Larry Niven - Całkowe drzewa

Здесь есть возможность читать онлайн «Larry Niven - Całkowe drzewa» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 2000, ISBN: 2000, Издательство: Amber, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Całkowe drzewa: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Całkowe drzewa»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

System podwójnej gwiazdy T3 i LeVoy zasiedlają potomkowie ziemskich kolonistów. Żyją w warunkach zbliżonych do nieważkości na struktueach zwanych drzewami. Plemię obumierającego drzewa wysyła grupę zwiadowczą w poszukiwaniu miejsca na nową kolonię. W czasie długiej, pełnej niebezpieczeństw wędrówki członkowie ekspedycji wpadają w ręce łowców niewolników.

Całkowe drzewa — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Całkowe drzewa», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Term, walczyłeś już kiedyś?

— Zdobyłem monta.

— Ty? To ja… — urwał. — No, nieważne.

— Ilu was jest?

— Czterdziestu, teraz może mniej. Nie wejdziemy do środka, ale możemy wisieć na sieciach.

— Chcę uwolnić resztę Plemienia Quinna. Są w kępie, mogę ich odnaleźć. Mont ma dużo tego, co go porusza. Małymi silnikami możemy rozpylać płomienie. Pójdzie łatwo.

Anthon nie spieszył się z podjęciem decyzji. Lawri przerwała milczenie.

— On nie potrafi kierować montem. Ja potrafię. Jestem Asystentem Uczonego.

— Dlaczego jej nie zabiłeś? — zapytał Anthon.

— Zostaw! Jest tym, co mówi… musiałem sam zabić Uczonego. Lawri może nas nauczyć wielu rzeczy, jeśli się ją do tego namówi. Jest nieszkodliwa, dopóki pozostaje związana.

Anthon skinął głową.

— Dobrze, niech sobie żyje. Ale to ja dowodzę Stanami Carthera.

— A ja jestem kapitanem monta.

Anthon wyszedł z pojazdu i zaczął wykrzykiwać rozkazy. Przekaże informację dalej. Kapitan! Ten, kto pogwałci rozkazy Terma na pokładzie monta, będzie buntownikiem!

Cartherowie przecięli liny mocujące monta. Strzały z kusz skutecznie powstrzymywały ludzi goniących Clave’a i Merril. Musieli ukryć się za płatami kory. Srebrny człowiek zbliżył się sam. Nie korzystał ze strąków. Musiał mieć coś wbudowane w samym kombinezonie.

Mont unosił się swobodnie. Był już wolny.

Lawri szepnęła wściekła:

— Zabiją mnie, prawda?

— Nie mają żadnego powodu, żeby cię lubić — odparł Term, nie siląc się nawet na sarkazm. — Zachowuj swoje zdanie dla siebie przez jakiś czas, oczywiście jeśli potrafisz. Naprawdę myślisz, że wojownik z dżungli pozwoli ci podejść do sterów?

Clave, Merril i Debby wpadli do pojazdu jak burza. Debby krwawiła z rany na boku. Merril podfrunęła do Terma i uścisnęła go serdecznie.

— Term! To znaczy, Uczony! Dobra robota! To znaczy, wspaniała! Umiesz tym kierować?

Term poczuł ogromną ulgę. Niech Clave gra sobie w dominację z Anthonem. Term będzie dowodził montem i może tylko mieć nadzieję, że Lawri się myli.

— Umiem.

— Możesz znaleźć resztę naszych? — zapytał Clave.

— Wszyscy są w kępie. Gavving na górze. Tam go znajdziemy. Jayan i Minya są z ciężarnymi kobietami w chacie pod konarem. Jinny i Alfin powinny być na Rynku, może będziemy musieli opuścić monta, żeby ich znaleźć.

— W takim razie wszystko powinno się udać. Nie mogę w to uwierzyć!

Term wyszczerzył zęby.

— No to po co wróciłeś?

— Nieważne.

— Debby…

— Mam je. Musieliśmy o nie walczyć. — Siedem kaset.

— Wspaniale!

— Nie znaleźliśmy czytnika.

— Może Klance go miał… nieważne. Siadajcie w fotelach. Ty też. Clave, Merril, przywiążcie się! — Spojrzał na wyświetlacze. — Za kilka oddechów będziemy mogli…

— Co? — Clave spojrzał na obrazy pływające w oknie dziobowym. — To miejsce jest jakieś dziwne. Od tych obrazów dostaję zeza! Term, masz coś, żeby pozbyć się srebrnego?

— Nie, jeśli nie nawinie się pod silnik. To kombinezon gwiezdnego człowieka.

— Ale on zabija naszych sprzymierzeńców.

— Ten karabinek tylko ich usypia i sprawia, że czują się cudownie. Dla nas to nie ma znaczenia. I tak trzeba ich wyłączyć. Anthon, doskonale to wyliczyłeś. Siadaj w fotelu.

Anthon dyszał ciężko. Kuszę wycelował wprost w oczy Terma.

— Za długo czekałeś! Ten przeklęty srebrny…

— Siadaj w fotelu i przypnij się! Powiedz mi, ilu nas zostało.

