Ben Bova - Wędrowcy

Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Albo jesteśmy sami we wszechświecie albo nie jesteśmy;każda z tych możliwości jest zaskoczeniem dla umysłu.
Lee Dubridge

Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Między wierszami, Kiryle Wasiliewiczu, między wierszami.

— Tak, rozumiem.

— Teraz musicie mu odpisać. Musicie zdobyć jeszcze większe jego zaufanie. Być może uda się nam zorganizować spotkanie was obu, kto wie, czy nie w Ameryce?

— Ja? — wykrzyknął Markow, zaskoczony. — W Ameryce?

— Oczywiście, w odpowiedniej eskorcie. Przypuszczam, że wasza żona zapewniłaby wam lepszą ochronę niż ktokolwiek inny.

Markow uczuł bolesne ukłucie w sercu.

— Tak, oczywiście… — powiedział, nie patrząc na Bułaczowa.

— To jest tylko moja sugestia — ciągnął akademik. — Zalążek pewnego planu. Ale najważniejsze jest w tej chwili, moim zdaniem, abyście odpisali Stonerowi. Napiszcie mu długi przyjacielski list. Powiedzcie mu, jak bardzo was fascynują języki pozaziemskie. Dajcie mu wiele do zrozumienia, lecz nie wyjawiajcie nic.

— Mogę spróbować…

— Pomożemy wam zredagować list — rzekł wesoło Bułaczow. — No i naturalnie, upewnimy się, że jest dokładnie taki, jak potrzeba, zanim go wyślemy zagranicę.

— Oczywiście.

— Doskonale! — Bułaczow wstał z fotela tak nagle, jak gdyby coś ukąsiło go w zadek. — Wiedziałem, że możemy na was polegać, Kiryle Wasiliewiczu.

Markow również podniósł się z sofy i skierował ku drzwiom, usłużnie odprowadzany przez akademika.

— Czas, aby wysunąć was jako kandydata do Akademii Nauk, Kiryle Wasiliewiczu — rzekł na pożegnanie Bułaczow, klepiąc go po ramieniu. — Jesteście przecież jednym z naszych najlepszych lingwistów… i bardzo ważnym dla nas człowiekiem.

Markow skłonił się lekko i uścisnął wyciągniętą dłoń akademika. Z trudem panował nad sobą, wkładając palto w pokoju sekretarki i naciągając głęboko na uszy swą futrzaną czapę. Nawet ponure spojrzenia tłustej sekretarki nie mąciły już jego dobrego nastroju.

Ulica była pusta i zamarła w bezruchu, a śnieg sypał gęściej niż kiedykolwiek. Zaspy przy schodkach prowadzących do budynków, sięgały już wysokości człowieka. Jednakże Markowa rozpierała radość. Wziął w dłonie trochę śniegu i ulepił zeń kulę, po czym cisnął ją w najbliższą latarnię, ledwie widoczną w zadymce. Kula poleciała bezbłędnie ku górze i trafiła w lampę. Żarówka zamrugała i zgasła.

Markow niemal osłupiał. Rozejrzał się dookoła, czy nikt nie widział, jak on zniszczył państwową własność, a potem chwycił go taki śmiech, że zgiął się wpół i niemal upadł na śnieg. Wyprostował się dopiero po paru minutach i pochyliwszy się do przodu, by lepiej stawić czoła podmuchom wiatru, ruszył w długą drogę ku swemu mieszkaniu. Z ust nie schodził mu chłopięcy uśmiech, a jego broda stopniowo stawała się soplem lodu.

— Wszystko w porządku, Mario! — krzyczał wśród zawiei. — Twoje obawy były bezpodstawne. Jestem ważnym człowiekiem. Będę wybrany do Akademii!

Bułaczow stał przez chwilę w oknie swego ciepłego pokoju i patrzył, Jak Markow roztapia się w mroku wieczoru.

— Dureń — mruknął. Podszedł do biurka i nalał sobie jeszcze jeden kieliszek wódki. — Niesamowity dureń.

„Sęk w tym — kontynuował, już w myślach, swe refleksje stary uczony — że on naprawdę da się lubić. Być może jest jeszcze niedojrzały, ale da się lubić.”

Bułaczow z westchnieniem wychylił kieliszek. „No cóż — pomyślał — jeśli wszystko rozegra się po mojej myśli, Markow będzie akademikiem. Jeśli nie… widocznie będzie mu zależało, żeby dłużej pobawić się w śniegu.”

ROZDZIAŁ XIV

TYLKO DO WGLĄDU NIE DLA CUDZOZIEMCÓW

Memorandum

ADRESAT: Prezydent

NADAWCA: Sekretarz Obrony 7 grudnia

W SPRAWIE: Projekt „Jupiter”. nr: 89-989

1. Analitycy z DARPA doszli do wniosku, że przeniesienie całego personelu z Arecibo rodzi nieuchronne zagrożenie bezpieczeństwa projektu. W zasadzie zgadzam się z tą opinią.

