Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
„Szuka pomocy w niebie lub ukrytych mikrofonów na suficie” — zaśmiał się w duchu Markow, ale nie dał tego poznać po sobie.
— Istotnie, to kwestia wielkiej wagi — rzekł poważnie.
— Tak — zgodził się Bułaczow. — A Amerykanie i tym razem bardzo nas wyprzedzili.
— Co pan chce przez to powiedzieć?
— Ten Stoner… ten idealista, który do pana napisał… Czy pan wie, kim on jest?
Markow potrząsnął przecząco głową.
— Nasza ambasada w Waszyngtonie — ciągnął akademik — dowiedziała się, że jest to jeden z astronomów, którzy pomogli zaprojektować i zbudować teleskop umieszczony niedawno przez Amerykanów na orbicie. Tak zwane „Wielkie Oko”.
— Teleskop orbitalny? — zdziwił się Markow. — Coś jak sputnik?
— Dokładnie. Nie wątpię, że Amerykanie obserwują teraz z jego pomocą Jowisza. I to znacznie dokładniej od nas. Nie mamy jeszcze takiego urządzenia na orbicie.
Markow pogłaskał się po brodzie wolną ręką.
— A więc zobaczyli rzeczy, których my nie możemy dojrzeć.
— Właśnie! Oni mają oczy, a my jesteśmy ślepi.
— To… nie jest wesołe.
Bułaczow wychylił swój kieliszek i ostrożnie postawił go na biurku.
— Nauka jest uzależniona od polityki — rzeki. — Zawsze tak było. W socjalizmie i w kapitalizmie, bez różnicy. Jeśli chcemy badać wszechświat, musimy żebrać o pieniądze u polityków.
Markow z aprobatą skinął głową.
— Nawet w zaraniu rozwoju nauki — zauważył — wielcy ludzie, tacy jak Galileusz czy Kepler, musieli stawiać horoskopy swym mecenasom, jeśli chcieli zyskać ich wsparcie dla swych prawdziwych badań.
— Tak — rzekł akademik. — A dziś musimy wymyślać dla nich nowe bronie.
Markow spojrzał nań niepewnie, potem przeniósł wzrok na sufit.
— Ale to jest niezbędne dla obrony ojczyzny — rzekł.
— Oczywiście — zgodził się skwapliwie Bułaczow. — I dla triumfu socjalizmu.
Przez chwilę obaj milczeli, po czym Markow rzekł:
— Szkoda, że nie mamy na orbicie własnego teleskopu.
— Realizacja takiego projektu trwałaby dziesięć lat. Z tego dziewięć trzeba by poświęcić na podlizywanie się i żebranie.
— Ciekawe… Czy nie udałoby się w jakiś sposób uzyskać dostępu do tego amerykańskiego teleskopu? Albo do zdjęć zrobionych za jego pomocą?
Bułaczow spojrzał nań badawczo swymi małymi oczkami.
— Oni nawet nie chcą się publicznie przyznać, że coś znaleźli. Trzymają całą sprawę w tajemnicy.
— Hmm… Tak, to byłoby trudne. — Markow wypił połowę zawartości swego kieliszka i przez chwilę czuł, jak ognisty płyn rozgrzewa mu wnętrzności.
— Gdyby nie niebezpieczeństwo wybuchu wojny, zwróciłbym się może z prośbą do władz, by wysłać brygadę kosmonautów i przejąć teleskop siłą — mruknął Bułaczow.
Markow omal nie wybuchnął śmiechem, lecz zdołał jakoś zachować powagę.
— To tylko takie mrzonki — rzekł po chwili akademik. — Naszą jedyną szansą jest współpraca z Amerykanami. Ale w obecnej sytuacji międzynarodowej nasi przywódcy nigdy nie zgodzą się na to, by prosić Waszyngton o jakąś przysługę.
— Tak, to byłoby upokarzające — zgodził się Markow.
— Ale musi istnieć jakaś droga do załatwienia tej sprawy.
Markow przyglądał się przez chwilę małemu człowieczkowi siedzącemu w obrotowym fotelu. Choć sprawiał wrażenie osoby kruchej i wątłej, w jego głosie dźwięczała stalowa determinacja, a jego oczy jarzyły się nie tylko pod wpływem alkoholu.
— Jeśli chodzi o mój raport — zaczął Markow powoli, czekając, aż akademik mu przerwie.
— Ano właśnie.
— Przypuszczam, że pan go przeczytał?
— Od deski do deski.
Markow pokiwał głową.
