Orson Card - Czerwony Prorok

Здесь есть возможность читать онлайн «Orson Card - Czerwony Prorok» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1996, ISBN: 1996, Издательство: Prószyński i S-ka, Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Czerwony Prorok: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Czerwony Prorok»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Od tego dnia Indianin Lolla-Wossiki stał się żałosnym pijakiem. Jego brat, Ta-Kumsaw, chciałby przepędzić białych z kontynentu. Ale gubernator Bill Harrison snuje o wiele okrutniejsze plany wobec Indian. Kiedy zaczyna je realizować, mimowolnie doprowadza do spotkania Alvina Millera — wyjątkowego białego chłopca, obdarzonego potężną mocą magiczną — z Lollą-Wossiky i Ta-Kumsawem. I tak rozpoczyna się kolejny etap edukacji Alvina.

Czerwony Prorok — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Czerwony Prorok», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— A to jest Alvin — rzekł Ta-Kumsaw. A raczej Isaac, bo z całą pewnością nie wyglądał teraz na Ta-Kumsawa. — Syn młynarza z kraju Wobbish.

— To ta nić, którą widziałam w tkaninie nie na swoim miejscu. — Uśmiechnęła się do Alvina. — Wejdź — powiedziała. — Chcę zobaczyć legendarnego Małego Renegado.

— Kto to taki? — zdziwił się Alvin. — Kto nie gada?

— Renegado. W całym Appalachee o was mówią. Nie wiedziałeś? O Ta-Kumsawie, który jednego dnia pojawia się w kraju Osh-Kontsy, a następnego w wiosce na brzegach Yazoo. Podburza Czerwonych do rzezi i tortur. I zawsze towarzyszy mu biały chłopiec. Namawia Czerwonych do jeszcze większych okrucieństw i uczy tajemnych sposobów męczarni, stosowanych kiedyś przez papistyczną inkwizycję we Włoszech i Hiszpanii.

— To nieprawda — zaprotestował chłopiec.

Uśmiechnęła się. Zatańczyły płomienie w jej oczach.

— Muszą mnie nienawidzić. A ja nie wiem nawet, co to jest ta pozycja.

— Inkwizycja — poprawił go Isaac.

Serce Alvina ogarnęło przerażenie. Jeśli ludzie opowiadają takie rzeczy, to uznają go za przestępcę, potwora.

— Ja tylko chodzę razem…

— Wiem, co robisz i dlaczego — przerwała mu Becca. — W tych okolicach za dobrze znamy Isaaca, by wierzyć w takie kłamstwa o nim i o tobie.

Jednak Alvin nie dbał o „te okolice”. Bał się, co go czeka w domu, w kraju Wobbish.

— Nie martw się — pocieszyła go Becca. — Nikt nie wie, kim jest ten legendarny biały chłopiec. To przecież nie żaden z pary Niewiniątek, których Ta-Kumsaw posiekał w lesie na kawałki. Z pewnością nie Alvin ani Measure. A właściwie którym ty jesteś?

— Alvinem — odpowiedział Isaac.

— A tak. Już mi to mówiłeś. Trudno mi zapamiętać imiona.

— Ta-Kumsaw nikogo nie posiekał.

— Jak się pewnie domyślasz, Alvinie, w tę plotkę również nie uwierzyliśmy.

— Aha…

Alvin nie wiedział, co powiedzieć. A że już bardzo długo żył jak Czerwony, zrobił to, co zawsze robią Czerwoni, kiedy nie mają nic do powiedzenia. Coś, co Białemu nie przeszłoby nawet przez myśl.

Milczał.

— Chleba i sera? — spytała Becca.

— Bardzo chętnie. Dziękujemy — odparł Isaac.

To niesamowite. Ta-Kumsaw mówiący „dziękujemy” niby elegancki dżentelmen. To nie znaczy, że wśród swoich nie był szlachetny i wymowny. Ale w języku Białych zawsze wyrażał się sucho, mało kwieciście. Aż do teraz. Magia.

Becca potrząsnęła małym dzwonkiem.

— To skromny posiłek, ale w tym domu żyjemy skromnie. A ja szczególnie, w tym pokoju. Tak być powinno: to takie skromne miejsce.

Alvin rozejrzał się. Miała rację. Dopiero teraz uświadomił sobie, że ten pokój jest ową dawną oryginalną chatą z bali, a jedyne pozostałe okno wpuszcza do wnętrza blask południowego słońca. Ściany były z szorstkiego starego drzewa; nie zauważył tego przez całe to płótno, udrapowane tu i tam, zwisające na hakach, spiętrzone na meblach, zwinięte w bele. Dziwne płótno: bardzo kolorowe, ale te kolory nie tworzyły żadnego wzoru. Po prostu plotły się tam i z powrotem, zmieniały odcień i barwę… szeroki pas błękitu, kilka wąskich pasemek zieleni, przeplatających się i krzyżujących ze sobą…

Ktoś wszedł, wezwany dzwoneczkiem Bekki: sądząc po głosie, jakiś stary człowiek. Posłała go po jedzenie, ale Alvin nie wiedział nawet, jak ten człowiek wyglądał. Nie mógł oderwać wzroku od płótna. Po co komu tak dużo? I czemu ktoś tka w takich jaskrawych i brzydko zestawionych chaotycznych barwach?

