Jacek Komuda - Czarna Szabla

Здесь есть возможность читать онлайн «Jacek Komuda - Czarna Szabla» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 2007, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Czarna Szabla: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Czarna Szabla»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Czarna Szabla — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Czarna Szabla», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

- Ty? - Kołtun, obaj Żydzi i pozostali chłopi wytrzeszczyli oczy. - Ty, Hrehory, chcesz jechać?

W tłumie odezwały się śmiechy. Hrehory zwany był częściej Horyłką z prostego powodu: rzadko widywano go trzeźwym. Żył w Lutowiskach, odkąd pamiętali najstarsi ludzie. I odkąd sięgali pamięcią, zawsze pociągał gorzałkę, spał w błocie i gnoju na mniejszym lub na większym rynku. Nie wiadomo tylko, skąd brał grosze i szelągi na coraz nowe kwaterki wódki osuszane pod płotami lub w podsieniach obu żydowskich szynków w Lutowiskach.

- Ja czekał i cze-e-e-ekał. J-a-a-a-a... Wydeł. Nikt nie wy-y-y-ystąpił... My-y-y-y-yślałem, ty, Kołtun, pójdziesz... A-a-a-ale nie chce-e-e-esz... No to ja... Mnie ni-i-i-i-ic nie zro-o-o-o-obi Bia-a-a-ałoskórski.

- Nie wstyd wam, chłopy? - zakpił Moszko z Tyczyna. - Ziaden z was jajec nie ma! Do gorziałki toście piehwsi, a gdy infamisa trzeba katu wydać, to stahy gorziałecznik więcej ma ikhy!

Iwaszko splunął zamaszyście na ziemię. Roztarł ślinę na proch.

- Idu! Trastia tebe mordowała, Żydu!

Jankiel otarł pot z czoła. Iwaszko spojrzał na Janka.

- A ty co, grajku, zostajesz? Przecie twoją mać szlachcic chędożył, to i fantazję powinieneś mieć pańską!

- Ty muzykanta zostaw! - zakrzyknął Jankiel przestraszony, że straci najlepszego grajka w Lutowiskach. -Aj waj! To talent! Talent samohodny. Ziai, co by na thakcie po dhodze skapiał. Was, chamy, nie szkoda, boście diabła wahci, ale muzykajłę mojego dajcie spokój!

- A ty? - Iwaszko spojrzał na Kołtuna.

- Idę, idę. Inaczej nagrody i na świętego Marcina nie zobaczę.

- Jak mamy ruszać, to szybko - powiedział pan Gintowt. - Zaraz zrobi się ciemno. Dziaduś mój mawiał, że co się do wieczora odwlecze, to do jutra uciecze.

Gintowt mówił prawdę. Słońce już się przechyliło ku zachodowi, zniżyło ku wierzchołkom Otrytu porośniętym wiekowymi borami. Cienie wydłużyły się.

- Chochoł, konie kulbacz! - pisnął Jankiel. - Suchanów dawajcie, dhyjakwi, wędzonki i gorzałki!

Gintowt podszedł do Białoskórskiego, sprawdził więzy na rękach więźnia. Położył dłoń na rękojeści szabli.

- Panie Gintowt - odezwał się Białoskórski - po kiego diabła chcesz być bohaterem tej wioszczyny? Jutro łyki i chamy zapomną, kim byłeś... A pojutrze, gdy ranny pomocy będziesz szukał, sakiewkę oderżną i kłonicami zatłuką!

- Trudno to waszmości zrozumieć, ale ktoś musi bronić sprawiedliwości...

Białoskórski obrzucił uważnym spojrzeniem chudopacholski żupan młodego szlachetki, jego starą szablę odziedziczoną bodaj po pradziadach, znoszone buty, z których lada moment mogła wyjść słoma.

- Smiałyś, szaraku. Poniechaj mnie, a żyć będziesz!

- Jakem z domu wyjeżdżał, coby służby szukać - Gintowt uśmiechnął się tajemniczo - przyrzekłem rodzicielom słabszych bronić. No i proszę, ledwiem w pierwszej wiosce stanął, zaraz krzywdziciela zdybałem. To się ucieszy dziadunio i rodziciele. A ty odpuść mnie, panie, po chrześcijańsku. Ja do ciebie nic nie mam, jeno powinność wykonuję. Odpuścisz?

Białoskórski zacharczał, a potem zaczął pluć krwią.

- Zapłacę. Dobrze zapłacę!

- Nic z tego.

- Do piekła pójdziesz ze mną. Zabiorę cię na sam dół, tam gdzie ósmy krąg diabłów.

Gintowt zbladł. Splunął, przeżegnał się, a potem odwrócił i odszedł do koni. A Białoskórski nagle pomyślał, że chyba skądś zna oblicze młodzika.

