Frank Latella z żoną mieli zarezerwowane dwa miejsca na popołudniowym przedstawieniu na Broadwayu. Na Manhattan przyjechali w południe, akurat na mszę w kościele Saint Patrick. Byli z nimi Nancy, Sal i Junior.
Po skończonym nabożeństwie szli pieszo Fifth Avenue w kierunku Plaza, gdzie byli umówieni na wczesny obiad z Seanem i José Vicente, którzy jechali z San Francisco. Obiad byłby więc okazją do miłego spotkania i do rozmowy o interesach.
Nancy miała na sobie biały, dopasowany kostium z lnu, który podkreślał jej smukłą sylwetkę i zaokrąglające się z powodu ciąży biodra.
– Jak się czujesz? – zatroszczyła się serdecznie Sandra. Mówiła konfidencjonalnym tonem, tak aby trzej mężczyźni idący przed nimi nie mogli wtrącić się w ich babskie rozmowy.
– Cudownie – uśmiechnęła się Nancy.
– Ja w drugim miesiącu miałam nudności – wspomniała myśląc z tęsknotą o marzeniach i nadziejach utraconej młodości.
Ciąża Nancy została zaakceptowana przez całą rodzinę. Poinformowała o niej najpierw Sandrę, a Frank dał swoją zgodę na małżeństwo. Młodzi mieli się pobrać w pierwszych dniach września. Frank i José Vicente mieli być świadkami.
W Plaza czekała na nich wiadomość od Seana i José, że są w drodze. Nancy zdecydowała się oczekiwać ich przed hotelem. Sal wyszedł za nią. Na placyku przed hotelem podmuch wiatru rozwiał im włosy. Od strony Central Park przejechał konny patrol policji.
Sal pomyślał o babce, która żyła jeszcze w Castellammare del Golfo, zamknięta w surowej twierdzy swojego samotnego życia. Nancy natomiast zapatrzyła się na portiera, przystojnego mężczyznę o imponującej sylwetce. Przypomniał jej się ojciec, taki jakim go widziała po raz ostatni, wiele lat temu, w słoneczną niedzielę, gdy wiatr znad oceanu pędził ulicami miasta. Znów go ujrzała w okazałym uniformie ze srebrnymi galonami. Tyle, że teraz lata i zdobyte doświadczenie zadziałały niczym szkło powiększające. W uprzejmym, sprawnym zachowaniu portiera widziała uniżoność podkreśloną jeszcze przez jaskrawą liberię. Zrobiło jej się żal tego ojca, w którym nie było nic mitycznego, który był tylko gorliwym służącym, zwykłym lokajem, tak jak ten mężczyzna, który pośpiesznie otwierał drzwiczki limuzyny zdejmując z szacunkiem czapkę.
Nancy poszukała ręki brata i ścisnęła ją mocno w swojej. Wspomnienie zabójstwa Calogero Pertinace było w niej wciąż żywe. Biały lniany kostium zmienił się w tiulową sukienkę do pierwszej komunii, którą miała na sobie w tę odległą wiosenną niedzielę. Usłyszała znowu szybkie strzały z okna taksówki. I w tej samej chwili zobaczyła ojca leżącego na ziemi i powiększającą się ciemną plamę krwi na mundurze ze srebrnymi ozdobami i guzikami. „Tato, drogi tato” – wyszeptała jednym tchem. Przez chwilę była znów dzieckiem, ból w niej nagle ożył. Nancy ściskała konwulsyjnie rękę Sala. Ona nie widziała spokojnego, różnobarwnego, niedzielnego tłumu na Fifth Avenue, widziała twarz Calogero i swoją okryte poplamionym krwią welonem. „Pomszczę cię, tato.” Ta straszna obietnica ciągle ją prześladowała.
– Nancy, tyle lat już upłynęło – próbował uspokoić ją Sal, który odgadł jej myśli.
– Oczywiście… Oczywiście – uśmiechnęła się, próbując odepchnąć w przeszłość tę tragiczną przysięgę.
– Myślę, że to oni – ucieszył się Sal wskazując na taksówkę, która zbliżała się do Plaza.
W samochodzie siedzieli Sean i José, którzy jechali tu bezpośrednio z lotniska.
