Ryszard KAPUSCINSKI - Szachinszach
Здесь есть возможность читать онлайн «Ryszard KAPUSCINSKI - Szachinszach» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 2011, Жанр: Старинная литература, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Szachinszach
- Автор:
- Жанр:
- Год:2011
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:4 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 80
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Szachinszach: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Szachinszach»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Szachinszach — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Szachinszach», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Idąc dalej ulicą Engelob. Jest tu piekarnia, w której można kupić świeży, gorący chleb. Chleb w Iranie ma kształt dużego, płaskiego placka. Piec, w jakim pieką te placki, jest trzymetrową studnią wykopaną w ziemi, o ścianach wyłożonych szamotem. Na dnie pali się ogień. Jeżeli kobieta zdradzi męża, wrzucają ją do takiej płonącej studni. W piekarni pracuje Razak Naderi, ma dwanaście lat. Ktoś powinien zrobić film o Razaku. Mając dziewięć lat chłopiec przyjechał do Teheranu szukać pracy. W swojej wsi, koło Zanjan (tysiąc kilometrów od stolicy), zostawił matkę, dwie młodsze siostry i trzech młodszych braci. Odtąd miał utrzymywać rodzinę. Wstaje o czwartej rano i klęka przy otworze pieca. W piecu huczy ogień, bije straszny żar. Długim prętem Razak przylepia placki do szamotowych ścian i pilnuje, aby wyjąć je w porę. Tak pracuje do dziewiątej wieczór.
Zarobione pieniądze wysyła matce. Jego majątek: torba podróżna i koc, którym okrywa się w nocy. Razak ciągle zmienia pracę i często jest bezrobotny. Wie, że nie może o to nikogo winić. Po prostu po trzech, czterech miesiącach zaczyna bardzo tęsknić do matki. Jakiś czas mocuje się z tym uczuciem, ale potem wsiada w autobus i jedzie do swojej wsi. Chciałby być z matką jak najdłużej, ale nie może, musi pracować, jest jedynym żywicielem rodziny. Wraca więc do Teheranu, ale tam, gdzie pracował, jest już zatrudniony ktoś inny. Razak idzie więc na plac Gomruka, gdzie zbierają się bezrobotni. Jest to targ tanich rąk, kto tu przychodzi, sprzedaje się za najmniejsze pieniądze. A jednak Razak czeka tydzień albo dwa, zanim ktoś weźmie go do pracy. Cały dzień stoi na placu, marznie, moknie i czuje głód. W końcu zjawi się jakiś człowiek, który zwróci na niego uwagę. Razak jest szczęśliwy — znowu pracuje. Ale radość mija szybko, wkrótce zaczyna bardzo tęsknić, więc znowu jedzie do matki i znowu wróci na ten plac. Obok Razaka istnieje wielki świat — świat szacha, rewolucji, Chomeiniego i zakładników. Wszyscy o nim mówią. A przecież świat Razaka jest większy. Jest on tak wielki, że Razak błądzi po nim i nie umie znaleźć z niego wyjścia.
Ulica Engelob jesienią i zimą roku 1978. Przechodzą tędy wielkie nieustające manifestacje protestacyjne. Podobnie dzieje się we wszystkich wielkich miastach. Bunt ogarnia cały kraj. Rozpoczynają się strajki. Strajkują wszyscy, staje przemysł i transport. Mimo dziesiątków tysięcy ofiar, napór ciągle się wzmaga. Ale szach pozostaje na tronie, pałac nie ustępuje.