I gdzie ono się kończy?

Podszedł do miejsca, gdzie w kącie stało kilkanaście beli. Zauważył, że płótno na każdej z nich ciągnie się od poprzedniej. Ktoś brał koniec płótna z jednej beli i zawijał, dając początek kolejnej. W efekcie tkanina spływała z pierwszej beli, a potem znikała w środku następnej i tak dalej. To nie były bele różnego materiału, to wciąż ten sam, zwinięty tak, że chyba nie dałoby się go podnieść A potem zaczynała się następna bela. I ani razu nożyce nie dotknęły płótna. Alvin ruszył wokół pokoju, śledząc palcami bieg pasa tkaniny. Szedł za nim aż do haków na ścianie, do zwojów rzuconych na podłogę. Szukał i szukał, aż wreszcie — właśnie w chwili, kiedy wrócił staruszek z chlebem i serem — znalazł koniec: płótno spływało z krosna.

Przez cały ten czas Ta-Kumsaw rozmawiał z Beccą głosem Isaaca. Odpowiadała mu tonem głębokim i melodyjnym, z leciutkim obcym akcentem. Jak ci Holendrzy z okolic Vigor Kościoła, którzy przez całe życie byli Amerykanami, a jednak w mowie zachowali ślad dawnej ojczyzny. Dopiero teraz, kiedy Alvin stanął przy krośnie, a chleb i ser leżały na niskim stoliku z trzema krzesłami wokół, chłopiec zaczął słuchać, o czym mówią. Właściwie dlatego, że strasznie chciał Beccę zapytać, do czego jej potrzebne to płótno. Przecież tkała je chyba ponad rok, skoro miała już taki długi pas. I ani razu nie chwyciła za nożyce, żeby jakoś je wykorzystać. Takie postępowanie mama nazywała skandalicznym marnotrawstwem: kiedy ktoś coś posiadał i nie chciał tego używać. Jak choćby Daily Framer z jej pięknym głosem: całymi dniami śpiewała w domu, ale nigdy nie włączała się do kościelnych hymnów.

— Jedz — polecił Ta-Kumsaw.

A kiedy tak surowo zwracał się do Alvina, jego głos tracił angielską wymowę; znów był prawdziwym Ta-Kumsawem. To chłopca uspokoiło. Nie chodziło o czary; Ta-Kumsaw zwyczajnie mówił na dwa sposoby. Oczywiście jednak nasuwało się więcej pytań, na przykład, gdzie Ta-Kumsaw się tego nauczył. Alvin nie słyszał nigdy choćby plotek o tym, że wódz ma białych przyjaciół w kraju Appalachee, a przecież na pewno by o tym opowiadano. Z drugiej strony łatwo zgadnąć, dlaczego wolał to trzymać w tajemnicy. Co by pomyśleli ci żądni krwi Czerwoni, gdyby zobaczyli go tu i teraz? Jak mogłaby się powieść wojna Ta-Kumsawa?

A właściwie jak Ta-Kumsaw mógł wydać taką wojnę, skoro miał prawdziwych białych przyjaciół, choćby mieszkańców tej doliny? Bez wątpienia kraina była tu martwa, przynajmniej w odczuciu Czerwonych. Jak Ta-Kumsaw to znosi? U Alvina wzbudzało to taki głód, że chociaż wpychał sobie do ust chleb i ser, aż brzuch mu sterczał, wciąż czuł ssanie w żołądku; pragnął wrócić do lasu i usłyszeć w sobie pieśń krainy.

W czasie posiłku Becca opowiadała, co słychać w dolinie, wymieniała nazwiska, które dla Alvina nic nie znaczyły, ale każde z nich mogło należeć do kogoś z Vigor Kościoła. Żyli tu nawet jacyś Millerowie, co było naturalne, skoro tak wielka dolina z pewnością miała dość ziarna do mielenia, by dać pracę więcej niż jednemu młynarzowi.

Wrócił staruszek, żeby sprzątnąć ze stołu.

— Przyszliście obejrzeć moje płótno? — spytała Becca.

Ta-Kumsaw kiwnął głową.

— Między innymi po to.

Becca z uśmiechem poprowadziła ich do krosna. Usiadła na stołku i ułożyła na kolanach nową tkaninę. Zaczęła o jakieś trzy jardy od krosna.

— Tutaj — powiedziała. — Zgromadzenie twojego ludu w Proroczym Mieście.

Alvin zobaczył, jak przesuwa palce nad całą wiązką nici osnowy, które porzuciły swoją właściwą ścieżkę, przewędrowały przez całą szerokość i zebrały się niedaleko krawędzi.

— Czerwoni ze wszystkich plemion — mówiła dalej. — Najsilniejsi z twojego ludu.

Włókna miały zielony odcień i były istotnie grubsze od pozostałych, mocne i zwarte. Becca przesunęła materiał. Zgromadzenie powiększało się, a nici nabrały barwy jasnej zieleni. Jak mogły tak zmieniać kolor? I jak w maszynerii krosna mógł tak się zmienić ich kierunek?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Czerwony Prorok»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Czerwony Prorok» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Czerwony Prorok»

Обсуждение, отзывы о книге «Czerwony Prorok» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x