– Piękna jesteś, moja mała – powiedział cicho.
– Piękna, ponętna i bardzo mądra.
– Mów dalej – domagała się Maggie. – To fascynujące.
Oddala mu pocałunek, ale odsunęła się. Może trochę za szybko. Przymknęła oczy, żeby ukryć przed nim swoje uczucia.
– Mam dla ciebie prezent – powiedział Mike szybko.
– Ale musisz wyjść na dwór, żeby go zobaczyć.
Narzucił jej płaszcz przeciwdeszczowy na ramiona, chwycił za rękę i wyprowadził przed dom. Na podjeździe stał niewielki pikap. Lało jak z cebra. Mike nasunął płaszcz na głowę Maggie.
– Zamknij oczy.
Zaprowadził ją do samochodu, otworzył bagażnik. Oczom jej ukazało się trzydzieści puszek z farbą.
Mike zamierzał kupić jej róże z okazji zdobycia bankowego kredytu, ale po namyśle doszedł do wniosku, że najbardziej ucieszy ją farba domalowania ścian.
– Złamana biel – oświadczył z dumą. – Taka, jaką lubisz. Ta sama, którą wymalowaliśmy już jeden pokój. Odnowimy wszystkie pokoje, zobaczysz. Wieczorami w czasie weekendów.
Oczy Maggie zaszły łzami wzruszenia.
– Ojej, nie płacz, bardzo cię proszę!
Nie zważając na deszcz, dochodzące z oddali grzmoty ani nawet na przyrzeczenia, jakie sobie dała, Maggie przylgnęła do Mike'a i spojrzała na niego z czułością.
– Wcale nie płaczę. Po prostu jestem wzruszona. Przecież musiałeś kupić te farbę nie wiedząc, czy uda mi się w banku, czy nie. Miałeś do mnie takie zaufanie?
– Oczywiście. Byłem pewny, że zrobisz na Frisku piorunujące wrażenie. Powiedziałem ci to rano przez telefon.
Mike patrzył zafascynowany na kropelki deszczu, które drżały na długich rzęsach Maggie. Nachylił się, żeby ją pocałować.
Cofnęła się.
– Mamy mnóstwo pracy! – krzyknęła, – Trzeba wymalować całą górę. Poza tym muszę sobie urządzić biuro. Zjemy kolację i zabieramy się do dzieła, dobrze?
– No dobrze – zgodził się Mike. – Ale najpierw coś zjedzmy.
Panowała nad sobą w czasie kolacji, w czasie przebierania się w poplamione farbą dżinsy, w trakcie dźwigania puszek na górę, aż do chwili, kiedy zanieśli je do niebiesko-czerwono-białej sypialni. Gdy tam weszli, Mike uświadomił sobie, że jest to jedyny pokój w całym domu, z którego jeszcze nie korzystali. Każde inne łóżko było przez nich „zainicjowane".
Bez trudu przekonał ją, że należy natychmiast naprawić to przeoczenie. Nie protestowała, gdy pomagał jej się rozbierać, gdy pieścił ją jeszcze bardziej zachłannie niż zazwyczaj.
Tymczasem na dworze szalała burza. Błyskało się co kilka sekund, pioruny waliły jak szalone. Maggie wykrzykiwała imię Mike'a na cały glos. Jakże to lubił. Pieścił ją coraz śmielej, coraz namiętniej…
Po nieskończenie długim czasie odsunęli się od siebie i leżeli spokojnie, oddychając jak po biegu i wsłuchując się w nawałnicę. Deszcz bębnił w szyby. Mike wodził rękami po plecach Maggie z ogromną tkliwością. Czuła się bezpieczna i szczęśliwa.
A potem zaczęła się bać. Lękała się, że Mike znowu ją opuści. Był dobry i serdeczny, ale nie wierzyła, że ją kocha, chociaż przez minione dwa miesiące często to sobie wmawiała. Teraz była pewna, że jak tylko skończą malowanie domu, Mike odejdzie.
Zarzucała sobie, że zbyt łatwo mu ulega, że zbyt lekkomyślnie ofiarowuje mu swoje ciało, nie zastanawiając się ani na chwilę nad przyszłością. Zrobiła na nim na pewno wrażenie kobiety bez reszty wyzwolonej, a on nigdy nie ukrywał, że to, co do niej czuje, nie jest miłością. Wiele razy próbował mówić z nią o uczciwości, ostrzec przed iluzjami, ale ona zawsze te rozmowy przerywała. Doskonale wiedziała, że poddaje się iluzji, i wmówiła sobie, że trzeba wykorzystać każdy moment, zanim Mike odejdzie, ale to jej wcale nie pomagało.
– Zimno ci, mała?