3. Na Ostrym

Zmrok zapadł szybciej, niż się spodziewali. Ledwie wyjechali z Lutowisk i poczęli wspinać się na porośnięte lasem zbocza Ostrego, czerwone słońce przechyliło się ku połoninom, zniżyło ku stokom Bieszczadu. Za sobą mieli dolinę, wioskę, a za nią mroczny wał gór, wyraźnie odcinający się od płonącego szkarłatem nieba. To był Otryt zarośnięty bukowym i świerkowym lasem, a w dolinach między jego zboczami zalegały mgły. Znacznie dalej, za doliną Sanu, w której rzeka pieniła się na skalnych głazach i kamienistych progach, wznosiły się posępne, tonące w lekkiej mgiełce Dwernik i Smerek, szczyty werchowiny Wetlińskiej i Caryńskiej. Teraz, wczesną wiosną, jeszcze okrywał je śnieg, topniejący z dnia na dzień pod coraz cieplejszymi promieniami słońca. Lasy poniżej posępnych grani były szare i zielone, łąki i zagajniki odznaczały się plamami żółci, czerni i szarości, a strumienie zasilane topniejącym śniegiem spływały w dół jak srebrzyste wstążki. Wiosna roku Pańskiego 1608 nadeszła wcześnie. Już pod koniec lutego stopniały śniegi na polach, wysoko w górze nawoływały się jastrzębie, ptaki wracały z dalekich stron, a dzikie gęsi ciągnęły na północ kluczami.

Zatrzymali się na kunak na Ostrym. Gintowt wyszukał na noc miejsce pod osłoną trzech zrośniętych, powykrzywianych buków. Dokoła rosły wysokie, suche trawy; pierwiosnki, lilie i pełniki tuliły płatki do snu. Z dolin potoków - Czarnego i Głuchego, dochodził tajemniczy szmer wody. Chłopi rozpalili szybko niewielkie ognisko, Horyłka rozkulbaczył konie, a Gintowt obszedł okolicę z szablą w ręku. Miejsce było dobrze osłonięte i oddalone od drogi. Nikt nie powinien zobaczyć ich z traktu ani poczuć swądu z ogniska. Pomimo to jednak Gintowt postanowił być ostrożny. Wszak w każdej chwili kompania Białoskórskiego mogła upomnieć się o swojego herszta.

- Hej, szaraczku, każ mnie rozwiązać - rzucił hardo infamis, kiedy zsadzono go z konia i położono przy ognisku. - Czas na wieczerzę, a ja nie będę jadł z ziemi jak pies.

- A kto waszej mości powiedział, że jadło dostaniesz?

- To nie wiesz, że więźnia trzeba po chrześcijańsku wspomagać? Policzą ci za to w niebie dobry uczynek, panie bracie. A gdy uciułasz ich więcej, to żywcem do raju pójdziesz.

- Jak ja waszmości rozwiążę - zatroskał się Gintowt - to wasza miłość uciekniesz.

- Dam słowo.

Horyłka, Kołtun i Iwaszko wyciągnęli już z sakwy suchary, wędzonkę, suszoną kiełbasę i bukłak z gorzałką. Zajadali je przy ogniu, krztusząc się i bekając.

Gintowt przeżegnał się.

- Dziaduś mówił, coby nad krzywdzicielami litości nie okazywać. Zwłaszcza nad takimi, co Najświętszej Panienki nie mają w poważaniu. Myślę jednak, że waszmości w Przemyślu ugoszczą godnie... ale na pewno nie tym, co by waści w smak pójść mogło. A więc... dobrze. Posil się z nami.

Gintowt wyciągnął pistolet Białoskórskiego, podkręcił zamek i podsypał prochu na panewkę.

- Kołtun! Przetnij więzy na rękach.

- Wasza mość, to dyjabeł - zaprotestował chłop. - Wydusi nas wszystkich, gardła poprzegryza!

- Powiedziałem!

Głos młodego szlachetki zmienił się. Teraz był groźny i bezlitosny. Kołtun rad nierad posłuchał - przeciął nożem więzy na rękach infamisa. Białoskórski zaśmiał się, usiadł, roztarł zdrętwiałe przeguby rąk, a potem porwał pęto suszonej kiełbasy i zaczął zajadać ze smakiem. Gintowt usiadł na wprost niego. Mierzył z pistoletu w wywołańca.

- Za co ty mnie, szaraczku, tak nie lubisz? - zapytał Białoskórski z pełnymi ustami. - Nie wychędożyłem ci dziewki, nie czyniłem takoż sodomii z twoim dziaduniem.

Gintowt nic nie odpowiedział.

- Pytałem - warknął swawolnik. - A jak kto pyta, grzeczność nakazuje odpowiedzieć, panie hetko z pętelką!

- My się już znamy, panie.

- Tak? A to skąd?

- No, jakże to, nie poznajesz mnie, wasza wielmożność? - zapytał Gintowt odmienionym głosem. - Wszak widywaliśmy się kiedyś.

- To chyba w zamtuzie i po ciemku, bo oblicza przypomnieć nie mogę.

- Nie, wasza miłość - wyszeptał Gintowt. - Znasz mnie dobrze, choć pamięć ci szwankuje. Ale przypomnisz sobie jeszcze. Na wszystko przyjdzie czas.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Czarna Szabla»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Czarna Szabla» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Tess Gerritsen - Czarna loteria
Tess Gerritsen
Jacek Dąbała - Prawo Śmierci
Jacek Dąbała
Jacek Piekara - Arrivald z Wybrzeża
Jacek Piekara
Jacek Komuda - Imię Bestii
Jacek Komuda
P. James - Czarna Wieża
P. James
Jacek Dukaj - Inne pieśni
Jacek Dukaj
libcat.ru: книга без обложки
Jacek Komuda
libcat.ru: книга без обложки
Jacek Komuda
Jacek Dukaj - Czarne Oceany
Jacek Dukaj
Jacek Piekara - Miecz Aniołów
Jacek Piekara
Отзывы о книге «Czarna Szabla»

Обсуждение, отзывы о книге «Czarna Szabla» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x