Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Później zauważył dwóch mężczyzn siedzących w salonie przed pustym, zimnym kominkiem. Na widok Stonera i McDermotta podnieśli się ze swych krzeseł. Stoner szybko rozpoznał w jednym z nich Jeffa Thompsona z obserwatorium.
— A więc i ciebie w to wciągnęli, Jeff — powiedział potrząsając z niedowierzaniem głową.
— Niezupełnie — odparł Thompson z uśmiechem zdradzającym lekkie poczucie winy. — Przyjechałem tu dobrowolnie.
— Wszyscy zabiegamy dobrowolnie, aby utrzymać tę sprawę w tajemnicy — burknął McDermott zza pleców Stonera. — Jedynie pan stwarza nam kłopoty.
— Jestem jedynym pracownikiem obserwatorium nie figurującym bezpośrednio na pańskiej liście płac — odparł chłodno Stoner.
Drugi z mężczyzn, których zastali w salonie, wyciągnął rękę na powitanie.
— Jak się pan miewa? Jestem Fred Tuttle.
— Komandor porucznik Tuttle jest naszym oficerem kontaktowym w Biurze Badań Marynarki — pośpieszył z wyjaśnieniem McDermott.
Tuttle był w cywilu. Miał na sobie brunatny sztruksowy garnitur ze skórzanymi łatkami, naszytymi na łokciach. Był niewysokim mężczyzną o owalnej piegowatej twarzy, przypominającej któregoś z bohaterów powieści Marka Twaina. Ale uścisk jego ręki, gdy się witał ze Stonerem, był mocny, zdradzający pewność siebie. Uścisk sprzedawcy z charakterystycznym, perswadującym uśmiechem, jakiego uczą na kursach tego zawodu.
— Pan jest z lotnictwa, nieprawdaż? — spytał komandor.
— Ale nie w czynnej służbie — odparł Stoner. — W bardzo mało aktywnej rezerwie.
Tuttle uśmiechnął się szerzej, ukazując białe zęby.
— Kto wie, czy nie będziemy musieli pana teraz dać do czynnej służby.
— Nic mi o tym nie wiadomo. Zupełnie nie rozumiem, co się tu, u diabła, dzieje.
Tuttle zrobił gest w stronę wyściełanych mebli i wszyscy usiedli. Stoner usadowił się na sofie obok zimnego kominka, który pachniał jeszcze węglami i mokrymi liśćmi. Obok niego usiadł Thompson. McDermott wybrał duży fotel z poduszką, zaś Tuttle z uwagi na pełnione obowiązki, pozostał w pozycji stojącej.
— Zebraliśmy się tutaj — rzekł przybierając poważny wyraz twarzy — w sprawie, która może mieć węzłowe znaczenie dla bezpieczeństwa naszego kraju.
— Bezpieczeństwa kraju? — powtórzył Stoner z niedowierzaniem — Jak kosmici mogą…?
— Kosmici? — Tuttle powiódł pytającym spojrzeniem po twarzach zebranych.
— Pozaziemska inteligencja — wyjaśnił mu Thompson. — Astronomiczny żargon.
— Nie odbiegajmy od tematu — burknął McDermott. — Wszystko, co jak dotąd mamy, to te anomalne sygnały radiowe o niskiej częstotliwości i kilka zdjęć, które pokazują najprawdopodobniej szesnasty księżyc Jowisza.
— Nawet jeśli na tym rzecz miałaby się zakończyć — zauważył lodowato Stoner — powinniśmy opublikować informację na ten temat… w „Science” albo w „Naturę”, zanim zrobi to ktoś inny.
W pokoju zapanowała lekka konsternacja. McDermott spojrzał na Stonera spode łba i wypuścił z fajki kłąb dymu, zaś Tuttle założył sobie ręce na kark i jął się przypatrywać szpicom swych butów.
Stoner poczuł, że wstępuje w niego lodowaty spokój, zawsze poprzedzający wybuch gniewu.
— Co się, u diabła, stało z wolnością słowa w tym pokoju? — wycedził przez zęby. — Macie sobie za nic maksymę Faradaya, że „Fizyka to dokonywanie doświadczeń i publikowanie danych na ich temat”?
— Nie zamierzam narażać na szwank mojej reputacji dla jakichś paru sygnałów i zdjęć — warknął McDermott. — Nie będę się wystawiał na durnia, twierdząc, że odkryliśmy pozaziemską cywilizację, a potem będąc zmuszonym się wycofać, gdy się okaże, że jest to jakieś naturalne zjawisko.
