– Widzisz tamten róg, chłopczyku? – zapytała. – Ten stary, opuszczony budynek? Nikt tam już nie mieszka. Spotkajmy się na tyłach, tutaj nic ci nie powiem.
Patrzyła na ciemny zaułek po drugiej stronie ulicy, gdzie Dyniogłowy czekał w swojej furgonetce bez okien, ukrytej w mroku. Domyślał się, co zamierza jego wspólniczka, i był gotów do działania, w nastroju do mordu, ponieważ coraz łatwiej mu to przychodziło i coraz szybciej na nowo ogarniało go złowrogie napięcie. Czuł niezaspokojoną żądzę zemsty, gdy myślał o Blondiem, co było nawet bardziej podniecające niż seks. Nie mógł się już doczekać, kiedy ten pierdolony kapuś zapaskudzi sobie te modne dżinsy i na kolanach będzie błagał o życie wszechmocnego Dyniogłowego. Jeszcze nigdy, w całym swoim nikczemnym, małym, paskudnym, wypełnionym nienawiścią życiu, nie pragnął bardziej kogoś zniszczyć i jego podniecenie wzrosło do granic możliwości.
Virginia zauważyła przed sobą samochód Brazila. Zobaczyła też odchodzącą w stronę ciemnego zaułka prostytutkę, za którą jechał Andy, znikając właśnie za rogiem. Nie uszła także jej uwagi furgonetka bez okien, sunąca wolno, niby wąż, w stronę opuszczonego domu.
– Chryste! – Policjantka wpadła w panikę. – Andy, nie! – Złapała nadajnik i dodała gazu, włączając światła alarmowe. – Siedemset, wzywam posiłki – krzyczała w eter. – West Trade dwieście. Natychmiast!
Judy Hammer także usłyszała wezwanie i przyśpieszyła.
– Cholera! – zaklęła.
– Do diabła, co się dzieje? – Cahoon był w bojowym nastroju, gotów zmierzyć się z wrogiem.
– Nie wiem, ale z pewnością nic dobrego.
Komendantka włączyła światła i syrenę, na pełnym gazie mijając nielicznych przechodniów.
– Masz pod ręką jakąś inną broń? – zapytał Cahoon.
Znowu był w oddziałach piechoty morskiej, rzucał granaty na Koreańczyków, czołgał się wśród martwych towarzyszy walki. Nikt, kto przez to przeszedł, nie był już takim samym człowiekiem. Nikt nie wygra z Cahoonem, ponieważ on wie coś, o czym inni nie mają pojęcia. Są rzeczy dużo gorsze niż śmierć, a jedną z nich jest lęk przed umieraniem. Sol odpiął pasy.
– Zapnij się – poleciła mu Judy, gdy mknęli przez miasto.
Virginia szukała miejsca, aby zawrócić. Z impetem uderzyła o betonowy murek dzielący pasy ruchu, odbiła się od niego i z piskiem opon zmieniła kierunek jazdy. Straciła z oczu Brazila, prostytutkę i furgonetkę. Czuła ogarniającą ją panikę i rozpacz.
– Błagam. Boże, pomóż mi! – gorączkowo powtarzała. – Błagam, Boże!
Brazil skręcił za rogiem rozsypującej się ruiny z drzwiami zabitymi deskami i oknami bez szyb, które wyglądały jak puste oczodoły. Nigdzie nie widać było śladu życia. Zatrzymał samochód i siedział chwilę bez ruchu. Rozglądał się dookoła, coraz bardziej zdenerwowany. Może to nie był dobry pomysł. Zaczął przeszukiwać kieszenie spodni, wyciągając z nich pogniecione banknoty, gdy nagle obok jego wozu pojawiła się młoda prostytutka. Paliła papierosa i uśmiechała się w taki sposób, że Andy’ego ogarnęły nagle złe przeczucia. Dopiero teraz zauważył w jej oczach szaleństwo, a może to sytuacja się zmieniła.
– Wysiadaj – powiedziała, kiwając na niego palcem. – Najpierw muszę zobaczyć forsę.