2. Być może uda się podwyższyć standard istniejących instalacji radarowych w Kwajalein /na Pacyfiku/, tak aby spełniały one wymogi projektu „Jupiter”. W Kwajalein znajduje się wiele wymyślnej aparatury elektronicznej, spora jej część w magazynie, jako że jest to końcowa stacja naszego poligonu do testowania międzykontynentalnych pocisków balistycznych.

3. W Kwajalein byłoby znacznie łatwiej zapewnić projektowi bezpieczeństwo niż w Arecibo. Personel DOD znajduje się już tam i jest w stanie zapewnić absolutną tajność operacji.

4. Radioteleskop z Arecibo też może być wykorzystany do prac nad projektem „Jupiter”, bez ujawnienia pracującym tam cywilom tajnych elementów projektu.

5. Z wyżej wymienionych powodów gorąco doradzam, abyśmy przenieśli projekt „Jupiter” raczej do Kwajalein niż do Arecibo.

— Jak pan przemycił stąd list? — spytał komandor porucznik Tuttle, stojąc przy kominku w swym mundurze.

Stoner utkwił w nim chłodny wzrok. Jedyny dźwięk, jaki było teraz słychać w pokoju, stanowiło trzaskanie palących się bierwion. McDermott siedział po drugiej stronie stolika do kawy i huśtał się w fotelu na biegunach, a Stoner miał dla siebie całą sofę. Ubrany był w dres, jako że wyrwali go z gimnastycznej rozgrzewki na dworze, obok basenu.

— Włożyłem go do listu wysłanego do przyjaciela — odparł wreszcie, starannie dobierając słowa. — Nalepiłem znaczek i dołączyłem list do raportów i innej makulatury, którą wasi kurierzy zabierają stąd codziennie.

— Czy dał go pan Jo Cameracie, aby go wysłała? — spytał McDermott gniewnie.

Stoner rozpaczliwie szukał jakiejś wymówki, by nie narazić Jo.

— Niewykluczone, że to właśnie ona wzięła tę paczkę listów — powiedział wzruszając ramionami. — Naprawdę nie wiem.

Okrągła twarz Tuttle’a była śmiertelnie poważna.

— Czy zdaje pan sobie sprawę, że to było niewybaczalne pogwałcenie przepisów bezpieczeństwa?

Stoner potrząsnął głową.

— Nie napisałem ani słowa o tym, co robimy — rzekł. — Zapytałem tylko jednego z rosyjskich autorów, czy słyszał coś ostatnio o kosmitach.

— Zrobił pan wzmiankę o Jowiszu — warknął McDermott.

— I o pulsacjach radiowych — dodał Tuttle.

— I o wielu innych rzeczach — rzekł Stoner z sarkazmem. — Jeśli przeczytacie ten list w całości, przekonacie się, że nie puściłem pary z ust. Rosjanie mogli sami odebrać te sygnały, a w takim razie nie dopuściłem się żadnego pogwałcenia waszych przepisów.

Tuttle westchnął z wyrazem rozgoryczenia na twarzy .

— Pan zdaje się nie rozumie przepisów bezpieczeństwa — wycedził przez zęby.

— Albo nie chce rozumieć — wtrącił McDermott.

— Może po prostu mam je gdzieś — rzekł oschle Stoner.

— Może pan za to trafić do Leavenworth — ostrzegł go Tuttle.

Stoner, czując, że ogarnia go lodowaty spokój, zawsze poprzedzający wybuch gniewu, powiedział:

— Dobrze, tylko spróbujcie. Będziecie musieli urządzić mi proces, a ja przysięgam na wszystkich bogów, jacy istnieją, że niczego bardziej nie pragnę, jak pojawić się w sądzie. Przynajmniej będę miał wtedy adwokata.

To będzie więcej niż to, na co mi dotąd zezwoliliście.

Malutki komandor przestąpił niespokojnie z nogi na nogę i zerknął na McDermotta, który jednak nic nie powiedział.

— Przygotuję sobie drinka — poinformował ich Stoner, wstając z sofy i kierując się ku kuchni.

— Dobry pomysł — zawołał za nim Wielki Mac. — Zrób dla mnie przy okazji „Krwawą Mary”.

„Dlaczego nie napije się czegoś zwykłego? — mruczał do siebie Stoner. — Na przykład whisky.” Gdy już grzebał w kuchennych szafkach w poszukiwaniu składników zamówionego drinku, dobiegł go z salonu głos Tuttle’a:

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wędrowcy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wędrowcy»

Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.