Nie miał pojęcia, co się z nią działo po eksplozji granatu z sinowirusem w głównym hangarze, nie dopuszczał jednak do siebie myśli, że mogła zginąć.
Przystawił do ust mikrofon na nadgarstku.
– Lis! Lis! Jesteś tam gdzieś? Tu Strach na Wróble. Jestem znów w środku. Słyszysz mnie?
Głęboko w trzewiach Strefy 7 do świadomości Libby Gant dotarł głos.
– …szysz mnie?
Upłynęła właśnie godzina, odkąd straciła przytomność, i nie miała zielonego pojęcia, gdzie się znajduje ani co się z nią stało.
Pamiętała, że była w centrali dowodzenia, zobaczyła coś ważnego i nagle… koniec.
Wracając do przytomności zauważyła najpierw, że w dalszym ciągu ma na sobie jaskrawożółty kombinezon przeciwskażeniowy – tyle że bez hełmu. Zdjęto go jej.
Poczuła silny ból w ramionach. Otworzyła oczy i…
…po jej kręgosłupie przebiegł lodowaty dreszcz.
Siedziała na ziemi i była przywiązana do dwóch stalowych, skrzyżowanych ze sobą dźwigarów. Ręce miała rozciągnięte na boki, jej nadgarstki były przymocowane taśmą samoprzylepną do poprzecznego dźwigara, a szyję miała przywiązaną do skrzyżowania dźwigarów i wyglądała jak ukrzyżowana. Jej nogi – skrępowane w kostkach taśmą – były wyprostowane i wyciągnięte do przodu na podłodze.
Mimowolnie zaczęła bardzo szybko oddychać.
Co się z nią stało?
Była więźniem…
Nadal było dość ciemno i narastało w niej przerażenie, ale powoli wracała do siebie. Zaczęła się rozglądać.
Zauważyła, że w miejscu, gdzie się znajduje, nie ma światła elektrycznego, a ciemność rozświetlają jedynie trzy małe ogniska.
Potem ujrzała Hagerty’ego.
Pułkownik Wycior Hagerty siedział tuż obok, po jej prawej stronie. Był podobnie „ukrzyżowany” – jego nogi leżały wyprostowane na ziemi, a ręce miał rozciągnięte na „krzyżu”. Miał zamknięte oczy, głowa mu opadła na pierś. Co chwila pojękiwał.
Gant rozejrzała się wokół.
Uwięziono ich w najbardziej zaciemnionym miejscu. Przed nimi znajdowało się coś w rodzaju podestu. Na podeście leżały porozrzucane dziecięce zabawki i kawały porozbijanego szkła.
Kiedy zauważyła, że podest musiał być kiedyś otoczony szklanymi ścianami, z których pozostały jedynie resztki, zrozumiała, gdzie się znajduje.
Była w pomieszczeniu z sześcianem, w którym mieszkał kiedyś Kevin, a uwięziono ją pod laboratorium obserwacyjnym, tuż pod tworzonym przez jego okna nawisem.
W tym momencie zobaczyła trzecią ukrzyżowaną osobę.
Na jej widok mogło się zrobić niedobrze.
Był to pułkownik sił powietrznych Jerome Harper.
A raczej to, co z niego pozostało.
Leżał na podłodze po jej lewej stronie, ręce miał przywiązane do „krzyża”, a jego głowa zwisała bezwładnie na taśmie samoprzylepnej, którą obwiązano mu gardło.
Nie to jednak przerażało najbardziej.
Najbardziej przerażał widok dolnej części jego ciała.
Harper nie miał nóg.
Ciało pułkownika od pasa w dół zostało brutalnie odrąbane i wyglądało jak źle oprawiona w rzeźni świnia – cały dół tułowia był jednym wielkim kawałem krwawiącego mięsa.
Gant jeszcze nigdy nie widziała czegoś tak okropnego.
Kiedy ponownie się rozejrzała, w pełni uzmysłowiła sobie swoje położenie.
Była więźniem potwora, zamkniętego do dnia dzisiejszego w jednej z cel Strefy 7.
Lucifera Leary’ego.
Chirurga z Phoenix.
Seryjnego zabójcy – byłego studenta medycyny – który na drodze międzystanowej z Las Vegas do Phoenix porywał autostopowiczów, zawoził nieszczęśników do swojego domu i tam obcinał im nogi i zjadał je na ich oczach.
Świadomość tego była przerażająca.
Nigdzie jednak nie widziała Leary’ego – ponad dwumetrowego olbrzyma z okropnym tatuażem na twarzy.
