Zaraz potem włączyła nadawanie sygnału przez czarną skrzynkę. Jeżeli niczego nie pomyliła, wiszący nad ich głowami satelita powinien uznać sygnał z czarnej skrzynki za sygnał z serca Cezara.
Na czarnej skrzynce zaczęło migać zielone światełko.
Gant włączyła radio.
– Strach na Wróble! Zamieniłam sygnały. Przyszpil drania!
Ledwie to powiedziała, Cezar stanął przed Schofieldem. Uśmiechnął się na widok kapitana, skulonego w zniszczonym kokpicie super stalliona i zasłaniającego się pistoletem. Pokiwał palcem.
– O nie, mój panie, nie wolno ci tego zrobić. Nie strzela się do wujka Cezara…
– Nie?
– Nie.
– No cóż…
Schofield jednym szybkim ruchem skierował lufę na Cezara i strzelił mu w pierś.
Trysnęła krew.
BAM! BAM! BAM!
Każdy kolejny strzał sprawiał, że Cezar zataczał się na boki i cofał o krok, wybałuszając ze zdziwienia oczy i wykrzywiając usta. Po chwili wypuścił z rąk P-90 i padł na podłogę, lądując na tyłku.
Schofield wstał i kopnięciem odrzucił na bok P-90.
Cezar umierał.
Z kącika jego ust ściekała strużka krwi. Wyglądał żałośnie – cień człowieka, którym jeszcze niedawno był.
Schofield patrzył na niego z góry.
– Jak… pan… mógł… – wystękał Cezar.
– Owszem, mogłem – odparł Schofield. – Niech pan się zastanowi, dlaczego.
Powiedziawszy to, ruszył biegiem do Gant. Musieli jak najszybciej uciekać z tej cholernej bazy.
– UWAGA! TRZY MINUTY DO SAMOZNISZCZENIA…
Schofield zaniósł Gant do miniwindy. Strzał Cezara strzaskał jej kostkę i nie była w stanie poruszać się o własnych siłach.
Nie przeszkodziło jej to jednak uczestniczyć w akcji.
Gdy Schofield ją niósł, trzymała w rękach najważniejszą czarną skrzynkę świata.
Ich najważniejszym celem – jeszcze ważniejszym niż ratowanie własnego życia – było teraz wyniesienie rejestratora danych ze Strefy 7, zanim baza zostanie zmieciona z powierzchni ziemi przez wybuch bomby termonuklearnej. Gdyby nadawany przez czarną skrzynkę sygnał zanikł, wszystko, co do tej pory zrobili, byłoby na nic.
– No dobrze, cwaniaczku – powiedziała po chwili Gant. – Jak wydostaniemy się z tej siedmiopiętrowej pułapki?
Schofield wcisnął klawisz w podłodze miniplatformy i zaczęli zjeżdżać w dół. Popatrzył na zegarek.
11.12:30
11.12:31
– Nie możemy wyjść „górnymi drzwiami”, bo Cezar zmienił kod, a mój człowiek w DIA już raz go łamał i potrzebował na to dziesięciu minut – odparł. – Wolałbym też nie próbować szybu awaryjnego. Zejście nim zajęło mi z Bookiem minutę i wątpię, by nam obojgu udało się wejść tamtędy szybciej niż w dziesięć.
– Więc co robimy?
– Mamy jeszcze jedno wyjście… pod warunkiem, że zdążymy na czas dotrzeć na miejsce. 11.12:49
11.12:50
Zatrzymał miniwindę na poziomie 2 i – cały czas z Gant na rękach – pobiegł na drugi jego koniec, do drzwi pożarowych.
– UWAGA! DWIE MINUTY DO SAMOZNISZCZENIA… Dotarli do schodów.
11.13:20
Schofield wpadł na schody i zaczął zbiegać po trzy stopnie.
Minęli poziom 3 – z kwaterami mieszkalnymi.
11.13:32
Poziom 4 – piętro koszmaru.
11.13:41
Poziom 5 – zalany wodą.
11.13:50
Schofield kopnął drzwi, prowadzące na poziom 6.
– UWAGA! MINUTA DO SAMOZNISZCZENIA… Pojazd, którym zamierzał uciec, był tam, gdzie się go spodziewał.
Mały wagonik naprawczy stał na prawo od drzwi, na torze prowadzącym do jeziora Powell – tam, gdzie parkował od rana.
Schofield dobrze pamiętał, co mówił o nim Herbie Franklin: był mniejszy od wagonów kolei X, ale jechał szybciej. Mieściły się w nim tylko dwie osoby.
