebę utrzymywania informacji o sygnałach w absolutnej tajemnicy. Pan będzie też musiał się na to zgodzić.

— Nie, ja się nie zgodzę — rzekł Stoner stanowczo. — Pełnię w obserwatorium tylko funkcję konsultanta. Pensję wypłaca mi NASA, nie Marynarka Wojenna.

— Doktorze Stoner, jest pan rezerwistą Lotnictwa Stanów Zjednoczonych. Może pan zostać powołany do czynnej służby. A zaistniały okoliczności nadzwyczajne. Prawdziwa sytuacja alarmowa.

McDermott chrząknął.

— Jako czynnego żołnierza mogą pana posłać na Grenlandię. Albo nawet na biegun południowy — rzekł.

— Oczywiście, jeśli odmówi pan współpracy — dodał Tuttle. — Jeśli natomiast zgodzi się pan z nami współpracować, urządzimy pana tu, w tym domu. Przez jakiś czas będzie pan nieosiągalny dla nikogo, aż ulokujemy cały personel pracujący nad projektem w jakiejś bezpiecznej placówce naukowej.

Stoner zdał sobie sprawę, że tkwi głęboko w ich sieci. Nie było sensu dłużej się opierać.

Tuttle zerknął na zegarek.

— Czas nagli — rzekł. — Muszę wracać do Waszyngtonu. Mam tam mnóstwo pracy. Mam nadzieję, że doceni pan powagę sytuacji, doktorze Stoner.

Nie czekając na odpowiedź, malutki oficer Marynarki wymaszerował dziarsko z salonu. Za nim wyszedł McDermott.

Stoner przechylił się na oparcie sofy, czując, jak zalewają go lodowate fale gniewu. Zwrócił głowę w stronę Thompsona i zapytał:

— Powiedz, Jeff, czy to ja jestem stuknięty, czy oni.

— Być może żaden z was — odparł astronom i wzruszył ramionami. — Albo może wszyscy mamy nie po kolei w głowach. Nie wiem. Za mało mam danych.

— Ten McDermott to łajdak — mówił Stoner. — Nie wolno mu tak pomiatać ludźmi! On wykorzystuje tego mikrusa do własnych celów. Gdyby prawdziwy oficer Marynarki dowiedział się, co oni tu robią…

Thompson uśmiechnął się blado.

— Ten mikrus jest prawdziwym oficerem Marynarki. A McDermott traktuje tak ostro tylko ciebie. My wszyscy złożyliśmy przysięgę, że nie piśniemy o tym ani słowa. Żaden z nas się nie stawiał.

— Ty też?

— Oczywiście. Nie mogę ryzykować utraty pracy. Wiesz, że nie ma za wiele wolnych posad dla radioastronoma drugiej kategorii. Musiałbym zaczynać wszystko od nowa. Od samego dna. — Potrząsnął stanowczo głową.

— I zamierzasz się pozbawić wolności publikowania tylko dlatego, żeby utrzymać stanowisko na uniwersytecie?

— Słuchaj, Keith. Mam do wykarmienia troje dzieci… i żonę, a do tego psa, który żre nie mniej niż oni wszyscy razem wzięci.

Stoner nic nie odpowiedział i cały pogrążył się w myślach. On też miał żonę, choć z nią nie żył. Miał też dwoje dzieci. Gdyby teraz stracił pracę, zostaliby pozbawieni jego alimentów. Dzieciaki mogłyby chodzić głodne.

Klepnięcie w ramię przywołało go do przytomności.

— Czemu jesteś taki diabelnie smutny? — dobiegł go jakby z oddali głos siedzącego obok Thompsona. — To są wszystko zwykłe środki ostrożności. Wszystko się samo wyklaruje. Prędzej czy później będziemy publikowali na ten temat.

— Ale jak Wielki Mac wywęszył tak wiele o mnie? — zastanawiał się głośno Stoner. — Skąd wiedział, że wybieram się do Waszyngtonu?

— Czy prosiłeś którąś z sekretarek, żeby zarezerwowała ci miejsce w samolocie?

Stoner zmarszczył brwi.

— Nie. Celowo nie skorzystałem z ich pomocy. Wiedziałem, że zaraz wypaplałyby wszystko McDermottowi. Poprosiłem o to jedną ze studentek… Zaraz… jak się ona nazywa? Ta, wysoka, zgrabna.

— Jo Camerata?

— Mhm. To ona.

Thompson wydał z siebie ciche gwizdnięcie.

— W takim razie ona sama musiała powiedzieć o tym Macowi albo którejś z sekretarek.

— Specjalnie ją prosiłem, żeby tego nie robiła.

Thompson wzruszył ramionami.

— Sądziłem, że ona lata za tobą — rzekł.

— Co takiego?

— Miała na ciebie oko od dawna. Przechadzała się po obserwatorium, opuszczała ćwiczenia. Pewnie próbowała zwrócić na siebie twoją uwagę.

— Nie bądź durny — zaśmiał się Stoner. — To jeszcze dziecko.

— Ale całkiem do rzeczy — zauważył Thompson. — I czuje do ciebie miętę.

ROZDZIAŁ VII

Co można powiedzieć o pasażerach tych pojazdów /UFO/? Wygląda na to, że są ich dwa rodzaje: osobniki małe i duże, przy czym tych ostatnich jest więcej. Humanoidy z Hopkinsville i wiele z tych, o których mówiliśmy, są wyglądem bardzo zbliżone do istot z legend — elfów, krasnoludków itp. Duże głowy, patyczkowate nogi. Z reguły głowa jest osadzona bezpośrednio na tułowiu, bez widocznej szyi. Większe humanoidy są wzrostu ludzkiego lub nieco większe i odznaczają się ładnymi kształtami. Niekiedy były określane jako piękności. Mniejsze mają mniej więcej metr wysokości.

Dlatego czytelnik powinien sam urobić sobie pogląd na to, jaki ciężar gatunkowy mają bliskie spotkania trzeciego stopnia w kontekście całego zagadnienia Niezidentyfikowanych Obiektów Latających, pamiętając wszakże zawsze o tym, że może się jeszcze okazać, iż przypadki humanoidów są kluczem do całego problemu.

J. ALLEN HYNEK Przeżycie z UFO: Próba naukowej analizy Ballantine Books 1972

Kirył Markow stał w swojej futrzanej czapie i przymrużał oczy przy każdym porywie wiatru. Wiedział, że bez względu na to, jak długo będzie żył, nigdy nie przywyknie do zimna. Lodowate podmuchy przenikały z łatwością przez jego cienki płaszcz i mroziły go do szpiku kości.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wędrowcy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wędrowcy»

Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.