Wbijała wzrok w ciemność, ale wokół – poza nią i Hagertym – nikogo nie było.
Wydało jej się to jeszcze bardziej przerażające.
Schofield dotarł do schodów we wschodniej części poziomu 6.
Musiał wejść do centrali dowodzenia w budynku w głównym hangarze i albo przed 11.05 wpisać kod przerywający sekwencję samozniszczenia, albo pojmać Cezara i zabrać go ze Strefy 7 przed 11.15, zanim wybuchnie bomba pod bazą.
Otworzył drzwi na klatkę schodową i…
…światło jego latarki wydobyło z ciemności ogromnego czarnego niedźwiedzia, stojącego na tylnych łapach i z wściekłym rykiem wyciągającego ku niemu pazury.
Natychmiast zanurkował za krawędź peronu i rodzina niedźwiedzi – ojciec, matka i trzy młode – wyszła jeden za drugim na stację.
Nicholas Tate nie majaczył – w bazie były swobodnie poruszające się niedźwiedzie.
Wielki samiec powęszył w powietrzu, po czym ruszył w kierunku zachodnim, prowadząc za sobą swoją rodzinkę.
Kiedy zwierzęta oddaliły się na bezpieczną odległość, Schofield wślizgnął się na klatkę schodową.
David Fairfax stukał gorączkowo w klawisze. Po pięciu minutach komputer znalazł numer źródłowy, reprezentujący kod zatrzymujący samozniszczenie Strefy 7. Niezły wynik, był tylko jeden problem. Numer miał 640 milionów cyfr. Fairfax pisał dalej.
10.52
Schofield biegł w górę schodów w niemal kompletnej ciemności. Światełko z jego latarki skakało po ścianach.
Próbował porozumieć się z Gant.
– Lis, tu Strach na Wróble! Słyszysz mnie? Powtarzam: Lis, tu Strach na Wróble…
Nie było odpowiedzi.
Minął prowadzące na poziom 5 drzwi pożarowe – zza których wyciekały strużki wody – dotarł do otwartych drzwi na poziom 4, minął je i popędził dalej.
Znajdująca się na drugim końcu poziomu 4 Gant znów usłyszała głos. Był bardzo cichy i zdawał się dolatywać z wielkiej oddali.
– …tarzam: Lis, tu Strach na Wróble… Strach na Wróble…
Głos dochodził ze słuchawek, zwisających luźno na szyi Gant. Musiały jej spaść, kiedy została zaatakowana.
Popatrzyła na lewy nadgarstek, przyklejony taśmą do stalowej poprzeczki.
Mikrofon, w który była wyposażona przez Secret Service, w dalszym ciągu na nim tkwił, nie było jednak możliwości zbliżenia go do ust, a działał tylko w bezpośredniej bliskości źródła dźwięku.
Zaczęła stukać w niego palcem.
Schofield dotarł do drzwi prowadzących na poziom 2 i nagle się zatrzymał.
Z jego słuchawki wydobywały się dziwne dźwięki. PUKK-PUK-PUKK-PUKK… PUK-PUK… Krótkie i długie stuknięcia. Alfabet Morse’a. Litery układające się w: L… I… S… L… I… S…
– Lis, to ty? Raz na nie, dwa na tak. PUK-PUK – Wszystko gra? PUK.
– Gdzie jesteś? Stuknij numer poziomu. PUK-PUK-PUK-PUK
10.53
Schofield wpadł jak bomba na poziom 4 i patrząc wzdłuż lufy, wodził wzrokiem po pomieszczeniu z komorą dekompresji.
Było ciemno.
Bardzo ciemno.
Ta część poziomu 4 była całkiem pusta – komora dekompresyjna była pusta, znajdujące się naprzeciwko niej boksy testowe były puste, tak samo biegnące górą pomosty. Przesuwne drzwi w podłodze – prowadzące na poziom 5 – były otwarte.
W ciągu ostatnich godzin poziom wody na poziomie 5 znacznie się podniósł – jej lustro zrównało się już z podłogą poziomu 4. O krawędzie prostokątnego otworu w podłodze pluskały drobne falki i sprawiał wrażenie wpuszczonego w podłogę basenu.
Wyglądało na to, że poziom 5 znajduje się całkowicie pod wodą.
Kiedy Schofield przechodził obok tego „basenu”, coś szybko przemknęło w wodzie. Odwrócił się błyskawicznie i skierował broń w kierunku ruchu, niczego jednak już tam nie było.
Читать дальше