Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Nie było zbyt miło siedzieć zamkniętym w takim pokoju.
Stoner potrząsnął głową i pomyślał, że warto by się pogimnastykować dla rozgrzewki, lecz zamiast tego zaczął spacerować po pokoju. Był akurat przy oknie, gdy przestraszyło go nagłe otwarcie drzwi. Odwrócił się błyskawicznie i zobaczył, że do jego pokoju wchodzi dyrektor obserwatorium, profesor McDermott.
Ramsey McDermott był wysokim, postawnym mężczyzną, o szerokich barkach robotnika portowego i mimo swej przekroczonej sześćdziesiątki, zadziwiająco dobrym wyglądzie. Prawdziwe bożyszcze studentów. Jego włosy już dawno przybrały cynowy odcień siwizny, ale wciąż przycinał je krótko, najeża. Jego kobaltowe niebieskie oczy nadal ciskały skry, gdy był zdenerwowany.
Profesor McDermott lubił pokazywać swą wyższość nad nie dorównującymi mu ludźmi, udowadniać im — zarówno precyzją swego rozumowania, jak tubalnym głosem — że to nie oni, lecz on ma rację. Jednakże dla Stonera Wielki Mac był jedynie starym, zwiotczałym człowiekiem, który żyje wspomnieniami dawnej chwały i pasożytuje na osiągnięciach swych młodych, wybijających się asystentów.
Gdy McDermott wszedł do pokoju, Stoner stał między krzesłem a oknem. Drzwi za nim szybko się zamknęły.
— Dobrze pana tu traktują, Stoner? — zapytał, nie wyciągając ręki na powitanie.
Jego duże ręce o kwadratowych niemal paznokciach zwisały mu wzdłuż bioder. Miał na sobie tweedową marynarkę, wygodne, stare spodnie sztruksowe, lekko wypchane na kolanach i kraciastą koszulę z ohydnym, zielonym krawatem.
— Nędznie! — odparł gniewnie Stoner. — O co tu właściwie chodzi?
Rozejrzawszy się po pokoju i widząc, że jedyne krzesło stoi obok Stonera, McDermott podszedł do łóżka i ostrożnie na nim usiadł.
— Cholerny artretyzm — mruknął głębokim, zaskakująco dźwięcznym głosem. — A taka pogoda, jak dziś, ma z tym dużo wspólnego.
— Co się dzieje? — spytał znowu Stoner. — Dlaczego zostałem tu zamknięty?
— Sam pan jest sobie winien — odparł McDermott, wyjmując z kieszeni marynarki fajkę. — Dowiedziałem się, że chciał pan ulotnić się do Waszyngtonu.
— Jestem w dalszym ciągu pracownikiem NASA…
— Tylko formalnie. Został pan wypożyczony mnie i Bóg mi świadkiem, że będzie pan wykonywał moje polecenia.
— Niech pan nie próbuje mnie zastraszyć.
— To nie ja, lecz Marynarka Wojenna. Obserwatorium jest finansowane przez Biuro Badań Marynarki, synu. Na moją sugestię Biuro uznało to wszystko, co pan ostatnio robi, za ściśle tajne.
Stoner opadł na krzesło, przy którym stał.
— Dlaczego, do stu tysięcy diabłów, uznał pan zjawisko naturalne za coś ściśle tajnego? To, co odkryłem… dlaczego Marynarka chce to trzymać w tajemnicy?
Puszczając kłęby niebieskawego dymu, który pachniał jak spalone strużyny ołówka, McDermott rzekł:
— Pan, zdaje się, nie ma pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi.
— Mam, do cholery! Odkryłem życie pozaziemskie!
— Ba! — McDermott nie wydawał się być wcale zaskoczony. — Słuchaj, synu. Wiesz przecież, że uratowałem twoją karierę naukową. Gdyby nie ja, byłbyś bezrobotnym, eks-astronautą z bezużytecznym doktoratem z astrofizyki. Wykładałbyś w jakiejś podrzędnej uczelni w Teksasie. Nie zapominaj o tym.
— Przepraszam, ale nie bardzo rozumiem, co ma piernik do wiatraka.
McDermott pyknął z fajki.
— Z Jowisza dochodzą do nas sygnały, jakich nie słyszał nikt dotąd — rzekł spokojnie. — A więc pomyślałem sobie, że zrobię dobrze, jeśli sprowadzę do laboratorium astronoma mającego dostęp do pierwszych zdjęć, jakie zostaną zrobione przy pomocy teleskopu orbitalnego.
— W porządku, to był dobry pomysł. Wspaniały pomysł.
— A pewnie, że tak!
— I z tego wynikło — ciągnął Stoner — największe odkrycie astronomiczne w historii.