Term próbował obserwować wszystkie obrazy naraz. Cartherowie skryli się prawie za horyzontem pnia. Zbyt wielu unosiło się bezwładnie. Innych holowali towarzysze, którzy nie zostali trafieni. Człowiek w kombinezonie ciśnieniowym unosił się nad montem, strzelając usypiającymi strzałkami.

Oczy Anthona straciły szklany wyraz. Usadowił się w fotelu.

— Nie możemy go zranić. Tylko mnie udało się dotrzeć do pojazdu. Pozostali i tak tu nie przyjdą, bo się go boją.

— Nie możemy ich zostawić.

Srebrny człowiek rzucił się w kierunku drzwi. Term zacisnął palce. Srebrny cofnął się, kiedy drzwi zamknęły mu się przed nosem, ale już po chwili pojawił się na górnym ekranie. Trzymał się sieci na kadłubie.

— Jest na górze monta — mruknął Term.

— Ruszaj — polecił Anthon.

— Ruszać?

— Możemy zostawić moich obywateli, jeśli zabierzemy srebrnego człowieka. Zaraz dostanę nowe strzałostrąki.

— No to w porządku. — Palce Terma lekko stuknęły w pulpit. Srebrny człowiek wciąż wisiał na sieci, gdy mont wycofał się z pozycji przy pniu i ruszył w dół.

ROZDZIAŁ XIX

Srebrny Człowiek

Zbiornik pralniczy był dużym, szklanym cylindrem. Zwisał z dolnej części konara na linach wbitych w czarną korę nad głową Minyi. Wokół niego znajdowała się szeroka platforma pleciona z żywych gałązek. Krąg kamieni pod zbiornikiem podtrzymywał palenisko z węgli. Woda doprowadzana była rurą z dziupli aż tutaj. Imponująca konstrukcja, ale Minya była zbyt zmęczona, aby ją docenić.

Minya i Ilsa mieszały dwumetrową pałką brudne ubrania w spienionej wodzie. Wymagało to dużej uwagi i zręczności. Pozostawiona samej sobie mydlana zupa wykipiałaby z kotła wraz z ubraniami. Strażniczka Haryet zaglądała do nich co chwila, żeby sprawdzić, jak sobie radzą.

Minya jeszcze nie była ociężała, ale czuła już gościa, który rósł w jej wnętrzu. Ciąża Ilsy wyglądała wręcz zabawnie: potężna wypukłość na prostej kresce ciała. Podobnie jak inne, wyglądała już na całkowicie pogodzoną z losem. Raz powiedziała Minyi:

— Przez całe życie wiemy, że pewnego dnia mogą przyjść po nas łowcy manusów. No i przyszli.

Pod gałęzią znajdował się rząd chat. Większość kobiet wolała pozostać wewnątrz. Nie wszystkie były ciężarne. Niektóre karmiły swoich niedawnych gości. Wszystkie miały pracę: robótki na drutach, szycie, przygotowywanie posiłków, które następnie gotowano koło dziupli.

Ciszę zmącił nagle głośny szelest liści.

Z tunelu prowadzącego w dół od chaty badań wybiegła czwórka ludzi: Jayan i Jinny, strażniczka Dloris oraz mężczyzna z Floty z ręką na temblaku. Karal zauważył Minyę, podbiegł do niej i chwycił ją za ramię. Odskoczyła, przestraszona jego gwałtownością.

— Jesteś cała — wydyszał. — Świetnie. Minya, zostań pod gałęzią. Nie pozwól nikomu… n-i-k-o-m-u… wędrować gdziekolwiek.

— Nie mamy na to ochoty. Jesteśmy zbyt ciężkie. Myślałam, że mężczyznom nie wolno…?

— Nie zostanę tu, Minyo. Dwie windy i co najmniej jeden człowiek spadają z wysokości trzydziestu klomterów i nie wiemy, gdzie spadną. Muszę jeszcze ostrzec dzieci w szkółce. — Dotknął czubka jej nosa. — Zostań tutaj!

Potykając się i ciężko dysząc, ruszył biegiem w kierunku tunelu.

Jeśli coś się stanie, powiedział Term. Coś się dzieje i to na pewno, ale co? Czy Dloris będzie wiedziała?

Minya odgadła, gdzie może być strażniczka. Ruszyła wzdłuż rzędu chat i weszła do ostatniej. Nadeszły Dloris i Haryet.

— Przeliczyłyśmy kobiety — oznajmiła Dloris. — Brakuje Gwen. Nie widziałaś jej? Trzy metry wzrostu i blada jak duch, z rocznym gościem.

— Ostatnio nie. Co się dzieje?

— Wyjmijcie te ubrania i rozwieście do suszenia. Zgaście ogień. Macie liny? To dobrze, mogą wam się przydać.

Minya zwróciła się do Jayan i Jinny.

— Pomóż nam trochę, Jinny. Dobrze, że tu jesteś. Trzymajmy się razem. Wiesz może, co się dzieje?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Całkowe drzewa»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Całkowe drzewa» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Całkowe drzewa»

Обсуждение, отзывы о книге «Całkowe drzewa» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x