– Nie.
– Widzę, że drżysz.
Naciągnął jej sweterek przez głowę i przytulił do siebie z uśmiechem. Przeczesała palcami gęste włosy na jego piersi.
– Nie łaskocz mnie.
Objął ją i połaskotał w plecy. Musnął zarośniętym policzkiem jej szyję.
– Z tym malowaniem słabo nam idzie – zauważył ze śmiechem.
– To prawda – zgodziła się.
Nie mogła sobie wyobrazić dnia bez jego pocałunków. Ale może potrafi stawić czoło mniej ważnym sprawom. Może? Musi przecież zachować choć odrobinę szacunku dla samej siebie, choć trochę dumy.
– Możemy teraz pogadać? – zapytała.
– Naturalnie.
– Skoro już dostałam ten kredyt, będę mogła płacić komorne za twoją połowę domu i terenu…
– Już o tym mówiliśmy, Maggie. Wiesz przecież, że nie chcę od ciebie żadnych pieniędzy.
– Nie masz racji. Odziedziczyliśmy wszystko po połowie. Wpakowałeś w ten dom straszną forsę. A czeki, które ci dałam na pokrycie połowy wydatków… Mike, ja wiem, że ich nie zrealizowałeś.
– Mam bardzo przyzwoitą pensję i nie potrzebuję twoich pieniędzy. Zwłaszcza że próbujesz tu zorganizować bardzo śmiałe przedsięwzięcie. Naprawdę, nic ci się nie stanie, jak przyjmiesz ode mnie skromną pomoc. Zakładam, że rozmawiamy o pieniądzach.
Maggie potrząsnęła głową. Bała się, że serce wyskoczy jej z piersi. Mike mówił tonem zimnym jak głaz. Był stanowczy i nieprzejednany.
– Po części -przyznała po chwili wahania. -A zresztą, może i nie. Ale słuchaj, nie mogę ciągle przyjmować od ciebie pieniędzy. To ja zdecydowałam się na niesprzedawanie tego domu i ja powinnam ponosić tego konsekwencje.
– Byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby nasza rozmowa rzeczywiście dotyczyła wyłącznie pieniędzy – powiedział Mike zirytowanym tonem. – Mów jasno, o co ci chodzi, Maggie.
– Nie bądź taki zły.
– Nie jestem zły. Ale wiem, że chcesz porozmawiać o nas, nie tylko o forsie. Przyznaj się.
– No tak. Będę z tobą szczera. To przecież ty od samego początku kładłeś nacisk na szczerość. Wiem, że myślałeś, że ja… no, że ja wcale o ciebie nie dbam. Wciąż mówiłeś, że powinniśmy pamiętać o tym, że jesteśmy sobie potrzebni, ale że się nie kochamy. Może tak i było. Przynajmniej jeżeli chodzi o mnie, przylgnęłam do ciebie z potrzeby, a nie z miłości. Ale to się zmieniło. Ja się zmieniłam.
– No tak, już mnie nie potrzebujesz.
Mike wstał i szybko się ubrał.
– Kilka miesięcy temu poczułaś nagle, że musisz mieć kochanka. Zawsze byłaś silna, silniejsza niż ci się zdawało. Zawsze brałaś z życia to, na co miałaś ochotę. A ja zawsze wiedziałem, że jestem dla ciebie nikim.
– Mylisz się, kochanie.
– Ależ nie! Statki mijające się nocą. To my. Potrzebny ci był ktoś na krótki czas po to, by się pozbierać i stanąć na nogi. Mnie zresztą też. Ale teraz nasze życie ułożyło się. Więc ty pierwsza składasz deklarację niepodległości. Przecież właśnie to chciałaś mi dać do zrozumienia. Że mnie nie kochasz. Przyznaj się, Maggie?
Potrząsnęła głową w milczeniu. Ból ściskał jej gardło. Duma ogarnęła ją jak zimna szara mgła. Przyznać mu się teraz do tego, że jest w nim zakochana? Teraz, kiedy dał jej do zrozumienia, że nigdy nie żywił do niej żadnych głębszych uczuć?
– Skoro jesteśmy w stosunku do siebie tacy, to przyznaj się wreszcie, że nigdy nic do mnie nie czułeś. A zresztą, gdybyśmy się przypadkiem w sobie zakochali, byłby to straszny błąd. Pochodzimy z tak różnych środowisk, z tak różnych światów.
– Miłość jest zawsze niebezpieczną iluzją.
– O, tak.
Tego nie musiał jej mówić.
– Uczciwość jest lepsza -mruknął Mike. -To jedyna rzecz, na jaką można liczyć, nawet kiedy wszystko dokoła się rozpada.
Читать дальше