Rosamunde Pilcher - Czas burzy

Здесь есть возможность читать онлайн «Rosamunde Pilcher - Czas burzy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Czas burzy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Czas burzy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Po śmierci matki, która w młodości zerwała kontakt z rodziną, Rebeka postanawia odwiedzić dziadków. Jedzie do Kornwalii, gdzie Baylissowie mieszkają, i tam wkracza w świat, który tylko wyrywkowo zna ze wspomnień matki. Stopniowo odkrywa rządzące nim prawa, zgłębia zasady zawiłej gry, jaką życie toczy z prawdą, aż uświadamia sobie, że to co ważne nie dzieje się z dnia na dzień…

Czas burzy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Czas burzy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Ze słodziutkim uśmiechem teraz odpłaciłam mu pięknym za nadobne.

– Może pani Thomas, może pani Kernów, a może Panna Bystrooka z Informacji Turystycznej…

– Z taką bezczelnością daleko nie zajedziesz.

– Pettifer powiedział mi, że tu jest jej portret.

– Tak, to tam.

Poszłam za nim na drugą stronę sali. W jej pustce głośnym echem odbijały się kroki naszych stóp w gumiakach.

– O, tu – zatrzymałam się i spojrzałam w górę. To była ona, siedząca w promieniach światła lampy, z jakąś robótką w ręku.

Przez dłuższy czas wpatrywałam się w nią, aż w końcu wydałam z siebie głębokie westchnienie zawodu. Joss spoglądał na mnie spod śmiesznego czubka swego kapelusza.

– Co miało znaczyć to westchnienie?

– Wciąż nie mogę zobaczyć jej twarzy i nie wiem, jak wyglądała. Dlaczego on nigdy nie malował jej twarzy?

– Owszem, malował, i to często.

– Ale ja tego jeszcze nie widziałam. Na każdym obrazie jest albo tył jej głowy, albo ręce, albo też jest tak mała na tle całego obrazu, jakby była plamką bez twarzy.

– Czy to ma znaczenie, jak ona wyglądała?

– Pewnie nie ma, ale po prostu chciałabym wiedzieć.

– Po pierwsze, jak w ogóle dowiedziałaś się o jej istnieniu?

– Powiedziała mi o niej matka. Potem także Pettifer. No i widziałam jej portret, który wisi w salonie w Boscarvie. Wygląda na nim tak czarująco i kobieco, że musiała być bardzo piękna. Co prawda Pettifer twierdzi, że nie była wcale piękna, najwyżej atrakcyjna i pełna wdzięku.

Jeszcze raz spojrzeliśmy na portret. Widać na nim było jej ręce i refleksy światła lampy na ciemnych włosach.

– Pettifer mówi, że jej portrety wiszą w różnych galeriach w całym kraju. Będę chyba musiała jeździć od Manchesteru do Birmingham, Nottingham czy Glasgow, dopóki nie znajdę choć jednego, na którym będzie więcej niż tył jej głowy.

– A jeśli znajdziesz, to co wtedy zrobisz?

– Nic. Po prostu wreszcie się dowiem, jak ona wyglądała.

Nie kryjąc rozczarowania, odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę drzwi, gdzie czekał mój pełny koszyk. Joss był jednak szybszy, nachylił się i podniósł go.

– Muszę już wracać – powiedziałam.

– Jest dopiero – spojrzał na zegarek – wpół do dwunastej. Jeszcze nie widziałaś mojego sklepu. Chodź go zobaczyć, napijemy się kawy i odwiozę cię do domu. Nie możesz przecież z tym ciężarem iść piechotą pod tę górę.

– Mogę, czemu nie.

– Ale ja ci na to nie pozwolę. – Otworzył drzwi. – Chodźmy…

Ponieważ nie mogłam wracać bez koszyka, a on nie miał zamiaru go puścić, nie miałam wyboru i poszłam z nim. Ręce wsadziłam w kieszenie płaszcza, aby nie mógł znów wziąć mnie za rękę. Joss nie wydawał się bynajmniej speszony moją celową niegrzecznością, która już sama przez się mogła wyprowadzić z równowagi. Jednak kiedy wróciliśmy do portu i wpadliśmy znów w szpony wichru, nagłe omal nie straciłam równowagi. Joss roześmiał się, wyciągnął moją rękę z kieszeni i ujął w swoją. I jak nie miałam być rozbrojona tym opiekuńczym i pobłażliwym gestem?

Gdy tylko w polu widzenia pojawił się sklep Jossa, w tym charakterystycznym wysokim i wąskim budynku wciśniętym między dwa niskie i szerokie, od razu zauważyłam zmiany, jakie tam zaszły. Framugi okienne były już pomalowane, szyby wystawowe umyte, a nad drzwiami wejściowymi widniała tabliczka z napisem: JOSS GARDNER.

– No i jak to wygląda? – spytał, pęczniejąc z dumy.

– Imponująco! – musiałam przyznać.

Wyjął z kieszeni klucz, otworzył drzwi i weszliśmy do środka. Przy ścianach i na posadzce stały paki z towarem. Półki sięgające do sufitu były różnej szerokości. Na środku lokalu stała konstrukcja przypominająca dziecięcą drabinkę do wspinania. Na niej były już ustawione różnego rodzaju artykuły, od nowoczesnego duńskiego szkła i porcelany, poprzez różnokolorowe naczynia kuchenne aż do pasiastych indyjskich kilimów. Ściany były pomalowane na biało, stolarka pozostawiona w naturalnym kolorze drewna, co w połączeniu z szarą posadzką stanowiło efektowne tło dla sprzedawanych tu artykułów. Schody w tylnej części sklepu prowadziły na górne piętro. Pod nimi znajdowały się drzwi, które były uchylone i prowadziły w dół, do czegoś, co wydawało się ciemną piwnicą. Ale to Joss wskazywał drogę.

