Sytuacja nie była zbyt przyjemna: ciemne wnętrza, po których krążą niedźwiedzie, ukryci gdzieś Cezar i Logan i wszędzie pełno wody – nie wspominając już o pozostałych przy życiu więźniach.
Doszedł do ściany, dzielącej poziom 4 na dwie części, pchnął drzwi i równocześnie uniósł broń.
Natychmiast dostrzegł Gant – za zmasakrowanymi resztkami sześcianu Kevina, rozciągniętą na dziwacznym stalowym krzyżu.
Przebiegł dzielący ich dystans i opadł przed Gant na kolana.
Odłożył broń, delikatnie ujął jej głowę w obie ręce i nie zastanawiając się, pocałował ją w usta.
Z początku była zaskoczona, kiedy się jednak zorientowała, kim jest, oddała pocałunek.
Gdy Schofield się odsunął, zobaczył mężczyzn po bokach Libby.
Najpierw ujrzał nieprzytomnego Hagerty’ego – podobnie ukrzyżowanego.
Potem zobaczył martwego pułkownika Harpera – zmasakrowanego i porąbanego jak zwierzę w rzeźni.
– Jezus Maria…
– Musisz się pospieszyć – powiedziała Gant. – On zaraz wróci.
– Kto? – Schofield zaczął odwijać taśmę z jej szyi.
– Lucifer Leary.
– Cholera… – Schofield przyspieszył tempo. Po chwili Gant miała uwolnioną głowę. Zaczął odrywać taśmę z jej pierwszego nadgarstka, gdy nagle…
…z wnętrza ścian doleciało głośne dudnienie. Oboje natychmiast popatrzyli w górę.
– Platforma… – jęknął Schofield.
– Musiała być na górze, a teraz wraca. Prędzej… Schofield próbował coraz szybciej odrywać taśmę z lewego nadgarstka Gant, była jednak bardzo ciasno owinięta i palce mu się ześlizgiwały. To trwało zbyt długo…
Rozejrzał się i zobaczył potrzaskane szkło, które mogłoby się nadać do przecięcia więzów. Podszedł do rozbitego sześcianu i zaczął grzebać w odłamkach, próbując znaleźć odpowiedni kawałek. Gdy w końcu zdecydował się na jeden z nich, Gant krzyknęła:
– Strachu na Wróble! Schofield odwrócił się i…
…zobaczył przed sobą niezwykle wysokiego, barczystego osobnika.
Zamarł.
Mężczyzna również stał bez ruchu – może metr od niego, jego twarz kryła się w cieniu. Wznosił się nad Schofieldem niczym wieża i w milczeniu gapił się na niego. Schofield nawet nie usłyszał, jak się zbliża.
– Wiesz, dlaczego łasica nigdy nie kradnie jaj z gniazda aligatora? – spytała skryta cieniem postać. Nie było widać ruchu jej ust.
Schofield przełknął ślinę.
– Ponieważ nigdy nie wie, kiedy aligator wróci – powiedział olbrzym i wszedł w krąg światła.
Schofield ujrzał najstraszliwszą, najpaskudniejszą gębę, jaką kiedykolwiek widział. Najbardziej przerażający był czarny, zakrywający całą lewą stronę twarzy tatuaż, wyglądający, jakby zadrapała ją potężna łapa, zaopatrzona w ostre pazury.
Lucifer Leary.
Był ogromny – miał przynajmniej dwa metry wzrostu oraz potężne bary i nogi jak słupy. Był wyższy od Schofielda przynajmniej o głowę. Miał na sobie więzienne dżinsy i jasnoniebieską koszulę z oderwanymi rękawami. W czarnych oczach wpatrujących się w Schofielda nie było śladu ludzkich uczuć.
Otworzył usta, ukazując żółte zęby.
Schofield popatrzył na Gant i na leżący przed nią karabinek P-90. Po chwili zastanowienia sięgnął po pistolety i najszybciej jak umiał, wyszarpnął je z kabur na udach.
Broń ledwie zdążyła się wysunąć. Leary przewidział jego ruch.
Z szybkością węża skoczył do przodu, złapał oba nadgarstki Schofielda i zaczął je ściskać.
Schofield jeszcze nigdy w życiu nie odczuwał takiego bólu.
Padł na kolana i zacisnął zęby. Krew przestała mu dopływać do dłoni. Miał wrażenie, że zaraz eksplodują mu palce.