Stary profesor wydał z siebie lekkie sapnięcie.
— A pan wybierał się do Waszyngtonu, aby o tym poinformować swych kumpli z NASA.
— To tylko początek.
— I żeby stać się wielkim bohaterem. Opublikować pracę naukową w Icarusie. Dostać się na okładkę tygodnika „Time”. Zostać jakimś nowym Saganem czy innym i trafić do programu telewizyjnego Johnny’ego Carsona.
— Ale o co panu właściwie chodzi? — spytał Stoner.
McDermott wypuścił z ust kłąb dymu.
— Co pan odkrył, Stoner? Co właściwie pokazują te zdjęcia zrobione przez Wielkie Oko?
— Statek kosmiczny na orbicie wokół Jowisza, na litość boską!
— Bzdura — skrzywił się McDermott. — To jest satelita naturalny. Jeszcze jeden księżyc Jowisza. Wiedzieliśmy, jak dotąd, o piętnastu księżycach tej cholernej planety, a to jest szesnasty.
— Uważa pan, że obiekt naturalny wyglądałby tak w nadfiolecie, jak to wyszło na tych zdjęciach? Ponadto jest o wiele za jasny jak na obiekt naturalny.
— Skąd pan, do diabła, to wie? Przecież może to być bryła lodu schwytana przez…
— To metal — rzekł Stoner twardo i dobitnie.
McDermott wyjął fajkę z ust i smutno potrząsnął głową.
— Ta argumentacja nie warta jest funta kłaków, synu. Dysponuje pan jedynie kilkoma zdjęciami plamki świetlnej, której nikt dotąd nie zauważył. Niczym więcej.
— Obraz obiektu jest za słaby, aby go można było zaobserwować z Ziemi. Jedynie dzięki Wielkiemu Oku wiemy, o co chodzi.
— Ale dlaczego miałby to być obiekt sztuczny?
Stoner zgarbił się nieco w swym fotelu i zaczął wyliczać na palcach:
— Po pierwsze: pańscy ludzie odebrali te dziwne sygnały, coś absolutnie nowego. Nic takiego dotąd nie przychodziło z Jowisza.
— Dobrze o tym wiemy.
— Po drugie: włącza mnie pan do gry dlatego, żeby dostać zdjęcia z Wielkiego Oka, zanim zostanie ono oficjalnie przekazane uniwersytetowi. Proszę znajomych, żeby nastawili teleskop na Jowisza i znajdujemy… coś nowego.
— Szesnasty księżyc — mruknął McDermott.
— Za wiele zbiegów okoliczności — sprzeciwił się Stoner. — Nowe sygnały radiowe i nowy… obiekt. To życie pozaziemskie. Inteligencja pozaziemska!
— Nic podobnego!
— Tak. Niech pan ma odwagę to przyznać!
Wielki Mac ponownie włożył fajkę w zęby i zaczął z niej pociągać, ale nie było w niej już żaru. Włożył rękę do kieszeni i szukając zapalniczki, rzekł:
— Słuchaj, nawet jeśli masz rację, synu, jest jeszcze za wcześnie na obnoszenie się z tą wiadomością. Szansa jest jak jeden do miliona, a jeśli się omylisz, zniszczysz swoją własną reputację i reputację obserwatorium, paplając teraz o tych rzeczach.
— Ale inne ośrodki też odbierają te sygnały. Nie możemy siedzieć bezczynnie i pozwolić, aby zasługa odkrycia przypadła komuś innemu.
— Inni nie mają fotografii z Wielkiego Oka — rzekł McDermott. — To jest nasz as atutowy.
— Jak długo to będzie trwało?
— Dostatecznie długo. Dlatego postarałem się, aby Marynarka wszystko utajniła.
Stoner wstał i zaczął się przechadzać wzdłuż pokoju.
— Mamy w ręku największe odkrycie w historii nauki…
— Być może…
— A pan chce je trzymać w tajemnicy.
McDermott wydał z siebie dźwięk z pogranicza chrząknięcia i chichotu i podniósłszy się z łóżka, na którym siedział, wysunął trzonek fajki w kierunku Stonera.
— Tak czy inaczej, to już nie jest wyłącznie naszą sprawą, synu. Chodź lepiej ze mną. No, chodź!
Wyszli obaj przez drzwi sypialni, zamknięte jedynie na klamkę, i zeszli wąskimi schodami do graniczącego z basenem salonu. Ktoś zażywał przyjemności pływania; przemierzał kraulem basen wzdłuż jego długości. Stoner nie był tego zupełnie pewny, ale odniósł wrażenie, że pływakiem tym jest Dooley.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
