Cizia Zykë - Gorączka

Здесь есть возможность читать онлайн «Cizia Zykë - Gorączka» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Gorączka: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Gorączka»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

" Le safari, commencé dans la joie et le plaisir, se transforma en une gigantesque partie de cache-cache, passionnante, irritante, puis insupportable.
Insidieusement, la résolution de tuer M'Bumba l'éléphant s'installa. C'était lui ou nous. Alors s'amorça une lente descente vers l'horreur et l'irréel: la nature explosait d'une beauté violente, la nuit se faisait cataclysme, des milliers de crocodiles devenus déments massacraient les hommes. Nous étions partis pour la mort. perdus au milieu de quelque chose que je ne comprenais pas, qui n'existait pas, quelque chose qui nous tuait les uns après les autres ".
Fièvres, roman fort, envoûtant, sensuel, nous confirme le grand talent de conteur de Cizia Zykë, révélé dans sa trilogie autobiographique: Oro, Sahara et Parodie.

Gorączka — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Gorączka», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Wziąłem ją w ramiona. Na jej twarzy malował się całkowity spokój. W ostatnim odruchu samoobrony dotykałem ją i szczypałem, ale nie było żadnej nadziei. Tym razem odeszła tak daleko, że nie mogła już wrócić.

Przeszedłem przez fort, by zanieść ją do naszej chaty, ułożyłem ją na posłaniu, po czym wziąłem maczetę i z furią zacząłem ciąć bambusową podłogę. Potem na klęczkach wykopałem w ziemi otwór. Poświęciłem na to kilka godzin, bo chciałem, by był głęboki i miał równe brzegi. Następnie naciąłem bambusów odpowiedniej długości i rozłożyłem je na dnie i przy ściankach otworu, tworząc w ten sposób jakby skrzynię, możliwie regularną.

Ochroni ją to od padlinożernych zwierząt.

Uniosłem ją i delikatnie położyłem na dnie, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Nakryłem ją matą i bardzo szybko, nie patrząc, przysypałem ziemią.

Ubijałem to miejsce, aż wszystko było zupełnie równe, po czym wyszedłem z chaty. Maczetą ciąłem słupy, aż domek zawalił się na grób. Zniszczyłem dach i ścianki, pozostawiając jedynie kupę połamanego drewna, strzegącą dostępu do grobu mojej narzeczonej.

Spoczywaj w pokoju, piękna mała dziewczynko.

***

Przygotowałem Paulowi i Montaignes'owi dwa nowe posłania z gałęzi i uzupełniłem ich zapas żywności. Zostało mi dziewięć naboi. Wziąłem sześć, karabin i wyszedłem z fortu.

Epilog

Odnalazłem skurwiela parę dni później. Od mojego wyruszenia nie było żadnych śladów, jak zwykle. Wydawało się znowu, że M'Bumba wyparował. Ale prowadziły mnie jego przedśmiertne porykiwania.

Długie, ostre dochodzące od zachodu.

Obszedłem fort dookoła. Na wielu palach była krew. Nasz pomysł, by najeżyć palisadę ostrymi bambusami, okazał się dobry. Za każdym atakiem nadziewał się na nie i miałem nadzieję, że miał teraz w trzewiach pełno wężowego jadu.

Dookoła, na niewielkiej przestrzeni, odnalazłem wielkie brunatne plamy, pozostałości po litrach krwi, jakie wsiąkały w ziemię i które powiedziały mi to, co potwierdzały dalekie odgłosy. M'Bumba był ranny. M'Bumba był w agonii!

***

Szedłem szybko i niemal bez zatrzymywania, tracąc niekiedy kierunek porykiwań, powracając na właściwą drogę po długim błądzeniu, powstrzymywany przez roślinność, która stawała się coraz bardziej gęsta i ciemniejsza.

Zagłębiłem się w ogromny zagajnik, pełen bluszczy i kolczastych roślin, przez który mogłem się przedzierać wyłącznie używając maczety. Ryki M'Bumby były bliskie, ostre, każdy trwał jakieś trzydzieści sekund i kończył się gardłowym, ochrypłym zachłyśnięciem się, przypominającym kichanie.

Teraz, kiedy stałem bez ruchu, słyszałem wyraźnie jego oddech.

Był niedaleko, ukryty gdzieś wśród nieprzeniknionych krzaków. Żeby nie wiem jak się schował, byłem zdecydowany nawet wykarczować okolicę jeśli zajdzie potrzeba, by go odnaleźć. Był teraz zbyt blisko, by mi się wymknął. Jedyną rzeczą, o której myślałem od dwóch dni, było, by dotrzeć na czas. Odnaleźć go, ale odnaleźć go żywego. Mieliśmy niewiarygodnie dużo rachunków do uregulowania.

***

Nagle ujrzałem na ziemi ogromną kość. Białą goleń słonia. Nie zwróciłem na nią szczególnej uwagi, ale po. chwili natknąłem się na kolejne kości, coraz liczniejsze, na wpół pokryte ziemią.

Parę kroków dalej odkryłem wielki szkielet klatki piersiowej słonia, całkowicie pokryty bluszczem, niemal niewidoczny. Mógłbym przejść obok niczego nie zauważając.

Poświęciłem trochę czasu, by odgarnąć roślinność. Szkielet był cały, uzbrojony w dwa ogromne kły, które, jak się zdawało, czekały tylko na mnie. Zapamiętałem miejsce, wyryłem parę znaków na okolicznych drzewach i ruszyłem dalej.

