Ben Bova - Wędrowcy

Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Albo jesteśmy sami we wszechświecie albo nie jesteśmy;każda z tych możliwości jest zaskoczeniem dla umysłu.
Lee Dubridge

Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Uprzejmie panu dziękuję, panie admirale. Ludzie z centrum będą wdzięczni za pańską pomoc i zrozumienie — powiedział Wilson i zwrócił się ku następnej parze w zaimprowizowanym ogonku.

Jeden z pomocników szepnął za jego plecami:

— Niech Bóg pana błogosławi, senatorze. Mam nadzieję, że wygra pan za rok miażdżącą większością głosów… Dziękuję za przybycie… Miło mi było pana spotkać.

Tuttle zatrzymał się na skraju szybko topniejącego tłumku. Płonął pragnieniem podzielenia się z kimś swą Dobrą Nowiną. Była ona wprawdzie ściśle tajna, ale nie mógł zupełnie stłumić swego podniecenia. Jakaś cząstka tego, co wiedział, musiała się przedostać na zewnątrz.

W końcu Wilson zwrócił nań uwagę.

— Freddie, czy to ty? W takim fikuśnym mundurze?

— Czołem, Will — pozdrowił go Tuttle.

Ewangelista był w swym firmowym garniturze z denimu, w białej koszuli i z zawiązaną na węzeł, kwiecistą chustą pod szyją. Był nieco wyższy od Tuttle’a, i chudy jak chart. Twarz miał kościstą i kanciastą, a włosy anielsko złociste. Ale jego oczy były szare i zimne niby atlantycka burza.

— Kiedy to widzieliśmy się ostatni raz, Freddie? Czy nie w Atlancie?

— W Nowym Orleanie — poprawił go Tuttle. — Wtedy, gdy gliny próbowały rozpędzić twój wiec uliczny.

— Tak, teraz sobie przypominam. To było dwa lata temu. Katolicy bardzo się denerwowali z mojego powodu.

Tuttle zauważył , że Willie dał sobie założyć koronki na zęby. „Nic dziwnego, skoro się tak często występuje w telewizji” — pomyślał.

— Widziałem cię w Georgetown — powiedział. — Przyciągnąłeś spory tłumek.

— Tak, pełną salę gimnastyczną — odparł kaznodzieja. — To nie za wiele. Następnym razem, jak odwiedzę to miasto, wypełnimy cały stadion Roberta Kennedy’ego.

— Na pewno tak.

— Rozrastamy się bez przerwy.

— Wiem, wiem. Ludzie zaczynają cię dostrzegać. Zwłaszcza dzięki telewizji. Jesteś bardzo dobry przed kamerą.

Za plecami Tuttle’a narosła tymczasem długa kolejka ludzi pragnących zamienić choć słowo z honorowym gościem. Jego pomocnicy niecierpliwili się, spoglądając co chwila na zegarki.

— Staramy się, jak możemy — rzekł Wilson. — To długa i ciężka droga.

— Przypuszczam, że tak.

— Skąd się wzięła Marynarka na moim przyjęciu? Kto to jest ten admirał, który przed chwilą wszedł?

Tuttle zaśmiał się i usłyszał swój własny głos:

— Może Marynarka staje się religijna?

Wilson odwzajemnił uśmiech.

— Dzieje się coś wielkiego, Willie — szepnął nagle Tuttle, przestając nad sobą panować. — Coś tak wielkiego, że każdemu mózg stanie.

— Co chcesz przez to powiedzieć, Freddie?

Robiąc niezdecydowany gest w kierunku rojących się dookoła nich ludzi, Tuttle wyszeptał:

— Jeszcze za wcześnie o tym mówić, ale to bomba! Coś niewiarygodnie wspaniałego. Gdy tylko stwierdzimy, że to jest prawdziwe, dam ci znać.

Wilson zademonstrował jeden ze swych najlepszych uśmiechów.

— Doskonale, Freddie — rzekł. — Ale o co w tym wszystkim chodzi?

Tuttle potrząsnął przecząco głową.

Dowiesz się, kiedy ci powiem. Nic podobnego nigdy dotąd nie widziano Mogę ci tylko powiedzieć: obserwuj niebo.

— O Boże! To tak zabrzmiało jak zapowiedź Drugiego Przyjścia.

— Może to jest to — odparł Tuttle ze śmiertelną powagą. — Może to jest to.

ROZDZIAŁ X

Ale jeśli nawet znajdziemy życie na innych planetach naszego Słońca wydaje się bardzo mało prawdopodobne, że spotkamy tam istoty inteligentne. Wszystko przemawia przeciw takiemu odkryciu; układ słoneczny istnieje co najmniej pięć miliardów lat, nierozsądnym jest oczekiwać, aby inne myślące istoty dzieliły go z nami właśnie w tej chwili.

