– Absolutnie nie.
– Nie jesteś lepszy ode mnie.
– Od dawna o tym wiem. Podaj butelkę, zielonooka njmfo.
Maggie usiłowała zmobilizować wystarczającą ilość energii, żeby go kopnąć, ale szampan i słońce wyraźnie ją osłabiły. Leżała zupełnie odprężona, z rękami pod głową, wyciągniętymi nogami i przymkniętymi powiekami. Nie wyobrażała sobie możliwości zmiany pozycji. Nie potrafiła logicznie myśleć. Zapach rzeki, trawy, cały ten aromat wiosny był zbyt oszałamiający.
Nagle zobaczyła tuż przed sobą oczy Mike'a. Leżał tuż obok niej, toteż nie było w tym nic dziwnego.
– Myślę, że nie wypiłaś więcej niż jeden kieliszek szampana – zauważył. – Ale te szampańskie bąbelki dziwnie uderzają do głowy. To tak, jakby pociąg towarowy nagle przemienił się w gutaperkę – dodał enigmatycznie.
– Bez porównań z towarowymi pociągami – mruknęła Maggie. – W lutym nie naigrawałeś się tak ze mnie.
– Nie?
Boże, jak ją denerwował. Zamknęła oczy i pomyślała o tym, jak inny był Mike zaledwie dwa miesiące temu. Ponury, zamknięty w sobie, pozornie spokojny. Teraz bez przerwy z niej żartował, wciąż się uśmiechał i obserwował ją swoimi ciemnymi oczami. Właściwie ją to cieszyło. Pewnie coś dobrego zdarzyło się w jego życiu. To nie jej sprawa, ale niech mu będzie.
Własna sytuacja cieszyła Maggie znacznie mniej. Nowe wcielenie Ianellegó niepokoiło ją. Zamierzała spędzić dzień w biurze agencji handlu nieruchomościami, a nie na poszukiwaniu skarbów. Jeszcze przed kilkoma godzinami wcale nie myślała o zatrzymaniu tego domu, a już na pewno nie spodziewała się, że będzie leżała na pledzie nad brzegiem rzeki i piła szampana.
Do tego wszystkiego ten okropny człowiek zachowywał się tak, jak gdyby od dawna marzył o tym, by przebywać w jej towarzystwie. No, ale na pewno ta sytuacja nie potrwa długo. Maggie naprawdę nie miała apetytu na przelotne romanse.
Ale co tam. Na razie wypije jeszcze trochę szampana i podda się urokowi chwili. Później będzie musiała za to zapłacić. To pewne.
– Jeżeli nie śpisz, to chciałbym ci coś powiedzieć – odezwał się Mike.
– Zamieniam się w słuch.
Mimo to milczał przez dłuższy czas i tylko leżał ze wzrokiem wbitym w niebo, żując źdźbło trawy. Emanowało z niego rozkoszne lenistwo.
Nagle uniósł się na łokciu i ożywił niemal w mgnieniu oka.
– Doleję ci trochę szampana i opowiem coś – oświadczył.
– Coś się stało? – zaniepokoiła się Maggie. Szampan przestał jej jakoś smakować.
Mike usiadł i oparł się plecami o pień starego drzewa.
– Jesteś jedyną kobietą, jaką spotkałem, która nie zanudza mnie pytaniami – oświadczył.
Próbowała się uśmiechnąć, ale jej to nie wyszło.
– Na samym początku zorientowałam się, że nie lubisz, żeby cię indagowano – odparła.
– No tak – przyznał – ale to nie miało nic wspólnego z twoją osobą.
– Uważam, że każdy ma prawo do prywatności.
Mike zaczął starannie obierać patyk z kory.
– Powiem ci coś – oświadczył. – Otóż w czerwcu zeszłego roku straciłem pracę w firmie Stuart-Spencer. Jako powód podano reorganizację przedsiębiorstwa i związaną z tym likwidację mojego stanowiska. Było to kłamstwo. Odpowiadałem za finanse i okazało się, że w kasie brakuje czterdziestu tysięcy dolarów. Tylko trzy osoby miały dostęp do tej kasy. Prezes, wiceprezes i ja.
– Rany boskie!
– Doskonale wiedziałem, co się stało z tą sumą. Ale nic nie mogłem zrobić. Zacząłem się starać o inną pracę, ale nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Wreszcie przyparłem do muru jednego z dawnych kolegów i zmusiłem do mówienia. Dowiedziałem się, że firma wyrobiła mi opinię złodzieja. Zrozumiałem, że na całej naszej półkuli nie znajdę posady.
– Co za bandyci!
