Jack McDevitt - Boża maszyneria

Здесь есть возможность читать онлайн «Jack McDevitt - Boża maszyneria» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1997, ISBN: 1997, Издательство: Prószyński i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Boża maszyneria: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Boża maszyneria»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Loty międzygwiezdne i odkrycia innych zamieszkanych światów rozpoczęły drugi złoty wiek dla archeologów. Wśród licznych odkryć najbardziej frapującą zagadkę stanowią Wielkie Monumenty, rozsiane po kilkunastu planetach naszego ramienia galaktyki. O rasie zwanej Twórcami monumentów nic jednak naukowcom nie wiadomo, poza tym, że ich cywilizacja stała na bardzo wysokim poziomie. Do rozwiązania tej tajemnicy dąży uparcie grupa archeologów.

Boża maszyneria — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Boża maszyneria», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Później przywitała się z Dickiem. Powiedział jej, że Richard często o niej mówił. Z bliska jego podobieństwo do kuzyna jeszcze bardziej uderzało. I była jeszcze taka cecha wymowy, którą dzielili: obaj na bostoński sposób lekko przeciągali „r”. Zamykając oczy, mogłaby uwierzyć, że znów ma przed sobą Richarda.

Akademia zjawiła się w pełnym składzie. Pokazał się nawet Henry — a akt ten wymagał od niego sporej odwagi, gdyż większość ludzi, nie wyłączając Hutch, jego właśnie winiła za śmierć Richarda. Od czasu ich powrotu bardzo się postarzał. W tym rozproszonym świetle twarz mu poszarzała, a chód miał niepewny.

— Jak się miewasz? — zaczepiła go Hutch, wyciągając ku niemu dłoń.

Uścisnął ją, lecz jakby od niechcenia.

— Nieźle — odparł. — Miło cię widzieć, Hutch. — Jego wzrok powędrował gdzieś za jej plecy, w kierunku platformy, która teraz była pusta. — Wolałbym, żebyśmy spotkali się w przyjemniejszych okolicznościach.

Nastąpiła chwila niezręcznej ciszy. Hutch wiedziała, że na górze szykuje się reprymenda dla Henry’ego. Wszyscy o tym wiedzieli. On sam ogłosił już, że odchodzi na emeryturę, a teraz stanął przed perspektywą stania się centralną postacią w ogólnoświatowej dyskusji na temat jurysdykcji sądowej poza systemem słonecznym.

— A przy okazji — dorzucił po chwili — jeszcze ci nie podziękowałem za to, co dla nas zrobiłaś.

— Cieszyłam się, że mogę pomóc — odparła.

— Szkoda, że wszystko tak się potoczyło — dodał i już się wycofywał, już zbierał się do ucieczki.

— Ja też żałuję — rzuciła za nim słabym głosem.

Princeton,

sobota, 27.11.2202

Droga Priscillo,

Chciałam tylko dać ci znać, że dziś ożenił się Cal Hartlett. Wiem, że już nie raz o tym rozmawiałyśmy, i mam nadzieję, że nie weźmiesz mi tego za złe, ale to kolejny dobry chłopak, który mógł być twój. Ten facet de uwielbiał. Poznałam jego żonę — jest ładna, ale gdzie jej tam do dębie. Proszę, pomyśl o swojej przyszłości. Nie stajemy się coraz młodsi.

Mama

Hutch ułożyła stopy na podnóżku, pociągnęła łyk kawy i zapatrzyła się przed siebie, na kamienną równinę. Tym razem była z dala od brzegu, a Sholę miała teraz po prawej stronie. Choć gazowy olbrzym całkowicie zdominował niebo, jego światło wydawało się przyćmione. Nad głową nie widziała już gwiazd. Spoglądała prosto w Próżnię. Jeśli patrzyło się dostatecznie uważnie i dostatecznie długo, pilny obserwator mógł dostrzec odległe migotanie gwiazd Ramienia Strzelca.

Kawa była pyszna.

Portland, Oregon,

poniedziałek, 29.11.2202

Droga pani Hutchins,

Załączone tu holo otrzymałem kilka tygodni temu, zanim wróciliście z Quraquy. Prawdę mówiąc, nadeszło zanim jeszcze dowiedziałem się o śmierci Richarda. Nie byłem pewien, komu należy je odesłać, więc pomyślałem sobie, że być może pani będzie wiedziała. Doszedłem do wniosku, że ktoś z Akademii mógłby się tym zainteresować.

Serdeczne pozdrowienia

Dick Wald

(załącznik)

PRZESYŁKA HOLOGRAFICZNA

Na wstępie zaznaczono: Do rak własnych Richarda Walda.

David Emory w swoim polowym biurze.

— Richardzie — mówi — to zakrawa na ironię, że akurat teraz o to pytasz. Znaleźliśmy Orikon. Pomyślałem sobie, że przyda ci się wiedzieć, co tu mamy, ale proszę, zachowaj to na razie dla siebie.

Od jakiegoś czasy wiedzieliśmy, że ruiny położone są pod nowoczesnym miastem, dlatego nie były dostępne do bezpośrednich badań. A raczej, dokładnie mówiąc, to ja wiedziałem, ponieważ nie udało nam się znaleźć ani kawałeczka żadnego przedmiotu, dzięki któremu moglibyśmy ustalić jakąś datę, więc nie mieliśmy na to żadnych dowodów.

