Chłopiec rozejrzał się wokół. Ze szczytu Piątej Góry czuł zapach morza obmywającego plaże Tyru i słyszał pustynny wiatr z Egiptu.
– Kiedyś będę zarządzał Akbarem – odezwał się do Eliasza. – Wiem, co to wielkość i znam każdy kamień w tym mieście. Wiem, co trzeba zmienić.
– To zmieniaj. Nie pozwól, aby sprawy zastygły w miejscu.
– Czy Bóg nie mógł wybrać innego sposobu, by nam to wszystko ukazać? Była taka chwila, w której pomyślałem, że jest zły.
Eliasz milczał. Przypomniał sobie swoją rozmowę z lewitą sprzed kilku lat, gdy obaj czekali, aż żołnierze Jezabel przyjdą ich zabić.
– Czy Bóg może być zły? – nalegał chłopiec.
– Bóg jest Wszechmocny – odparł Eliasz. – Może wszystko i nic nie jest Mu zakazane. Inaczej musiałby istnieć ktoś potężniejszy od Niego, kto zabroniłby Mu pewnych rzeczy. Wtedy wolałbym oddawać cześć temu Najpotężniejszemu.
Zamilkł na chwilę, by chłopiec pojął sens jego słów. Po czym ciągnął dalej:
– Jednak za sprawą swej nieograniczonej mocy wybrał czynienie tylko Dobra. Gdybyśmy stanęli u kresu naszego losu, zobaczylibyśmy, że często Dobro przybiera postać Zła, ale wciąż jest Dobrem i stanowi część Boskiego planu dla ludzkości.
Wziął chłopca za rękę i zawrócili w milczeniu.
Tej nocy chłopiec spał w jego objęciach. O świcie Eliasz delikatnie odsunął go od siebie, starając się go nie zbudzić.
I nałożywszy na siebie jedyny przyodziewek jaki posiadał, wyszedł z domu. Po drodze podniósł z ziemi kawałek drewna, który miał mu posłużyć za kostur. Postanowił nigdy się z nim nie rozstawać, była to bowiem jedyna pamiątka po jego walce z Bogiem, po zniszczeniu i odbudowie Akbaru.
Nie oglądając się za siebie, poszedł do Izraela.
Pięć lat później Asyria znów zaatakowała Fenicję – tym razem z armią lepiej przygotowaną i wodzami bardziej kompetentnymi. Cały kraj dostał się pod panowanie obcego najeźdźcy za wyjątkiem Tyru i Sarepty, przez jej mieszkańców zwanej Akbarem.
Chłopiec wyrósł na mężczyznę, zarządzał miastem i przez swych współczesnych był uważany za mędrca. Zmarł w sędziwym wieku, otoczony przez najbliższych. Zawsze powtarzał, że “trzeba by Akbar był piękny i silny, bo jego matka wciąż przechadza się ulicami miasta". Dzięki wspólnemu systemowi obronnemu, Tyr i Sarepta były okupowane jedynie przez asyryjskiego króla Senakeriba w 701 roku p. n. e., blisko sto sześćdziesiąt lat po wydarzeniach opisanych w tej książce. Lecz inne miasta fenickie nigdy nie odzyskały swej dawnej świetności i padały ofiarą najazdów Babilończyków, Persów, Macedończyków, Seleucydów i w końcu Rzymian. Mimo to istnieją do dziś dnia, bowiem, co poświadcza tradycja, Pan nigdy nie wybiera przypadkowo miejsc, które chce widzieć zamieszkałymi. Tyr, Sydon i Byblos nadal stanowią część Libanu i dziś jeszcze są polem bitwy.
Eliasz powrócił do Izraela i zwołał wszystkich proroków na górze Karmel. Tam polecił, by podzielili się na dwie grupy: na czcicieli Baala i wyznawców Pana. Zgodnie z przykazaniem anioła, darował cielca tym pierwszym i nakazał im wznosić modły do niebios, aby Bóg zechciał przyjąć ofiarę. Zapisane jest w Biblii:
Eliasz szydził z nich mówiąc: “Wołajcie głośniej, bo to bóg! Więc może zamyślony albo udaje się w drogę, albo śpi".
Potem wołali głośniej i kaleczyli się według swojego zwyczaju mieczami oraz oszczepami, aż się pokrwawili. Ale nie było ani głosu, ani odpowiedzi, ani dowodu uwagi.
Wówczas Eliasz wziął swego cielca i złożył w ofierze zgodnie z nakazem anioła Pańskiego. Wówczas spadł ogień z nieba i strawił żertwę i drwa oraz kamienie.
W chwilę potem spadł obfity deszcz, kładąc kres czteroletniej suszy.
Wybuchła wtedy wojna domowa. Eliasz ukarał proroków, którzy zdradzili Pana. Jezabel kazała go odszukać, aby go zgładzić. On jednak schronił się na zachodnim zboczu Piątej Góry, skąd mógł spoglądać na Izrael.
Syryjczycy najechali kraj i strzałą, która trafiła przypadkiem w nieosłonięte zbroją miejsce, zabili króla Achaba, męża tyryjskiej księżniczki. Jezabel zamknęła się w swym pałacu, a po kilku powstaniach ludu, po upadku kolejnych władców, w końcu została pojmana. Wolała rzucić się z okna, aniżeli oddać się w ręce tych, którzy przyszli odebrać jej wolność.
Eliasz pozostał na górze do końca swych dni. Biblia mówi, iż pewnego wieczoru, gdy rozmawiał z Elizeuszem – prorokiem, którego wyznaczył swym następcą, zjawił się wóz ognisty z rumakami ognistymi i rozdzielił obydwóch, a Eliasz wśród wichru wstąpił do niebios.
Blisko osiemset lat później Jezus zaprosił Piotra, Jakuba i Jana, aby weszli na górę. Ewangelista Mateusz opisuje, że tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim.
Jezus poprosił Apostołów, aby nie rozpowiadali o tym widzeniu do czasu aż Syn Człowieczy nie wstanie z martwych, oni zaś odrzekli, że to się nie stanie nigdy, jeżeli Eliasz nie powróci.
Mateusz [17, 10-13] tak opisuje ciąg dalszy tej historii:
Wtedy zapytali Go uczniowie: “czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz?" On odparł: “Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak jak chcieli". Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu.
***