Otworzył drzwi i wysiadł, jednak w tym samym momencie usłyszał z tyłu ryk silnika. Z ciemności wyłoniła się ciemna, stara furgonetka bez okien. Brazil przeraził się nie na żarty. Wskoczył do swojego wozu i wrzucił tylny bieg. Za późno. Furgonetka blokowała wyjazd, a z przodu majaczyły w mroku gęste krzaki i głęboki dół. Złapany w pułapkę Andy patrzył, jak otwierają się drzwi furgonetki. Zobaczył w nich zwalistą, paskudną kreaturę o pomarańczowych włosach, zaplecionych w warkoczyki tuż przy czaszce. Mężczyzna wyskoczył z samochodu, uśmiechając się przebiegle, i ruszył w stronę Brazila, trzymając w jednym ręku pistolet dużego kalibru, a drugą potrząsając puszką farby w sprayu.
– Dorwaliśmy kogoś słodkiego – powiedział Dyniogłowy do Cykuty. – To może być zabawne. Nauczymy go, co się robi z kapusiami.
– Nie jestem kapusiem – zaprotestował Andy.
– To dziennikarz – wyjaśniła prostytutka.
– Dziennikarz! – zadrwił morderca i zawrzała w nim wściekłość na wspomnienie o artykułach na temat Czarnej Wdowy.
Gniew w nim narastał, sięgał trzewi, ogarniał ciało płomieniem.
Cykuta się zaśmiała. W ciemności błysnęło ostrze sprężynowego noża.
– Wysiadaj z wozu i oddaj mi kluczyki – Dyniogłowy podszedł bliżej swojej zdobyczy, kierując lufę pistoletu między oczy Brazila.
– W porządku. W porządku. Proszę, nie strzelaj. – Andy wiedział, w jakich sytuacjach należy współpracować.
– Schwytaliśmy tchórza. – Dyniogłowy wydał z siebie ostre szczeknięcie, mające być śmiechem. – Proszę, nie strzelaj – przedrzeźniał swą ofiarę.
– Pociachajmy go najpierw. – Cykuta czekała przed drzwiami BMW z nożem gotowym do zadania ciosu tak, aby naprawdę bolało.
Brazil zgasił silnik i zwlekał z wyjęciem kluczyków ze stacyjki, które w końcu upadły na podłogę. Schylił się po nie w chwili, gdy Virginia z piskiem opon brała zakręt, wjeżdżając na tyły opuszczonego budynku. Usłyszała strzały. Bambam i znowu bambam. Pistolet wypalił jeszcze cztery razy przy dźwiękach policyjnej syreny. Komendant Hammer pokonała ten sam zakręt cztery sekundy po swej zastępczyni, także słysząc odgłosy strzałów. Włączyła syrenę w wozie, podczas gdy ze wszystkich stron Queen City nadjeżdżały już posiłki. Noc zamieniła się w strefę wojny, rozświetlaną czerwononiebieskimi światłami.
Virginia wyskoczyła z samochodu, trzymając w ręku pistolet, Judy i jej towarzysz byli tuż za nią, z bronią gotową do strzału. Obie kobiety wpatrywały się w stojącą furgonetkę z włączonym silnikiem. Tuż obok leżały dwa nieruchome, zakrwawione ciała, przy nich nóż sprężynowy i puszka farby. Andy ściskał w dłoniach pożyczony pistolet trzydziestkęósemkę, jakby tamci dwoje mogli go jeszcze dopaść. Cahoon zrobił kilka kroków w kierunku miejsca tragedii. Przez chwilę patrzył na leżące zwłoki, a potem przeniósł wzrok na rozświetlone miasto, nad którym górował budynek jego banku.
Virginia podeszła do Brazila. Delikatnie wyjęła mu z rąk pistolet i włożyła broń do plastikowej torby razem z łuskami od wystrzelonych naboi.
– Wszystko w porządku – uspokoiła go.
Zamrugał oczami, jakby coś go oślepiło, zadrżał i spojrzał na nią półprzytomnie.
– Andy – powiedziała cicho. – Jesteś w szoku. Sama przez to przechodziłam, więc wiem, jak się czujesz, i będę przy tobie cały czas. Jestem tu po to, aby ci pomóc. Rozumiesz? – Przytuliła go mocno do siebie.
Andy Brazil zatopił palce we włosach Virginii, zamknął oczy i objął ją mocno.
***