Cizia Zykë - Gorączka

Здесь есть возможность читать онлайн «Cizia Zykë - Gorączka» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Gorączka: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Gorączka»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

" Le safari, commencé dans la joie et le plaisir, se transforma en une gigantesque partie de cache-cache, passionnante, irritante, puis insupportable.
Insidieusement, la résolution de tuer M'Bumba l'éléphant s'installa. C'était lui ou nous. Alors s'amorça une lente descente vers l'horreur et l'irréel: la nature explosait d'une beauté violente, la nuit se faisait cataclysme, des milliers de crocodiles devenus déments massacraient les hommes. Nous étions partis pour la mort. perdus au milieu de quelque chose que je ne comprenais pas, qui n'existait pas, quelque chose qui nous tuait les uns après les autres ".
Fièvres, roman fort, envoûtant, sensuel, nous confirme le grand talent de conteur de Cizia Zykë, révélé dans sa trilogie autobiographique: Oro, Sahara et Parodie.

Gorączka — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Gorączka», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Deszcz chłodził mi ciało. Pomasowałem sobie głowę i wystawiłem twarz na zacinającą ulewę, mając nadzieję, że napięcie pod czaszką nieco spadnie. Wówczas w oddali, ponad palisadą, poprzez szarzyznę jeziora, zobaczyłem owe nieco żółtawe dymy, pojawiające się w niektóre wieczory. Szkodliwe dymy, pomyślałem. I nagle przypomniałem sobie inny obraz. – Była to wioska, którą odkryliśmy na brzegu Sanghi, z tymi spokojnymi trupami, leżącymi na ziemi, choć nic nie tłumaczyło powodów ich śmierci.

Gorączka, pochodząca z jakichś bagien. To właśnie podejrzewał Montaignes. Piorunujące zatrucie albo epidemia, powiedział. Teraz znałem już prawdziwe wytłumaczenie. Podobnie jak Mała, mieszkańcy wioski zasnęli i nie obudzili się już nigdy.

Śmiałem się sam do siebie, ociekając deszczem. Było to takie proste. W tym przeklętym zakątku panował jeszcze dodatkowy koszmar, przed którym zostaliśmy przecież ostrzeżeni natychmiast po wejściu do dżungli, w swojej nieświadomości nie przywiązując jednak do tego wagi. Mała była skazana. Wszyscy byliśmy skazani. Być może ja sam też byłem już przesiąknięty tą trucizną. I ta dziwna malaria, która nie chciała ustąpić!

Fort z czterema niewytłumaczalnymi szkieletami, oto nasze przeznaczenie. Dżungla trzymała nas w garści. Przerobiła nas jak szczeniaków, a my wpadliśmy we wszystkie pułapki. Gorączka dostanie nas wszystkich.

***

Chodziłem po forcie, nie zważając na błoto, które sięgało do kostek, i śmiałem się histerycznie, u kresu sił, potykając się co chwila. Udupieni! Skazani na śmierć! Przez ten straszny sen, który w tej samej chwili powoli wykańcza moją ukochaną.

Nagle stanąłem, unurzany w błocie, i wrzasnąłem, na ile starczyło mi tchu:

– Nie! Nie ja!

Dlaczego? Odmawiałem kategorycznie. Jaki też był powód tego wyroku? Żadnego. Szło tylko o przyjemność szerzenia zła, ale ja się nie dam na to nabrać.

– Nie dostaniesz mnie! Kurwa!

Nawymyślałem całemu światu, po czym znowu opadłem na leżak. Tamci powoli zdychali, ale ja się jeszcze trzymałem. Skoro oni nie żyli albo potencjalnie nie żyli, nie było żadnego powodu, żebym się poświęcał i zostawał tutaj, by stać się jednym szkieletem więcej. Trzeba się stąd zabierać i to szybko!

Zapewne miną całe miesiące, nim przedostanę się do cywilizacji czy do pierwszej wioski, która będzie ją przypominać, ale dopnę swego! Biorę Winchestera, trochę prowiantu i zostawiam wszystkich. Trzeba ratować skórę. Niech mi nikt nie opowiada o solidarności albo czymś takim. Walczyłem. Dałem z siebie wszystko. Ponownie wyczerpałem prawie wszystkie swoje siły. Tamci nie chcieli wyzdrowieć? Niech umierają beze mnie!

***

Było to logiczne. Cóż zrobiłby Paulo na moim miejscu, wiedząc, że śmierć wyznaczyła tutaj spotkanie? Zwiałby. Jeszcze dobrze, jeśli nie wpakowałby nam, płacząc, każdemu po kuli w łeb przed ostatecznym zagłębieniem się w dżunglę.

Podjąłem decyzję. Należało pozostawić fort własnemu losowi następnego dnia o świcie. Było już późne popołudnie, a w takiej ulewie zmrok zapadał szybko. Nie było sensu wychodzić do dżungli po nocy.

***

Prysznic i powzięte postanowienie ukoiły mnie. Wyszedłem wreszcie z tego stanu depresji i czarnych myśli, powstałych pod wpływem długotrwałego beznadziejnego oczekiwania. Wróciłem do warsztatu, by się osuszyć.

Paulo i Montaignes leżeli na plecach, z identycznym wyrazem otwartych ust, okryci matami po brodę, wśród ostrego zapachu potu i śmierci, który przesiąknął każdy przedmiot w całym pomieszczeniu.

Wypiłem łyk bimbru, zrobiłem parę ruchów gimnastycznych i zabrałem się do roboty.