— A więc niech pan opublikuje to, co mamy! — syknął Stoner. — Nie musimy tego nazywać życiem pozaziemskim. Ale niech Jeff opublikuje informację na temat tych pulsacji. On na to zasługuje. Niech zapewni nam pierwszeństwo. W druku.
Thompson podniósł z nadzieją brwi.
— Problem jest następujący. — Odezwał się znowu Tuttle. — Jeśli istnieje jakaś szansa, że odkryliśmy pozaziemską cywilizację na planecie Jowisz, musimy to trzymać w tajemnicy. To jest ważne dla narodowego bezpieczeństwa.
— Jaki wpływ może mieć życie na Jowiszu na narodowe bezpieczeństwo? — spytał Stoner.
Tuttle nie pozwolił mu ani chwili czekać na odpowiedź.
— Jeśli istnieją na Jowiszu istoty inteligentne, musiały one osiągnąć poziom techniki znacznie wyższy niż my. Aby wysłać z Jowisza statek kosmiczny, trzeba przecież pokonać znacznie silniejsze pole grawitacyjne niż ziemskie. Nie możemy dopuścić, aby taka technika wpadła w ręce innych krajów, takich jak Rosja czy Chiny. Musimy dopilnować, aby zdobyły ją wolne kraje zachodu.
Stoner poczuł, że opadają mu ręce.
— Zawsze te same brednie — mruknął.
Tuttle nie dał się jednak zbić z tropu.
— Co więcej — mówił — musimy się liczyć z możliwością, że Jowiszanie, kimkolwiek są, nie żywią wobec nas pokojowych zamiarów. Być może zamierzają … na przykład napaść na nas.
— Na pewno — rzekł drwiąco Stoner. — Te latające talerze, które różni ekscentrycy widują od trzydziestu lat, to pewnie też zwiad z Jowisza. Tylko czekać, jak przylecą tu ich całe eskadry, żeby gwałcić i łupić.
— UFO istnieją — rzekł poważnie Tuttle. — A jeśli na Jowiszu są istoty inteligentne…?
— Zaczynam , wątpić, czy są takie istoty na Ziemi — powiedział Stoner tym samym tonem.
Wstał z sofy i ruszył w stronę schodów.
— Doktorze Stoner! — krzyknął za nim Tuttle. — Pan chyba nie wie, że nie wolno panu opuszczać tego domu.
Stoner obejrzał się i zobaczył, że Dooley wychodzi z basenu. Zatrzymał się tam, gdzie stał, i kipiał z gniewu.
Nagle u jego boku znalazł się Thompson.
— Daj spokój, Keith. Usiądź i wysłuchaj ich. To wszystko da się załatwić w taki czy inny sposób.
Stoner, zacisnąwszy zęby tak mocno, że aż jego szczęka zaczęła drgać, powrócił z Thompsonem do salonu.
— Musisz sobie zdać sprawę, synu — rzekł McDermott, gdy Stoner znów usiadł na sofie — że jeśli tak, jak powiedziałeś, odkryliśmy życie pozaziemskie, znaczenie tego faktu jest ogromne. Ogromne!
— Reakcja społeczna byłaby niesamowita — zauważył Thompson.
— I skutki psychologiczne — dodał McDermott — Nie mówiąc już o religijnych.
— Zapomnieliście o skutkach wojskowych — przypomniał im Tuttle.
Stoner spojrzał na niego gniewnie.
— Siła ciążenia na Jowiszu jest ponad dziesięć razy większa niż na Ziemi, czy nie tak? — ciągnął komandor.
— Niecałe trzy razy — poprawił go Thompson. — U szczytu pokrywy chmur.
— Niech będzie — rzekł Tutlle. — Ale na powierzchni przyciąganie musi być silniejsze. Czy ma pan pojęcie, jaka technika byłaby potrzebna, aby przy takim ciążeniu wysłać satelitę na orbitę? A ten statek, który pan odkrył, jest, zdaje się, na orbicie bardzo odległej od Jowisza.
— Tak — przyznał Stoner.
— My nie bylibyśmy zdolni do czegoś takiego. Może mi pan wierzyć na słowo. Znam się trochę na tym.
Na twarzy Stonera pojawił się grymas zniecierpliwienia.
— A teraz, gdy tu siedzimy i przystawiamy wszędzie pieczątkę „Tajne”, jakieś inne obserwatorium natknie się na te pulsacje i opublikuje swe dane. Na kogo wtedy wyjdziemy?
— Ale my jesteśmy jedynymi, którzy wiedzą o statku — rzekł Tuttle drżącym z przejęcia głosem. — Nikt inny nie ma dostępu do Wielkiego Oka i nikt go miał nie będzie. Ręczę za to.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