– UWAGA! CZTERDZIEŚCI PIĘĆ SEKUND DO SAMOZNISZCZENIA…
Schofield jednym szarpnięciem otworzył drzwiczki, wsadził Gant do środka, po czym sam wszedł do wagonika.
– TRZYDZIEŚCI SEKUND… Wcisnął czarny klawisz na konsolecie. Silnik zadziałał.
– DWADZIEŚCIA SEKUND… DZIEWIĘTNAŚCIE… OSIEMNAŚCIE…
Schofield patrzył na tory przed nimi. Uciekały w oświetlaną czerwonymi błyskami ciemność – cztery równoległe kreski, zbiegające się w jeden punkt.
– Startuj! – krzyknęła Gant. Schofield pchnął przepustnicę.
– PIĘTNAŚCIE…
Wagonik skoczył do przodu i pomknął przez podziemną stację.
– CZTERNAŚCIE… Przyspieszenie wcisnęło ich w fotele. Osiągnęli 80 kilometrów na godzinę.
– TRZYNAŚCIE…
Wagonik wciąż przyspieszał. Szyny pod nimi i nad nimi błyskawicznie przemykały do tyłu. 160 kilometrów na godzinę.
– DWANAŚCIE… JEDENAŚCIE… ZZZUMMM!
Wpadli w tunel, prowadzący do jeziora Powell. 240 kilometrów na godzinę.
– DZIESIĘĆ…
400 kilometrów na godzinę, czyli ponad 110 metrów na sekundę. W niecałe dziesięć sekund oddalili się od Strefy 7 o kilometr.
– DZIEWIĘĆ… OSIEM…
Schofield miał nadzieję, że półtora kilometra wystarczy.
– SIEDEM… SZEŚĆ…
W myślach popędzał wagonik i pchał go jeszcze dalej do przodu.
– PIĘĆ… CZTERY… Gant jęknęła z bólu.
– TRZY… DWIE…
Maleńki pojazd mknął z niesamowitą prędkością, przechylając się na zakrętach na boki.
– JEDNA…SAMOZNISZCZENIE AKTYWOWANE
Za chwilę cały świat wokół nich eksploduje.
Huknęło, jakby naprawdę miał nastąpić koniec świata.
Ryk eksplozji był niewyobrażalnie głośny.
Konstrukcja, która miała wytrzymać atak nuklearny, nie była przygotowana do wysadzenia od wewnątrz.
Głowica W-88 została umieszczona w ścianach poziomu 2 – mniej więcej pośrodku bazy. Kiedy eksplodowała, cały kompleks rozświetlił się niczym żarówka, a przez jego wnętrze – przebijając ściany, podłogi i sufity – przeleciała niemożliwa do powstrzymania fala pulsującej energii.
Wszystko wewnątrz bazy – samoloty, komory testowe, windy oraz ciężko ranny Cezar Russell – zostało w ciągu nanosekund odparowane.
Generał ujrzał błysk oślepiającego, białego światła, po którym nadleciało gorąco, a potem była już tylko nicość.
Ale zewnętrzne tytanowe ściany, grube na ponad pół metra, wytrzymały wybuch.
Fala uderzeniowa wstrząsnęła jednak piaszczystym gruntem daleko poza obrębem bazy. W promieniu kilku kilometrów od niej zadrżała ziemia, a fala energii rozeszła się koncentrycznymi kołami – niczym fale na stawie.
Jako pierwszy z zewnętrznych obiektów zniknął Awaryjny Szyb Ewakuacyjny.
Jego betonowe ściany zostały zgniecione w ciągu kilku pierwszych sekund po eksplozji. Gdyby Gant i Schofield znajdowali się w środku, zostaliby zmieleni na pył.
A potem stało się coś, co przypominało wyobrażenia o końcu świata.
Ponieważ wnętrze kompleksu zamieniło się w wypaloną pustkę, przykrywająca bazę gruba warstwa granitu zapadła się, pozostawiając w powierzchni pustyni idealnie okrągły otwór o średnicy 800 metrów, i wszystkie naziemne budynki – główny hangar, wieża kontrolna i pozostałe hangary – zostały połknięte, zniknęły z powierzchni ziemi. Na miejscu bazy był teraz jedynie gigantyczny krater.
Prezydent obserwował to wszystko z pokładu super stalliona korpusu piechoty morskiej, który przybył na miejsce wydarzeń dziesięć minut wcześniej.
Siedzący obok niego Book II, Juliet Janson i Kevin patrzyli z otwartymi ustami na unicestwienie Strefy 7.
Ale w tunelu kolei X sprawy jeszcze się rozstrzygały. Kiedy bomba wybuchła, wagonik remontowy z Schofieldem i Gant w środku mknął przed siebie jak pocisk rakietowy.
Читать дальше