Jacek Komuda - Bohun
Здесь есть возможность читать онлайн «Jacek Komuda - Bohun» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 2006, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Bohun
- Автор:
- Жанр:
- Год:2006
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Bohun: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Bohun»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Bohun — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Bohun», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Długo błądził po uroczyskach i rozłogach. Kierował się ledwie słyszalnym szmerem strumienia. Wreszcie trafił na wąską ścieżkę wiodącą ku górze i wyjechał na szeroki step. Słońce chyliło się już ku zachodowi.
Ptaki!
Stado wron i kruków zerwało się z traw tak niespodziewanie, że koń Tarasa zarżał, stanął dęba, a Kozaczek ledwie utrzymał się w jarczaku. Gdy wierzchowiec opadł przednimi nogami na ziemię, bandurzysta przytrzymał wodze i zamarł.
Z początku myślał, że to, co sterczy przed nim, jest kępą wyschniętych drzewek. Potem – że może widzi gęstą jedlinę lub jaskółcze gniazda oblepiające wyschnięte pnie tak gęsto, że nadaje im to pozory dziwacznych, pogiętych kształtów.
Dopiero po chwili zaczęło docierać do niego, co tak naprawdę zobaczył. Kiedy koń zarżał, rzucił łbem, zaczął boczyć się i wzdragać przed przystąpieniem bliżej, Taras przejrzał na oczy, a jego wzrok powędrował wzdłuż długich, zakrwawionych żerdzi, aż do... pięciu ludzkich ciał tkwiących na szczytach świeżo zaciosanych pali.
Pięciu Kozaków z kompanii Tarasa, którzy jeszcze niedawno marzyli o hultajskiej sławie, łupach i swawolnych dziewkach, zakończyło żywot wysoko. Zdecydowanie jednak to wyniesienie pod niebiosa nie wyszło im na zdrowie. Przyszli rycerze prawosławni i stepowi zabijacy, a w swych marzeniach pułkownicy i hetmani wojska zaporoskiego skończyli jako kawały ścierwa pozostawione na żer krukom i wronom.
Byli tu wszyscy. Sysun, Morozowicki, Ołeś, obaj Horyłkowie. Taras spoglądał na nich ze zgrozą, zdjął kołpak i patrzył, otwierając szeroko błękitne oczy, nawet nie czuł strumieni łez, które spływały mu po twarzy. Dopiero wówczas doszło do niego, że Bogurodzica ukazująca się w lesie, uratowała go przed okrutnymi mękami i powolnym konaniem.
Jego kompani zginęli straszną śmiercią. Zgodnie z polskim prawem wbito ich na pale. Lecz nawet w godzinie tak okrutnej śmierci nie oszczędzono im dodatkowych męczarni. Taras widział ich wykręcone w górę ręce, obwiązane słomianymi powrósłami zmoczonymi w smole i podpalonymi. Zaglądał w dziury po wywierconych świdrami oczach, wpatrywał się w poobcinane uszy i nosy, pasy skóry zdarte z piersi i pleców, rany po ciosach kindżałem i nadziakiem, strzały sterczące z ramion i żywotów... Spalone, posieczone, okaleczone dziesiątkami najwymyślniejszych tortur ciała Kozaków niemal nie przypominały ludzkich szczątków. Sterczały sztywno, gdyż pod ciężarem obsunęły się głęboko na ostrza pali, niby potworne narośla na świeżym drewnie, wystawione na strawę dla ptaków, woniejące z daleka krwią, spalenizną i okropnym odorem ludzkiego łajna.
Taras zmusił konia, aby podszedł bliżej. Ledwie odnajdywał w zmasakrowanych obliczach podobieństwo rysów twarzy swych niedawnych towarzyszy. Młodszy Horyłko miał wbity w oczodół pierścień herbowy brata Michała – srebrny, szlachecki sygnet ukazujący rozdartą strzałę skierowaną ku niebu. W ustach Sysuna tkwił porwany, parciany mieszek, leżący przedtem pod posągiem Matki Boskiej, zrabowany staremu zakonnikowi.
Wtem Ołeś podniósł zakrwawioną głowę. Taras ujrzał dwie krwawe dziury po wyłupionych oczach.
„Spasi Chryste – przemknęło mu przez głowę. – On patrzy... Widzi mnie...”.
– Boli... – wyszeptał Ołeś. – Strasznie boli.
– Spasi Chryste – jęknął Kozak. – Dostojno jest’ jako woistinu błażiti Tia Bohorodicu, Prisnobłażennuju i Prenieporocznuju i Matier’ Boha naszeho...
Nie mógł dokończyć odmawiania modlitwy, bo Ołeś jęknął takim głosem, że Taras zadygotał.
– Posłuchajte chrestianiny... kto majet ucha! Niechaj sia prybłyżaje... prawdu Bożoju słucha, bo prybłyżajet sia sud Bożoj, ześlat Hospod’ karu mnożoj. Prychodyt hodyna, de wsiaja rodyna krowciou sia pomażet... Taras, ty słyszysz?
