George Martin - Taniec ze smokami

Здесь есть возможность читать онлайн «George Martin - Taniec ze smokami» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 2011, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Taniec ze smokami: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Taniec ze smokami»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Taniec ze smokami — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Taniec ze smokami», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Gdy Dany wstała, jej tokar zaczął się zsuwać, ale złapała go i podciągnęła.

– Hej ty, z workiem – zawołała. – Chcesz nam coś powiedzieć? Możesz podejść.

Uniósł głowę. Oczy miał czerwone jak otwarte rany.

Dany zauważyła, że ser Barristan przysunął się bliżej i stanął u jej boku niczym biały cień. Mężczyzna potykał się i powłóczył nogami. W dłoni ściskał worek. Czy jest pijany albo chory? – zastanawiała się Dany. Pod połamanymi żółtymi paznokciami miał brud.

– O co chodzi? – zapytała Daenerys. – Przyszedłeś z jakąś skargą albo prośbą? Czego od nas pragniesz?

Nerwowo oblizał spękane wyschnięte wargi.

– Przy... przyniosłem...

– Kości? – zapytała zniecierpliwiona. – Przypalone kości?

Uniósł worek i wysypał jego zawartość na posadzkę.

To rzeczywiście były kości, poczerniałe i spękane. Te długie rozszczepiono, żeby dobrać się do szpiku.

– To był ten czarny – ciągnął mężczyzna z warkliwym ghiscarskim akcentem. –

Skrzydlaty cień. Opadł z nieba i... i...

Nie . Dany zadrżała. Nie, o nie, nie .

– Czy jesteś głuchy, głupcze? – zawołał Reznak mo Reznak. – Nie słyszałeś moich słów? Zgłoś się jutro do moich faktorów. Zapłacą ci za owcę.

– Reznaku – rzekł cicho ser Barristan – zamknij gębę i otwórz oczy. To nie są kości owcy.

Nie – pomyślała Dany. To kości dziecka .

JON

Biały wilk mknął przez czarną puszczę u podstawy jasnego, sięgającego nieba urwiska. Księżyc mu towarzyszył, jego blask przenikał przez plątaninę nagich konarów, przesłaniających rozgwieżdżone niebo.

– Snow – wyszeptał księżyc.

Wilk nie odpowiedział. Śnieg chrzęścił pod jego łapami. Między drzewami szumiał wiatr.

Z daleka dobiegał go zew wabiących go współbraci. Oni również ruszyli na łowy.

Czarny brat rozszarpywał ciało ogromnej kozy. Lały się nań strugi szalonej ulewy, zmywając krew z boku, w który ugodził go długi róg ofiary. Gdzie indziej jego mała siostra wznosiła łeb ku księżycowi i setka drobnych szarych kuzynów przerywała polowanie, by zaśpiewać razem z nią. Było tam cieplej i wśród wzgórz roiło się od zwierzyny. Wataha jego siostry nieraz syciła się nocą mięsem owiec, krów i koni, które były ludzką zwierzyną, a czasem nawet mięsem samych ludzi.

– Snow – zawołał znowu księżyc i zachichotał. Biały wilk truchtał ludzką ścieżką biegnącą pod lodowym urwiskiem. Na języku miał smak krwi, uszy zaś wypełniała mu pieśń setki kuzynów. Kiedyś było ich sześcioro. Piątka ślepych maleństw, skomlących bezradnie w śniegu obok martwego ciała matki, i on, samotnik o białym futrze, ruszający między drzewa na chwiejnych nogach, podczas gdy reszta miotu ssała zimne mleko z twardych, martwych sutek. Teraz z tej szóstki zostało tylko czworo... a jednego z nich już nie czuł.

– Snow – nalegał księżyc.

Biały wilk uciekał przed nim niczym mknąca po lodzie strzała. Pędził ku jaskini nocy, gdzie skryło się słońce, a jego oddech zamarzał w powietrzu. Podczas bezgwiezdnych nocy urwisko było czarne jak kamień, jego mroczna ściana wznosiła się wysoko nad szerokim światem, ale kiedy wzeszedł księżyc, lśniło bladym blaskiem niczym skuty lodem strumień. Futro wilka było grube i kosmate, ale gdy nadciągał lodowaty wicher, nawet ono nie chroniło przed chłodem. Wilk wyczuwał, że po drugiej stronie wiatr jest jeszcze zimniejszy. Tam właśnie był jego brat, szary brat pachnący latem.

– Snow.

Z gałęzi spadł sopel. Szary wilk zwrócił się w tamtą stronę, szczerząc kły.

Snow! – Sierść wilka się zjeżyła. Las rozpuścił się wokół niego. – Snow, snow, snow!