Oni też zauważyli rodzeństwo, ponieważ Nancy dostrzegła rękę pozdrawiającą ich zza szyby. I w tej samej chwili, w tylnym oknie zwalniającego auta Nancy zobaczyła jak w zatrzymanym kadrze twarz młodego mężczyzny, intensywnie niebieskie oczy, piękne, bezlitosne niczym ogień. Mężczyzna spoglądał na nią i uśmiechał się. Obraz ten zatrzymał się w jej pamięci i zmroził jej serce. Nancy zadrżała. Podniosła ręce do ust, aby stłumić krzyk. Po tylu latach, po wielkiej miłości i namiętności, w momencie gdy czuła, że dokonała najważniejszego wyboru w swym życiu, rozpoznała w Seanie McLeary, jedynym mężczyźnie, którego kochała, zabójcę ojca. Ulica, domy, ludzie, cały świat zaczął wirować wokół niej w przerażającym rytmie. U jej stóp leżał ojciec podziurawiony kulami. A zabójca stał obok niej, mówił do niej. Nancy widziała jego poruszające się usta, ale nie słyszała słów. Zastanawiała się, dlaczego nie rozpoznała go wcześniej. Pomyślała, że gdyby nie ten zbieg okoliczności, gdyby to spotkanie sprzed lat nie powtórzyło się w identycznych warunkach, wzbudzając wspomnienia, poślubiłaby zabójcę własnego ojca. Poślubiłaby go, gdyż go kochała, ponieważ był jedynym mężczyzną w jej życiu, ponieważ był ojcem jej nienarodzonego dziecka.
Sean mówi, próbuje wyjaśniać, chciałby ją przekonać, chwyta ją za ramiona i potrząsa. Ale ona słyszy tylko głos dziecka, który szepcze. „Pomszczę cię, tato.” Na głos dziewczynki nakłada się jej głos.
– Zostaw mnie! – krzyczy Nancy szlochając.
Sean próbuje zatrzymać ją, ale ona wyrywa się, ucieka i biegnie w stronę parku. Ma tylko jedno pragnienie: oddalić się z tego miejsca i zniknąć. On biegnie za nią, gdyż wspomnienie odżywa z całą gwałtownością i czuje w sobie udrękę Nancy. Kiedy dobiega do niej i zatrzymuje, jej oczy błyszczące nienawiścią spoglądają czulej, uspokaja się oddech i na czarującą twarz powraca uśmiech.
– Teraz rozumiesz, dlaczego cię nie chciałem, Nancy? Rozumiesz, dlaczego próbowałem trzymać się od ciebie z daleka?
– Kocham cię, Sean – szepcze mu do ucha i czuje, że nigdy w życiu nie będzie kochała tak żarliwie.
– Będziesz umiała mi wybaczyć?
– Już ci wybaczyłam, mój kochany.
Gorący pocałunek przypieczętowuje pojednanie, ale mały pistolet, który podarował jej, aby mogła się bronić, błyszczy w jej ręku. Sean przytula ją zapominając się w tej błogosławionej ekstazie, gdy tymczasem Nancy naciska na spust. Kula przebija serce Irlandczyka, który umiera w jej ramionach.
José Vicente i Sal zabrali ciało Seana, a Sandra i Frank Latella zajęli się Nancy.
– Musiałam to zrobić, Frank. Musiałam pomścić śmierć mojego ojca.
Ból był kamienną maską na jej pięknej twarzy.
Blady księżyc wędrujący po granatowym, rozbłyszczonym niebie zajrzał przez prostokątne okno rozmównicy, rzucając delikatne światło na wysoki sufit. Głos Nancy słabł jak ogień na kominku. Ostatnie słowa były szeptem, którego magnetofon prawdopodobnie nie zdołał zarejestrować. Mówiła już od wielu godzin, opowiadając słuchającemu jej z zapartym tchem dziennikarzowi zadziwiającą historię. Jaki sens miało to dramatyczne wyznanie dotyczące znanych i nieznanych osób z mafii i życia Nancy? Dlaczego właśnie jemu, w tym miejscu i w tym momencie? Długie cienie ich postaci, które rzucał zamierający ogień, tańczyły na białej ścianie rozmównicy.
Mark zadrżał z zimna i na skutek nowego, niepokojącego uczucia, które nim zawładnęło. Informacje, które zebrał, mogły wybuchnąć z siłą ładunku atomowego. I to go niepokoiło. A przecież rozmowa nie była jeszcze skończona. Siostra Anna miała w zanadrzu jeszcze inne dowody, które mogły zwiększyć moc tej broni. I to go już przerażało.
– Pan jest zmęczony – stwierdziła siostra.
Fawcett był wyczerpany, ale był gotów wysłuchać opowiadania aż do samego końca. Wydawało mu się, że podjął się zadania ponad ludzkie siły. A przecież uważał się za starego dziennikarskiego wygę. Udało mu się powrócić z wielu wojen, rewolucji, frontów, ale to napięcie powaliło go.
Читать дальше