Każda rewolucja to zmaganie się dwóch sił: struktury i ruchu. Ruch atakuje strukturę, dąży do jej zniszczenia, struktura broni się, chce unicestwić ruch. Obie te siły, jednako potężne, mają różne właściwości. Właściwością ruchu jest jego spontaniczność, żywiołowa, dynamiczna ekspansywność i — krótkotrwałość. Natomiast właściwością struktury jest bezwładność, odporność, zdumiewająca, niemal instynktowna zdolność przetrwania. Strukturę jest stosunkowo łatwo powołać do życia, nieporównanie trudniej — zniszczyć. Może ona znacznie przeżyć wszystkie racje, które uzasadniały jej powstanie. Utworzono wiele słabych, właściwie fikcyjnych państw. Ale państwo jest już strukturą i żadne z nich nie będzie wykreślone z mapy. Istnieje jakby świat struktur, wspierają się one nawzajem. Niech tylko zostanie zagrożona jakaś struktura, natychmiast inne, pokrewne, ruszą jej na pomoc. Cechą struktury jest też sprzyjająca przetrwaniu elastyczność. Napierana, przyciskana, potrafi się ścieśnić, wciągnąć brzuch i czekać, aż przyjdzie moment, kiedy będzie mogła znowu się rozprzestrzenić. Ciekawe, że ponowne rozprzestrzenianie następuje dokładnie w tych kierunkach, z których nastąpił odwrót. Słowem dążeniem każdej struktury jest powrót do status quo, uważanego za najlepszy, idealny. W tym także wyraża się bezwładność struktury. Zdolna jest ona do działań tylko według raz zaprogramowanego kodu. Jeżeli dać jej nowy program — nie drgnie, nie zareaguje. Będzie czekać na program poprzedni. Struktura potrafi się też zachować jak wańka-wstańka. Niby upadnie, a wnet podnosi się znowu. Ruch, który nie zna tych właściwości struktury, długo się z nią boryka, potem słabnie, w końcu ponosi porażkę.
Teatr szacha. Szach był reżyserem, chciał stworzyć teatr na najwyższym, światowym poziomie. Lubił widownię, chciał się podobać. Brakło mu jednak zrozumienia, czym jest sztuka, czym jest mądrość i wyobraźnia reżysera, myślał, że wystarczy mieć tytuł i pieniądze. Miał do dyspozycji ogromną scenę, na której akcja mogła rozgrywać się w wielu miejscach jednocześnie. Na tej scenie postanowił wystawić sztukę pt. „Wielka Cywilizacja”. Za bajońskie sumy sprowadził z zagranicy dekoracje. Były to wszelkiego typu urządzenia, maszyny, aparaty, całe góry cementu, kabli i wyrobów plastikowych. Znaczną część dekoracji stanowiły rekwizyty wojenne — czołgi, samoloty, rakiety. Szach chodził po scenie zadowolony i dumny. Słyszał, jak z gęsto rozstawionych głośników płyną słowa uznania i pochwały. Światła reflektorów omiatały dekoracje, potem zatrzymywały się na postaci szacha. Stał lub poruszał się w ich blasku. Był to teatr jednego aktora, w którym aktorem i reżyserem był szach. Resztę stanowili statyści. Na najwyższym piętrze sceny poruszali się generałowie, ministrowie, dystyngowane damy, lokaje — wielki dwór. Potem zaczynały się piętra pośrednie. Na samym dole tłoczyli się statyści najniższej kategorii. Tych było najwięcej. Napływali z biednych wsi do miast zwabieni nadzieją wysokich zarobków, szach obiecywał im złote góry. Szach cały czas przebywał na scenie nadzorując akcję i kierując grą statystów. Na jego gest generałowie prężyli się, ministrowie całowali go w rękę, damy pochylały się w ukłonie. Kiedy schodził na niższe piętra i skinął głową, pędzili do niego urzędnicy, którzy czekali na nagrody i awanse. Rzadko i tylko na chwilę zjawiał się na parterze. Statyści, którzy zaludniali parter, zachowywali się najbardziej apatycznie. Byli zagubieni, zdezorientowani, przytłoczeni wielkim miastem, oszukiwani i wyzyskiwani. Czuli się obco wśród nie znanych im dekoracji, w nieprzychylnym i agresywnym świecie, który ich teraz otaczał. Jedynym punktem orientacyjnym w nowym krajobrazie był meczet, bo meczet był także w ich wiosce. Więc szli do meczetu. Jedyną bliską im postacią w mieście był mułła, jego też znali ze wsi. Na wsi mułła to najwyższy autorytet — rozsądza spory, rozdziela wodę, jest z nami od narodzin do śmierci. Więc tu także garnęli się do mułłów, słuchali ich głosu, który był głosem ich dzieciństwa, ich utraconej ziemi.