Krzykom towarzyszył łopot skrzydeł. Z mroku wypadł kruk.

Wylądował na piersi Jona Snow z łoskotem i zgrzytem szponów.

SNOW! – krzyknął mu prosto w twarz.

– Słyszę cię. – W izbie panowała ciemność, łóżko było twarde. Przez okiennice do środka wnikało szare światło, zapowiadające kolejny pochmurny, zimny dzień. W wilczych snach zawsze była noc. – Mormonta też tak budziłeś? Zabieraj te pióra z mojej twarzy.

Jon wysunął rękę spod koca, by przepłoszyć kruka. Wielkie stare ptaszysko było niechlujne i bezczelne. Nie bało się niczego.

Snow – zawołało raz jeszcze, przelatując na słupek łoża. – Snow, snow .

Jon zacisnął dłoń na poduszce i rzucił nią, ale ptak wzbił się do lotu. Poduszka uderzyła o ścianę i rozpruła się, pierze posypało się na wszystkie strony. W tej samej chwili do środka zajrzał Edd Cierpiętnik.

– Za pozwoleniem – rzekł zarządca, ignorując nawałnicę piór. – Czy mam przynieść śniadanie?

Ziarno – rozdarł się ptak. – Ziarno, ziarno .

– Pieczonego kruka – zasugerował Jon. – I pół pinty ale .

– Trzy ziarna i jeden pieczony kruk – podsumował Edd. – To brzmi pięknie, panie, ale Hobb przyrządził dziś jaja na twardo, czarną kiełbasę i jabłka gotowane z suszonymi śliwkami. Są pyszne, pomijając śliwki. Ich nigdy nie jem. No, raz się zdarzyło. Hobb pokroił je na drobne kawałeczki, zmieszał z orzechami i marchewką, a potem ukrył w kurze. Kucharzom nie wolno ufać, lordzie dowódco. Nafaszerują cię suszonymi śliwkami, nim zdążysz się zorientować.

– Później. – Śniadanie mogło zaczekać, Stannis nie był tak cierpliwy. – Były jakieś kłopoty pod palisadą?

– Nie ma żadnych, odkąd wystawiłeś strażników do pilnowania strażników, panie.

– Znakomicie.

W zagrodach za Murem uwięziono około tysiąca dzikich, wziętych do niewoli przez Stannisa Baratheona, gdy jego rycerze rozbili zbieraninę Mance’a Raydera. Było wśród nich wiele kobiet i strażnicy nieraz je stamtąd wykradali, by grzały im loże. Ludzie króla czy królowej, bez różnicy. Próbowało tego nawet kilku czarnych braci. Mężczyźni pozostaną mężczyznami. W promieniu tysiąca mil nie znajdą żadnych innych kobiet.

– Poddała się kolejna dwójka dzikich – ciągnął Edd. – Matka z dziewczynką uczepioną spódnic. Miała ze sobą też chłopca, opatulonego w futro, ale on był martwy.

Martwy – powtórzył kruk Starego Niedźwiedzia. To było jedno z jego ulubionych słów. – Martwy, martwy , martwy .

Wolni ludzie napływali do nich niemal co noc, wygłodzeni, na wpół zamarznięci nieszczęśnicy, którzy uciekli przed bitwą pod Murem, a potem uświadomili sobie, że nie mają dokąd iść.

– Czy matkę przesłuchano? – zapytał Jon. Stannis Baratheon rozbił zastęp Mance’a Raydera w perzynę i wziął króla za Murem do niewoli... ale po drugiej stronie nadal byli dzicy. Płaczka, Tormund Zabójca Olbrzyma i tysiące innych.

– Tak, panie – potwierdził Edd. – Ale dowiedzieliśmy się tylko tyle, że uciekła podczas bitwy, a potem ukrywała się w lesie. Daliśmy jej mnóstwo owsianki i zaprowadziliśmy do zagrody, a dziecko spaliliśmy.

Jon Snow nie przejmował się już myślą o paleniu martwych dzieci. Żywe to jednak co innego. Dwóch królów, by obudzić smoka. Najpierw ojciec, potem syn, by obaj zginęli jako królowie – przypomniał sobie. Te słowa wyszeptał jeden z ludzi królowej, gdy maester Aemon czyścił jego rany.

Jon chciał zlekceważyć te słowa, twierdząc, że przez rannego przemawiała gorączka, ale Aemon był innego zdania. „Królewska krew ma w sobie moc” – ostrzegł go stary maester. „A lepsi ludzie niż Stannis nieraz dopuszczali się gorszych czynów”.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Taniec ze smokami»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Taniec ze smokami» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Taniec ze smokami»

Обсуждение, отзывы о книге «Taniec ze smokami» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x