Najpierw zgromadziłem pośrodku warsztatu wszystko, co mogło się im do czegoś przydać. Ustawiłem tam dziesięć tykw pełnych deszczówki. Następnie naznosiłem gałęzi i pośpiesznie zbudowałem dwa nowe legowiska, aby mieli sucho. Ułożyłem stos owoców, nazbieranych w "sadzie" Montaignes'a.

Zgromadziłem ogromny zapas drewna i rozpaliłem ognisko nieco bliżej ich nowych posłań, aby podsycanie go kosztowało ich jak najmniej wysiłku. Podczas tej pracy mówiłem do nich bez przerwy, tłumacząc, że powinni zrozumieć, że musiałem ratować własne życie i że czasu miałem na to niewiele.

Ponadto, kiedy tylko dotrę do wioski, wynajmę pirogę i powrócę po nich jak najprędzej. Jeśli dopisze mi szczęście, napotkam może nawet jakieś plemię albo pojedynczych ludzi przed powrotem do ludzi Kuju, a wówczas będę mógł po nich wrócić od razu. Pozostała im do zrobienia tylko jedna rzecz: wytrzymać. Pozostać przy życiu jak najdłużej. Oddychać regularnie czekając na mnie. Potem musiałem raz jeszcze obmyć ich ciała i przesunąć ich w suche miejsce. Ani jeden, ani drugi nie zareagował w najmniejszym stopniu.

Przygotowałem swój bagaż. Winchester Express, dwie maczety, kilka owoców w małym woreczku ze skóry, zrobionym przez Montaignes'a. Dmuchawka i strzały. To wystarczy. Szykowałem swój tobołek ciągle do nich przemawiając.

– Nie niepokójcie się. Odchodzę. Ale wrócę. Słyszysz mnie, Paulo? Idę tam i z powrotem. To kwestia… powiedzmy, paru dni. Muszę stąd odejść. Słyszysz, Stary? Na moim miejscu zrobiłbyś to samo. Co, Paulo? Powiedz mi, że zrobiłbyś to samo!

Były to z pewnością ostatnie słowa, jakie do niego kierowałem, ale on ich nawet nie słyszał, mój stary kumpel.

Świt zastał mnie na łóżku Małej, mojej dziewczynki, którą trzymałem w ramionach.

– Żyj! – tłumaczyłem jej. – Błagam cię, wysłuchaj mnie przez sen i walcz o życie. Nie porzucam cię. Odchodzę, żeby wrócić. Musisz to zrozumieć, moja malutka, kochana. Elias idzie po pomoc. Wróci. Musisz tu jeszcze być, kiedy wróci.

Łagodnie ucałowałem jej usta, pogładziłem jej skronie, zamyśliłem się, patrząc na jej twarz. Po czym postanowiłem nie odchodzić…

***

Wydawało się, że potop nigdy się nie skończy, jak gdyby prowadził ze mną długotrwałą wojnę nerwów. Tylko w nocy zdarzały się krótkie przerwy, podczas których i tak słychać było hałas wodospadów spływających z drzew. Na kilka chwil chmury odsłaniały niemal okrągły księżyc tak błyszczący, że jego światło przebijało niekiedy przez zasłonę deszczu w postaci białej poświaty.

Upływały dni. Wyzbyłem się wszelkich myśli o ucieczce. Oczywiście byłem świadomy stałej obecności śmierci, ale po pierwszym odruchu samoobrony odeszła ona na dalszy plan, gardziłem nią.

Zrozumiałem, że odejście nie było właściwym krokiem. Jakieś przeczucie, jeden z tych wewnętrznych głosów, których zawsze ślepo słuchałem, zabraniało mi tego. Przeżywać przygody oznacza mieć z przeznaczeniem więcej do czynienia niż przeciętny człowiek i pozwala nauczyć się odczytywać jego znaki i sygnały.

Coś się tutaj szykowało. Musiałem być przy tym obecny. Trudno wytłumaczyć takie przeczucia.

Byłem przekonany, że rozwiązanie nastąpi tutaj, w tym forcie, który sam zbudowałem. W miarę upływu dni uczucie to stawało się coraz silniejsze, a data rozwiązania coraz bliższa. Wielka, niemal doskonale okrągła księżycowa tarcza coś zwiastowała. Wiedziałem, że to coś miało pierwszorzędne znaczenie. Był to koniec pewnej historii. Należało wydać ostatni bój, i ja miałem w tym uczestniczyć.

Zresztą tak czy inaczej nie będzie mi dane tak po prostu się z tego wywinąć. Byłem częścią tej historii i nie mogłem od niej uciec. Jedyna możliwość ucieczki zarysowała się już bardzo dawno: było to wtedy zanim zgodziliśmy się na udział w pierwszej ceremonii, w rytuale odprawionym przez czarownika w domu z wężami. Od tego czasu byliśmy już w to wplątani.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Gorączka»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Gorączka» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


John Norman - Kajira von Gor
John Norman
John Norman - Die Jäger von Gor
John Norman
Margit Sandemo - Gorączka
Margit Sandemo
Elizabeth Lowell - Gorączka zmysłów
Elizabeth Lowell
Jeffrey Deaver - Dar języków
Jeffrey Deaver
Джон Норман - Tarnsman of Gor
Джон Норман
Cizia Zykë - Sahara
Cizia Zykë
Анджей Пилипюк - Czerwona gorączka
Анджей Пилипюк
Отзывы о книге «Gorączka»

Обсуждение, отзывы о книге «Gorączka» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x