James Grippando - Prawo Łaski
Здесь есть возможность читать онлайн «James Grippando - Prawo Łaski» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Prawo Łaski
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:4 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 80
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Prawo Łaski: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Prawo Łaski»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Prawo Łaski — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Prawo Łaski», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
– Pewnie masz rację – westchnął gubernator – to psychopata, ale niezwykle sprytny. Jestem pewien, że już podsłuchuje rozmowy radiowe na policyjnym zakresie, a z własnego doświadczenia wiem, że nie ma takiej tajemnicy, która nie przeciekłaby z policji.
Spojrzeli po sobie w milczeniu.
– No dobrze – przerwał milczenie gubernator – nie zawiadamiamy policji. Mam jednak sporo przyjaciół, którzy pracowali w FBI i Secret Service, a teraz robią co innego. Mogą nam pomóc, a przynajmniej doradzić.
Jack zastanowił się chwilę.
– To ma sens, ale ograniczmy się tylko do zasięgnięcia rady. Później to już moja sprawa.
– Nasza – poprawił go gubernator.
Jack spojrzał na ojca. Gubernator uśmiechnął się wymownie, jakby chciał podkreślić, że na starego ojca zawsze można liczyć.
– Dobrze, tak zrobimy, razem przygwoździmy skurwysyna.
V
48
Z Miami do Key West jedzie sie szosą U.S.1, biegnącą mostami i groblami przez wszystkie wyspy i wysepki tego dziwnego archipelagu wysuniętego w głąb Zatoki Meksykańskiej. Innej drogi nie ma. Było sobotnie południe, gdy Jack z Harrym dotarli do granic najbardziej na południe wysuniętego miasta Stanów Zjednoczonych. Jadąc dalej ocienioną palmami, nadmorską aleją skierowali się ku Duval Street, głównej ulicy Key West, przecinającej śródmiejską dzielnicę handlową, pełną sklepów z pamiątkami, galerii i antykwariatów w odnowionych, zabytkowych domach, pamiętających czasy, gdy Florydą władali Hiszpanie. Obok swoje usługi polecały firmy turystyczne, oferując podwodne wyprawy na rafy, wypożyczanie rowerów i co tam jeszcze. Z licznych kawiarni pod gołym niebem dobiegały dźwięki rocka, calypso i country. Key West – wiadomo – żyje z turystów.
Od północy Duval Street zamyka plac Mallory, gdzie turystów przyciągają jeszcze inne atrakcje: występy artystów, kioski, w których na poczekaniu można zrobić sobie portret, oraz tańce i śpiewy. Codziennie wieczorem, a zwłaszcza w czasie Festiwalu Fantazji, na Mallory Square odbywa się bal.
Sobota była dziewiątym dniem nieustannej zabawy. Wszyscy szykowali się do wieczornej kulminacji – wielkiej parady przebierańców, którą tradycyjnie organizuje się w Halloween – przeddzień Wszystkich Świętych. Choć było dopiero południe, wielu ludzi już spacerowało w kostiumach, a co śmielsi zamiast kostiumów obnosili goliznę ledwie zakamuflowaną fantazyjnymi rysunkami na ciele.
– Spójrz na tego typa – Jacka zainteresował człowiek ubrany w lila przepaskę na biodrach i różowy czepek.
– Pewnie burmistrz – zauważył sarkastycznie starszy Swyteck.
Znaleźli kryty parking nie opodal hotelu i tam zostawili wynajętego forda taurusa, a resztę drogi odbyli piechotą, chroniąc się przed tropikalnym słońcem w cieniu rozłożystych dębów okalających ulicę. W czasie festiwalu trudno było o miejsce w hotelu, ale gubernator miał stosowne znajomości i apartament czekał. Zameldowali się w recepcji, wzięli klucz i pojechali na szóste piętro, niosąc skromne bagaże.
Z góry roztaczał się wspaniały widok na zatokę, wliczony zresztą w cenę apartamentu – osiemset dolarów za dobę. Jack wyszedł na balkon, spojrzał w dół, na Pier Point – portową knajpę pod gołym niebem, gdzie płaciło się nie tyle za jedzenie, co za atmosferę i widoki. Miał wrażenie, jakby wszystko, co go otaczało, było dziełem malarza surrealisty. Wyobrażał sobie, że lada chwila otworzą się drzwi, zjawi się Cindy, wmieszają się w rozbawiony tłum na ulicy, pójdą na spacer po plaży albo zajrzą do słynnego baru u Joego Brudasa, gdzie ongiś siadywał sam Ernest Hemingway, gdy mieszkał w Key West pisząc „Starego człowieka i morze". Ale rzeczywistość była inna i wcale nie taka słoneczna jak sobotnie październikowe popołudnie. O pierwszej mieli z ojcem umówione spotkanie i rzeczywiście punktualnie rozległo się pukanie do drzwi.
– Peter Kimmell – gubernator przedstawił gościa. – A to mój syn – dopełnił formalności.