Aby znaleźć sobie równych, czy co jest jeszcze bardziej prawdopodobne, aby znaleźć istoty przewyższające nas, musimy szukać wśród gwiazd. Wciąż nie brakuje konserwatywnych badaczy… negujących możliwość pokonania przez człowieka odległości, na których przebycie samo światło potrzebuje lat.

To bzdura! W przewidywalnej przyszłości… potrafimy zbudować automatyczne sondy, zdolne do lotu ku gwiazdom, jak sondy dzisiejsze są zdolne dotrzeć do Marsa czy Wenus. Ich podróż zajmie długie lata, lecz prędzej czy później któraś z nich przyniesie nam wieść, że nie jesteśmy sami.

Ta wieść może również do nas dotrzeć — jeszcze szybciej i bardziej bogata w szczegóły — w formie przesłania radiowego lub jakiegoś innego… Nawet dziś, gdyby to było warte zachodu, można by zbudować nadajnik zdolny wysłać sygnały do najbliższych gwiazd.

ARTHUR C. CLARKE Głosy z nieba Harper and Row 1965

Stoner wystukiwał z wahaniem litery i cyfry na klawiaturze komputera, umieszczonej na stole w pokoju stołowym, a stojący obok ekran migotał jasnozielonymi symbolami i uwagami. Jadalnia była cała zarzucona zwojami komputerowych wydruków i stosami zdjęć. Całą jedną ścianę boczną pokoju zajmował duży regał biblioteczny, który Stoner sklecił z desek i cegieł przy pomocy strzegących go agentów. Półki regału uginały się od ciężaru książek.

Dom nie należał już tylko do niego.

Oprócz krzepkich, młodych strażników z Marynarki, którzy patrolowali całą posesję i w regularnych odstępach przeszukiwali dom, myszkując po kuchni tudzież sprawdzając drzwi i okna, rósł strumień gości z Waszyngtonu i innych miejscowości. Byli to przeważnie wojskowi. Zajmowali z reguły salon obok basenu i chodzili z teczkami pełnymi planów logistycznych. Stoner mógł słyszeć przez grube, rozsuwane drzwi jadalni, jak sprzeczali się, niejednokrotnie krzycząc jedni na drugich. Przedmiotem tych kłótni były wymagania co do jedzenia, zakwaterowania, stawek ubezpieczeniowych i elektronicznych części zamiennych.

Stoner starał się, jak mógł, unikać z nimi kontaktu. Tolerował ich obecność w salonie, jeśli nie przeszkadzali mu w pracy. Wyłączał się wtedy umysłowo i przestawał słyszeć ich hałaśliwe dyskusje; koncentrował się bez reszty na analizowaniu orbity tajemniczego statku przy użyciu komputera i zdjęć z Wielkiego Oka.

Wmawiał sobie, że to musi być statek, nie zaś jakiś naturalny obiekt.

McDermott odwiedzał dom regularnie i nawet najgrubsze dębowe drzwi nie mogły stłumić jego niskiego, tubalnego głosu. Również Tuttle gościł w części domu, lecz był zbyt pochłonięty planami przenosin, aby wdawać się w rozmowę ze zwykłym astrofizykiem.

Stoner, wbrew swej woli, mógł słyszeć fragmenty rozmów w salonie. Projekt otrzymał już kryptonim: Jupiter”, a dyskusje dotyczyły przeważnie jego lokalizacji. McDermott buczał bez przerwy o Arecibo, lecz coraz więcej innych głosów przeciwstawiało mu nazwę: „Kwajalein”.

— Co robisz? — spytała Jo.

Siedząc w łóżku, skromnie zasłaniała kocem piersi. Był wczesny ranek, spokojna niedziela w połowie listopada. Silne światło słońca sączyło się przez firanki domu w New Hampshire.

Jo przyjechała, jak zwykle, w piątek wieczorem z ciężką teczką zdjęć z Wielkiego Oka pod pachą. Wszystkie były opatrzone pieczątką „Tajne” zaadresowane do Stonera. Przy użyciu promienia laserowego przesłano je z orbitalnego teleskopu do — należącego do NASA — Ośrodka Kosmicznego Goddarda w stanie Maryland. Stamtąd zostały dostarczone bezpiecznym światłowodem do kwatery głównej Marynarki Wojennej w Bostonie. Jo zabierała partię zdjęć w każdy piątek i zawoziła je Stonerowi do New Hampshire. Zrobiła to również tym razem i została z nim przez weekend.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wędrowcy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wędrowcy»

Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.