– Tak.
– Czy to prawda, że osoby cierpiące na zespół Münchausena podświadomie pragną zwrócić na siebie uwagę?
– Tak.
– Czy media niezwykle zainteresowały się przypadkiem Faith White?
– Tak. – Lekarz wzdycha.
– Czy to prawda, że osoby cierpiące na zespół Münchausena zaprzeczają, że cokolwiek robią dziecku, albo dlatego, że są patologicznymi kłamcami, albo dlatego, że odcinają się od swojego zachowania?
– Tak.
– Czy Mariah White przyznała, że krzywdzi Faith?
– Nic mi o tym nie wiadomo.
– Czy to odpowiada profilowi osoby cierpiącej na zespól Münchausena?
– Tak. – Fitzgerald unosi brwi. – Oczywiście odpowiada to także profilowi matki, która nie krzywdzi dziecka.
– Mimo to przedstawił pan niemal dziesięć powodów, dla których przypadek ten wygląda jak zespół Münchausena. Jeśli coś wygląda jak skunks, pachnie jak skunks i zachowuje się jak skunks… Cóż, nie może pan z pełnym przekonaniem stwierdzić, że to bez wątpienia jest przykład zaburzeń somatycznych, prawda?
Doktor Fitzgerald zaciska usta.
– To niezwykle przewrotna logika.
Metz kręci głową.
– Tak czy nie?
– Nie.
– W tej sytuacji co nam pozostaje?
Psychiatra spogląda adwokatowi prosto w oczy.
– Jeśli to nie jest zaburzenie somatyczne – mówi z uśmiechem – to przypuszczam, że jednak możemy mieć do czynienia z siedmiolatka, której objawia się Bóg.
Kobieta w najlepszym przypadku wciąż jest pełna sprzeczności.
Alexander Pope
6 grudnia 1999
– To niewiarygodne! – śpiewam. Mam wrażenie, że w moim wnętrzu unoszą się bąbelki, które w każdej chwili eksplodują śmiechem. Obejmuję Joan mocno. – Gdzie znalazłaś doktora Fitzgeralda?
– W Internecie – mówi, uważnie mi się przyglądając.
Ha, jeśli o mnie chodzi, mogłaby znaleźć go pod kamieniem. Psychiatra nie tylko przedstawił alternatywne wyjaśnienia objawów u Faith, ale też stawił czoło Metzowi i wygrał.
– Dziękuję. W piątek usilnie podkreślałaś, że zostałaś zaskoczona, nie przypuszczałam, że będziesz w stanie w tak krótkim czasie przygotować skuteczną obronę.
– Nie byłam, więc nie mnie dziękuj. Uśmiecham się niepewnie.
– Co masz na myśli?
– Nie dysponuję pomocnikami i możliwościami, które ma Metz. W zwykłych okolicznościach nic bym nie zdziałała. Weszłabym dzisiaj rano do sądu i kierowała się wyłącznie wyczuciem. Ale Ian Fletcher spędził cały weekend w mojej kancelarii. Znalazł doktora Fitzgeralda i przez Internet ustalił z nim szczegóły tej linii obrony.
– Ian?
– Zrobił to dla ciebie – mówi Joan rzeczowo. – Zrobiłby dla ciebie wszystko.
Miejsce dla świadka jest bardzo ciasne. Ze wszystkich stron otaczają cię ścianki. Przed sobą masz mikrofon. Siedzisz na krześle tak niewygodnym, że zmusza cię wbrew woli do wyprostowania kręgosłupa i patrzenia widowni prosto w oczy. Moje serce zaczyna miotać się w klatce piersiowej jak uwięziony w słoiku robaczek świętojański i nagle rozumiem, dlaczego po angielsku rozprawę sądową nazywamy trial – „próba”. Obcasy Joan stukają o drewnianą podłogę.
– Proszę podać nazwisko.
Przyciągam łabędzią szyję mikrofonu ku ustom.
– Mariah White.
– Jaki związek łączy panią z Faith White?
– Jestem jej matką. – Słowo jest jak balsam, spływa mi z warg przez gardło do żołądka.
– Może nam pani powiedzieć, jak się pani dzisiaj czuje?
Uśmiecham się.
– Prawdę mówiąc, czuję się świetnie.
– Dlaczego?
– Moja córka wyszła ze szpitala.
– Rozumiem, że w czasie weekendu była bardzo chora?
Naturalnie Joan wie, że Faith była chora; kilkakrotnie ją widziała. Te sztywne formalności są śmieszne. Dlaczego musimy przedzierać się przez teorie i hipotezy, skoro mogę wejść na galerię, wziąć Faith w ramiona i skończyć z tym wszystkim?