– Chodźmy na górę!

Poszłam więc za nim, ale po drodze spytałam:

– A co jest za tamtymi drzwiami?

– Mój warsztat, ale teraz jest tam straszny bałagan. Pokażę ci go kiedy indziej.

Doszliśmy do pierwszego piętra, gdzie ledwo można było się poruszyć wśród koszyków i innych wyrobów z wikliny.

– Tego jeszcze nie uporządkowałem, ale jak widzisz, możesz tu kupować koszyki: na drzewo opałowe, na spinacze do bielizny, zakupy, niemowlęta, pranie czy co byś tam jeszcze do nich chciała włożyć.

Nigdzie tu nie było zbyt dużo miejsca. Cały ten wąski dom był właściwie nieco poszerzoną klatką schodową z podestem na każdym piętrze.

– Jeszcze trochę w górę. Jak tam twoje nogi? A teraz wkraczamy do kwatery głównej właściciela tego obiektu.

Minęłam małą łazienkę wciśniętą w zakręt schodów. Ledwie nadążając za długimi krokami Jossa, przypomniałam sobie, z jakim rozmarzeniem Andrea opisywała to mieszkanie. W duchu żywiłam nadzieję, że okaże się ono zupełnie inne niż w tym opisie. Wtedy wiedziałabym, że był to tylko wytwór jej wyobraźni: „… całkiem jak z ilustrowanego tygodnika. Jest tam takie łóżko podobne do kanapy, z masą poduszek i innych rzeczy, na kominku płoną kłody…”

I w rzeczy samej, tak właśnie to wyglądało. Kiedy weszłam na ostatnie schodki, moje nadzieje szybko się ulotniły. Faktycznie miało to wygląd czegoś zamkniętego i tajemniczego, z mansardowym sufitem schodzącym do samej podłogi i z lukarną w głębi wykuszu, pod którą stało krzesełko. Za ladą podobną do barowej znajdowała się mała kuchenka. Na podłodze leżał stary turecki dywan, a pod ścianą stała otomana przykryta czerwoną narzutą. Zgodnie ze słowami Andrei, była cała zarzucona poduszkami.

Joss postawił na podłodze mój koszyk i rozebrał się z mokrych okryć, wieszając je na staroświeckim wiklinowym wieszaku na kapelusze.

– Zdejmij te mokre rzeczy, zanim się śmiertelnie przeziębisz – zwrócił się do mnie. – Rozpalę w kominku.

– Ja tu nie zostanę, Joss…

– To nie przeszkadza, abym rozpalił w kominku. Zdejmij, proszę, ten płaszcz.

To też w końcu zrobiłam, rozpinając go zgrabiałymi palcami. Zdjęłam też mokry wełniany kapelusz i strząsnęłam warkocz na ramię. Kiedy wieszałam swoje rzeczy tam, gdzie Joss, on już zajął się kominkiem, łamiąc gałązki, zgniatając papier w kulę, zgarniając na kupkę popiół po poprzednim paleniu i zapalając to wszystko długim knotem. Kiedy zaczęło się już tlić, powyjmował z koszyka kilka polan, naniesionych przez przypływ i ociekających smołą, i ułożył je w stosik wokół płomieni. Bierwiona zasyczały, zapryskały i szybko się zajęły. W świetle płomieni cały pokój odżył. Joss wstał i obrócił się do mnie twarzą:

– A teraz, czego się napijesz? Kawa, herbata, czekolada czy koniak z wodą sodową?

– Może być kawa.

– Dwie kawy już idą!

Znikł za ladą kuchenną, nalał wody do czajnika i zapalił gaz. Podczas gdy wyjmował tacę i filiżanki, podeszłam do mansardowego okna, przyklękłam na krzesełku i poprzez szalejącą burzę wyglądałam na leżącą w dole ulicę. Fale rozbijające się o falochron obryzgiwały ją mgiełką wody. Łodzie w porcie wyskakiwały w górę jak zwariowane korki, a duże mewy polatywały nad ich masztami, przeraźliwie piszcząc na wietrze. Joss zajęty przygotowywaniem kawy wykonywał ekonomiczne ruchy z jednego końca kuchenki w drugi, zręczny i zarozumiały jak żeglarz dążący prosto do celu. Póki był zajęty, sprawiał wrażenie nieszkodliwego, ale w opowieściach Andrei denerwujące było głównie to, że wydawały się zawierać ziarno prawdy.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Czas burzy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Czas burzy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Rosamunde Pilcher - Días De Tormenta
Rosamunde Pilcher
Rosamunde Pilcher - September
Rosamunde Pilcher
Rosamunde Pilcher - Septiembre
Rosamunde Pilcher
Rosamunde Pilcher - Błękitna sypialnia
Rosamunde Pilcher
Colleen McCullough - Czas Miłości
Colleen McCullough
Poul Anderson - Stanie się czas
Poul Anderson
Robert Silverberg - Czas przemian
Robert Silverberg
libcat.ru: книга без обложки
Marina i Siergiej Diaczenko
Andrzej Sapkowski - Czas pogardy
Andrzej Sapkowski
Отзывы о книге «Czas burzy»

Обсуждение, отзывы о книге «Czas burzy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.