Jack zamknął balkon, zasunął zasłony.
– Miło mi pana poznać.
Przybysz był wysoki, ponad metr dziewięćdziesiąt, szczupły, wysportowany. Twarz niczego nie zdradzała, ale wzrok miał czujny, wręcz badawczy, co odrobinę peszyło Jacka.
Powiada się, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Kimmell przesłużył prawie ćwierć wieku w Secret Service, wycofał się dwa lata temu, przeniósł na Florydę i odtąd zażywał wypoczynku łowiąc ryby. Znudził się jednak rychło, porzucił wędkowanie i zaczął namiętnie jeździć na rowerze, potem uprawiał pływanie, a jeszcze później wziął się do biegów. Wszystko to czynił z zapałem i właściwą sobie energią, dzięki której zyskał w przeszłości opinię jednego z najlepszych agentów Secret Service, a obecnie – stał się wybitnym zawodnikiem w „triatlonie żelaznych ludzi", w kategorii powyżej pięćdziesięciu lat. W wolnych chwilach udzielał się jako prywatny detektyw. Harry Swyteck korzystał czasami z jego rad i usług, gdy w grę wchodziły względy bezpieczeństwa. Uważał go za najlepszego speca w branży. Co ważniejsze, Kimmell był dyskretny, więc razem z Jackiem mogli spokojnie skorzystać z jego doświadczenia i pomocy, mając pewność, że nie będzie żadnych przecieków do prasy czy policji.
– A więc to pan jest Jack – uśmiechnął się Kimmell na powitanie. – Ojciec wiele mi o panu opowiadał, same dobre rzeczy, oczywiście – przeniósł wzrok na Harry'ego. – Podtrzymujecie swój zamiar?
– Tak jest – odparli obaj.
– Dobrze. Na początek pokażę parę zabawek, jakie dla was wybrałem – mrugnął porozumiewawczo, kładąc na łóżku sporą metalową walizkę. – Voila – otworzył wieko.
Obaj Swyteckowie spoglądali w milczeniu na zawartość.
– Zamieniłeś się z Jamesem Bondem na walizki? – zażartował gubernator po chwili.
– Zapewne skorzystacie tylko z części tego, ale jest tu wszystko, co może się przydać, od mikrofonów do podsłuchu, po lornetki na podczerwień.
– Uważam, że lepiej nie komplikować – wtrącił Jack.
– Im prostsze środki, tym lepiej – zgodził się były agent. – Zacznijmy od broni. Umiesz strzelać, Jack?
Jack zaśmiał się, wyobrażając sobie, co Wilson McCue odpowiedziałby na to pytanie.
– Tak, a przynajmniej trochę. Miałem kiedyś dziewczynę, jeszcze w czasie studiów, strasznie się bała i domagała się, żebyśmy mieli broń, więc wziąłem kilka lekcji.
– To dobrze. Poleciłbym ci, synu, tę oto sztukę – wyjął z pochwy zgrabny, czarny pistolet – to glock seventeen safe action, kaliber dziewięć milimetrów. Konstrukcja austriacka, w całości z polimerów, twardszych od stali, a przy tym znacznie lżejszych. Waży mniej niż kilogram, i to z pełnym magazynkiem. Świetnie leży w dłoni i jest niezwykle skuteczny. Nawet nie musisz specjalnie celować, żeby załatwić tego psychopatę. Dodatkowa zaleta tej broni polega na tym, że ma stosunkowo niewielki odrzut, jak na swoją siłę rażenia. Masz siedemnaście sztuk amunicji, kul ze ściętym czubkiem, takich jakich używa policja. Jedna taka kula kładzie łosia w biegu – podał pistolet Jackowi. – Jak ci leży?
– Czy ja wiem… – wzruszył ramionami Jack.
– Chłopie, to jakby druga ręka – obruszył się Kimmel. Odebrał pistolet i znów pogrzebał w przepastnej walizce. – A teraz pogadamy o zabezpieczeniu. Jest co prawda gorąco jak diabli, ale nie ma rady, musisz założyć kamizelkę. A to najlepsze, co do tej pory wymyślono w tej dziedzinie: kamizelka z kevlaru 121 specjalnie wzmacnianego. Osłania piersi, plecy i boki, a specjalne zapięcia gwarantują, że nie będzie się przesuwać na ciele. Wytrzymuje bezpośredni strzał z magnum 44. Krótko mówiąc, to doskonała ochrona przeciwko wszystkiemu, co strzela, ale – mrugnął porozumiewawczo – jeśli ten drab wyciągnie uzi, to lepiej jednak dać dyla. Poza tym kamizelka jest naprawdę znakomita. Waży wszystkiego dwa kilogramy, nie krępuje ruchów, można ją założyć pod koszulę, tak że ten wasz porywacz nawet się nie zorientuje. Dla gubernatora mam to samo. Wiem co prawda, że nigdy nie nosiłeś kamizelki kuloodpornej, ale…
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Prawo Łaski»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Prawo Łaski» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Prawo Łaski» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.