– Tak – mówię. – Dwukrotnie doszło do zatrzymania akcji serca i była w śpiączce.
– Ale teraz wypisano ją ze szpitala?
– Została zwolniona w niedzielę po południu i obecnie bardzo dobrze się czuje. – Spoglądam na Faith i choć jest to wbrew regułom, mrugam do niej porozumiewawczo.
– Pan Metz sugeruje, że cierpi pani na zespół Münchausena. Rozumie pani, co to znaczy?
Przełykam ślinę.
– Że krzywdzę Faith. Wywołuję u niej chorobę.
– Wie pani, że dwaj specjaliści zeznali na tej sali sądowej, iż najlepszym sposobem na zdiagnozowanie zespołu Münchausena jest odizolowanie dziecka od matki, by przekonać się, czy jego stan ulegnie poprawie?
– Tak.
– Czy w czasie weekendu odwiedzała pani Faith?
– Nie – mówię. – Dostałam sądowy zakaz zbliżania się do córki.
– Co działo się z Faith od czwartku do niedzieli?
– Jej stan się pogarszał. W sobotę około północy lekarze powiedzieli, że Faith może umrzeć.
Joan marszczy czoło.
– Skąd pani wie, skoro pani tam nie było?
– Dzwoniły do mnie różne osoby. Moja matka, Kenzie van der Hoven. Obie czuwały przy Faith.
– Tak więc od czwartku wieczorem do niedzieli rano stan Faith uległ poważnemu pogorszeniu; dziewczynka była w śpiączce i na skraju śmierci. Mimo to dzisiaj jest zdrowa i obecna na sali sądowej. Pani White, gdzie pani była od drugiej w nocy do czwartej po południu w niedzielę?
Spoglądam na Joan, tak jak wcześniej ustaliłyśmy.
– Byłam w szpitalu z Faith.
– Sprzeciw! – Metz wstaje i pokazuje na mnie palcem. – To obraza sądu!
– Proszę podejść.
Nie powinnam słyszeć ich rozmowy, ale są w takim gniewie, że krzyczą.
– Pogwałciła nakaz sądowy! – mówi Metz. – Domagam się przesłuchania w tej sprawie!
– Jezu, Malcolm, jej córka umierała. – Joan zwraca się do sędziego. – Ale Mariah przyszła do szpitala i Faith jednak nie umarła, prawda? Wysoki sądzie, to zeznanie dowodzi mojej teorii.
Sędzia patrzy na mnie.
– Chcę wiedzieć, do czego to prowadzi – mówi spokojnie. – Pani Standish, proszę kontynuować, a pogwałcaniem nakazu sądowego zajmiemy się później.
– Co się zdarzyło, kiedy przyszła pani do szpitala? – pyta mnie Joan.
Myślę o chwili, gdy zobaczyłam Faith w plątaninie rurek i kabelków, przypiętą do aparatury.
– Usiadłam obok niej i zaczęłam mówić. Aparatura monitorująca pracę serca zaczęła piszczeć i pielęgniarka powiedziała, że musi wezwać lekarza. Kiedy wyszła z pokoju, Faith otworzyła oczy. – Przywołuję rumieniec na jej policzkach, gdy z gardła wyjęto jej tubę, głos kruchy niczym zeschłe liście, gdy mnie zawołała. – Lekarze zaczęli serię badań. Wszystko: serce, nerki, nawet dłonie wróciły do normalnego stanu. To było… cóż, to było zdumiewające.
– Czy lekarze znaleźli jakieś medyczne wyjaśnienie tej sytuacji?
– Sprzeciw! – mówi Metz. – Od kiedy pani White ma dyplom z medycyny?
– Odrzucony.
– Lekarze powiedzieli, że czasem obecność członka rodziny działa jak katalizator na pacjentów w śpiączce – odpowiadam. – Ale powiedzieli też, że tylko raz wcześniej byli świadkami równie gwałtownego powrotu do zdrowia.
– Kiedy to było?
– Gdy moja matka wróciła do życia.
– To pewnie dziedziczne. – Joan uśmiecha się. – Czy poza panią ktoś jeszcze był przy Faith, gdy odzyskała zdrowie?
– Tak. Dwóch lekarzy, sześć pielęgniarek, moja matka i kuratorka procesowa.
– Wysoki sądzie, wszystkie te osoby są na mojej liście, gdyby pan Metz uznał za konieczne z nimi porozmawiać.
Читать дальше