Sztuka toczy się na kilku piętrach jednocześnie, wiele rzeczy dzieje się na scenie. Dekoracje zaczynają się poruszać i świecić, kręcą się koła, dymią kominy czołgi jeżdżą tam i z powrotem, ministrowie całują szacha, urzędnicy pędzą po nagrody, policjanci marszczą brwi, mułłowie gadają i gadają, statyści milczą i pracują. Coraz większy tłok i ruch. Szach chodzi, tu skinie ręką, tam wskaże palcem. Cały czas w blasku reflektorów. Wkrótce jednak na scenie powstaje zamieszanie, jakby wszyscy zapomnieli, co mają grać. Tak, wrzucają scenariusz do kosza i sami wymyślają role. Bunt w teatrze! Spektakl zmienia swoje oblicze, przekształca się w gwałtowne, drapieżne widowisko. Statyści z parteru, od dawna rozczarowani, źle płatni, pogardzani, ruszają do szturmu, zaczynają wdzierać się na wyższe piętra. Ci z pięter pośrednich też buntują się, przyłączają się do ludzi z parteru. Na scenie pojawiają się czarne sztandary szyitów, przez głośniki słychać bojową pieśń demonstrantów — Allach Akbar! Czołgi jeżdżą tam i z powrotem, policjanci strzelają. Z minaretu słychać przeciągłe wołanie muezina. Na najwyższym piętrze niebywałe zamieszanie! Ministrowie pakują worki z pieniędzmi i uciekają, damy łapią kasety z biżuterią i znikają, lokaje biegają bezradni. Pojawiają się ubrani w zielone kurtki fedaini i mudżahedini. Już mają broń — zdobyli arsenały. Żołnierze, którzy dotąd strzelali do tłumu, teraz bratają się z ludem i noszą czerwone goździki wetknięte w lufy karabinów. Scena jest zasypana cukierkami. Z powodu ogólnej radości kupcy rozrzucają w tłumie kosze cukierków. Mimo że jest południe, wszystkie samochody mają zapalone światła. Na cmentarzu wielkie zgromadzenie. Wszyscy przyszli opłakiwać poległych. Przemawia matka, której syn popełnił samobójstwo, gdyż jako żołnierz nie chciał strzelać do braci manifestantów. Przemawia sędziwy ajatollach Teleghani. Stopniowo gasną światła reflektorów. W końcowej scenie z najwyższego piętra, które już całkowicie opustoszało, zjeżdża na parter pawi tron — tron szachów, inkrustowany tysiącami kamieni. Bije z niego kolorowa, oślepiająca łuna. Na tronie przedziwna postać wielkich rozmiarów, wyniosła, majestatyczna. Też promieniuje jaskrawym, porażającym światłem. Do rąk i nóg, do głowy i tułowia ma podłączone jakieś kable, druty i przewody. Widok tej postaci budzi naszą grozę, boimy się jej, odruchowo chcemy upaść na kolana. Ale na scenie zjawia się grupa monterów, odłączają kable i przecinają drut po drucie. Blask promieniujący z postaci zaczyna gasnąć, ona sama staje się coraz mniejsza i coraz bardziej zwyczajna. W końcu monterzy odstępują na bok, aż tronu wstaje szczupły, starszy pan, ot, taki pan, jakiego możemy spotkać w kinie, w kawiarni lub w kolejce, który teraz otrzepuje garnitur, poprawia krawat i opuszcza scenę, aby udać się na lotnisko.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Szachinszach»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Szachinszach» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Szachinszach» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.