Skanery wykazały, że całe miasto otoczone jest metalowym pierścieniem, od którego odchodzą na boki pojedyncze linie. Wstępna teoria zakładała, że było to coś w rodzaju budowli obronnej. — Siada na krześle i krzyżuje ramiona na piersi, bardzo zadowolony z rozwoju wypadków. — W tym świecie fale przypływu są ogromne — z powodu bliskości Towarzyszki. W tej chwili mają tu ogromne tamy, żeby powstrzymać ocean. Ale te zbudowano całkiem niedawno.

Orikon był zlokalizowany na zbitce wysp, które obecnie są szczytami wzgórz. Przy odpływie wyrastały one nad mokradła. A zatem naczelne pytanie brzmi: jak w takich okolicznościach mieszkańcy potrafili przemieszczać się z jednej części miasta do drugiej? Bo tak przy okazji, wyczyn był to niemały. Mówimy o wyspach, które leżały rozrzucone na przestrzeni tysiąca dwustu kilometrów kwadratowych. Co więcej: jak im się udało utrzymać dostęp do oceanu, skoro musieli doń podróżować raz po morzu, a raz po mokradłach?

A oto rozwiązanie: mieli kolej nadziemną. To górzysty kraj, więc poszliśmy poszukać na szczytach jakichś dowodów. Wczoraj je znaleźliśmy: kawał betonu wbity w bok przepaści. Mamy też kilka innych. Wydaje się, że cywilizacja Orikonu była w rozkwicie między 18 000 a 16 000 p.n.e. A więc wygląda na to, że cała tutejsza cywilizacja jest trzy razy starsza, niż uważaliśmy.

Orikon żyje, Richardzie.

Henry zdjął hełm. Pokój nagrzewały słoneczne promienie. Hutch patrzyła przez okno na Morning Pool, Muzeum Iversa, Delta Park, a w dali na pomnik Waszyngtona.

— Miło, że mi to przyniosłaś — rzekł. — Czy mogę sobie zrobić kopię?

— Oczywiście. — Czekała na jakiś znak, który utwierdziłby ją w przekonaniu, że to bardzo ważne.

— No tak. — Założył ręce i wygodnie rozparł się w fotelu. — Jak tam twoje sprawy?

— Nieźle — odrzekła.

— Czy coś jest nie tak? — zapytał. — Wydajesz się spięta.

— Henry, ty wcale nie wyglądasz na zaskoczonego.

Jego skóropodobna twarz nie zmieniła wyrazu.

— A co ciebie tak zaskakuje, Hutch?

— Mamy drugie załamanie na Noku. Po dwa na każdym z tych światów. To już się robi jakiś trend.

Henry przyglądał jej się uważnie ponad szerokim blatem swego biurka. Jego biuro było przestronne, zapełnione pamiątkami dotyczącymi zawodowej kariery.

— Zakładasz, że Orikon ucierpiał wskutek jednego z tych zdarzeń.

— Oczywiście. Jak inaczej wytłumaczyć zniknięcie cywilizacji, która zdolna była zbudować kolej nadziemną?

— Hutch, przecież nie rozmawiamy o żadnych ustalonych faktach. Mamy pełną świadomość tego, co zaszło na Noku. Ty natomiast powinnaś się zorientować, że David Emory wykazuje tendencje do zbyt pochopnego wyciągania wniosków. Niemniej, to rzeczywiście ciekawy zbieg okoliczności. On twierdzi, że ostatnie eksponaty pochodzą z 16 000 p.n.e. — Popatrzył na nią wyczekująco.

Nie bardzo wiedziała, o co mu chodzi.

— Oba wydarzenia na Quraquie dzieli odległość ośmiu tysięcy lat.

— A na Noku szesnaście tysięcy — dwa razy dłuższa. Ale co to nam sugeruje?

Wzruszył ramionami.

— Wielokrotność ośmiu. Cokolwiek by to mogło oznaczać. — Wyglądał staro; miał sztywne ruchy, które sprawiały wrażenie ciągłego i świadomego wysiłku z jego strony.

— Wielokrotność ośmiu? Czy wiedzielibyśmy, gdyby na Noku wydarzyło się coś podobnego około 8000 p.n.e.?

— Pewnie nie. Obecny cykl cywilizacyjny zaczął się trzy tysiące lat później. — Przez chwilę studiował blat własnego biurka. — Nie miałbym problemów z samym tylko zbiegiem okoliczności. Z jednym — powiedział z naciskiem — zbiegiem okoliczności.

— A jaki jest ten drugi?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Boża maszyneria»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Boża maszyneria» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Jack McDevitt - The Moonfall
Jack McDevitt
Jack McDevitt - POLARIS
Jack McDevitt
Jack McDevitt - SEEKER
Jack McDevitt
Jack McDevitt - Coming Home
Jack McDevitt
Jack McDevitt - Cauldron
Jack McDevitt
Jack McDevitt - Ancient Shores
Jack McDevitt
Jack McDevitt - A Talent for War
Jack McDevitt
Jack McDevitt - Firebird
Jack McDevitt
libcat.ru: книга без обложки
Jack McDevitt
Jack McDevitt - Eternity Road
Jack McDevitt
Jack McDevitt - The Devil's Eye
Jack McDevitt
Отзывы о книге «Boża maszyneria»

Обсуждение, отзывы о книге «Boża maszyneria» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.