Współczucie ścisnęło serce Maggie. Wiedziała, że Mike ceni uczciwość ponad wszystko. Takie podejrzenie mogło go zabić.
– Zrobili z ciebie kozła ofiarnego!
– Skąd wiesz?
– Nie bądź głupi. Pewnie, że wiem. Dlatego byłeś w lutym taki przygnębiony?
Nie odpowiadał.
– Trudno sobie wyobrazić, żeby prezes czy wiceprezes okradał własną firmę – ciągnął. – Wierz mi, wszystko przemawiało przeciwko mnie.
– Jeżeli chcesz mnie przekonać, że jesteś złodziejem, to ci się nie uda.
– Chcę, żebyś oceniła realnie moją sytuację.
Zalała go fala ulgi. Uwierzyła w niego bez wahania.
A wcale nie była cyniczną realistką. -Zwróciłem się do adwokata i do Urzędu Pracy. Nie wolno bezkarnie oczerniać człowieka, umieszczać go na czarnej liście. Jednakże nie można było znaleźć dowodów. Referencji udzielano przez telefon, nikt nie zgadzał się wystąpić w procesie, by dać świadectwo prawdzie. Ponieważ nie wysunięto żadnych konkretnych zarzutów, nie miałem możliwości obrony w sądzie.
Chciał mówić dalej, ale Maggie znalazła się nagle na jego kolanach. Objęła go mocno za szyję.
– A niech cię wszyscy diabli – szepnęła z furią. -Dlaczegoś mi tego wcześniej nie powiedział?! Jak żyję nie spotkałam takiego durnia jak ty, Ianelli. Przysięgam…
Mike zrozumiał, że Maggie jest naprawdę zła. A przecież miał jej tyle do powiedzenia. Chciał jej wytłumaczyć, dlaczego do niej nie dzwonił, powiedzieć, że nie chciał jej zaprzątać swoimi sprawami, dopóki by! bezrobotny. Pragnął jej dokładnie wyłożyć swój pogląd na sprawę uczciwości, ale Maggie nie słuchała.
Była blada jak chusta, tylko jej zielone oczy płonęły gorącym blaskiem.
Zaczął ją delikatnie całować. Zalewały go na przemian fale zimna i gorąca..W jej objęciach powracał do życia, był jak nowo narodzony.
Poczuła pod plecami miękki dywan trawy. Kruczoczarne włosy Mike'a obramowane błękitną aureolą nieba zasłaniały jej horyzont. Jego pocałunki łagodziły złość, napełniały ją słodyczą. Odczuła ciężar jego ciała, jego ciepło, jego gwałtowną potrzebę miłości.
W cieniu było chłodno, w słońcu upalnie. Trzymając się kurczowo jedno drugiego, turlali się po murawie. W uszach Maggie szumiała rzeka, dudniła krew.
Pomagali sobie przy ściąganiu dżinsów. Mike zerwał z siebie sweter, z niej bluzkę. Na pewno nie jestem ideałem kobiecości, pomyślała Maggie. Czyżby Mike mógł marzyć o rudej, piegowatej dziewczynie o malutkich piersiach? Nonsens. A tymczasem on próbował pocałować każdy z piegów z osobna. Potem delikatnie pieścił jej piersi i przylgnął do niej całym ciałem.
Przez całe życie chłopcy całowali ją, a potem żegnali się uprzejmie i znikali. Z Mikiem było inaczej. Z nim ona była inna.
Bez fałszywego wstydu pomogła mu zdjąć resztę odzieży. Potem zdjęła swoją. Wszystko to powoli, z premedytacją. Kiedy wyciągnął do niej ramiona, wymknęła mu się i nagle skoczyła na nogi.
– Wracaj – zażądał.
Uśmiechnęła się niemal prowokacyjnie.
– Złap mnie!
Maggie puściła się pędem przez łąkę. Wiedziała, że dokoła nie ma żywej duszy. Pędziła co sił, śmiejąc się na cały głos.
Dogonił ją po chwili, uniósł wysoko w górę i zaraz potem złożył delikatnie na gęstym mchu.
Nakrył ją całym sobą. Stali się jednym ciałem.
Nad nimi szumiały gałęzie szaleńczo pachnącego jaśminu.
Maggie chwyciła torebkę i teczkę i pobiegła na werandę. Zbierało się na burzę. Błyskawice przecinały niebo. Początek kwietnia był ciepły i słoneczny, ale maj okazał się kapryśny i deszczowy. Maggie wpadła do domu. Bardzo lubiła burzę, ale tylko wtedy, gdy znajdowała się w bezpiecznym wnętrzu.
Читать дальше