Przeszedłem niecałe dwadzieścia metrów i natknąłem się na następny szkielet słonia, również całkowicie pokryty roślinnością i otoczony barokową zielenią. Tu także dwa piękne kły, zakryte krzewami. Potem znalazłem trzeci, też zarośnięty. Czwarty… zrozumiałem, że poszycie pełne było trupów. Znalazłem cmentarzysko!

***

Nie było wątpliwości. Legendarne miejsce, do którego stare słonie przychodziły umierać! To dziwne. Zawsze, ilekroć chciało mi się o tym myśleć, wyobrażałem sobie, że musi to być nieco tajemnicza polana, w głębi dżungli, którą napotyka się przypadkiem.

Kolejny olbrzym pokryty liśćmi. Kość wyzierała jedynie miejscami, niczym fragmenty białej skały. Kły sterczały w górę pośród warstw mchów i paproci. Pod tym sklepieniem musiały leżeć wszędzie, niewidoczne. Trzeba było na nie wejść, by je zauważyć.

Ociekałem potem. Walenie maczetą było wyczerpujące i nie traciłem czasu na zachwyty nad krajobrazem. Wdzierałem się coraz głębiej w coś w rodzaju tunelu i zaczynałem się zastanawiać, czy M'Bumba ponownie postanowił zakpić sobie ze mnie, kiedy wreszcie ujrzałem go przed sobą.

Parę metrów dalej, za zasłoną z lian i skłębionych liści, ujrzałem w mroku jego monumentalny czarny zad, całym ciężarem spoczywający na ziemi. Leżał na brzuchu i odwrócony był do mnie tyłem.

Kiedy nadszedłem, uniósł głowę. Gigantyczne uszy z czarnej skóry, postrzępione, wielkie niczym parawany, zawachlowały gwałtownie, zmiatając z ziemi gałęzie. Obrzydliwy skurwysyn nie spieszył się z odejściem z tego świata, gdzie wyrządził tyle zła. Jeszcze żył.

Ależ był wielki! Jego głowa, niczym czarna nieregularna skała, była równie wysoka jak ja. Jego trąba, wielka umięśniona rura, leżała zakrzywiona bezwładnie przed nim i wydawała się bezsilna. Jedna z jego tylnych nóg była sztywna, leżała prostopadle do ciała i nieco unosiła jego zad. Klęczał na przednich nogach. Z mojej perspektywy, tak jak go widziałem, z uniesionym zadem, wyglądał, jakby właśnie potknął się o przeszkodę i głupio upadł na brodę.

Podszedłem.

– M'Bumba!! Widzisz mnie? To ja, Elias…

Jego zdewastowana czaszka pokryta była grubą czarną skórą i obszerna niczym beczka. Małe oczka, jak czarne guziki, były całkowicie pozbawione wyrazu. Powiada się, że człowiek czuje szacunek dla godnego przeciwnika. Ja nie czułem nic.

– Dobrze mnie teraz widzisz?

Drgnął w przypływie silnej woli. Uniósł się na dobry centymetr, po czym opadł, aż zadudniła ziemia. Jedna z moich kuł ugodziła go tuż nad pachwiną. Na jego boku widniało kilka dziur otoczonych ciemniejszymi plamami. Ze sztywnej tylnej nogi sterczał gruby kawał drewna: jeden z zatrutych jadem pali złamał się po wbiciu w ciało.

Obszedłem kieł, większy ode mnie, o niewiarygodnym przekroju i zagięty niczym kieł mamuta. Dziura po drugim przedstawiała potworny widok. Sterczał tam nierówno ułamany odłamek kości, długi i ostry, niczym czarny i spróchniały ząb.

Z ogromną przyjemnością uniosłem karabin, tuż przed wpatrzonym we mnie małym czarnym guziczkiem.

– I co skurwielu? Dupa, co, bałwanie? Chuju! Ty góro mięsa. Kupo gówna. Jebany zasrańcu. Dostałeś wreszcie, gruba świnio, co? Co?

Uniósł głowę na dźwięk wyzwisk. Nie na długo. Strzeliłem. Oko rozprysło się i głowa opadła nagle, po czym osunęła się na bok.

– TY CHUJU! TY CHUJU! A TU MASZ ZA MOJĄ MAŁĄ. Strzeliłem w czaszkę. Straciłem słuch w prawym uchu. Dalej wrzeszczałem ładując tak szybko, jak tylko mogłem, po czym przytknąłem mu lufę do głowy.

– ZA TATAVE!

Odpadł potężny odprysk kości, pozostawiając krwawą dziurę.

– ZA BEBE!

Proch gryzł mnie w oczy. Wokół czaszki skurwiela unosiły się obłoki dymu.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Gorączka»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Gorączka» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


John Norman - Kajira von Gor
John Norman
John Norman - Die Jäger von Gor
John Norman
Margit Sandemo - Gorączka
Margit Sandemo
Elizabeth Lowell - Gorączka zmysłów
Elizabeth Lowell
Jeffrey Deaver - Dar języków
Jeffrey Deaver
Джон Норман - Tarnsman of Gor
Джон Норман
Cizia Zykë - Sahara
Cizia Zykë
Анджей Пилипюк - Czerwona gorączka
Анджей Пилипюк
Отзывы о книге «Gorączka»

Обсуждение, отзывы о книге «Gorączka» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x