Puścił pistolety, które zaklekotały o podłogę. Leary kopnął je na bok, a potem złapał Schofielda za gardło, uniósł go nad ziemię i wrzucił do porozbijanego sześcianu Kevina.
Schofield przejechał po podeście, potrącił kilka zabawek, uderzył we fragment jeszcze całej szyby, rozbił ją swoim ciałem i spadł z podestu na podłogę.
Lucifer ruszył za nim. Przy każdym kroku pod jego nogami chrzęściło szkło.
Schofield jęknął i spróbował wstać, ale Leary natychmiast znalazł się przy nim.
Podniósł Schofielda za mundur i uderzył go z taką siłą w twarz, że głowa kapitana odskoczyła do tyłu jak piłka.
Gant mogła jedynie bezradnie obserwować ze swojego krzyża, jak olbrzym katuje Schofielda.
Walka była jednostronna.
Kiedy Lucifer ponownie uderzył, Schofield poleciał do tyłu i zwalił się na podłogę.
Próbował wstać, ale Lucifer natychmiast złapał go i rzucił nim w kierunku drzwi. Sunąc po podłodze, Schofield wpadł do pomieszczenia dekompresyjnego.
Lucifer ruszył za nim.
Kolejny kopniak i Schofield potoczył się po podłodze – krwawiąc i dysząc – i zatrzymał się przy krawędzi zalanego wodą otworu w podłodze.
Z wody nagle wystrzelił wielki łeb i sięgnął zębami ku niemu.
Schofield przetoczył się szybko, w ostatniej chwili uciekając przed zatrzaskującymi się szczękami.
Boże drogi!
Był to smok z Komodo, największy żyjący na świecie jaszczur. Prezydent mówił, że kilka sztuk tych gadów jest trzymanych w bazie razem z niedźwiedziami z wyspy Kodiak – w klatkach na poziomie 5, do eksperymentów z sinowirusem.
Wyglądało na to, że elektryczne zamki zwierzęcych klatek również puściły z powodu zaniku napięcia.
Na widok wyskakującego z wody potwora na ustach Lucifera pojawił się złośliwy uśmieszek.
Podniósł Schofielda w górę i przytrzymał go nad prostokątem wody.
Bezradny Schofield kopał nogami i próbował złapać gigantyczne pięści Lucifera. Widział krążące w wodzie przynajmniej dwa jaszczury.
Lucifer puścił swoją ofiarę.
Schofield plasnął o powierzchnię wody, a chwilę potem Lucifer wcisnął umieszczony w podłodze przycisk i poziome drzwi zamknęły się ze szczękiem.
Kiedy rozległo się bębnienie pięści o spód zamykających się drzwi, Lucifer wydobył z siebie charkot, mający być prawdopodobnie śmiechem. Roześmiał się głośniej, gdy w wodzie się zakotłowało – pewnie smoki zaczęły już pożerać tego głupkowatego żołnierzyka.
Poczekał, aż odgłosy walki ucichły, po czym wrócił do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie czekał na niego przysmak w postaci ładnej komandoski.
Kiedy Lucifer Leary wrócił sam, Libby Gant gwałtownie wciągnęła powietrze.
O, nie…
Lucifer nie mógł…
O, nie…
Olbrzym szedł powoli przez laboratorium. Miał opuszczoną głowę i wpatrywał się w Gant.
Opadł przed nią na kolana i przyciągnął jej głowę do siebie. Jego oddech cuchnął – śmierdział ludzkim mięsem.
Pogłaskał Gant po głowie.
– Jaka szkoda… szkoda, że twój książę w błyszczącej zbroi nie okazał się tak odważny, za jakiego się uważał. Pozostaje nam teraz… hmm… lepiej się poznać…
– Nic z tego – odezwał się jakiś głos zza jego pleców. Olbrzym odwrócił się na pięcie.
W drzwiach prowadzących do sąsiedniego pomieszczenia stał ociekający wodą Shane Schofield.
– Jeśli ją tkniesz, będziesz miał ze mną do czynienia – powiedział ponuro.
Lucifer ryknął, złapał leżący na podłodze P-90 i puścił długą serię.
Schofield schował się za węgłem i pociski posiekały ścianę.
W kilka sekund naboje się skończyły, więc Lucifer rzucił broń i pobiegł za Schofieldem.
Poziome drzwi w podłodze były otwarte, wielkie jaszczury krążyły w wodzie.
Nie wiadomo dlaczego nie zrobiły Schofieldowi krzywdy.
Читать дальше