— Otóż jeśli te sygnały z Jowisza nie są żadnym językiem, czyż nie wygląda na to, że szansa istnienia tam inteligentnych istot jest raczej… hm… równa zeru?
— Zgodziłbym się z tym w zupełności — rzekł akademik, garbiąc się nieco w fotelu lub raczej wzruszając ramionami — gdyby nie fakt, że Amerykanie pracują jak opętani nad tym problemem.
— Poważnie?
Bułaczow jął stukać palcami po blacie biurka, a Markow zauważył, że akademik ma delikatne, szczupłe dłonie o długich palcach, typowe dłonie pianisty.
— Po pierwsze, pański przyjaciel Stoner pracuje nad tym zagadnieniem — rzekł stary uczony. — Porzucił pracę w Amerykańskiej Agencji Kosmicznej, by zadekować się w małym obserwatorium przy przestarzałym teleskopie.
— On wcale nie jest moim… — zaczął Markow.
— Po drugie — mówił Bułaczow, jakby nie dosłyszał jego słów — Stoner ma przyjaciół w Agencji, która prowadzi badania z pomocą Wielkiego Oka. Wygląda na to, że ci ludzie przysyłają mu tajnymi kanałami zdjęcia wykonane za pomocą tego teleskopu.
Markow skinął głową ze zrozumieniem, a Bułaczow kontynuował:
— Po trzecie, cały personel tego radioobserwatorium, z pańskim przyjacielem Stonerem włącznie, został zmuszony do złożenia nowej przysięgi lojalności wobec Marynarki Wojennej. Chodzi o dochowanie jakiejś tajemnicy.
— Wobec Marynarki Wojennej?!
— Tak. — Bułaczow uśmiechnął się sztucznie. — Amerykanie są bardzo niezdarnymi administratorami. W jakiś sposób ich Marynarka Wojenna uzyskała kontrolę nad całym projektem.
— Zupełnie nie rozumiem.
— Nie szkodzi. Wniosek jest ten, że oni pracują w sekrecie nad jakąś sprawą związaną z Jowiszem. Wydaje się, że dlatego nadali temu projektowi kryptonim „Jupiter”. — Zdaje się, że poinformowali o tym sztab NATO.
— Być może podadzą sprawę do wiadomości publicznej, gdy tylko zdobędą dowody…
Bułaczow potrząsnął przecząco głową.
— Nie podadzą — rzekł stanowczo. — Będą chcieli nawiązać kontakt z kosmitami. I trzymać nas poza zasięgiem wszelkich informacji na ten temat.
— Może my powinniśmy w takim razie ogłosić światu, że odebraliśmy te same sygnały?
Bułaczow rzucił krótkie spojrzenie na sufit.
— To byłoby sprzeczne z polityką naszego rządu.
— Ale nie możemy tego przecież wiecznie trzymać w tajemnicy — upierał się Markow. — A ponieważ Amerykanie już o tym wiedzą i wyprzedzają nas w badaniach, byłoby dla nas korzystne, gdybyśmy podali sprawę do publicznej wiadomości i w ten sposób wymogli na nich międzynarodową współpracę w tej sprawie.
— Zgadzam się z wami, Kiryle Wasiliewiczu — rzekł Bułaczow. — Rozważyłem już tę możliwość.
Markow uśmiechnął się z zadowoleniem.
— Nasz ambasador przy Narodach Zjednoczonych mógłby ujawnić nasze odkrycie sygnałów z okolic Jowisza — mówił Bułaczow. — A więc to my zostalibyśmy uznani przez cały świat za odkrywców pozaziemskich inteligentnych istot.
— I moglibyśmy zainicjować międzynarodowy program badań nad tymi sygnałami — dodał Markow, czując, że jego serce bije coraz szybciej. — Amerykanie musieliby się wtedy zgodzić na współpracę z nami.
— Ale to nie znaczy, że udostępniliby nam zdjęcia z Wielkiego Oka Mogliby twierdzić, że nigdy nie obserwowali Jowisza za pomocą tego teleskopu. Mogliby zachować dla siebie najważniejsze dane.
— Och, nie pomyślałem o tym — powiedział Markow, zgaszony.
— Dlatego jesteście tak ważni dla nas — rzekł Bułaczow.
— Czyżby?
— Oczywiście! Ten Amerykanin, Stoner, najwyraźniej ufa wam, skoro zdecydował się do was napisać i wyjawić wam, że pracuje nad tym zagadnieniem.
— Nigdy mi tego wyraźnie nie napisał…
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