– Ołeś, ja... z półhaka, skrócę ci mękę.
– Taras, my przeklęci jesteśmy. Przeklęci, chodząc, jedząc, śpiąc... Przeklęci stojąc, pożywiając za to...
– Ołeś... Nie będziesz się męczył...
– ...żeśmy ubili starego Lacha we dworze i Boharodzicy głowę odcięli! Ty słuchasz? Słuchaj – szeptał półprzytomnie starszy bandurzysta. – Ja już nad grobem stoję.
– Słucham.
– Ty jesteś wybrany, Taras... Ciebie wybrała Boża Rodzicielka, jako jedynego zacnego w naszej kompanii. Jedynego, który okazał... miłosierdzie. Tyś jest wybrany, aby zaprowadzić pokój Boży na Ukrainie. Ty poniesiesz swój krzyż jak Chrystus, do obozu koronnego. Ty między Lachy pójdziesz, by im winy wybaczyć i do zgody nakłaniać.
– Ołeś, co ty gadasz? Jaki pokój Boży? Jak to?
– Będzie wielkie krwi przelanie na Ukrainie. Wsie lasem porosną, wilki w nich wyć będą, detyny małe i mołodycie pójdą w jasyr... Stratują nasze pola kopyta wrażych koni. Brat brata krwią zmoczy i ordzie przedawać będzie, a chłopi nasi i Kozacy niewolnikami będą okrutnego tyrana. Tak będzie, jeśli nie zapanuje na Ukrainie pokój Boży... Taras, słyszysz...
– Tak – jęknął Taras. – Słyszę...
– Ja widzę... Widzę, jak korona złota na ziemię upada... Czarne orły ją dziobią. Ale powstanie ze stepów rycerz przeogromny. On koronę podniesie i na swą głowę nałoży. A rycerz ten mieć będzie w herbie tarczę na tarczy. A potem stanie się wielka bitwa przy mogile Soroce przy samym Bohu. A kiedy świt po niej nastanie, zaprowadzi ten łycar pokój Boży na Ukrainie i uratuje ją... na zawsze.
– ...czestniejszuju chieruwim i sławniejszuju biez srawnienija sierafim, biez istlenija Boha Słowa rożdszuju, suszczuju Bohorodicu Tia wieliczajem – zakończył Kozaczek modlitwę.
– Taras – szeptał dalej umierający Ołeś – ja widzę jego, króla Bożego, ja czuję jak ty i Bohun koło niego w step jedziecie. Na głowie rycerza jest korona, a w Bohunowym ręku buława... I ty jesteś z nimi. Taras! Ty to wszystko sprawisz!
Taras przeżegnał się.
– Ty widziałeś, co nas czeka...? Dlatego... odjechałeś?
– Widziałem – załkał bandurzysta. – Ja... ne znaju, co to jest...
– Ty już do końca życia będziesz takie rzeczy widział. Ty będziesz oglądał, jak twoi druhowie na śmierć idą, jak orda i Lachy rezają dziatki maleńkie, jak ludzi w jasyr biorą, jak mołodycie niewolą. Ty teraz już zawsze zobaczysz, kto jaką śmiercią zginie.
– Ołeś – jęknął Taras. – Ołeś, wybaczcie mi... Ja nie chcę. Nie chcę tego widzieć. Nie mam sił!
– Jeśli nie chcesz, tedy winieneś mieć staranie około pokoju Bożego – jęknął wbity na pal Kozak. – Bo tylko wtedy zaznasz spokoju. Tak mówi Bohorodzica nasza i ty masz się jej słuchać. Młody jesteś i słaby. Lachy i Kozacy to wilki przy tobie. Ale ty masz lirę, którą dał ci pacholik we dworze. Tak ty jej strzeż jak oka w głowie. Jako źrenicy wolności kozackiej. A kiedy w opałach będziesz, zagraj na niej wrogom twoim. Jej nuta ukoi dusze rozszalałe, upiry i sysuny. Idź, Tarasie. Idź i graj.
Weresaj ledwie rozumiał słowa Ołesia.
– A teraz wróć do Bohuna i powiedz mu... rzeknij te słowa... – charczał umierający. – Że Czarna Rada będzie...
Taras słuchał, drżąc ze strachu. Nie mógł oderwać wzroku od umęczonej twarzy Ołesia i dwóch krwawiących dziur, w których miejscu jeszcze dzisiaj rano były szmaragdowe oczy Kozaka – piękne, okolone ciemnymi rzęsami. Oczy, którymi łowił uśmiechy najpiękniejszych mołodyć.
A potem usłyszał szelest i omal nie umarł z przerażenia. Tuż obok, na palu poruszył się Sysun i wypluł porwaną sakiewkę zakonnika.
– On łże... – wycharczał. – Nie słuuuuchaj go, Taras. Nie będzie Bożego pokoju... na Ukrainie.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Bohun»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Bohun» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Bohun» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.